Pozwólcie sobie na własne błędy - Zlodziejka Ksiazek

wtorek, 23 czerwca 2015

Pozwólcie sobie na własne błędy


Nie licząc porażającej nagrody dwóch złotych w zdrapce nigdy nie wygrałam lotka. Zawsze gdy zapominam z domu parasolki, zaczyna padać deszcz. Notorycznie jestem ogrywana w karty przez swojego papulka. Posiadam irytującą skłonność do wpadania na rozmaite przedmioty. O! I zdecydowanie brak mi pewności siebie, nawet gdy chodzi o trywialne chwile życia codziennego. Ale wbrew temu wszystkiemu, nawet gdy momentami sama o tym zapominam, mam cholernie dużo szczęścia rekompensującego drobne przeszkody o których napomknęłam. Mam fantastyczną rodzinę - z kochającymi, godnymi pozazdroszczenia rodzicami na czele. I zdecydowanie najlepszą siostrę na świecie.

Widzicie, Panna M. jest tylko o rok starsza ode mnie i zgodnie z wszelakim prawdopodobieństwem powinnyśmy raczej za sobą nie przepadać (zwłaszcza, że różni nas nie tylko wygląd, ale i prawdziwa przepaść charakterów). Tyle że nigdy jakoś do tego nie doszło. Owszem, zdarzało nam się pokłócić - oczywiście za każdym razem śmiertelnie poważnie i bez perspektyw na znalezienie nici porozumienia. Ale w gruncie rzeczy to właśnie Panna M. jest chyba najbliższą mi osobą, to w jej towarzystwie czuję się najbardziej sobą i to z reguły ona przemawia mi do rozsądku. Czy zna mnie najlepiej ze wszystkich? Prawdopodobnie tak. Czy często proszę ją o radę? Owszem. Ale czy zawsze jej słucham? Niekoniecznie.

Z racji tego, że Panna M. jest starsza wiele rzeczy przeżywała jako pierwsza z naszej dwójki. A jako, że ta różnica jest niewielka - często gdy sama doświadczałam owego wydarzenia nie tylko byłam bombardowana jej wspomnieniami ("Och! To nic takiego, nie ma się czym przejmować!"), ale i sama miałam je wciąż przed oczami. Zupełnie jakbym przeżywała daną chwilę jeszcze raz  tylko w nieco odmiennej scenerii. I strasznie mnie to wkurzało, wiecie. Byłam tylko dzieckiem stresującym się egzaminem gimnazjalnym i miałam gdzieś, że nie ma się czym przejmować bo z perspektywy nie ma to aż tak dużego znaczenia i że jeszcze wiele gorszych sytuacji przede mną. Chciałam się o tym przekonać sama, na własnej  skórze. Nawet jeśli w konsekwencji miałabym przyznać jej rację. 

Pewnie zastanawiacie się o co mi chodzi - po co rozdzielam włos na czworo i dopatruję się problemów tak gdzie ich nie ma. Bo co jest złego w tym, że ktoś okazuje nam troskę i nauczony na własnych błędach chce nam dać jakąś radę? W sytuacji którą wspomniałam - nic. Ale czasami takie niewinne zachowanie przekracza jednak pewną granicę. Część z Was stoi teraz przed trudnym wyborem szkoły ponadgimnazjalnej, kierunku studiów czy też pracy, a nawet jeśli nie - stanie przed nim w bliższej lub dalszej przyszłości. I to ważne by taki wybór należał tylko i wyłącznie do Was.

Oczywiście, warto wysłuchać drugiej strony - poznać jej doświadczenia i przemyśleć własną decyzję jeszcze raz, ale nie pozwolić, bądź co bądź, cudzym wspomnieniom i błędom zadecydować o waszym dalszym życiu.  To, że Wasza mama  chciałaby Was zobaczyć w prawniczej todze, nie oznacza, że musicie porzucić marzenia o projektowaniu ubrań.  To, że przyjaciółka Waszej siostry nie odnalazła się na medycynie, nie jest równoznaczne z tym, że sami nie dacie sobie tam rady. A już na pewno to, że Wasza koleżanka zdecydowała się na pielęgniarstwo, nie jest równoznaczne z tym, że sami macie obrać taką drogę (Bo "to się opłaca, a lęk przed widokiem krwi kiedyś minie" Nie sądzę.)

Każdy z nas ma tylko jedno życie - na dodatkiem, banał goni banał, stosunkowo krótkie i kruche. Nie dopuśćcie do tego by ktoś przeżył je za Was i pozwólcie sobie na własne błędy. W najgorszym wypadku przyznacie mu potem rację, w najlepszym - znajdziecie się o krok bliżej od spełnienia własnego marzenia. Gra chyba warta jest świeczki, nie sądzicie?