Nie każdy z nas jest minimalistą - Zlodziejka Ksiazek

piątek, 12 czerwca 2015

Nie każdy z nas jest minimalistą


Wiele wskazuje na to, że skłonność do podążania za obecnie obowiązującymi trendami wyssaliśmy z mlekiem matki. Nawet jeśli nie wykazujemy tendencji do śledzenia nowinek modowych, dopasowujemy się do społeczeństwa w innych dziedzinach życia - czasami nawet tego nie dostrzegawszy. A już ostatnie kilka lat jest istną kopalnią dla nowych trendów. Modny jest sport, zdrowe odżywianie, oglądanie wysokobudżetowych, amerykańskich seriali i prowadzenie lifestylowych blogów... A jeśli wydaje się Wam, że jesteście ponad to i odcinacie się od wszelakiego rodzaju trendów to tak naprawdę i tak za nimi podążacie - bo taka postawa też jest na topie.

Wśród całego zalewu wszelakiego typu zachowań, dla książkoholików istotne wydaje się zwłaszcza jedno - personalizacja swoich księgozbiorów, najlepiej zgodnie z zasadą "im mniej tym lepiej". Po latach, w których każdy podziwiał bogate biblioteczki i aspirował do posiadania własnej kolekcji rodem z "Pięknej i Bestii", coś uległo zmianie. Minimalizm wpełzł do naszych szaf, zakradł się do kosmetyczek, a teraz - BUM! - zaatakował także książkowe półki, wychwalając pod niebiosa zasadę, że nie liczy się ilość lecz jakość. I bardzo dobrze. Tylko czy to oznacza, że każdy z nas powinien zrezygnować teraz z "Dziecięcych marzeń" i podążyć za większością? Niekoniecznie.

Zdrowy rozsądek warto zachować w każdej dziedzinie życia - nawet trywialnych i z pozoru nie tak istotnych jak choćby kompletowanie własnej biblioteczki. Mając niewiele ponad te naście lat (chlip, chlip!) i mieszkając wciąż z rodzicami, na dodatek dzieląc jeden pokój z Panną M. (i Panem Tobiaszem), jestem zmuszona do cyklicznego przeglądania swoich zbiorów - tytuły, które nie spodobały się ani mi, ani mojemu mamutkowi zazwyczaj zostają zaniesione do miejscowej biblioteki; część - po spakowaniu w kartony - ląduje w piwnicy, schowku, albo na dnie szafy . Ale już taka selekcja sprawia mi ogromne trudności.

Prawda jest taka, że po prostu lubię otaczać się książkami i wiem, że w tym uczuciu nie jestem osamotniona. Świadomość, że posiadam na swojej półce ściśle ograniczoną ilościowo i gatunkowo liczbę pozycji sprawia, że wydaje mi się, że nie mam żadnego wyboru do czytania (chociaż dostrzegam irracjonalność takiej postawy) i w konsekwencji popadam w kryzys czytelniczy Co więcej, należę do tej grupy czytelników, która, przy odpowiednim nastroju, jest w stanie zachwycić się chyba każdym gatunkiem literackim - począwszy od młodzieżówek, przez romanse, kryminały i obyczajówki a na biografiach i wspomnieniach kończąc. I nigdy nie mam pewności, kiedy najdzie mnie ochota na daną pozycję. 

Przed zbyt gwałtownym pozbywaniem się książek powstrzymuje mnie również doświadczenie. Spotkanie z prozą Khaleda Hosseiniego nauczyło mnie, że czasami warto dać danej pozycji drugą, a niekiedy nawet i trzecią szansę, bo do niektórych z nich trzeba najzwyczajniej w świecie dorosnąć. Chomikowanie książek, które kilka lat wcześniej nie spełniły waszych oczekiwań, chociaż pozornie nieco irracjonalne , koniec końców może  dać nam okazję do zapoznania się z jedną z najpiękniejszych historii Waszego życia.

Nie uważam, że personalizacja biblioteczki jest czymś złym i mam nadzieję, że doczekam się dnia, w którym bez wyrzutów będę mogła podarować niektórym pozycjom drugie życie. Ale teraz jeszcze na to nie czas. To że część osób zaczyna ostatnio selekcjonować własne książkowe zbiory, nie oznacza od razu że i wy powinniście podejmować taki krok. To taki sam trend jak moda na noszenie dzwonów i nie wykluczone, że minie równie szybko jak się pojawiła, zastąpiona na rurki. Nie każdy z nas jest minimalistą - i nie ma w tym nic złego.