niedziela, 29 marca 2015

Nieprzekraczalna granica, Colleen Hoover


Z chwilą, w której autor zapowiada kontynuacje książki, która przypadła Wam do gustu, ale która równocześnie otrzymała już satysfakcjonujące zakończenie, trudno pozbierać własne myśli w sensowną całość. No bo oczywiście, ze cieszycie się z możliwości ponownego spotkania lubianych bohaterów. Ale z drugiej strony ciężko pozbyć się obaw, że każde kolejne słowo może zepsuć dobre wrażenie , zwłaszcza biorąc pod uwagę tendencję twórców (i to nie tylko pisarzy) do nadmiernego przeciągania historii.I nic nie poradzę na to, że owy dualizm uczuciowy towarzyszył mi także w odniesieniu do Colleen Hoover, która do tej pory mnie przecież nie zawiodła. Zresztą, nie do końca bezpodstawnie.

Layken i Willa łączy nie tylko młodzieńcze, gorące uczucie, ale również podobne doświadczenia życiowe. Oboje stracili rodziców; oboje musieli szybciej dorosnąć; i wreszcie oboje podjęli decyzje by samodzielnie zająć się swoim rodzeństwem. Można by rzec, że są dla siebie stworzeni, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że już przetrwali jedną próbę w związku z pracą nauczyciela Willa. Tyle, że wszystko wskazuje na to, że kolejne problemy mogą okazać się trudniejsze do pokonania. Pojawienie się Vaughn - dawnej miłości chłopaka - i niewinna bądź co bądź sytuacja, wzbudzają wątpliwości Lake w solidne fundamenty ich związku. Layken i Will się rozstają. Ponownie.

"Nieprzekraczalna granica" jest takim uśmiechem w kierunku wielbicieli pierwszej części trylogii - "Pułapki uczuć". Czymś co raczej nie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy już wcześniej mieli pewne zastrzeżenia względem fabuły , ale co z kolei przywoła miłe wspomnienia u tych, którzy pokochali bohaterów i chcieli spędzić w ich towarzystwie jeszcze kilka chwil. Sięgając po "Nieprzekraczalną granicę" powinniście mieć to na uwadze żeby uniknąć gorzkiego rozczarowania i spędzić nad lekturą przyjemne, pełne emocji popołudnie. Bo chociaż druga część historii Layken i Willa traci nieco w oczach wciąż może umilić przepełnione nudą godziny.

Chociaż Layken sprawdziła się w roli narratorki, oddanie tym razem głosu Willowi było dobrym posunięciem. Pani Colleen Hoover posiada zadziwiającą umiejętność do kreacji męskich bohaterów bliskich ideału. A młody Cooper nie jest w tym wypadku żadnym wyjątkiem. Uczynienie z Willa narratora pozwala nam również na zapoznanie się z jego przeszłością. Co prawda większość faktów już znaliśmy, ale miło odkryć poszczególne detale historii, które do tej pory pozostawały niedopowiedziane. Szkoda tylko, że podkreślenie pewnych cech Coopera. i nieco niefortunnie poprowadzony wątek Vaughn podważają naszą opinię na temat Lake.

Wszyscy mogliśmy się domyślić, że druga część wprowadzi pewne komplikacje w związek dwójki bohaterów - bo inaczej nie mielibyśmy o czym czytać - ale wprowadzenie wątku Vaughn nie wypadło dostatecznie przekonująco. Chociaż cieszę się, ze nie mamy do czynienia z typowym  trójkątem miłosnym i że to nie wierność zostanie poddana tak naprawdę wątpliwością, trudno pozbyć się wrażenia, że wystarczyła jedna szczera rozmowa by zaoszczędzić wszystkim kłopotów i zmartwień - bo czego jak czego, ale tego bohaterom z pewnością nie brakowało.

Nawet stosunkowo niefortunny początek nie mógł jednak wpłynąć na to, że ewidentnie widać, ze wciąż mamy do czynienia ze starą dobrą Colleen Hoover u której uśmiech miesza się z łzami smutku i która za punkt honoru wzięła sobie chyba zaskakiwanie czytelnika chociaż raz podczas lektury. Owszem, można by powiedzieć - kolejne dramaty! ale jak wspomniałam już nie raz i nie dwa powieści z gatunku New Adult rządzą się nieco odmiennymi prawami. Liczą się przede wszystkim emocje, a to Colleen Hoover potrafi nam zapewnić jak nikt inny.

Chociaż slam nie odgrywa już w powieści pierwszych skrzypiec i nie występuje w takich ilościach jak poprzednio wciąż stanowi ważny element fabuły i jej atut. autorka nie rezygnuje także z poszerzenia poruszanej tematyki przez pochylenie się nad bohaterami drugoplanowymi. Co więcej, to właśnie ich problemy mogą okazać się bliższe czytelnikowi. Obserwujemy wiec niepewność bohaterów w związku z nowym, życiowym etapem - wiadomości o dziecku czy też ich bezsilność wobec prześladowaniom rówieśników niepotrafiących zaakceptować odrobiny inności.

"Nieprzekraczalna granica" nie jest najlepszą powieścią w dorobku Colleen Hooveri nie dorównuje poziomem swojej rówieśniczce "Pułapce uczuć". ale nie czyni to z niej pozycji złej. Mimo drobnych mankamentów wciąż możemy dostrzec to za co pokochaliśmy twórczość pani Hoover. Emocje które łamią serce a potem sklejają je na nowo. Problematykę, która, nawet jeśli nie dotyka nas bezpośrednio, jest znana innym współczesnym nastolatkom. I zaangażowanie jakie odczuwamy względem rozgrywających się wydarzeń. Bez względu na wszystko, historia Layken i Willa nie traci swego klimatu.

★★½


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala