środa, 18 marca 2015

Morderstwo w Orient Expressie, Agatha Christie


Są takie tytuły, a niekiedy i tacy autorzy, których po prostu nie wypada nie znać. Wśród nich zdecydowanie znajduje się niekwestionowana królowa kryminału - Agatha Christie. Jako że ostatnio mogłabym tonami pochłaniać wszelakiego rodzaju kryminały, postanowiłam kuc żelazo póki gorące i  nadrabiać me haniebne zaległości.  "Morderstwo w Orient Expressie" nie było wyborem przypadkowym, lecz działaniem z premedytacją. Przez wiele osób to właśnie ten tytuł uważany jest za najlepszy w dorobku autorki , a sami rozumiecie - nie chciałam sie na wstępie zniechęcać. I się nie zniechęciłam.

Hercule Poirot, niewielki Belg, który trudni się w rozwiązywaniu trudnych, pozornie nierozwiązywalnych zagadek, potrzebuje odrobiny wytchnienia od pracy, ale kłopoty wyraźnie znajdują go same. Kiedy po rozwiązaniu kolejnej sprawy  wraca do Europy Orient Expressem, pociąg którym podróżuje grzęźnie w zaspie śniegu. A  w trakcie postoju dochodzi do morderstwa jednego z pasażerów, Wszystko wskazuje na to, że morderca wciąż znajduje się w pociągu. Co więcej, prawdopodobnie jest nim jeden ze współpasażerów detektywa. Poirot po raz kolejny staje przed koniecznością rozwiązania kryminalnej zagadki. Każdy ma swoje tajemnice a co za tym idzie - nie ma osób poza kręgiem podejrzanych.


Kryminały Agathy Christie są specyficzne i daleko im do tych tworzonych współcześnie. Wiedziałam o tym i byłam przygotowaną na ową inność, krzyżując równocześnie palce by było to zjawisko pozytywne. I choć początkowo rzeczywiście trudno było mi się przyzwyczaić do specyfiki historii, wcale nie potrzebowałam tak naprawdę wiele czasu by ja docenić. Agatha Christie nie tworzy długich, rozbudowanych historii. Skupia się tylko i wyłącznie na wątku kryminalnym, znacząco ograniczając partię opisową na rzecz dialogów.

Podobało mi się znaczące ograniczenie listy "podejrzanych". Chociaż w "Morderstwie w Orient Expressie" mało jest rzeczy, które uznać można za pewne, przynajmniej wiemy, ze podejrzany znajduje się na terenie pociągu. Stopniowo poznajemy zeznania kolejnych świadków, jak i przypadkowo znalezione poszlaki. Podążając ich torem czytelnik może sam podjąć próbę rozwiązania zagadki (co, koniec  końców, i tak wydaje mi się niemożliwe). albo też przyglądać się jakim tropem podąża umysł sławnego detektywa - chociaż z góry uprzedzam, jego "Teraz wszystko się zgadza" i tego typu sformułowana powtarzane raz za razem, mogą człowieka wyprowadzić z równowagi. 

Choć zakończenie "Morderstwa w Orient Expressie" doprawdy ciężko jest przewidzieć, nie mogę powiedzieć, że pozbawione jest ono sensu czy logiki. Kiedy oddzieli się od wszystkich śladów i poszlak te fałszywe, układają się one w jasną i logiczna całość, którą przedstawia nam Hercules Poirot. Mnogość tych nieprawdziwych informacji sprawia jednak, że samodzielne rozwiązanie odpowiedzi staje się niemal niemożliwe i to chyba mój największy zarzut wobec  owego tytułu.

Zanim zabrałam się za lekturę obawiałam się trochę czy będę w stanie zrozumieć całość skoro nie jest to pierwsza w kolejności powieść z Herculesem Poirotem w roli głównej. Niepotrzebnie. Wygląda na to, że owe tytuły łączy jedynie postać detektywa. Na samym początku dowiadujemy się co prawda, gdzie poprzednio przebywał Poirot, ale nie zostaje zdradzone  rozwiązanie sprawy a później nie wspomina się na ten temat wcale.

"Morderstwo w Orient Expressie" zdecydowanie w dobry sposób reprezentuje twórczość Agathy Christie. To doskonała lektura na jeden, dwa wieczory, która angażuje czytelnika - może nie emocjonalnie, ale na pewno umysłowo - w rozwiązywanie kryminalnej zagadki. Cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na zapoznanie z twórczością królowej kryminału - z pewnością na tym nie poprzestanę, a i Wam polecam posmakowanie historii jej pióra, choćby "Morderstwa w Orient Expressie".

★★

PS Karolina zawsze dotrzymuje słowa dlatego dzisiaj po raz pierwszy od dawna wracamy z czymś co nie jest typową powieścią młodzieżową. 

PPS Kala cierpi na serialoholizm a tutaj po kolei kończą wszystkie (no dobra - większość) jej produkcje (na szczęście tylko w oczekiwaniu na kolejny sezon a nie całkowicie) - najpierw "The 100", potem "Eye Candy", a teraz za chwilę "Pretty Little Liars". Macie coś co może uleczyć zbolałe serducho wieczorami?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala