poniedziałek, 16 lutego 2015

Vintage. Sklep rzeczy zapomnianych -Susan Gloss


Chociaż z reguły denerwuje mnie przypisywanie pewnym powieściom etykietek "literatura męska/kobieca", jestem gotowa przyznać, że istnieją pewne tytuły, które zostaną pozytywnie odebrane jedynie przez przedstawicieli jednej płci. Zwłaszcza gdy dotyczy to kobiet. I nie czyni to danej pozycji gorszą czy też mniej wartościową. Bo takie lektury też mogą wzruszyć, bawić albo wywołać uczucie przyjemnego ciepła na serduchu. I taką właśnie powieść stworzyła Susan Gloss. Ciepłą, pozytywną historie o kobietach, dla kobiet.

Madison to niewielkie, pełne uroku miasteczko, którego mieszkańcy, jak wszyscy inni ludzie, poszukują swojego własnego szczęścia. To właśnie tam Violet Turner, dobiegająca czterdziestki singielka, prowadzi swój sklep z odzieżą i rozmaitymi innymi przedmiotami vintage. Praca stanowi urzeczywistnienie jej najskrytszych marzeń i wypełnia pustkę spowodowaną tęsknotą za dzieckiem i miłością. W prowadzenie sklepu wkłada całe swoje serce i energie - z przyjemnością poznaje losy zapomnianych rzeczy, a gdy ich nie zna - sama dopisuje im historie. Kiedy okazuje się, że ukochany sklep może zostać zamknięty, Violet nie zamierza poddawać się bez walki. Nieoczekiwanie zyskuje niczego nieświadomych sprzymierzeńców, którzy, tak jak i Violet, muszą zmierzyć się z niespodziewanymi koleinami losu. 

"Sklep rzeczy zapomnianych. Vintage" mógłby być jedną z wielu pozycji literatury kobiecej. Susan Gloss nie jest oryginalna w tym co tworzy a już na pewno nie wówczas gdy spojrzy się na pewne aspekty owej historii. Opowiedziała o losach trzech, całkiem rożnych kobiet znajdujących się na życiowym zakręcie i połączyła je za pomocą jednego elementu - sklepu. Nic nadzwyczajnego bo podobny schemat obserwowaliśmy już w niejednej powieści obyczajowej czy też filmie. I choć rzeczywiście pani Susan Gloss nie da się nie zarzucić braku oryginalności i pewnej przewidywalności, "Sklep rzeczy zapomnianych. Vintage" posiada pewien specyficzny urok.

Susan Gloss stara się stworzyć powieść wielopokoleniową. Przybliżając losy kobiet w tak różnym  wieku wyraźnie próbuje poszerzyć zakres potencjalnych odbiorców. "sklep rzeczy zapomnianych" przemówi jednak najmocniej do kobiet z pewnym życiowym doświadczeniem. Mimo realnych, ciekawie nakreślonych sylwetek bohaterek, nastolatce trudno będzie zrozumieć rozpaczliwa tęsknotę za dzieckiem Violet czy też pustkę jaka towarzyszy Amithi gdy jej wieloletnie małżeństwo przeżywa kryzys. Najłatwiej przyjdzie jej natomiast zrozumieć strach przed przyszłością April - dziewczyny, której świat zawalił się dwukrotnie - najpierw w chwili śmierci matki a następnie gdy dowiedziała się o nieplanowanej ciąży.

"Sklep rzeczy zapomnianych. Vintage" dotyka problematykę bliską sercu niejednej kobiety, ale Susan Gloss przyciąga czytelniczki czymś innym, mianowicie nieustannie powracającym motywem tytułowych zapomnianych rzeczy. Chociaż w powieści nie odgrywają one kluczowej roli i tak się przez nią przewijają. Na początku każdego rozdziału pani Susan Gloss w telegraficznym skrócie przedstawia ich stan oraz króciutką (za krótką, bo zaledwie jednozdaniową) historię. Dodaje to całości uroku i chociaż odrobiny powiewu świeżości - coś co wyróżni ten tytuł spośród innych.

Chyba po raz kolejny jestem zachwycona oprawą powieści wydawnictwa Marginesy. Chociaż szata nie zdobi człowieka, a książki nie ocenia się po okładce, czytelnikowi zawsze jest miło gdy wydawca dopieści daną pozycję nawet w najdrobniejszych detalach. Zarówno okładka, grzbiet  jak i wewnętrzne "skrzydełka" a więc cała oprawa stanowią idealne odzwierciedlenie tego co znajduje sie wewnątrz powieści i może służyć jako jej najlepsza reklama.

"Sklep rzeczy zapomnianych. Vintage" to jedna z tych ciepłych, przyjemnych historii, które zawsze warto mieć w pogotowiu na wypadek kryzysu. Susan Gloss mówi o tym co może spotkać tak naprawdę każdą kobietę i wyciąga do swoich czytelniczek pomocną dłoń gdy już do tego dojdzie - pokazując, że nigdy nie jest za późno na marzenia i że zawsze los może się do nas uśmiechnąć. Drogie Panie, miejcie ten tytuł w pamięci i traktujcie go jako idealne lekarstwo na gorszy dzień.

★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala