Nie dotykać - jestem zajęta! - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 9 lutego 2015

Nie dotykać - jestem zajęta!


Miłość jest obecna w naszym życiu codziennie - każdego dnia w roku, ale jakoś tak się przyjęło, że to właśnie luty nazywany jest miesiącem miłości. I choć nie nalezę do miłośników Walentynek i z reguły nieustannie na nie narzekam (och! niedobre, zlodowaciałe serducho singla!), przymkniemy na to oko i pocelebrujemy je razem. Z delikatnym wyprzedzeniem co by zdążyć napomknąć o wszystkim  po trochu i zaspokoić chociaż na chwilę nienasycone apetyty.    A zaczniemy od tego co najprzyjemniejsze - literackich przystojniaków, którzy na chwilę obecną zajmują serducho Kali.

Wspomniałam o tym nie raz i nie dwa, ale dla porządku się powtórzę - moje serducho jest ogromnych rozmiarów (prawdopodobnie wykonano je z niezwykle elastycznego materiału) i stosunkowo łatwo przychodzi mi obdarzyć uczuciem fikcyjnego bohatera - kocham wielu mężczyzn (tych do rany przyłóż i typków spod ciemnej gwiazdy), ale większość owych miłostek trwa dokładnie tyle ile lektura jakiejś powieści. Zdarzają się jednak i takie postacie, którym udaje się utrzymać owe zainteresowanie na dłużej i to właśnie  oni zasłużyli na chwilę uwagi.


Wielka miłość jest zawsze wielka, więc kolejność nie ma znaczenia. 

1. Pan Darcy ("Duma i uprzedzenie")

Wydaje mi się, że w pewnym momencie życia każda z nas marzy o swoim własnym panu Darcym - czasami nie potrafiąc nawet do końca sprecyzować dlaczego. Wraz z upływem lat stał się on niejako uosobieniem męskiego ideału - kimś do kogo wzdycha się z uwielbieniem i kogo stawia się za wzór dla potencjalnego małżonka. Fakt faktem, że sama do końca nie potrafię wyjaśnić co w tym bohaterze jest tak fascynującego bo a)  bardzo dawno "Dumy i uprzedzenia" nie czytałam i b) nie miałam też okazji odświeżyć sobie filmu.  Być może nie wzdycham więc tak naprawdę do pana Darcy'ego tylko do mojego własnego wyobrażenia na jego temat, ale trudno. Miłość to miłość. A pan Darcy zdecydowanie skradł moje serducho.

2. Syriusz Black ("Harry Potter")

Chociaż zawsze żywiłam ciepłe uczucia do Harry'ego i Rona zdecydowanie miały one czysto platoniczne źródło, a jeśli już doszukiwać się w nich jakiś miłośnych oddźwięków to chyba tylko braterskich. Zawsze jednak fascynowała mnie postać Łapy czyli Syriusza Blacka. I właśnie dlatego tak bardzo rozczarował mnie kierunek w jakim potoczyły się jego losy.S P O I L E R Owszem, wiem że nie tylko on stracił życie, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że pani Rowling potraktowała go najgorzej. Bo nie dała mu szansy na prawdziwą miłość (do kobiety - albo faceta- ale taką namiętną i stanowiącą sens życia). I dlatego też pani Rowling  musi stworzyć jakiś prequel żeby pokazać mi, że się mylę i ujawnić, ze jednak ktoś kiedyś taki był. Póki co moje serducho pęka nawet na samą myśl o nim.


3. Will Herondale ("Diabelskie maszyny")

Niestety, niebezpiecznie zbliżam się do wieku, w którym "moi fikcyjni mężczyźni" staja się młodsi niż ja, ale i tak nie przeszkadza mi to w obdarowywaniu ich uczuciem (ewentualnie, w moim umyśle nieco ich postarzam ;) ). Do jednej z moich największych miłości zdecydowanie należy Will Herondale. To właśnie on, a nie Jace, jest najlepszą postacią, którą powołała do życia Cassandra Clare. Można kochać go za wszystko - odwagę, zaangażowanie, ironię, zdolność do poświęceń, a także za to, że tak pięknie potrafi mówić o miłości (i na dodatek w równie ujmujący sposób ją okazywać). I naprawdę nie mam pojęcia jak można pokochać kogoś innego po tym jak miało sie okazje pokochać jego.

4. Augustus Waters ("Gwiazd naszych wina")

Oczywiście, ze Gus jest takim trochę wyidealizowanym gościem, którym ze świecą szukać zarówno w świecie rzeczywistym jak i fikcyjnym. Augustus Waters jest tylko jeden i tak powinno pozostać - inaczej kobietom coraz trudniej byłoby zaakceptować kogoś kto przynajmniej mu nie dorównuje. I wcale nie chodzi mi o to, że to tego typu facet, który zrobi wszystko żeby spełnić marzenie swojej dziewczyny czy też o to że wydaje się posiadać znacznie szerszy zasób słownictwa na opisywanie uczuć niż inni ludzie. Nie. Chodzi mi o to, że Augustus Waters potrafi sprawić, że dziewczyna zaczyna spoglądać na siebie jego oczami; że nie tylko czuje sie kochana, ale i ma przeświadczenie, że na to uczucie zasługuje. Ktoś taki zdecydowanie by sie przydał.

5. Dymitr Bielikow ("Akademia wampirów"

O ile chciałabym spotkać na swojej drodze każdego z tych bohaterów, o tyle jestem pewna, że z Dimką byśmy się nie dogadali (bo, spójrzmy prawdzie w oczy, raczej daleko mi do Rose), nie przeszkadza mi to jednak we wzdychaniu do niego z odpowiedniego dystansu. Podoba mi się jego siła i odwaga - to że walczy do końca jeśli tylko walczy o to w co naprawdę wierzy, ale podoba mi się też to, że bez względu na wszystko inne staje się bezsilny jeśli chodzi o prawdziwą miłość.

6. Holder ("Hopeless")

Sama idea posiadania własnego Holdera u swojego boku jest niezwykle przyjemna i pociągająca. Owszem, raczej nie byłby to związek na miarę tego z "Hopeless", bo też i nie opierałby się  na równie solidnych fundamentach. Ale dobroć i wsparcie jakie daje innym - czyli dokładnie to co najbardziej cenie w postaci Holdera, nie wynika przecież z przeszłości jaką dzielą bohaterowie, ale jego charakteru.

7. Warner ("Dotyk Julii")

Nie czytałam "Daru Julii" i w związku z tym nie wiem czy mogę się wypowiadać o moim uwielbieniu na dla tego bohatera. Trudno. Warner zdecydowanie zalicza się do najbardziej tajemniczych, a przez to pociągających, bohaterów i po prostu nie mogło go tu zabraknąć. Zwłaszcza, gdy przypomnę sobie pewne sceny z "Sekretu Julii". To nie jest proste uczucie, bo też i nie jest to prosta postać, ale każdy z nas może popełnić błędy - ważne jest to czy zostaną one naprawione (poza tym trzeba go nieco usprawiedliwić - chłopak nie miał łatwego startu)

A kto należy do Waszych ulubionych bohaterów literackich?