niedziela, 15 lutego 2015

Nie dotykać - jestem zajęta! część druga


Rozmowy z Panną M. zawsze stanowią dla mnie niewyczerpane źródło inspiracji, zwłaszcza jeśli chodzi o pomysły na kolejne posty. Nic tak nie pomaga na zebranie myśli  jak próba uformowania je w konkretne słowa, w szczególności w towarzystwie kogoś kto zna Cię lepiej niż ty samego siebie. O powstanie tego posta możecie więc obwiniać tylko i wyłącznie Pannę M. (albo możecie też jej podziękować, nie upieram się przy jednym rozwiązaniu), bo to właśnie na skutek rozmowy z nią w moim umyśle narodził się pomysł na drugą część z cyklu o pewnych przystojniakach, którzy skradli moje serce. Tym razem jednak już nie tych literackich.

Wszyscy chyba zdążyli się już do tej pory zorientować, że jeśli chodzi o seriale, mam na ich punkcie delikatną obsesje. Ostatnio jednak udało mi się znaleźć pewien punkt wspólny jeśli chodzi o oglądane prze mnie produkcje. Po pierwsze, każda musi posiadać jakąś ciekawą, odmienną i wciągającą fabułę. Po drugie (co ważniejsze), musi się w niej pojawiać chociaż jeden przystojny pan (bo kiedy robi się na chwilę nudno, a zawsze w końcu do tego dochodzi, jest przynajmniej na kim zawiesić oko). W drugim odcinku z cyklu Nie dotykać - jestem zajęta! przedstawię Wam moją własną, serialową, fantastyczną ósemkę (z małym bonusem na koniec).

1. Captain Hook "Once upon a time"
Kiedy zaczynałam oglądać "Once upon a time", byłam święcie przekonana, że moje serducho zostanie przy Szeryfie Grahamie ( czyli Jamiem Donannie, dokładnie tym samym , który teraz wciela się w rolę Szarego. Także - miliony kobiety, które pokochacie tego pana po obejrzeniu ekranizacji - wiedzcie, że byłam pierwsza), ale potem on opuścił obsadę, zaczął się drugi sezon i pojawił się Killian Jones... A ja absolutnie przepadłam. I wcale nie chodzi tylko i wyłącznie o to, że Collin O'Donghue jest cholernie przystojny (chociaż jest, nie da się zaprzeczyć), ale o to, że udało mu się wykreować cudowną postać - nie o 50, ale co najmniej 75 twarzach. Captain Hook bywa zabawny, zadziorny i zatroskany; jego próby odnalezienia się we współczesnych realiach są po prostu urocze (że dla przykładu przytoczę choćby sytuację z Photoshopem czy telefonem komórkowym); a sposób w jaki troszczy się o bliskie osoby naprawdę sprawia, że mięknie serce. I choćby dlatego jest jedynym mężczyzną, któremu jestem w stanie wybaczyć używanie kredki do oczu.

Captain Hook jest naprawdę jedynym człowiekiem na ziemi, któremu można wybaczyć nadużywanie kredki do oczu. 

2. Bellamy Blake "The 100"
Wiem, że wszystko wskazywało na to, że Clarke będzie z Finnem, ale naprawdę nic nie mogłam poradzić  na to, że gościa po prostu nie lubiłam i zwracałam uwagę jedynie na Bellamy'ego. Serce nie sługa, poza tym Finn sam jest sobie winny. Bellamy jest bardziej charyzmatyczny - owszem nie do końca poprawny i nie zawsze działający zgodnie z zasadami, ale przynajmniej starający się chronić bliskie mu osoby i gotowy zrobić dla nich dosłownie wszystko.To jednak nie koniec. Cały urok Bellamy'ego polega na tym, że będąc jednostką tak silną i odważną, wciąż posiada wrażliwą stronę, która niekiedy bierze górę nad jego naturą. I że wciąż nie znamy go do końca.

Bellamy nigdy nie miał sobie równych wśród bohaterów "the 100". Miejmy nadzieję, że Clarke wkrótce też to dostrzeże.

3. Damon Salvatore "Pamiętniki wampirów"
Wychodzi na to, że moim typem bohatera jest facet, który początkowo kreuje samego siebie  jako  czarny charakter . Tak też jest i w tym przypadku. Oglądanie "Pamiętników wampirów" porzuciłam już jakiś czas temu, ale nie mogłabym nie wspomnieć o Damonie. Ian Somerhalder długo zajmował pierwsze miejsce na mojej prywatnej liście dzięki tej roli. Nie było wówczas równie przystojnego , nieobliczalnego i bezczelnego bohatera. To był ten typ bohatera, którego powinno się nienawidzić, a którego zamiast tego się kocha. Gdzie wystarczy uśmiech by wybaczyć rozszarpane gardło. A gdy okazało się, że ten typ spod ciemnej gwiazdy posiada cieplejszą, wrażliwszą stronę? Nastąpiło apogeum mojego uczucia. Szkoda, że w pewnym momencie tak mało z niego pozostało.

Damon był tak charakterną postacią, że mimo znaczącego spadku poziomu produkcji trudno wyrzucić go z pamięci.

4. Toby Cavanaugh "Pretty little liars"
"Pretty Little liars" nie tylko posiadało ciekawą fabułę ( co utraciło gdzieś po drodze), ale i silną grupę przystojniaków (co udało im się utrzymać). Toby zawsze stanowił jednak mój numer 1, nawet gdy był jeszcze chłopaczkiem ze słabo wystylizowaną fryzurą i wzrokiem psychopaty, nie dziwię się, że po całej tej "przemianie" pozostał nim nadal.  Toby jest opiekuńczy, ale w całej tej trosce nie zatraca swojego charakteru i potrafi postawić na swoim. Tak dużo przeżył a wciąż jest zdolny by wybaczyć a nawet pokochać. Są momenty, zwłaszcza ostatnio, kiedy tylko niektóre postacie trzymają mnie przy tym serialu - Toby zdecydowanie się wśród nich znajduje.

Toby budził sympatię nawet z kiepską fryzurą i wzrokiem mordercy-psychopaty. Teraz jeszcze trudniej się jej wyrzec.

5. Grant Ward "Agents of  S. H. I. E. L. D."
Wiem, że darzenie tego bohatera uczuciem innym niż nienawiść po końcówce pierwszego sezonu "Agents of S. H. I. E. L. D." nie jest zbyt popularne, ale doprawdy trudno mi coś na to poradzić. Mimo że moje naiwne serducho zostało złamane na tysiące maleńkich kawałeczków, nie potrafię wyzbyć się sympatią, którą zdołał zyskać wcześniej. Grand Ward został wykreowany na postać, do której trudno nie poczuć słabości, To  tego typu facet, który trzyma emocje na wodzy i utrzymuje dystans od innych ludzi, ale który równocześnie, na przestrzeni kolejnych odcinków, ukazuje swoją drugą twarz. Gdyby tylko była ona prawdziwa...

Nienawidzę siebie samej za swoją słabość do tej postaci, ale nie potrafię przestać darzyć Granta Warda sympatią. 

6. Aiden Mathis "Revenge"
Wspominałam Wam nie raz o moim zauroczeniu postacią Aidena, ale czasami trzeba się powtórzyć. Tak jak i w przypadku "Once upon a time", tak i w "Revenge" początkowo miałam innego kandydata - Daniela, ale potem cóż - scenarzyści zrobili z niego bogatego, rozpieszczonego dupka. No i pojawił się Aiden, który, nomen, omen, w ogóle tak naprawdę nie jest w moim typie. Ale sposób w jaki pasował do Emily sprawił, ze sama go pokochałam - to że jako jedyny potrafił ja zrozumieć, że dostrzegał w niej coś czego nawet sama nie widziała i że gotów był dla niej poświęcić wszystko. Zeszłego roku moje serducho serialoholika zostało przez to roztrzaskane na maleńkie kawałeczki. (Reguła numer 3. Widocznie przepadam za serialami, które łamią mi serce)

Aiden nie jest romantycznym, uczciwym facetem,z którym chciałoby się założyć rodzinę. Ale i tak zdołał zdobyć, a potem złamać, moje serducho.

7. Leo Hendrie "Chasing life"
Moja najnowsza miłość - wciąż świeża i nieskalana żadnymi spadkami poziomu serialu. Miłość będąca absolutnym zaskoczeniem ponieważ początkowo widziałam w tej postaci jedynie Kristoffa z "Once upon a time". Ale Leo potrafi do siebie przekonać. Nie kreuje się na kogoś kim nie jest - wręcz przeciwnie, momentami się nie docenia. Jest zabawny i trochę bezczelny i, chociaż nie chce się do tego przyznać, wrażliwy na cudze cierpienie. A poza tym, mimo wszystkiego co się dzieje, potrafi czerpać radość z życia. Taa... Jeśli w drugiej części sezonu zabiją Leo albo chociaż jego osobowość - będą mieć ze mną do czynienia.

Chłopak od transportu lodu z Arandelle szybko odszedł w zapomnienie. Postaci Leo trudno nie pokochać  

8. Oliver Queen "Arrow"
Postać Olivera Queena świeci pełnym blaskiem jedynie przy Felicity - jakkolwiek to brzmi. To właśnie ona wydobywa z niego poczucie humoru ( przypomnijcie sobie te wszystkie dialogi sprzed czasów team Arrow), sprawia że rozważa bardziej moralne metody działania i pomaga mu znaleźć siłę by w ogóle działał. Oczywiście, nie jest tak że bez Felicity Oliver w ogóle nie istnieje i nie ma żadnych zalet, bo w przeciwnym razie nie byłoby go w tym zestawieniu. Ale to właśnie po tym jak zobaczyłam ich pierwsze spotkanie zapałałam sympatią do samego Olivera. Miejmy nadzieję, że mam jakieś przywidzenia i w rzeczywistości scenarzyści nie niszczą tej postaci w trzecim sezonie (zwłaszcza w drugiej połowie),

Oliver miał wygląd, poczucie humoru i niebanalną osobowość. Szkoda, że śladem Damona, ostatnio traci  nieco w moich oczach.

+ Nolan Ross "Revenge"
Na samym końcu, miłość absolutnie nie-walentynkowa  bo zupełnie platoniczna. Ale Panna M. zdzieliłaby mnie poduszka w głowę gdybym nie wspomniała o Nolanie. Zdecydowanie jest to chyba jedyna postać z "Revenge" do której pała się nieustanną sympatią i pochwala niemal wszelkie jej działania. To co budzi moją sympatię do owej postaci to jej troska względem innych (co cudownie podkreśla czwarty sezon). W końcu nikt nie powiedział, że luty to miesiąc miłości romantycznej, lecz miłości jako takiej.

Nolan to zdecydowanie ten rodzaj przyjaciela, którego chciałoby się mieć u swojego boku w ciężkiej chwili

A które postacie serialowe skradły Wasze serducha?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala