Chasing life, sezon 1A - Zlodziejka Ksiazek

środa, 25 lutego 2015

Chasing life, sezon 1A


Mój największy problem z nałogowym serialoholizmem jest taki, że po prostu lubię mieć świadomość, że mam jakiś zapas nieoglądniętych odcinków, po które w każdej wolnej chwili  mogę "sięgnąć". Kiedy więc uda mi się jakimś trafem nadgonić wszelkie zaległości, z uporem maniaka poszukuję innej, nowej  produkcji, która mogłaby posłużyć jako moje "zaplecze bezpieczeństwa". Nie powiem jednak, że "Chasing life" znajdował się na mojej priorytetowej liście seriali do obejrzenia, bo tak nie było. Do pewnego momentu nie słyszałam  absolutnie nic  na  temat owej produkcji, a i te pierwsze pozytywne opinie nieszczególnie mnie zachęciły. Jakoś nie przekonuje mnie trend, który najpierw opanował literaturę - zwłaszcza młodzieżową, a teraz, jak widać, zarzuca macki również na inne "działy kultury", czyli poruszanie problematyki śmiertelnej choroby. A jednak się skusiłam (Ktoś wie dlaczego? Because I don't) i nawet wytrwałam z zaciekawieniem przez całą połowę pierwszego sezonu. A to zdecydowanie mówi już coś na temat poziomu owej produkcji.

Dominic: Sometimes the best people aren't the ones that get to stick around, but that doesn't mean they aren't still the best people

April (Italia Ricci)jest młodą, ambitną kobietą, która stara się uporządkować jakoś swoje życie - zarówno to prywatne jak i zawodowe. A teraz, po raz pierwszy do śmierci ojca, wszystko wydaje się wkraczać na właściwą ścieżkę. Dominic (Richard Brancatisano), zabójczo przystojny kolega z pracy, wreszcie zaprasza ją na randkę, a jej szef - redaktor naczelny bostońskiej gazety, w końcu ją dostrzega. I  właśnie wówczas April dowiaduje się, że jest chora. Badanie krwi ewidentnie wskazuje na to, że dziewczyna ma białaczkę. Tylko, że April nie zamierza się wcale poddawać ani rezygnować z planów o dostatniej, szczęśliwej przyszłości.  Chce walczyć, nawet jeśli to nie jedyne przeciwności, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć.

"Chasing life" dużą wagę przykłada do więzi rodzinnych. I pokazuje, że nawet współcześnie nie każdy młody człowiek odcina się od rodziny i skupia wyłącznie na własnym życiu.

Jeśli wyobrażaliście sobie, że "Chasing life" jest jednym z tych tworów, w których główna bohaterka po usłyszeniu diagnozy porzuca swoje dotychczasowe życie i zamierza garściami chwytać kolejne chwile i spełniać swoje największe marzenia to nie do końca trafiliście pod właściwy adres. Chociaż produkcja ABC Family rzeczywiście sięgnęła po dosyć popularną ostatnio problematykę, zrezygnowała przynajmniej z tego schematu i ugryzła go od nieco innej strony - w moich oczach, bardziej realistycznej choć, dzięki Bogu!, nie mogę tego stwierdzić ze stu procentową pewnością.

Leo: Worrying about the future is not living

"Chasing life" opiera swoja fabułę głównie na wątku April i jej choroby. W każdym kolejnym odcinku obserwujemy jej próbę utrzymania swojego życia w ryzach. - walki o to by przynajmniej zachować pozory normalności i nie pozwolić zdominować chorobie wszystkich pozostałych elementów. Na przestrzeni całego sezonu 1A dostrzegamy jednak jak mimo wszystko [April]  ulega zmianie - czy to przez stan swojego zdrowia, czy też z inicjatywy samej bohaterki, w którą wciela się urocza Italia Ricci. I chociaż momentami mimika aktorki i jej wiecznie powracająca twarz skrzywdzonego szczeniaczka wzbudzała moją irytację, przyzwyczaiłam się do tego a nawet (póki co!) zdołałam do niej zapałać sympatią. 

Leo to taki niby "bad boy", który okazuje się facetem o złotym serduchu. Nie da się go nie kochać

Największym atutem owej produkcji jest jednak to, że nie stawia ona tylko i wyłącznie na jedna kartę. "Chasing life" jako jeden z nielicznych oglądanych prze mnie seriali tak mocno skupia się na wątku rodzinnym. I choć początkowe problemy wieku buntu Brenny (czyli całkiem dobrej, zwłaszcza z perspektywy czasu, Haley Ramm) nieszczególnie mnie interesowały i naprawdę cieszę się, że produkcja nie poszła w tym kierunku; ogromnie przypadło mi do gustu ukazanie codzienności matki i babci April (no bo jak tu nie pokochać Rebecci Schull w tej roli?) Wreszcie w serialu pokazano, ze życie nie kończy się w wieku trzydziestu/czterdziestu lat - że ludzie po przekroczeniu pewnej granicy wieku też mogą czerpać z życia garściami i poszukiwać własnego szczęścia.

Beth: What happens in the funeral home stays in the funeral home

Nie pozostaję jednak ślepa na wszelkie mankamenty "Chasing life", bo też nie i nie udało się ich pominąć. Uważam wątek tajemniczej przyrodniej siostry za absolutnie zbędny.  Zwłaszcza, że wygląda to tak jakby autorzy sami nie wiedzieli do końca co z nim zrobić. Poruszony na samiuteńkim początku, wspomniany gdzieś mimochodem po drodze, a potem znowu rozgrzebywany... Miejmy nadzieję, ze w drugiej połowie sezonu nie zepsuje dobrego wrażenia jakie sobie wyrobiłam. Lojalnie uprzedzam również, ze serial porusza wątek - uwaga! uwaga! - trójkąta miłosnego (i to podwójnie!). Wyjątkowo mi on jednak nie przeszkadzał bo obaj kandydaci są a) wystarczająco przystojni (zwłaszcza Dominic) oraz b) charyzmatyczni i unikatowi (tym razem ze wskazaniem na Leo).

Beth to zdecydowanie najsympatyczniejsza postać spośród bohaterów serialu. 

ABC Family jak zwykle postawiło raczej na mało znanych aktorów, nie kojarzonych z innymi produkcjami , ale w większości przypadków wypada to na korzyść. Między głównymi bohaterami można wyczuć chemię (zwłaszcza w przypadku Leo, dzięki któremu Scott Michael Foster nie będzie dla mnie już tylko i wyłącznie twarzą dla serialowego Kristoffa z "Once Upon A Time") .Trudno nie zapalać do nich sympatią (w szczególności gdy mowa o Beth czyli Aishy Dee)., no i większości przypadków nie cierpią na na syndrom jednej twarzy (choć jeśli chodzi o serialowego Kierana i Greer, wciąż się co do tego waham).

Leo: I may have a brain tumor but I'm not insane

"Chasing life" to naprawdę dobra produkcja. Powstały na fali po-Greenowskiego sukcesu serialu nie tylko zdołał przykuć moją uwagę, ale i utrzymać ją na dłużej. Wręcz pozorom nie jest to tytuł nad którym przyjdzie wam wylać jedynie morze łez (choć raczej i one się pojawią). Historia April wzrusza, ale i bawi, a już na pewno pozostawia z przyjemnym uczuciem ciepła na serduchu. Mam szczerą nadzieję, że "Chasing life" nie zapadnie na chorobę spadku poziomu, co ostatnio zdarza się częściej. I że Wam też przypadnie do gustu jeśli dacie mu szansę. A do tych, którzy już znają ową produkcję mam pytanie - jak wytrzymaliście kilka miesięcy przerwy niepewności?