czwartek, 22 stycznia 2015

Zanim zasnę (Before I go to sleep, 2014)


Chociaż z reguły preferuje kolejność najpierw książka, potem film, zdarza mi się ową zasadę celowo i z premedytacją łamać, nierzadko całkowicie rezygnując już z lektury (co z pewnością niszczy moją nieposzlakowaną opinię mola książkowego). Siadając przed monitorem laptopa i włączając przycisk odtwarzania , również byłam świadoma faktu, że istnieje książkowy pierwowzór "Zanim zasnę" - ponoć dobry. Tylko, że ja miałam ochotę na film, nie na książkę. A sądząc po opiniach krążących w internecie, wpłynęło to raczej korzystnie na mój odbiór.

 Christine budzi się codziennie nie pamiętając kim jest i nie potrafiąc sobie przypomnieć wydarzeń z przeszłości. Wydaje jej się, że jest młodą dwudziestolatką z całym życiem przed sobą, podczas gdy jego połowa znajduje się  już za nią. będąca skutkiem wypadku amnezja, sprawia, ze Christine jest uzależniona od swojego męża. W tajemnicy przed Benem kobieta prowadzi jednak video pamiętnik by w przynajmniej taki sposób uporządkować otaczającą ją rzeczywistość. Jego treść odbiega jednak od tego co słyszy od swego współmałżonka. Christine postanawia odkryć prawdę o tym co naprawdę wydarzyło się w noc wypadku.

"Zanim zasnę" posiadał naprawdę spory potencjał. Po pierwsze, tematyka amnezji, którą można było rozwinąć w ciekawy sposób. Po drugie, głośne nazwiska, które przeważnie stoją za naprawdę przyzwoitymi (jeśli nawet nie dobrymi) filmami. Po trzecie wreszcie, porównanie do jednego z moich ukochanych filmów czyli "Incepcji" (swoją drogą, nie mam pojęcia skąd się ono wzięło). Każdy z tych powodów był jednak równocześnie przysłowiowym gwoździem do trumny dla tej produkcji. Bo człowiek siadał do seansu z wielkimi oczekiwaniami, a zostawał z przeciętnym filmem, który posiada w sobie tyle nieścisłości, że głowa mała.

Nie jestem wielkim kinomanem, który z pamięci rzuca nazwiskami reżyserów i zdobywców nagród i nie mam na swoim koncie setek obejrzanych thrillerów. Nie domyśliłam się więc zwrotu akcji- z powodu czego jest mi teraz trochę wstyd, bo ponoć była to oczywista oczywistość, cóż, jak widać nie dla wszystkich. Szkoda jednak, że w chwili, w której się on pojawia, napięci spada na łeb na szyję niszcząc całą zbudowaną do tej pory atmosferę (która, nomen omen, i tak do najlepszych nie należała).

To nie jest thriller z prawdziwego zdarzenia, a już na pewno nie jest to dobry thriller psychologiczny. Czy wina leży w scenariuszu czy w aktorach - nie wiem. Ale oglądając "Zanim zasnę" ma się wrażenie jakby ktoś zapomniał postawić przysłowiową kropkę nad "i". Dużo tutaj niepotrzebnej zapobiegliwości a sam temat amnezji zostaje potraktowany zaskakująco powierzchownie.  Koniec końców "Zanim zasnę" bliżej do melodramatu niż thrillera.

Szkoda, że mimo głośnych nazwisk, nie ma również czego chwalić w grze aktorskiej. Nie należę do zagorzałych przeciwniczek Nicole Kidman (bo wystarczy przywołać choćby "Pokusę" by wiedzieć, że potrafi wykreować dobrą, przekonującą postać), ale zdecydowanie nie pokazała się z najlepszej strony. Aktorka zachowuje sie jak automat - jej gestom, reakcjom, mimice... brak autentyczności i naturalności. Zmarnowany potencjał tkwi również w Colinie Firthie - i mówię to z ogromnym ubolewaniem. Wreszcie mógł wejść w jakąś nową rolę, pokazać sie z innej strony, ale w odpowiednim, kulminacyjnym momencie jakby się wycofuje - po raz kolejny zapobiegawcza ostrożność.

"Zanim zasnę" mógł być fantastycznym filmem - dokładnie tak jak to zapowiadano. Ktoś wyraźnie był jednak zbyt zapobiegawczy by tego dokonać. Z góry zasugerowano nam, że przez pierwszą połowę będziemy zarzucani kłamstwami. Film obdarto z tła psychologicznego. A napięcie zamiast rosnąć albo toczy się stale, albo - co gorsza - spada w dół. Wszystko to sprawia, że  "Zanim zasnę" jest filmem bardzo przeciętnym a i to w głównej mierze za sprawą elementu zaskoczenia. Jeśli więc ktoś domyślił się zakończenia, gorąco mu współczuję.


★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala