W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle - Zlodziejka Ksiazek

sobota, 17 stycznia 2015

W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle


Kiedy za oknem nie ma śniegu, świąteczne piosenki puszczone w radiu zamiast nastrajać - budzą jedynie irytacje i ogólnie ciężko jest poczuć magię świąt, trzeba się ratować jakoś inaczej. Jak to się mówi - każde chwyty dozwolone.   Oczywiście, szukając literackiego ratunku mogłam postawić na klasykę i zdecydować się na "Opowieść wigilijną". Ale szukałam czegoś nowego, a wy podsuwaliście mi "W śnieżną noc" z każdej możliwej strony.No iw końcu, razem z marchewką i lodami śmietankowymi (bo w trakcie takiej zimy-nie-zimy lody są wskazane), owa pozycja trafiła do biedronkowego koszyka, a dzień przed świętami szybko ściągnęłam ją z półki.

To nie są wymarzone święta dla żadnego z bohaterów opowiadań. Śnieżyca stulecia zaskakuje chyba wszystkich i odcina małe miasteczko Gracetown od reszty świata. Chcąc nie chcąc, Jubilatka musi zmierzyć się z kolejną kłodą jaką rzuca jej pod nogi los i pogodzić z faktem, że w tym roku święta spędzi nie z rodzicami, dziadkami, ani nawet swym idealnym chłopakiem, lecz rodzina przypadkowo spotkanego Stuarta. Tobian nareszcie może odetchnąć, teraz, gdy jego rodzice utknęli gdzieś na lotnisku i razem z przyjaciółmi przeżyć wspaniałą przygodę. A Addie - Addie chyba nareszcie powinna uporządkować sprawę z swoim chłopakiem, no i może przestać stawiać swoją osobę w centrum całego świata... To będą wyjątkowe święta dla całej trójki, ale i innych mieszkańców. W końcu do Gracetown niecodziennie trafia drużyna cheerleaderek czy mikro prosiaczek.

Za zbiorem tych trzech świątecznych opowiadań stałą ogromna kampania reklamowa na blogach i jeśli śledzicie choc kilka najpopularniejszych, nie wierzę, że nie obił się Wam o uszy owy tytuł. Zwłaszcza, że nazwisko Johna Greena wyraźnie zaświeciło jakąś zieloną lampkę w głowach księgarzy, "W śnieżna noc" atakowało nie tylko z internetu lecz również z półek większych księgarni/sklepów (empik, matras, czy wspomniana już Biedronka - wiecie o czym mówię, prawda?). Równie dobrze mogłabym więc sobie darować tą pseudo recenzję, ale wiecie, że ja lubię wtrącać we wszystko swoje trzy grosze. 

Ogólnie rzecz biorąc, zgodzę się, że to całkiem miła, przyjemna lektura - w sam raz na trzy kolejne świąteczne wieczory. Mimo że każde opowiadanie zostało napisane przez innego autora i nie wszystkie z nich podobały mi się w równym stopniu, nie widać jakiejś rażącej różnicy w stylu pisania czy głównej konwencji. Wszyscy autorzy piszą o problemach, które dotykają młodzieży, ale nie wnikają w nie zbyt głęboko by zachować lekką świąteczną atmosferę; wszyscy przedstawiają swoje historie z humorem, z punktu widzenia pierwszoosobowego narratora; i wszyscy fundują bohaterom dosyć przewidywalny happy end. 

Podoba mi się, że owy zbiór opowiadań, nie jest zbiorem tylko i wyłącznie z nazwy. Przez nawiązania do poprzednich historii widać, ze autorzy ze sobą współpracowali w trakcie pracy. Doceniam również ową lekką, świąteczną atmosferę - choć prawdę mówiąc bardziej jest to atmosfera zimowa niż typowo świąteczna. A jednak mimo wszystko po skończonej lekturze nie byłam... zachwycona, a nawet czułam się delikatnie, delikatnie rozczarowana.

Będąc zupełnie szczerą ze sobą samą i z Wami wszystkimi powinnam powiedzieć, ze sporo w tym "winy" Johna Greena. Twórczości Lauren Myracle nie znałam wcale, a Maureen Johnson - jak przez mgłę (cudowne, choć nieco już przeze mnie zapomniane - "13 małych, błękitnych kopert") i nie miałam względem tych pań żadnych konkretnych oczekiwań. Tymczasem to właśnie ich opowiadania przypadły mi do gustu bardziej, podczas gdy to autorstwa Zielonego z rzadka wzbudzało na mojej twarzy delikatny uśmiech, a częściej niestety nużyło.

"W śnieżna noc" jest dokładnie tym czym mówiliście - zbiorem lekkich, całkiem przyjemnych opowiadanek osadzonych w zimowym klimacie. Dużo w nim lukru, który w innym okresie byłby nie do zjedzenia, ale w grudniu, kiedy w tle grają kolędy, gładko przechodzi przez gardło i pozostawia jeszcze przyjemną słodycz w żołądku. W żadnym wypadku nie jest to jednak literatura wybitna i jeśli nie potrzebujecie żadnego świątecznego/zimowego wspomagacza, możecie śmiało darować sobie lekturę.


★★½