środa, 29 października 2014

18 Targi Książki w Krakowie


Przy okazji posta z subiektywnym przewodnikiem po Krakowie wspominałam Wam o tym jak bardzo nie mogłam się doczekać tegorocznych targów, nikogo więc chyba nie zdziwię faktem, że się na nich pojawiłam i czerpałam z nich garściami, starając się delektować każdą chwilą. Relacji z tamtego wydarzenia miało jednak nie być, bo a) w internecie można ich znaleźć już tonę   b) pojawiły się jakieś dziwne kontrowersje. Panna M. wywierała jednak na mnie nacisk i w końcu doszłam do wniosku, że to podsumowanie jest potrzebne - jeśli nie Wam to chociaż mi, żeby za parę miesięcy/lat nie zapomnieć tego co się działo. A działo się dużo.

Chociaż Targi Książki rozpoczynają się w czwartek, pierwszego dnia nie zawitałam do hali expo. Studenckie obowiązki mogłyby skutecznie zmniejszyć nieco mój entuzjazm tego dnia a i tak nie znalazłam żadnego spotkania, które przykuło by moją uwagę. Dla mnie, i panny M, która litościwie zgodziła się być moją towarzyszką, targi rozpoczęły się więc dopiero w piątek. Nie pakowałyśmy się do expobusa bo w Krakowie (z racji na miejsce urodzenia ;) ) orientujemy się bardzo dobrze, a na dodatek spodziewałyśmy się, że o tej godzinie (około 14) może być problem ze znalezieniem wolnego miejsca. W dobrym humorze, mimo raczej kiepskiej pogody, udałyśmy się więc w podróż autobusem linii 178 i, wciąż z uśmiechem na ustach, wysiadłyśmy przy centrum handlowym M1.

Nie wiem jak wcześniej, ale od tego miejsca dojście do samego budynku targów nie stanowiło problemu. Owszem, ulokowany był raczej daleko od jakiegokolwiek przystanku, raczej ciężko było go go dostrzec z głównej drogi, ale z łatwością można było znaleźć promujące plakaty, spytać o pomoc przystojnych (przynajmniej według mnie i panny M.) panów policjantów, albo po prostu kierować się za tłumem. 

Hala expo w całej swej okazałości
Wejście główne, jak widać, opanowane przez zniecierpliwionych targowiczów. 
Kala, bardzo mądrze, przegapiła moment rejestracji blogerów i jak każdy szary człowiek musiała udać się do kolejki po bilet. I nie byłoby w tym nic złego, piątek nie obfituje jeszcze w niezliczoną ilość gości, gdyby nie skomplikowane dojście do kas. Moje wrodzone gapiostwo oczywiście dało  o sobie znać i minęła dobra chwila zanim odnalazłam się w tym małym "labiryncie". Jeżeli chodzi o same bilety to cena nie uległa zmianie. Oczywiście, że zawsze mogłoby być taniej, ale z drugiej strony targi są tylko raz do roku (przynajmniej w Krakowie), a cena 5 czy 7 zł nie jest jakimś znaczącym wydatkiem. Nieco zdziwiły mnie za to płatne szatnie. O ile mi się dobrze wydaje w zeszłym roku nie było czegoś takiego i choć ta kwota 2 zł również jest raczej symboliczna to... - cóż, Polak szybko przyzwyczaja się do dobrego ;)

Jeżeli chodzi o sam budynek to pierwsze wrażenia miałam jak najbardziej dobre. Rzeczywiście wydawało się, że ma do zaoferowania więcej miejsca (przy czym wydawało okazało się kluczowym słowem w sobotę), no i zdecydowanie było nieco chłodniej - zwłaszcza gdy nie taranował nas tłum ludzi. Większy budynek okazałby się jednak zgubą gdyby nie zbawienna mapka. Podejrzewam, że gdyby nie ona kręciłabym się w kółko z szeroko otwartymi oczami i zacieszem na twarzy, doprowadzając pannę M. do szału. Także, w jej imieniu, szalenie dziękuję organizatorom. Co prawda istniała również mobilna wersja planu, ale miłe panie poinformowały nas o tym dopiero w niedzielę. Także ten...
Szatnia w piątek - jeszcze bez kolejki
Serce budynku
Zbawienna książeczka
W ciągłym użyciu
Dla mnie i panny M. piątek był takim dniem organizacyjnym. Spacerowałyśmy więc alejkami delektując się tym, że nie otacza nas morze ludzi i przyglądałyśmy się promocją. Ha! Dobre sobie! Oczywiście taki był zamiar, ale koniec końców i tak wydałyśmy całą gotówkę w portfelu. Tak samo jak cena biletów, tak i promocje nie uległy zmianie. Z reguły wydawnictwa oferowały więc zniżkę 20-25%. Pod tym względem wyróżniały się jednak Prószyński (ze swą coroczną promocją - 30%, której ZAWSZE ulegam) i niezastąpiona Filia (2+1, niestety - tylko dla blogerów książkowych).

Zgodzę się jednak z tym, że rozmieszczenie stanowisk nie było zbyt logiczne. Duże wydawnictwa niejednokrotnie dostały zbyt mało miejsca (chociaż wiem, że to akurat nie jest wina organizatora, lecz samego wydawnictwa). Poza tym te najbardziej popularne wydawnictwa znajdowały się zbyt blisko siebie. I choć w piątek wydawało się to zaletą (nie trzeba długo szukać), w sobotę stanowiło to już duży problem, gdy ludzie stojący w kolejce po autograf tamowali przejście innym.

Nie jadłam żadnego posiłku w budynku targów - ani w piątek, ani w sobotę, ani w niedzielę - nie mogę się więc wypowiedzieć na temat ich jakości czy ceny. Wtrącę za to trzy grosze  jeśli chodzi o napoje. Owszem, były smaczne i nie kosztowały majątek, ale niestety - na stanowisku było zbyt mało osób i pani przyjmująca zamówienia w pewnym momencie zupełnie się pogubiła. 
Widok z balkonu
Nieudolne zbliżenie na przystojnego pana ochroniarza
Kala, z bujnym włosem, delektuje się kawą
Szatnia w sobotę - a to dopiero początek kolejki
Jeżeli chodzi o sobotę - wszystko mogłabym zamknąć w jednym wyrażeniu - masa ludzi. Na targach zjawiłam się gdzieś przed godziną 15 (tak, nie byłam na zjeździe blogerów), nie wiem więc jak sprawa miała się w południe, ale wówczas naprawdę ciężko było zrobić choć krok bez wpadania na innych ludzi. Całe szczęście, że w piątek zaopatrzyłyśmy się w karnet bo nie wiem czy wytrzymałabym stanie w takiej kolejce (której i tak nie ominęłam jeśli chodzi o szatnię).

Miałam w planach cztery spotkania i wszystkie odbyłam. Do domu przywędrowałam więc z autografem pani Anny Mieszkowskiej (której zdjęcia nie udało mi się zrobić, ze względu na tłum wielbicieli Magdaleny Zawadzkiej),  Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak (z którą nawet udało mi się wymienić parę szybkich zdań.Przesympatyczna osoba i niezwykle skromna), Anny Herbich (które również jest prze kochaną osobą) oraz pana Jaume Cabre (do którego kolejka ciągnęła się i ciągnęła przeplatając z tą do pana Cejrowskiego). No i oprócz tego przywiozłam kolejne książki. 

Swoją drogą kilka osób zaczepiło mnie żeby spytać się mnie o moje zdanie na temat powieści Ty jesteś moje imię Nie wiem czy to przypadek czy może kojarzyli moją recenzję (akurat!), ale i tak jestem prze szczęśliwa, że to dzięki MNIE  kolejne osoby poznają tą przepiękną historię. 

Oblegany Jaume Cabre
Urocza Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Przesympatyczna Anna Herbich
Niedziela była już tylko dniem wymiany. Cieszę się, że byłam dużo wcześniej bo kolejka zaczęła się formować jakieś pół godziny przed rozpoczęciem a potem przybrała niewyobrażalne rozmiary. Jak w tamtym roku, tak i w tym przytargałam do domu kolejne 15 pozycji, na które byc może w przeciwnym razie bym się nie zdecydowała i jestem niezwykle zadowolona z tego powodu. Jeżeli chodzi o organizacje, zdecydowanie było więcej miejsca na sali, ale ludzie i tak tłoczyli się wokół stołu a w pewnym momencie zaczęło brakować ciekawych pozycji bo panie nie nadążały z dokładaniem. Całośc mimo wszystko i tak oceniam na plus.

Mimo że targi dopiero się skończyło, już oczekuję tych za rok. Mam nadzieję, że wówczas uda mi się poznać kogoś z Was. Póki co planuję jednak z panną M. wyjazd na targi do Warszawy i zastanawiamy się nad Katowicami (czy ktoś mi może powiedzieć gdzie jesteś jakiś program?). Zostawiam Was z ostatnią już porcją zdjęć i obietnicą stosu z targów i całego października (razem ze zdjęciami autografów.) 
Miejsce na relaks

Najpiękniejsze stanowisko
Dużo książek!
Dziwne stwory
Skrzynia pełna skarbów
Pan chciał uciec przed zdjęciem, ale przed Kalą nikt nie ucieknie!
A wy jak wspominacie targi?

czwartek, 23 października 2014

Targi Książek - Subiektywny przewodnik po Krakowie


Targi Książek to teraz temat rzeka. Wszyscy są tak podekscytowani i szczęśliwi, że wreszcie nadszedł 23 października, że chcą się tym entuzjazmem podzielić z całym światem, czemu zresztą się nie dziwię bo sama cieszę się jak głupia. Ale nie samymi targami człowiek żyje. Kraków to duże miasto (czasami wręcz przytłaczająco ogromne), na dodatek bogate w ciekawe miejsca. A jako, że ja mam to niewątpliwe szczęście by mieszkać w nim na co dzień, postanowiłam przy okazji zdradzić Wam kilka moich ulubionych miejsc, które być może okażą się dla Was pomocne przed, po czy choćby w trakcie samych targów. 

Kawa, kawusia, kaweńka

Każdy kto zna mnie choć odrobinę (alby przynajmniej śledzi mój profil na instagramie) wie, że jestem nieuleczalnym kawoholikiem. Potrafię wypić kilka kubków dziennie - mała czarna, z mlekiem, smakowa... Mało która kawa nie  spełnia moich oczekiwań. Oczywiście w Krakowie swoje filie posiadają znane marki takie jak coffee heaven czy starbucks (zresztą, obie z powodzeniem znajdziecie w Galerii Krakowskiej), nieco mniej popularne cinnabon, tchibo i mccafe ale będąc w Krakowie warto spróbować czegoś innego. Jeśli jesteście łasuchami i nie wyobrażacie sobie kawy bez czegoś słodkiego koniecznie wstąpcie do Cupcake corner. Ceny są porównywalne w stosunku do innych lokali, cappuccino i latte serwują pyszne a dodatkowo będziecie mogli posmakować PRZEPYSZNYCH babeczek w przeróżnych smakach - na słono i na słodko. Filie znajdują się na ulicy Michałowskiego 14, Grodzkiej 60 i Brackiej 4, a ze względu na przeuroczy baner raczej trudno je pominąć. Smaczną kawę w przepięknej atmosferze znajdziecie też w kawiarni Nowa Prowincja (Bracka 3-5). Nie jest to duży lokal i nie specjalizuje się tylko w kawach, ale warto tam zajrzeć Tylko jeżeli się zdecydujecie, koniecznie zajmijcie miejsce na piętrze.   Tam jest bardziej klimatycznie.

Ale jeżeli chcecie spróbować najpyszniejszej kawy/czekolady i to za niewielkie pieniądze, postawcie na Karmello. Czekolada z chilli, z wiśnią i hibiskusem, miętowa; kawy na zimn z lodami waniliowymi, moja ukochana mocca, albo po prostu  mały dzbanuszek aromatycznej herbaty... Na samą myśl cieknie mi ślinka. Lokale są dwa, jeden na Placu Wszystkich Świętych 11, drugi (ten mój) na Floriańskiej 40, ale i tak czasami brak wolnych miejsc więc musicie się spieszyć ;)

A! Jeżeli chcecie się napić kawy a za nią nie płacić, to zawsze można postawić na McDonalda.   W tygodniu do 10 a w weekendy nawet o godzinę dłużej serwują kawy za darmo. Prawdziwe wybawienie dla zaspanych studentów.

Napoje bąbelkowe

O ile kawę uwielbiam, o tyle po napoje alkoholowe, mimo wieku, sięgam rzadko, a już za piwem nie przepadam wcale. Jeżeli jednak wychodzę gdzieś ze znajomymi na miasto to przeważnie do Black Gallery (Mikołajska 24). Dobra muzyka, napoje w rozsądnych cenach, no i najlepsza miejscówka w podziemiach na antresoli ;) Panna M. z kolei poleca Dziekanat (Pędzichów 23). A że ja pannie M. ufam czasami bardziej niż sobie to...

A nieco inne "bąbelki", które tak naprawdę z bąbelkami nie mają nic wspólnego, możecie spróbować pijąc słynne ostatnio Bubble tea. Co prawda nie jest to nic nadzwyczajnego, ale warto choć raz spróbować napoju z żelkami zwłaszcza gdy jest się żelkowym amatorem.  No i akurat stoisko buble tea znajduje się (oprócz Galerii Krakowskiej) w pasażu Centrum Handlowego M1, a wiecie - od Targów Książki to praktycznie rzut beretem.

Coś na ząb

Nie wierzę, że w trakcie całego dnia nie będziecie potrzebowali takiego doładowania akumulatorów. Załóżmy, że w takim dniu nie będziecie jednak liczyć kalorii ;) Jeżeli tak jak i ja przepadacie za kuchnią włoską możecie spróbować zawitać do knajpy Mamma mia (Karmelicka 14). Plotka głosi, że to najlepsza taka restauracje w Krakowie, i chyba coś w tym jest. To co nie budzi jednak wątpliwości to fakt, że jest to knajpa bardzo zatłoczona i trudno znaleźć w niej jakieś wolne miejsce ;) Bezpieczniejszą alternatywną może się więc okazać Cyklop (Mikołajska 16). Mogę osobiście poświadczyć za ich   pizzę z kurczakiem i pastę ze szpinakiem. Coś pysznego.

Jeżeli zaś chodzi o nieco mniejsze przekąski, wypróbowałam z panną M. jedzenie z budki przy Rondzie Mogilskim - Papa's burger. Wbrew obawom, jedzenie jest świeże, smaczne i podawane z zachowaniem wszelkiej higieny. To właśnie tam zjadłam najlepsze jak do tej pory wegetariańskie panini, a i panna M. chwaliła swojego burgera (Cheese). Poza tym - obowiązkowo - jeżeli będziecie w Nowej Hucie w okolicy Placu Bieńczyckiego, wypróbujcie ich zapiekanki.  Lokal nie ma jakiejś konkretnej nazwy - zapiekanki z pieca (?) - i raczej nie zachęca do wejścia, ale same zapiekanki są po prostu przepyszne! Zwłaszcza w połączeniu z sosem majonezowym.

*

Moje oczekiwanie sięga zenitu. Nie mogę się doczekać aż jutro (a także w sobotę i niedzielę) będę się przechadzać między  stoiskami i mam nadzieję, że ktoś z Was okaże się nieco bardziej śmiały niż ja i podejdzie się przywitać. Obiecuję że nie ugryzę.  
Zostawiam Was z tymi wszystkimi miejscówkami i moim przeuroczym zdjęciem gdyby ktoś nie pamiętał jak się prezentuje.
Bawcie się dobrze!

wtorek, 21 października 2014

Lśnienie - Stephen King


Jestem tchórzem, i to takim pisanym wielkimi literami. Jestem TCHÓRZEM  i nie lubię się bać, dlatego jak ognia unikam wszelakiego rodzaju horrorów.  W swoim dziewiętnastoletnim życiu widziałam może trzy (z czego dwa zaliczane były do chlubnej kategorii horrorów komediowych) i nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie te statystyki miały ulec zmianie. Mówię Wam to dlatego żeby wyjaśnić dlaczego tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z prawdziwym obliczem mistrza horroru i stawiałam  na stosunkowo bezpieczne kryminały czy opowiadania. Oraz po to żeby podkreślić, że prawdopodobnie nie wszyscy z Was zgodzą się z moimi odczuciami. 

Jack Torrence nie znajduje się właśnie w najlepszym okresie swego życia. Mimo młodego wieku i ciekawych perspektyw na przyszłość, mężczyzna powoli stacza się na dno. Postępujący alkoholizm, napady agresji a w końcu trudności w dogadywaniu się z małżonką i utrata pracy - nic nie  układa się zgodnie z oczekiwaniami. Praca na okres zimowy w hotelu Panorama jest ostatnią szansą na odbicie się od dna. Jack będzie mógł spędzić czas z żoną i synem - Danielem, popracować nad własną sztuką i przeczekać trudny okres. Tyle, że odcięty od reszty świata hotel jest nawiedzony i posiada zgubny wpływ na Jacka - wolno doprowadzając go do obłędu. Czy historia rodziny poprzedniego dozorcy znowu się powtórzy?

"Lśnienie" zastało okrzyknięte  jedną z najlepszych i najbardziej przerażających powieści pana Kinga i nie sposób się z tym nie zgodzić. Trudno bowiem nie dostrzec tego, że zawiera ono kwintesencje wszystkich walorów jakie posiada twórczość autora. Stephen King nie wrzuca nas wprost do rwącej rzeki. Pierwsza część powieści stanowi jedynie wprowadzenie do całej historii. King daje nam chwilę na przyswojenie się z bohaterami i fabułą. Nie oznacza to jednak, że zupełnie pomija elementy grozy. Wręcz przeciwnie. Przez wizje Daniela, od samego początku czujemy dreszcz niepokoju na plecach i świadomość zbliżającej się tragedii.

Owo napięcie i niepokój sukcesywnie budowane od samego początku, w kolejnych częściach nabiera rozpędu. Nie będę Was oszukiwać, w trakcie lektury niemal nieustannie towarzyszył mi strach a po zmroku rzucałam książkę w najdalszy kąt żeby przypadkiem nie natknąć się na nią wzrokiem. Nie wszystkie momenty były w równym stopniu przerażające, ale jeśli nie macie doświadczenia z gatunkiem polecam Wam czytać "Lśnienie" za dnia i to najlepiej przy ładnej pogodzie.

"Lśnienie" to jednak nie tylko dobry horror, ale także ciekawie, dobrze zarysowane portrety psychologiczne bohaterów.Stephen King nie skupia się w swojej powieści tylko i wyłącznie na chwili obecnej. Ukazując nam przeszłość bohaterów, wypełnia kontury ich osobowości rozmaitymi barwami. Przybliża obraz niezdrowej relacji między matką a córką i jej wpływ na dalsze życie bohaterki; efekty dorastania w patologicznej rodzinie; przede wszystkim jednak - pełne stadium alkoholizmu.

Stephen King posługuje się swoim charakterystycznym, nieco gawędziarskim stylem. Właścwa akcja przeplata się ze wspomnianymi powyżej wydarzeniami z przeszłości czy historią hotelu a nad partią dialogów w znacznym stopniu dominują opisy. Mimo to "Lśnienie" czyta się szybko - z wypiekami na twarzy, przewracając kolejne strony. A jedyne co kuło mnie w oczy w trakcie lektury to liczne wulgaryzmy - tego typu literatura rządzi się jednak swoimi prawami.

"Lśnienie" nie jest powieścią dla każdego i jestem tego świadoma. Nie wszystkim przypadnie do gustu gawędziarski styl autora jak i sama fabuła, trudno jednak nie docenić jego kunsztu. Stephen King  umiejętnie buduje napięcie i atmosferę grozy (którą porzuca dopiero w epilogu - zresztą, może niepotrzebnie); poprzez bogate, barwne portrety bohaterów nadaje całości również  charakter psychologiczny.. Fanów Kinga nie muszę chyba przekonywać a tych, którzy wciąż zwlekają z lekturą - gorąco zachęcam. Czasem warto ugryźć coś, co wydaje się nie być w naszym guście. A nóż nabierze sie apetytu na więcej.



środa, 15 października 2014

Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain


Czuję na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Czuję ją dlatego, że naprawdę, naprawdę zależy mi na tym żebyście dali Diane Chamberlain szansę, a boję się, że nie znajdę odpowiednich słów by was ku temu zachęcić. Znacie to uczucie? Kiedy nie wiecie czy macie z góry zarzucić innych falą słów zachwytu czy też lepiej się pohamować i pozwolić by zaintrygowała ich nutka tajemnicy? Cóż,od zawsze było wiadomo, że najciężej jest pisać o tym co nas zachwyca, prawda? Pozwólcie jednak, że podejmę próbę spisania tych emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Przynajmniej nie przegram walkowerem.

Tarę, Emerson i Noelle łączy wyjątkowa nić przyjaźni, która jakimś cudem przetrwała trudną próbę czasu. Teraz jednak zostaje ona zmącona przez zaskakujący i absolutnie niedopuszczalny czyn tej ostatniej - pewnej spokojnej, niepozornej nocy Noelle postanawia popełnić samobójstwo. Czterdziestokilkuletnia kobieta - oddana przyjaciółka i doświadczona w fachu położna - która dotąd czerpała z życia pełnymi garściami, niespodziewanie odchodzi, pozostawiając swe przyjaciółki bez odpowiedzi co skłoniło ją ku śmierci. Odnalezione w mieszkaniu Noelle dzienniki, odsłaniają przed Tarą i Emerson przykrą prawdę - tak naprawdę nigdy nie znały swojej przyjaciółki. Noelle skrywała mnóstwo tajemnic, niejednokrotnie mrożących krew w żyłach. Tajemnic, które rzucają cień także na życie Tary i Emerson

Diane Chamberlain snuje swoją historię powoli - mnogością wątków celowo odwlekając w czasie finał. Daje czytelnikowi czas na to by spokojnie przywykł on do bohaterów, zbudował od podstaw własną opinię i z grubsza poprowadził w  myślach własną historię. A potem to burzy. Jej wyrafinowanie nie zna przy tym granic, bo to wcale nie jest tak, że finał jest nielogiczny i nie da się go przewidzieć. Po prostu autorka rzuca swoje wskazówki przy pomocy niepozornych aluzji, niewinnych napomknięć czy też pozornie wyrwanych z kontekstu zdań. Słowem, zachowuje się niczym wprawiony, niezwykle doświadczony twórca kryminału.

Choć fabuła "Tajemnicy Noelle" obraca się głównie wokół (nie do końca) tytułowych sekretów bohaterki, Diane Chamberlain nie ogranicza się do jednego wątku, Wręcz przeciwnie, porusza mnóstwo tematów bliskich duszy swych czytelników. I zmusza ich do myślenia. Chamberlain mówi o stracie, o popełnianiu błędów i rozpaczliwej próbie ich odkupienia, a także o chorobie i związanej z nią dylematami. Przede wszystkim jednak, nakreśla niezwykle wyraźny i prawdziwy zarys trudnych relacji między matką a córką.
Chamberlain oddaje głos swoim bohaterkom i nie ocenia ich postępowania, pozostawiając to w gestii czytelników. Co, uwierzcie mi, nie zawsze jest łatwe. W powieści przeplatają się głosy wielu kobiet - mniej lub bardziej zagubionych w zaistniałej sytuacji. I tylko losy Noelle poznajemy niejako przez pryzmat narratora trzecioosobowego, co jeszcze bardziej podkreśla przepaść dzielącą ją od przyjaciółek i sam fakt,że odeszła. Owa różnorodność narracyjna ułatwia zbliżenie się do bohaterek i identyfikacje z ich losami.

Autorka, znakomicie, z niespotykaną wrażliwością i delikatnością, wczuwa się w emocje bohaterów i nadaje przy tym całości niepowtarzalny klimat. Chamberlain nie stara się jednak przy tym o nadmierną wyniosłość, patos. Lekkie pióro i prostota (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) języka, pozwalają zapanować czytelnikowi  nad nadmiarem emocji oraz oswoić trudną, niejednokrotnie bolesną tematykę. Trochę boli to, że nazwisku Chamberlain często towarzyszy porównanie do Jodi Picoult. "Tajemnica Noelle" wyraźnie pokazuje czytelnikom, że ono [nazwisko] broni się same i powinno stanowić markę samą w sobie.

Powieść Diane Chamberlain nie aspiruje do rangi arcydzieła literackiego, ale też nie każdy tytuł musi nim być by zachwycić czytelnika. Chamberlain snuje swoją opowieść powoli, z charakterystyczną dla siebie wrażliwością. Mówi o rzeczach trudnych i nie nadaje całości lukrowej otoczki. Ale robi to ze smakiem i wyczuciem. "Tajemnica Noelle" posiada to COŚ. Coś co sprawi, że ten tytuł pozostanie w waszej pamięci na dłużej (o czym świadczyć może fakt, że sama czytałam go jakiś rok temu) i zaostrzy apetyt na więcej. Dajcie Diane Chamberlain szansę. Istnieje możliwość, że i Was zdoła oczarować równie mocno jak mnie.


czwartek, 9 października 2014

Głosy Pamano - Jaume Cabre


Są książki, które trafiają na księgarniane półki cicho i niepozornie (i często w podobnym stylu z nich znikają) a także takie, o których mówi się dosłownie wszędzie i przez to szybko lądują na szczycie listy najlepiej sprzedających się tytułów. A biorąc pod uwagę, że "Głosy Pamano" zaliczają się do tej drugiej kategorii nie mam wątpliwości co do tego, że tytuł ten obił się Wam już o uszy. I bardzo dobrze zresztą, bo w tym przypadku jest o czym mówić. Co prawda nie wiem jak wypada na tle bestsellerowego "Wyznaję", ale nie wydaje mi się żeby wyraźnie odstawał poziomem. Mnie pan Cabre oczarował. 

Orion Fontelles, niepozorny nauczyciel z Toreny, zapadł w pamięci mieszkańców jako największy zbrodniarz; ten, który przelał krew niewinnych. Nic więc dziwnego, ze jego pomnik stał się celem aktów wandalizmu, a ulica nazwana jego imieniem - omijana jest przez niektórych szerokim łukiem. Kilkadziesiąt lat później ten sam człowiek staje się jednak obiektem zainteresowania innej nauczycielki. W trakcie gromadzenia materiałów do wystawy o szkolnictwie sprzed lat, Tina Bros znajduje pudełko pełne listów Oriola do córki."której imienia nie znam". Tina jest zafascynowana historią, która się w nich zawiera. Do tego stopnia, że postanawia  je oddać nieznanej adresatce. 

Brzmi intrygująco aczkolwiek prosto, prawda? Po nitce do kłębka; ze źródła do ujścia rzeki. Cóż, nic bardziej mylnego. Powieść Jaume Cabre jest jak tytułowa rzeka "tysiąca imion" - niejednoznaczna, skomplikowana, zmieniająca nie tylko tempo, ale i nazwę. Autor łamie wszelkie niezapisane prawa. W jednym akapicie/zdaniu/rozmowie przeskakuje do innego miejsca, czasu i zdarzeń, bez wcześniejszego ostrzeżenia. I choć początkowo może to powodować lekką dezorientację ( zwłaszcza gdy myśli sie wówczas o wszystkim innym tylko nie o lekturze) ale w pewnym momencie można się nie tylko do tego przyzwyczaić, ale również tym zachwycić.

Jaume Cabre zachwyca jednak nie tylko formą, ale i samą historią, której oś fabularną stanowi postać Oriona. Mimo że od samego początku wiemy kim jest i co też uczynił - w różnych momentach życia i z różnych perspektyw - pełny obraz jego życia przyjdzie nam odkryć dużo później. Zwłaszcza, że do samego końca nie mamy pewności, który punkt widzenia jest prawdziwy i jak przedstawiają się fakty. Zresztą, nawet po skończonej lekturze pozostaje niepewność.

"Głosy Pamano" to historia pełna namiętności, miłości, zdrady i nienawiści; rozgrywająca się na tle barwnej Hiszpanii, w czasach rządów generała Franco. Dzięki wspomnianemu zabiegowi wielotorowości, Cabre daje nam również możliwość wniknięcia do umysłów całej galerii żywych, barwnych i niesztampowych postaci - władczej i pięknej Elisandy Vilabre,  okrutnego burmistrza Toreny Valentiego Targa oraz całej masy innych osobowości zebranych w kilkustronicowym Dramatis personae. Na ich tle warto jednak wyróżnić jeszcze jedną sylwetkę - Tiny. Bohaterki ważnej nie tylko ze względu  na dokonanie niezwykłego znaleziska. To właśnie postać Tiny wprowadza do powieści tematykę bliższą naszym czasom - poczucie odrzucenia ze strony męża, konieczność pogodzenia się z trudnymi wyborami dziecka.

Wyjątkowo nie mogę nie wspomnieć o wizualnej stronie powieści. Wydawnictwo Marginesy wykonało kawał dobrej roboty. Dawno nie widziałam bowiem tak pięknie wydanej powieści i nie chodzi mi tylko o zewnętrzna stronę graficzną, ale wszelkie detale - materiałowa "zakładka-sznurek", przepiękne zdobienia wewnętrznej okładki i dobrej jakości papier. Wszystko to sprawia, że "Głosy Pamano" po prostu dobrze i z niekłamaną przyjemnością trzyma się w dłoniach.

Dzieło pana Jaume Cabre to pozycja z tzw. wyższej półki. "Głsoy Pamano" zachwycają kunsztem autora i niezwykle bogatą, barwną historią. Równocześnie zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to pozycja dla każdego. Specyficzny styl i poruszanie tematów z Kościołem katolickim nie dla każdego mogą okazać się wygodne. Twórczość pana Cabre można pokochać, lub znienawidzić i chyba warto zaryzykować by sprawdzić do któej kategorii sie zaliczacie. Ja jestem jego prozą oczarowana i z pewnością sięgnę po poprzednio wydaną powieść - "Wyznaję", oby choć równie dobre jak "Głosy Pamano".

½

środa, 8 października 2014

Zapowiedzi pażdziernikowe


Październik jest dobrym miesiącem na nowe premiery książkowe. Uczniowie mają już dość nauki więc dla pocieszenia kupują książki, a studenci tą naukę właśnie zaczynają, ale i tak mają jej już dość, więc również nabywają nowe tytuły - dla pocieszenia. Poza tym, październik to Targi Książki w Krakowie, a na tak ważnej uroczystości dla każdego mola książkowego nie może zabraknąć nowych tytułów. A jeśli żaden z moich powodów was nie usatysfakcjonował - zobaczcie ile cudownych tytułów wypuszczają wydawnictwa i zastanówcie się jeszcze raz czy na pewno nie mam racji.

Jako że jestem dobrym człowiekiem  i dbam o zawartość swojego, i waszego również, portfela, ograniczyłam się do wymienienia jedynie dziesięciu obiecujących nowości. Nie macie za co dziękować ;) Z góry jednak uprzedzam, że nie uwzględniłam tu kolejnych tomów serii, których nie czytałam tudzież wznowień (tak, mam tu na myśli "Niezbędnik obserwatorów gwiazd")


 Testy - Joelle Charbonneau
wyd. YA! 
8 października

Osiemnaście kolonii stworzonych po nuklearnej apokalipsie Seven Stage War to rzeczywistość, w której młodzi ludzie przechodzą testy, aby trafić na elitarny uniwersytet. Kształci on naukowo-polityczną elitę społeczeństwa. Stawką w zmaganiach jest życie lub śmierć.
Autorka na tle fabuły zarysowała tragiczną i fascynującą zarazem historię ludzkości. Stworzenie nowego świata, głębia psychologiczna bohaterów, okrucieństwo i brak złudzeń to najważniejsze cechy tej trylogii.

  
Moja mroczna strona - Gabrielle Zevin
wyd. YA!
8 października

Corleone w spódnicy, mafia, honor i przygoda! Doskonała wizja przyszłości, świetnie skonstruowany świat i dużo... czekolady!
I tom „czekoladowej” trylogii.
Akcja serii rozpoczyna się w 2083 roku w zdewastowanym Nowym Jorku. Czekolada i kawa są nielegalne, produkowane i dystrybuowane przez mafijne rodziny, które miasto podzieliły na swoje dystrykty. Papier jest trudno osiągalny, a woda racjonowana. Główna bohaterka Anya, niezwykle przebojowa 16-latka, córka największego bossa czekoladowego, zostaje wplątana i oskarżona o otrucie swojego chłopaka smakołykami czekoladowymi produkowanymi przez jej rodzinę.




 Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety - Mark Helprin
wyd. Otwarte
8 października

Awanturnicza opowieść o sędziwym Oskarze Progresso, który siedząc w parku w Rio de Janeiro, spisuje swoje wspomnienia i upycha je w dziwnej kasecie. Skąd wziął się w Brazylii ten osobliwy Amerykanin, który znał się z papieżem i dokonał najzuchwalszego rabunku w historii? Dlaczego nie rozstaje się z pistoletem, a za największe przekleństwo ludzkości uważa kawę?
W zdumiewającym życiorysie Oskara jak w lustrze odbija się XX wiek z jego potęgą, nadziejami i okrucieństwem. Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety jest kpiarski i wzruszający, arcyzabawny i dramatyczny, nostalgiczny i krzepiący – a przede wszystkim to pełna przygód opowieść, od której trudno się oderwać.

 Wybacz mi, Leonardzie - Matthew Quick
wyd. Otwarte/Moondrive
8 października

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
"Wybacz mi", Leonardzie to jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka. To książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.

 Prawie jak gwiazda rocka - Matthew Quick
wyd. Otwarte/Moondrive
8 października

Siedemnastoletnia Amber Appleton mieszka w szkolnym autobusie z matką i psem. Traci grunt pod nogami, ale nie nadzieję. Należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa, trenuje Chrystusowe Diwy z Korei i toczy zaciętą walkę z Joan Sędziwą. Myśli pozytywnie i zaraża innych swoją energią. Jest prawie jak gwiazda rocka. Bez kitu!
"Prawie jak gwiazda rocka", to jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka. To książka o szybkim dorastaniu i sile optymizmu, który jest uniwersalnym lekarstwem na życiowe trudności.


Kochając syna - Lisa Genova
wyd. Filia
8 października

Najnowsza powieść autorki „Motyla”.
Pamiętaj, czego się nauczyłaś i znów się zakochaj. Znajdź kogoś do pokochania i obdarz go bezwarunkową miłością. Po to właśnie istniejemy.
Jak to jest kiedy synek nigdy nie patrzy Ci w oczy? Jeśli nie przytula się tak jak inne dzieci, i nieprzytomnie krzyczy, kiedy chcesz aby już wracał do domu i zszedł z huśtawki? Jak to jest kiedy tracisz dziecko? 
Jak to jest kiedy kochany mąż odchodzi do innej kobiety? Jak to jest, kiedy gubisz gdzieś po drodze, między śniadaniem a odbieraniem dzieci ze szkoły, swoje marzenia? 
Jak to się dzieje? Dlaczego? Po co?
Dwie kobiety, różne problemy, wielka samotność. Wyspa Nantucket smagana wiatrem, zapomniana. W tym surowym krajobrazie obie stawiają czoło swoim demonom. Los sprawia, że się spotkają, ich przyjaźń zdarza się jak bezcenny dar.
Dzięki sobie nawzajem, trochę przypadkiem, poznają odpowiedzi na stawiane nieprzerwanie pytania.
Niesamowita, wzruszająca i mądra powieść. O tym, czym jest autyzm, o samotności i odnajdywaniu sensu w życiu.
Na końcu świata, na skraju wytrzymałości, mimo wszystko. 



 Córka piekarza - Sarah McCoy
wyd. Świat Książki
8 października

Powieść wzruszająca, piękna niczym klejnot. Pochłania się ją jednym tchem
Tatiana De Rosnay

Bestseller "New York Timesa", w którym współczesna akcja jest równie fascynująca jak zawarta w nim opowieść z czasów wojny. El Paso w Teksasie i Garmisch w Niemczech tworzą razem niespodziewaną harmonię smaków.
W 1945 r. Elsie Schmidt jest naiwną nastolatką, marzącą o swym pierwszym łyku szampana i pierwszym pocałunku. Ona i jej rodzina chronieni są przed skutkami wojny przez wysoko postawionego oficera SS, który chce się ożenić z Elsie. Kiedy w wigilię Bożego Narodzenia na progu jej domu pojawia się mały żydowski uciekinier, dziewczyna musi podjąć dramatyczna decyzję.
Sześćdziesiąt lat później, w El Paso w stanie Teksas, Reba Adams zbiera materiał do felietonu świątecznego dla lokalnego czasopisma. Gdy rozpoczyna wywiad z właścicielką niemieckiej piekarni "U Elsie", nie spodziewa się, że wróci tam wiele razy. Usłyszana historia ożywia w niej wspomnienia własnej dramatycznej przeszłości, zaś pytania Reby przypominają Elsie bolesne wydarzenie posępnego, ostatniego roku II wojny światowej. Obie kobiety muszą zmierzyć się z nieprzyjemnymi prawdami z przeszłości i znaleźć w sobie odwagę, by wybaczyć.



 Już czas - Jodi Picoult
wyd. Prószyński i S-ka
21 października

Od ponad dziesięciu lat Jenny Metcalf nie może przestać myśleć o swojej matce, Alice, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Jenny nie chce uwierzyć, że została porzucona, więc uparcie tropi matkę w Internecie i przegląda jej stare pamiętniki. Alice była badaczką słoni i pisała głównie o nich, ale Jenny ma nadzieję, że zapiski kryją wskazówki co do miejsca pobytu matki.
Niestrudzona w poszukiwaniach, zyskuje dwoje nieoczekiwanych sprzymierzeńców. Pierwszym jest Serenity Jones, jasnowidzka, która wsławiła się odnajdywaniem zaginionych osób - a następnie zwątpiła w swój dar. Drugi to Virgil Stanhope, zgryźliwy prywatny detektyw, który niegdyś prowadził sprawę zaginięcia Alice oraz dziwnej, być może powiązanej z nim śmierci jednego z jej współpracowników. I gdy wspólnymi siłami dążą do odkrycia prawdy, uświadamiają sobie, że zadając trudne pytania, staną w obliczu jeszcze trudniejszych odpowiedzi.
Czy więź łącząca matkę i córkę może być silniejsza niż śmierć? Czy świat, który poznajemy za pomocą zmysłów, to jedyna rzeczywistość, jakiej możemy doświadczyć?



 Coś, o czym chciałabym Ci powiedzieć  - Alice Munro
wyd. Świat KSiążki
22 października

Alice Munro daje niezbity dowód, że jak nikt inny potrafi uchwycić istotę ludzkiej natury w najróżniejszych naszych zachowaniach. Trudno sobie wyobrazić żywszy zmysł obserwacji.
"Houston Post"

W doskonałym zbiorze trzynastu opowiadań Alice Munro wykazuje się niezwykłą wrażliwością, prostotą stylu i wspaniałą techniką pisarską. John Updike przyrównał ją nawet do Czechowa. Opisane przez nią siostry, matki, córki, ciotki, babcie oraz przyjaciółki żyją nadzieją, miłością, gniewem i wiarą w pojednanie, zmagają się z przeszłością, teraźniejszością oraz tym, co jeszcze przyniesie los.
Munro, z wrodzoną delikatnością i szczerością pisze o uczucia, trudnych relacjach damsko-męskich, nieudanych związkach, rozliczeniach z przeszłością, przekraczaniu progu dorosłości, upływie czasu, starości w kontekście relacji międzypokoleniowych, stosunkach miedzy rodzeństwem, poczuciu winy, budzącej się seksualności, życiowych wyborach oraz ich konsekwencjach. Trudno o bardziej subtelne i przenikliwe pióro we współczesnej prozie.



 Gdzie jesteś, Jimmy? - Caroline Leavitt
wyd. Świat Książki
22 października

Jedyna w swoim rodzaju opowieść o miłości, lojalności, stracie, zdradzie i tajemnicach
SUE MONK KIDD

Rok 1956. Ava Lark z dwunastoletnim synem Lewisem wynajmuje dom w atrakcyjnym miejscu, przedmieściach Bostonu. Jest piękną rozwiedzioną Żydówką i kobietą pracującą. Sąsiedzi okazują się niezbyt życzliwi. Lewis tęskni za nieobecnym ojcem i przyjaźni się z dziećmi, które także wychowują się bez ojca: Jimmym i Rose. Pewnego popołudnia Jimmy znika. Sąsiedzi – ogarnięci zimnowojenną paranoją – wykorzystują okazję, by jeszcze bardziej odsunąć się od Avy i jej syna.
Po latach, gdy Lewis i Rose znowu się spotykają, usiłując rozwikłać tragiczną zagadkę, muszą zadecydować: czy powinno się mówić prawdę, nawet jeśli rani ukochane osoby, czy też pewne tajemnice lepiej zostawić pogrzebane na zawsze?

sobota, 4 października 2014

Bezmyślna - S. C. Stephens


Każdy z nas ma prawo do własnego odrębnego zdania. nie ma w tym nic dziwnego i nadzwyczajnego. Sęk, w tym, że jeśli chodzi o opinię na temat cyklu pani Stephens - a przynajmniej pierwszego tomu - jest ona skrajnie różna. Podczas gdy zagraniczni booktuberzy i blogerzy rozpływają się nad ową trylogią, polscy nie pozostawiają na niej suchej nitki (choć nie przeczę, nawet u nas znalazło się kilku wielbicieli serii). Poczułam się zaintrygowana i dlatego  też z przyjemnością skorzystałam z okazji by poznać pierwszy tom - "Bezmyślną" właśnie. Czy było warto?

Chłopak Kiery stanowi urzeczywistnienie marzeń niejednej dziewczyny - Danny jest opiekuńczy, czuły i zupełnie jej oddany. Nic więc dziwnego, że kiedy otrzymuje ofertę stażu w innym mieście, Kiera postanawia mu towarzyszyć. Opuszcza rodzinę i rozpoczyna studia na nowym uniwersytecie by w Seattle ułożyć sobie z Dannym wspólne życie. Wszystko układa się niemal idealnie dopóki nieprzewidziane okoliczności nie zmuszają pary do rozłąki. Kiera czuje się opuszczona i osamotniona, a jej współlokator Kellan wydaje się stanowić doskonały lek na trudne chwile. Tyle że niewinna początkowo znajomość ulega stopniowej przemianie. Jedna noc zmienia życie całej trójki - Kiery, Danny'ego i Kellana, bo od tej pory nie mogą już dłużej udawać, że wszystko jest takie jak być powinno.

W ostatnim czasie miałam do czynienia z kilkoma powieściami z gatunku New Adult i z grubsza wiedziałam już  czego mogę się po nich spodziewać. Po pierwsze, nie są to z reguły pozycje, które zmieniają coś w naszym życiu, pełnią po prostu rolę czysto rekreacyjną. Po drugie, duży nacisk kładą na relacje damsko-męskie - i nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o jej duchowy aspekt. Byłam więc przygotowana na to co otrzymam i być może dlatego też w moim odczuciu "Bezmyślna" nie jest pozycją złą. Choć nawet ja dostrzegam drobne mankamenty.

Wiem, że mało kto lubi wątek "trójkąta" w powieściach młodzieżowych . Faktem jest jednak to, że brak stałości w uczuciach i zdrady są obecne w życiu ludzi, zwłaszcza tych młodych. Spodobał mi się więc sposób w jaki owy temat ugryzła autorka. Fakt, że w ową sytuację wplątała zwykłych ludzi; że może początkowo panowie wydają się wpasowywać w schemat TEGO ZŁEGO i  TEGO DOBREGO, ale z czasem dostrzegamy, że obie strony mają zarówno wady jak i zalety. Na wstępie wybór między jednym a drugim nie jest więc oczywisty (taki okazał się dopiero mniej więcej w połowie ;) )

Szkoda tylko, że pani S. C. Stephens nie ograniczyła nieco "rozmiarów" swojej powieści. "Bezmyślna" liczy sobie przeszło sześćset stron i naprawdę nie wydaje mi się żeby "uszczuplenie" jej o sto a nawet dwieście z  nich wpłynęło negatywnie na moje odczucia. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że może wówczas udałoby się uniknąć poczucia wtórności niektórych sytuacji i rozmów. Powtórzę również to, co mówili już inni, że największą wadą "Bezmyślnej" jest, adekwatna do tytułu (zabieg celowy?), główna bohaterka. Ja rozumiem rozdarcie uczuć i tak dalej, ale nie w takim natężeniu!

Pomijając jednak drobną wpadkę przy kreacji owej bohaterki, S. C. Stephens udało się stworzyć  ciekawe i barwne postacie, które zapadają w pamięć. Bohaterów drugoplanowych jest sporo, ale przez to, że posiadają oni własne, unikatowe charaktery, czytelnik nie powinien mieć problemu by ich od siebie odróżnić. Mamy więc choćby nieco "misiowatego"  i kochliwego Evana; odrobinę nieśmiałego Matta; nienasyconego Griffina z wybujałym ego i dobroduszną Jenny. Och!, no i oczywiście (nieco zbyt) idealnych kandydatów o serce Kiery - przystojnego, wrażliwego i opiekuńczego Kellana i czułęgo, niezwykle pracowitego Danny'ego.

Każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu powieści, która oderwie od problemów życia codziennego i nie będzie wymagała zbytniego zaangażowania. A "Bezmyślna" właśnie taka jest. To taka lekka historia, którą, mimo objętości i drobnych mankamentów, czyta się szybko i z przyjemnością; historia, która w ciekawy sposób pokazuje jaki wpływ na życie może mieć zdrada. "Bezmyślna" mnie nie zawiodła, ale i nie zachwyciła. Z kolejnym tomem pewnie się jednak zapoznam, a i Was zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii.



piątek, 3 października 2014

Glitches - Marissa Meyer


Rzadko kiedy sięgam po jakiekolwiek nowele i to nie tylko dlatego, że są one raczej ciężko dostępne w języku polskim. Po prostu, jak już kiedyś wspomniałam, ciężko jest mi się wczuć w jakąś historię, gdy nie ma ona odpowiedniej długości. Z racji tego, że nieustannie staram się jednak pozbywać wszelkich uprzedzeń, zwłaszcza tych książkowych, postanowiłam mimo wszystko zapoznać się choć z kilkoma nowelami, będącymi dodatkami do serii. Tym razem mój wybór padł na "Glitches", prequelową historię do Sagi księżycowej. I już na wstępie mogę Wam powiedzieć, że był to dobry wybór.

Cinder jest tylko 11-letnią dziewczynką - a właściwie częściowo dziewczynką a częściowo cyborgiem - kiedy przybywa do New Beijing. To właśnie tutaj poznaje swoją nową rodzinę; zyskuje przyjaciół; styka się po raz pierwszy z zarazą; i to tu buduje swe pierwsze wspomnienia. Cinder nie ma bowiem pojęcia co wydarzyło się przed jej operacją, kim tak naprawdę są jej rodzice ani kim jest ona sama.

Marissa Meyer  nie pokazuje wszystkich swych umiejętności autorskich. Przy tak niedużej objętości, nie ma na to po prostu czasu. Udaje jej się jednak zawrzeć pewną obietnicę. Na tych zaledwie 32 stronach Marissa Mayer udowadnia to co chyba najważniejsze dla czytelnika - że potrafi dobrze pisać i że ma pomysł na swoją historię. Pani Meyer działa niczym zawodowy marketingowiec  -  zaostrza apetyt na więcej czyli na lekturę "Cinder"

To krótka i lekka nowela, przepełniona jednak ogromnym smutkiem. Przed czytaniem "Glitches" nie miałam okazji zapoznać się z "Cinder", mogę was jednak zapewnić, że historia zawarta w tej noweli nie zostaje potem powielona. Pani Meyer napomyka co prawda co stało się z opiekunem Cinder, ale nie wdaje się w szczegóły, nie wspomina też o tym jakim był on człowiekiem.

"Glitches" to jednak nie tylko historia Garana, opiekuna dziewczynki, ale przede wszystkim Cinder. Marissa Meyer dała swoim czytelnikom niepowtarzalną okazję by spotkać dziewczynkę zanim jej osoba została zepchnięta na dalszy plan przez Adri. Zobaczyć jak narodziła się jej przyjaźń z Peoni i Iko; w jaki sposób stała się osobą, którą większość z Was zna z "Sagi księżycowej". Wydaje mi się, że po lekturze "Glitches" z łatwością przyjdzie Wam zbudowanie silniejszych relacji z bohaterką i znienawidzenie Pearl czy Adri

Jeśli nie jesteście pewni czy "Saga księżycowa" to lektura dla Was, "Glitches" może Wam pomóc rozwiać wszelkie wątpliwości (albo też zakorzenić je w Waszym umyśle na stałe, w co jednak wątpię). Jeśli natomiast zapoznaliście się już z "Cinder", nie powinniście skreślać tego tytułu. może nie wnosi on kluczowych informacji, ale za to może odsłonić kolejny element historii ukochanych  bohaterów i pomóc zżyć się z bohaterami jeszcze bardziej. Bez względu na okoliczności, serdecznie polecam Wam lekturę "Glitches"

½




czwartek, 2 października 2014

Podsumowanie września


Ostatni miesiąc wakacji jak zwykle, choć tym razem sierpień zamienił się we wrzesień, przeleciał mi gdzieś między palcami. Starałam się czerpać z niego garściami, dzieląc czas między książkami, znajomymi i całą resztą, ale jak to zwykle bywa z czasem - płynie zbyt szybko i nigdy nie ma go dość. Ale nie jest źle! Poza tym nie ukrywam, że w pewnym momencie zaczęłam wypatrywać października z utęsknieniem bo a) chciałam wreszcie poczuć się 100% studentem i b) październik to Targi, a na Targi zawsze czeka się z utęsknieniem.

PRZECZYTANE:
Zachowaj spokój, Harlan Coben
 ★★
Doktorzy, Erich Segal ★★½
Miłośc oraz inne dysonanse, Janusz Leon Wiśniewski oraz Irada Wownenko ★★
Stowarzyszenie miłośników literatury i Placka z Kartoflanych obierek, Mary Ann Shaffer i Annie Barrows  ★★½ 
Głosy Pamano, Jaume Cabre  ★★½  
Bezmyślna, S. C. Stephens  ★★ 
Rykoszet, Sandra Brown ★★
Miniaturzystka, Jessie Burton  ★★
 Środek lata, Małgorzata Warda  ★★
Morderstwo w Orient Expressie, Agatha Christie  ★★

Dworek pod Lipami, Anna J, Szepielak  ★★

STATYSTYKI WRZEŚNIOWE:

Przeczytane: 11
Strony: 5 239
Ocena: 3,95

KSIĄŻKA MIESIĄCA:



STATYSTYKI ROCZNE:

Przeczytane: 93
Strony: 33 666
Ocena: 3,98
RECENZJE:



POSTY:


W PRAWDZIWYM ŻYCIU:

  • Jak na prawdziwą patriotkę i miłośniczkę seriali przystało, wreszcie zabrałam się za nadrabianie zaległych odcinków "Prawa Agaty". Razem z panną M. wieczory umilałyśmy sobie wspólnymi seansikami i były to zdecydowanie jedne z milej przeżywanych chwil.
  • Tak jak mówiłam  starałam się spędzać w "nadmiarze" czas z przyjaciółmi i mą najukochańszą i jedyną w swoim rodzaju panną M. Nie zliczę ile razy przy okazji zawitałyśmy galerii
  •  W pewnym sensie zostałam ciocią! Jejciu!
  • Żyję już nadchodzącym rokiem akademickim. I  strasznie się stresuję tego pierwszego roku. Trzymajcie kciuki!