wtorek, 30 września 2014

Stos wrześniowy


Trzymałam się nieźle - w postanowieniu niekupowania książek w empikach, matrasach i innych księgarniach. Ograniczałam się do stanowisk Tanich Książek w supermarketach i wyprzedażach książkowych na placu, gdzie prawdziwe perełki można upolować 50% taniej. Trzymałam się nieźle dopóki nie naszła mnie maluteńka chandra, że to już koniec wakacji i trzeba zacząć wreszcie te studia i dopóki nie weszłam do obwieszonego z każdej strony empiku. Promocja 3 za 2. Może coś się Wam obiło o uszy?

Wy jednak nie powinniście narzekać. Bo wiecie - gdyby nie ta promocja być może znowu nie chciałoby mi się zrobić tych zdjęć  i post ze stosem, w najlepszym wypadku, pojawiłby się gdzieś dopiero za parę miesięcy (optymistycznie patrząc- po Targach). A przecież wszyscy lubimy od czasu do czasu pooglądać czyjeś nowe nabytki ;) Nie przedłużam już jednak i zapraszam Was do przyjrzenia się moim wrześniowym zdobyczom ;)


1) Rykoszet - Sandra Brown
Otrzymana do recenzji od wydawnictwa Świat Książki. Kiedy zbliża się jesień cierpię na chroniczną potrzebę czytania dobrych kryminałów i ta pozycja idealnie wpasowała się w moje zapotrzebowanie ;) Już przeczytana, a i recenzja czeka na publikacje. Gdzieś tak w połowie października powinniście mieć okazję ją zobaczyć ;)

2) Krawcowa z Madrytu - Maria Duenas
Również egzemplarz od wydawnictwa Świat Książki. Zostałam absolutnie zauroczona okładką a i tematyka wydaje się dobrze wpasowywać w moje zainteresowania. Aż dziwne, że tak mało wcześniej o niej słyszałam. Tym razem jeszcze nie czytana, ale na pewno przyjdzie na nią pora jeszcze w październiku. Nie mogę się doczekać!

3) I wtedy to się stało - Linda Green
Ostatni już egzemplarz otrzymany od wydawnictwa Świat Książki. Od dawna byłam ciekawa serii Leniwa Niedziela, bo nasłuchałam się na jej temat sporo dobrego. Bardziej spostrzegawczy może dojrzeli, że właśnie zaczęłam lekturę. Za wcześnie by wyrokować, ale początek jest obiecujący, także liczę na to, że utrzyma poziom.

4) Miniaturzystka - Jessie Burton
Egzemplarz przedpremierowy od wydawnictwa Literackiego. Powieść ma swoją premierę 6 listopada. Jestem już jednak po lekturze i powiem Wam, że macie czego wypatrywać. Recenzja co prawda jeszcze się nie napisała (bo one przecież zawsze piszą się same), ale i tak wypatrujcie jej w październiku. 

5) Bezmyślna - S. C. Stephens
Egzemplarz od wydawnictwa Akurat. Sporo było kontrowersji na temat tej pozycji i w pewnym momencie strasznie obawiałam się lektury, ale koniec końców wcale nie było aż tak źle. Lekka, nieco naiwna historia w sam raz do porannej kawy. A szczegóły powinny pojawić się w sobotniej recenzji ;)

6) Swobodna - S. C. Stephens
Egzemplarz przedpremierowy od wydawnictwa Akurat. Zgodnie z oceną na goodreads powinno być lepiej niż w przypadku pierwszej części, ale tego przekonam się już na własnej skórze. Jeszcze nie zaczęta, ale i tak postaram się Wam dać znać jeszcze przed premierą (22 październik) jakie jest moje zdanie.

7) Głosy Pamano - Jaume Cabre
Perełka stosu. Egzemplarz od wydawnictwa Marginesy. Powieść, którą pokochałam najpierw za przepiękne wydanie, a potem również za historię. Swoje myśli już zresztą spisałam, ale zobaczycie je dopiero w przyszłym tygodniu (o ile wszystko pójdzie zgodnie z moją rozpiską ;))


1) Księżniczka z lodu - Camilla Lackberg
Kolejny sposób na mój kryminalny apetyt. Nasłuchałam się sporo dobrego na temat całej serii, zarówno za pośrednictwem blogosfery jak i instagrama, no i strasznie jestem ciekawa czy te peany zachwytu mają rację bytu. Kupiona za namową mojej kochanej panny M. w ramach promocji empikowskiej 3 za 2.

2) Lawendowy pokój - Nina George
Miałam w ogóle nie sięgać po tą pozycję, ale potem pojawiło się sporo pozytywnych opinii i, sami rozumiecie, zostałam sprzedana. Nie jestem do końca pewna czy odnajdę się w tych klimatach, bo ostatnio zauważyłam, że pada coraz więcej słów rozczarowania, ale ufam impulsowi.Kolejny zakup w ramach promocji 3 za 2.

3) Dziesięć płytkich oddechów - K. A Tuccuker
Czaiłam się za tą pozycją jeszcze zanim została wydana w Polsce. Powieści New Adult raczej do mnie przemawiają, zwłaszcza gdy oprócz historii miłosnej dotykają jakiś poważniejszych tematów. Dlatego jestem optymistycznie nastawiona. Pozycja z wielkim trudem upolowana na promocji w empiku 3 za 2. Naprawdę nie zauważyłam jej na półce!

4) Koniec wszystkiego - Megan Abbott
Swego czasu o tej pozycji wspominała na swym blogu Kreatywa i jakoś tak utkwił on w mojej pamięci. A że znalazłam ją na promocji w Intermarche za niecałe 10 zł, żal było nie skorzystać z okazji. Z racji na niewielkie gabaryty powinna  to  być lektura w sam raz na jeden jesienny wieczór ;)

5 ) Wersje - Jarosław Górski
Tym razem totalny spontan bo nie wiem nic ani o autorze ani tym bardziej o tej pozycji. Z reguł jednak tytuły wydawane przez Prószyńskiego, o czym zresztą niejednokrotnie wspominałam, mnie nie zawodzą. Poza tym  tak jak poprzednia pozycja tak i ta kosztowała w Intermarche niespełna 10 zł.  No to dałam się skusić i zobaczymy co z tego wyjdzie.

6) 7 razy dziś - Lauren Oliver
Uwielbiam Lauren Oliver za "Delirium" i od dawna zamierzałam sięgnąć po inną pozycję jej autorstwa, ale jakoś nie było okazji. Kiedy jednak wygrzebałam "7 razy dziś" na książkowej wyprzedaży, w niemal nienaruszonym stanie za połowę ceny, nie mogłam się oprzeć.  No i panna M. zachęcała, a ja z reguły jej słucham.

7) Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie - Łukasz Modelski
Czaiłam się na tą pozycję i czaiłam, tak samo zresztą jak i na "Dziewczyny z powstania". Rzadko kiedy sięgam po literaturę non-fiction, ale tematyka wojenna zawsze mnie interesowała, poza tym słyszałam na temat tego tytułu sporo dobrego. No i kiedy znalazłam ją przecenioną o 50% wiedziałam, że to odpowiedni moment na zakup.

I to byłby koniec mojego książkowego szaleństwa. Trzeba go trochę opanować, bo miejsca na półkach brak, ale tak miło przynosić nowe tytuły do domu! I w tym miejscu pytanie do Was - czytaliście coś z zaprezentowanych pozycji i możecie mi polecić (lub odradzić) w szczególności? A może jesteście po prostu zainteresowani recenzją któregoś tytułu? No i koniecznie pochwalcie się co sami przytargaliście w tym miesiącu żebym nie czuła się osamotniona w swym zakupoholizmie!


piątek, 26 września 2014

To nie wypada...


Taka historia. Jako obóz domowników czytających ostatnio często organizujemy sobie z mamutkiem wspólne wypady do biblioteki. Bo we dwójkę to jakoś zawsze weselej; a poza tym ma się pod ręką kogoś kto doradza co ze sobą przytaszczyć do domu a co  sobie darować. W trakcie jednej z takich wypadów mój kochany mamutek wdał się w rozmowę z bibliotekarką. Luźna pogawędka. Wiecie o co mi chodzi? - Moja córka to czyta wszystko. Ale ja to raczej same romanse albo romanse historyczne. Uśmiech i spojrzenie rzucone zza szkieł okularów. - Wolno pani. I właśnie to wolno mnie jakoś ubodło.

Od tego jednego wolno wszystko się zaczęło. Bo nagle wszystko mi się rzucało w oczy. To że ludzie jakoś rzadko przyznają się, że lubią "Zmierzch", że jak ktoś czyta "50 twarzy Grey'a" to od razu jest bezrobotną gospodynią domową co to marzy o swoim własnym Szarym. I jeszcze ta akcja zagranicznych booktuberów, że nie wstydzą się czytać YA. To co - jak nie czyta w kółko, tylko i wyłącznie noblistów albo klasyków to lepiej żebym w ogóle nie czytała? Wolne żarty! Byłam jednak ciekawa czego "wstydzimy się czytać" i zrobiłam niewielki research. O dziwo, wcale nie chodzi o literaturę typowo rozrywkową. Mało jest osób, które wstydziłyby się powiedzieć, że czytają kryminały (a literatura "wysokich lotów" to to nie jest. Nieważne, że sama ostatnio uwielbiam się w niej zaczytywać) czy twórczość znanych autorów (bezpieczne nazwiska - King, Murakami i Rowling. Broń Boże! Sparks, Roberts czy Steel). Mniej więcej do połowy czytanych pozycji "powinnam" się jednak nie przyznawać.

Czego się wstydzimy?

1) Erotyków, z serią o Christianie Grey'u na czele
To trochę wina mediów. Ktoś rzucił hasło o tym, że trylogia trafia jedynie w gust gospodyń domowych (swoją drogą nie wiedziałam, że jest to jakaś odrębna kategoria czytelników) i tak już zostało. Jeżeli czytaliście słynną serię - wyrzućcie to z pamięci (a jeżeli ją polubiliście - kłamcie!). Och, no i gdyby przypadkiem ktoś z Was posiadał ją na półce, to dla własnego dobra przed przyjściem jakikolwiek gości wsuńcie ją za inne książki - najlepiej te "z górnej półki". A już tak całkiem na serio - wiecie, że ja Grey'a czytałam i choć nie pałam do niego gorącą, namiętną miłością, w pewnym sensie rozumiem, że może się on podobać. A erotyki to już naprawdę potrafią być pisane na poziomie, o czym powinni wiedzieć choćby czytelnicy "Nieczystej".

2) Romansów, harlequinów i wszelkich gazetowych sag
Jeżeli powieść traktuje tylko i wyłącznie o miłości to jest ona złem. Zresztą, nawet nadmierne poruszanie tej tematyki w kryminałach czy powieściach obyczajowych, akceptowane jest niechętnie. Bo przecież takie powieści nic nie wnoszą do naszego życia! A ja przeczytałam niezliczoną ilość romansów (te pióra Sparksa, Musso czy Mocci - uwielbiam!) a w swojej "czytelniczej karierze" mam również za sobą całą Sagę o Ludziach Lodu i 15 tomów Sagi Zapomniany Ogród. No po prostu wstyd, wstyd, wstyd!

3) Romansów historycznych
Kategoria powieści o oczko niżej niż romanse współczesne. Bo nie dość, że to to traktuje o miłości to jeszcze przeważnie łączy elementy najgorętszych erotyków. Oburzenie pewnej starszej pani przy okazji oddawania pewnego tytułu w bibliotece, mówi samo za siebie. Zresztą, wystarczy spojrzeć na niektóre okładki i tytuły. A fe! Tymczasem ja przy jesiennej, pochmurnej atmosferze uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po romans historyczny  (zresztą, latem, wiosną i zimą też!) A już te spod pióra Lisy Kleypas lubię bardzo. 
 
4) "Zmierzchu" i historii "po-Zmierzchowych"
Wampiry, wilkołaki i wszelkie anielskie istoty są passe. Zaryzykowałabym mówiąc, że lepiej już przyznać się do namiętnego pochłaniania romansów niż do tych tytułów z gatunku paranormal romans. Lepszy fikcyjny bohater, który w realnym świecie mógłby mieć rację bytu, niż taki, który może istnieć jedynie na kartach powieści. I to nic, że to właśnie "Zmierzchowi" można zawdzięczać ponowny wzrost czytelnictwa wśród młodzieży. 

5) Powieści z gatunku Young Adult
W pewnym wieku to już nie wypada. Nastoletnie miłostki (bo przecież powieści z tego gatunku nie mówią o niczym innym, prawda?), jeżeli w ogóle, powinny obchodzić tylko małolatów (a najlepiej - tylko małolaty). Możecie zrobić wyjątek tylko dla twórczości Johna Greena, ale spieszcie się! Jak skończy się boom! na "Gwiazd naszych wina", nawet jego powieści będziecie musieli poznawać ukryci w czterech ścianach własnego domu. Uniwersalne wartości? Ciepło i przyjazna atmosfera? Bujdy! 

6) Powieści z gatunku New Adult
Toż to nic innego jak erotyki dla nieco młodszych kobiet. O! Spójrzcie sobie na okładki i przekartkujcie losowy tytuł. Nagie torsy i jednoznaczne pozycje a w środku  plastyczne sceny erotyczne. Jestem złym człowiekiem bo sama nie tak dawno namawiałam Was do lektury "Hopeless" i "Maybe someday". Musielibyście się przeze mnie najeść sporego wstydu! Zła ja!


No i co? Przyłapałam Was! Tyle powodów do wstydu, że pewnie Wasze policzki przybrały uroczy czerwonawy kolor, którego nie da się pomylić z grubą warstwą różu. A skoro już to ujawniłam i sama przyznałam się do popełnienia wszystkich tych grzeszków, możecie śmiało wymieniać swoje! 
 
I nie grzeszcie więcej!
 
 
*Gdyby ktoś nie wyłapał ironii - ona tam jest. Niech wstydzi się ten kto nie czyta wcale, albo ten kto uważa się za lepszego z racji na czytane pozycje.

wtorek, 23 września 2014

Zagadki przeszłości - Kate Atkinson


My, mole książkowe, musimy pogodzić się z faktem, że nie uda nam się przeczytać wszystkich ciekawie brzmiących i zbierających dobre opinie tytułów (a już na pewno nie ZARAZ, NATYCHMIAST) Nie zmienia to jednak faktu, ze nie pozostajemy głusi i zamknięci na peany zachwytu zalewające blogosferę. Słyszałam o  pozycji "Jej wszystkie życia" i zamierzałam się z nią zapoznać, ale zdając sobie sprawę, że może to nastąpić raczej później niż wcześniej, postanowiłam skorzystać z okazji i zapoznać się z inną powieścią autorki - "Zagadkami przeszłości" właśnie. Nawet jeśli nie zbierała ona już aż tak pozytywnych opinii.

Jackson Brodie nie do końca tak wyobrażał sobie własne życie. Będąc mężczyzną w średnim wieku, z utęsknieniem wypatrującym zbliżającej się emerytury, Brodie z politowaniem patrzy na miejsce, w którym obecnie się znajduje. .Zostawiła go żona, musi walczyć o każdą wspólną chwilę z córką, a ekscytująca praca prywatnego detektywa - cóż, wcale nie jest tak ekscytująca jak mogłoby się wydawać. Teraz jednak coś nareszcie rusza z miejsca, Brodie otrzymuje trzy ciekawe zlecenia - musi zbadać kto trzydzieści lat temu porwał małą Olivię, kim jest morderca córki znanego prawnika i gdzie znajduje się siostra uroczej pielęgniarki. Szkoda tylko, że każda z tych spraw stanowi zagadki przeszłości i trudno o jakiekolwiek tropy. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

"Zagadki przeszłości" zostały wydane w ramach "Czarnej serii" - specjalizującej się w dobrych, trzymających w napięciu kryminałach  i tak też są reklamowane -jako kryminał. I nie byłoby w tym doprawdy nic złego gdyby nie fakt, że powieść Kate Atkinson z tym gatunkiem ma raczej mało wspólnego. Owszem, mamy zbrodnie - nawet trzy - i próby ich rozwiązania, ale już po lekturze kilku rozdziałów można dostrzec, że stanowią one raczej tło dla historii a nie główną oś fabularną. Kate Atkinson snuje swoją opowieść powoli, czasami celowo opóźniając akcję i nie wprowadza do niej nagłych zwrotów tak typowych przecież dla kryminału.

Nie więc dziwnego, że pada tyle słów rozczarowań odnośnie owej pozycji. Zrzućmy winę na barki źle dobranej serii i nieco krzywdząco skonstruowanego opisu i przejdźmy nad tym do porządku dziennego. bo "Zagadkami przeszłości" wciąż można się zachwycić, a jeśli nawet nie - to przynajmniej spędzić przy nich kilka przyjemnych godzin. Zwłaszcza, że to naprawdę dobra powieść obyczajowa z elementami detektywistycznymi.

 Kate Atkinson posiada wyjątkowy talent do kreacji różnorodnych, żywych bohaterów. Złożoność fabuły sprzyja mnogości postaci, mimo to w trakcie lektury nie towarzyszy uczucie powtarzalności. Każdy z bohaterów obdarzony został przez autorkę bagażem własnych doświadczeń i bogatą osobowością. Owszem, nie zawsze mamy okazję się z nimi zżyć i nie wszyscy budzą sympatię czytelnika, ale jest w nich coś takiego co ożywia ich wprost z kart z powieści i czyni ludźmi z krwi i kości.

Autorka nie skupia może należytej uwagi rozwiązywaniu zagadek, ale koniec końców czytelnik i tak zyskuje odpowiedzi na podstawowe pytania, a w zamian za to Kate Atkinson  porusza kilka innych, ważnych tematów. Angielska pisarka ukazuje nam jak istotny wpływ na ludzkie życie moją tragedie z udziałem ich bliskich; jak czasami ciężko jest żyć człowiekowi we własnym ciele i wreszcie jak nieoczekiwanie może obrócić się czyjś los.

Nie wiem jak wypadają "Zagadki przeszłości" na tle poprzedniej powieści autorki, nie mogę się jednak zgodzić z wszystkimi negatywnymi opiniami. Choć w kategoriach kryminału tytuł ten wypada raczej słabo, trudno mu odmówić paru mocnych autów. Kate Atkinson , operując niezwykle dojrzałym i wprawionym  piórem, w ciekawy sposób wplotła do swej powieści wątki detektywistyczne. Największą zaletą powieści, uczyniła jednak bogate, niezwykle realne portrety bohaterów. Nie skreślajcie więc "Zagadek przeszłości" z góry i dajcie mu szansę. Bo to naprawdę dobra, podkreślam to jeszcze raz, powieść obyczajowa z elementami detektywistycznymi.

½

niedziela, 21 września 2014

10 książek, które zmieniły moje życie


Wiele osób mówi, że nie przepada za wszelakiego rodzaju "łańcuszkami" - czy to blogowymi, czy to tymi z którymi mamy do czynienia na portalach społecznościowych jak choćby facebook. Że to taka trochę strata czasu i pisanie o niczym ("spam"). Nie zgodzę się z tym. Uważam, że wszelakiego rodzaju TAG-i są doskonałą możliwością na to by poznać osobę po drugiej stronie monitora  - w tym wypadku mnie. A już w szczególności gdy są to TAG-i tego rodzaju.

Wiecie chyba z czym dzisiaj do Was przychodzę, czyż nie? Musieliście się domyślać biorąc pod uwagę fakt, że blogosferę zalewają posty tego typu. Co prawda sama wymieniłam już 10 książek, które zmieniły moje życie na facebooku. Ale a) jest to moje prywatne konto i wątpię żeby ktokolwiek z Was miał do niego wgląd  i b) jest to doskonały temat na post blogowy. Dlatego nie przedłużając zapraszam Was do poznania najważniejszych tytułów dla mojej skromnej osóbki.

1. Duma i uprzedzenie - Jane Austen

Pierwsze tak udane spotkanie z klasykiem. Pierwsza miłość do fikcyjnego bohatera, która pulsuje gdzieś w moim serduchu do tej pory. Pierwsza bohaterka, z którą z taką łatwością przyszło mi się identyfikować. I równocześnie pierwszy tytuł, który przychodzi mi do głowy, gdy myślę o najpiękniejszych historiach miłosnych. Co prawda szczegóły fabuły zatarły się już w mojej pamięci i muszę (muszę!) przypomnieć sobie w najbliższym czasie ten tytuł, ale i tak kocham go całym sercem. Zresztą, równie mocno co ekranizację z udziałem Keiry Knightley.

2. Złodziejka książek - Markus Zusak

Uważam, że "Złodziejka książek" obok "Cienia wiatru" to dwie najważniejsze pozycje dla każdego miłośnika literatury. Och, nie mówię, że trzeba je kochać, ale zdecydowanie trzeba je znać. Markus Zusak pokazuje jak wygląda miłość do książek jak nikt inny wcześniej i (póki co) jak nikt inny później. Poza tym to po prostu piękna historia, ot co! Na dodatek rozgrywająca się na tle wydarzeń II WŚ, co zawsze w jakiś tam sposób wpływa pozytywnie na odbieranie przeze mnie treści. No i wiecie, tak tylko mówię, ale jednak od czegoś wzięła się chyba nazwa bloga, prawda?

3. Dziewiętnaście minut - Jodi Picoult

Lubię Jodi Picoult, ale to nie dlatego wspominam o tej pozycji. Robię to ponieważ ten konkretny tytuł naprawdę w jakiś tam sposób wpłynął na moje życie, a raczej na sposób w jaki je postrzegam. Bo Jodi Picoult nauczyła mnie współczucia do zbrodniarza. Pokazała, że nawet ktoś kto skłonny jest do popełnienia morderstwa może posiadać wrażliwą stronę; że czasami wina za zbrodnię nie spoczywa tylko i wyłącznie na oprawcy; i wreszcie że nie ma nic gorszego od bierności. Czytałam tą powieść parę lat temu, a i tak mam ją w zakamarkach pamięci  - i podejrzewam, że tak szybko ich nie opuści.

4. Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain

Pomijam fakt, że ta książka zapoczątkowała moją miłość do prozy Diane Chamberlain (chociaż tak właśnie jest). Ten tytuł jest dla ważny również z innego powodu. To właśnie on udowodnił, że postawioną przeze mnie tezę. Potwierdził to co wiedziałam od dawna - że każdy z nas może pokochać czytanie tylko musi znaleźć do tego odpowiednią pozycję. Także pozdrawiam Cię M. - w pewnym stopniu to właśnie ty uczyniłaś dla mnie tą książkę wyjątkową. 

5. Tysiąc wspaniałych słońc - Khaled Hosseini

To jest piękna historia. Piękna historia o miłości, poświęceniu i przyjaźni, która pokazała mi jak wspaniały jest czas i kraj w jakim przyszło mi żyć i jak bardzo powinnam być za to wdzięczna. Ale nie tego mnie nauczyła.  Nie, lektura "Tysiąca wspaniałych słońc" pokazała mi, że każdy tytuł ma swój czas i że nie warto poddawać się w czytaniu. Zapoznanie się z tą pozycją zajęło mi chyba z dwa albo trzy lata, i zaliczyłam do niej pięć podejść. Ale było warto.

6. Jeździec miedziany  - Paullina Simons

Wiecie, że ja kocham tą pozycję bo bardzo często wspominam o niej gdzieś między wierszami. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie "Jeździec miedziany" nie sięgnęłabym po wiele cudownych pozycji - jak choćby "Wojenna narzeczona" czy "Niewidzialny most" - rozgrywających się na tle II WŚ. A, kto wie, może nawet nie zdecydowałabym się na  wybór języka rosyjskiego w liceum. W końcu czytałam ten tytuł pod koniec trzeciej klasy gimnazjum! - to musiało jakoś wpłynąć na moją podświadomość!

7. Marina - Carlos Ruiz Zafon

"Marina" to początek mojej miłości do Barcelony i pióra pana Zafona. To chyba pierwsze tak uważne śledzenie każdego słowa i rozkoszowanie się sposobem w jaki układają się one w kolejne zdania. Poza tym, to kolejny powód dla idealizacji mojego wymarzonego partnera. Pisarze nie powinni tak pięknie pisać o miłości bo potem za łatwo przychodzi przeoczenie tej zwykłej, realnej i nieco bardziej przyziemnej.

8. Gwiazd naszych wina - John Green

John Green przywrócił mi wiarę w powieści z gatunku YA contemporary i choćby dlatego jest to jedna z ważniejszych pozycji w moim życiu. Ale to nie tylko oto chodzi. Pan Zielony mnie rozbawił i wzruszył - pokazał że można się śmiać i płakać jednocześnie!Dawno nie było równie uroczej i pouczającej powieści dla młodzieży - o miłości, ale nie tylko. Poza tym ta powieść łączy pokolenia - pokochałam ją ja, pokochał ją mój mamutek. I tylko Panna M. kręciła nosem, ale cóż zrobić

9. Opium w rosole - Małgorzata Musierowicz

Ktoś kiedyś powiedział, że każdy ma swój ulubiony tom "Jeżycjady". Nie wiem czy to prawda, a nawet jeśli - nie wiem czy byłby to na pewno ten konkretny tytuł (choć z pewnością znalazłby się on w czołówce). "Opium w rosole" jest jednak dla mnie częścią szczególną bo to właśnie od tej pozycji rozpoczęłam całą przygodę z serią. Gdyby nie "Opium w rosole" nie byłoby więc "Szóstej klepki", "Bruliona Bebe B.", "Dziecka piątku" i reszty ukochanych tomów. Poza tym, kto nie kocha Genowefy Sztompke/Pompke/Trompke?

10. Harry Potter i więzień Azkabanu - J. K. Rowling

Z Harrym jest trochę tak jak i z tą "Jeżycjadą" .Serię kocha się całą, ale ulubieniec może być tylko jeden. Tym razem nie mam wątpliwości co do tego że moim najukochańszym tomem jest właśnie "Więzień Azkabanu". Poza tym jest to pierwsza część, którą czytałam przed obejrzeniem filmu i to samodzielnie. Bo choć wspólne, wieczorne czytanie z siostrą i mamą pierwszych dwóch tomów miało swój niezaprzeczalny urok, poznawanie przygód czarodzieja przed resztą członków rodziny było po prostu - cóż... magiczne.

A jakie są wasze najważniejsze książki? 

FACEBOOK | INSTAGRAM | ASK

sobota, 20 września 2014

Delirium - Lauren Oliver


Choć  czytanie dystopii zawsze przynosiło mi niekłamaną przyjemność nadszedł taki moment, kiedy przy lekturze  kolejnych tytułów zaczęłam dostrzegać ich schematyczność i wtórność. To dlatego w pewnym momencie porzuciłam owy gatunek, zastępując go innymi, różnorodntymi pozycjami. I to dlatego "Delirium" musiało odczekać przeszło rok na mojej półce zanim zabrałam się za lekturę.

Lena wierzy, że społeczeństwo pragnie tylko i wyłącznie jej dobra. W świecie, w którym miłość uważana jest za chorobę i źródło wszelkiego zła,dziewczyna nie potrafi czuć się w pełni bezpieczna. Lena doświadczyła bolesnych skutków choroby niemal na własnej skórze - dotknęła ona bowiem najpierw jej matkę,   a potem siostrę. Nic więc dziwnego, że z taką  niecierpliwością oczekuje dnia, w którym poddana zostanie zabiegowi.

Tyle że wbrew rozsądkowi, Lena nie potrafi zachowywać się dokładnie w taki sposób  jak  tego od niej oczekują inni. Pamięta radość z wykonywania zakazanych rzeczy, a Głusza  - miejsce gdzie ukrywają  się niewyleczeni, zamiast lęku  budzi w nej fascynację. Lena boi się jednak, że, tak jak bliskie  jej osoby, zachoruje i dlatego , kosztem przyjaźni, rezygnuje z uczestnictwa w życiu jakie pragnie przed nią otworzyć Hana . Nawet zdrowy rozsądek nie jest jednak w stanie ustrzec ją przed tym co zaczyna czuć do Alexa. Chłopak jest młody i przystojny, a blizna po przebytym zabiegu, sprawia że czuje się przy nim względnie bezpieczna. Lena zaczyna wątpić w świat w którym żyje - bo czy miłość może być naprawdę zła?

Nie wiem od czego zacząć. Co powinnam powiedzieć najpierw żeby zwrócić waszą  uwagę, a co potem aby ją utrzymać. Powiem więc tylko tyle, że zakochałam się w tej powieści.  Owszem, to wciąż jest alternatywna rzeczywistość ściśle zhierarchizowana, odizolowana i kontrolowana. Ta kontrolą wkracza jednak w emocjonalną sferę życia bohaterów. Poddawani remedium, nieraz bez własnej woli, pozbawieni zostają wszelkich uczuć, stają się żywymi marionetkami, obojętnymi zombiakami, którzy już nie cierpią i nie tęsknią, ale równocześnie nie mogą poczuć bliskości i spełnienia.

Lena nie jest bohaterką , która z miejsca budzi sympatię czy choćby podziw. Trudno bowiem darzyć takimi uczuciami kogoś kto uosabia nasze własne słabości. Trudno mi znaleźć lepsze określenie, Lena jest bowiem po prostu ludzka. Ma swoje marzenia i własne zdanie, ale równocześnie boi się o nie zawalczyć. Woli obojętne, ale bezpieczne życie, od tego, które wprawdzie może przynieść jest szczęście, ale które nie daje takiej gwarancji, za to grozi cierpieniem. Rzecz ma się inaczej jeśli chodzi o Alexa. To on z miejsca zdobywa serca, zwłaszcza żeńskiego grona, czytelników. Tajemniczy i odważny, walczący o własne ideały i gotowy na poświęcenie - naprawdę można pozostać na to obojętnym?

Lauren Oliver miała pomysł na fabułę i skrupulatnie się go trzymała. Jej powieść nie obfituje w nagle zwroty akcji czy dynamizm. Co więc napędza całą fabułę? Historia znajomości a potem miłości Leny i Alexa. Zmiany jakie zachodzą w ich relacji i w nich samych. Przede wszystkim jednak, nieubłaganie upływający czas. Odliczanie do finału nie jest zabiegiem nowym -  spotykamy się z nim choćby w pierwszym tomie serii Gone - ale sprawdza się doskonale. Nieuchronność bliskiego końca sprawia, że książkę czyta się szybciej i zachłanniej.

"Delirium" to historia, z którą  każdy powinien przynajmniej spróbować się zapoznać. Nikt od dawna nie zdołał poruszyć moich emocji tak jak Lauren Oliver. Ciekawa historia, osadzona w innym, fascynującym świecie, napisana pięknym językiem - czego chcieć więcej? Z góry jednak uprzedzam, miejcie  pod ręką tom drugi. Po TAKIM zakończeniu , każda minuta zwłoki zdaje się bowiem wiecznością.

★★

FACEBOOK | INSTAGRAM | ASK

czwartek, 18 września 2014

Podsumowanie sierpnia


Czuję się trochę głupio bo obiecałam Wam brak zastoju na Złodziejce książek, a tymczasem ostatnim razem odzywałam się do Was 22 sierpnia. Tym razem jednak, mam naprawdę dobre wyjaśnienie! Zawsze wiedziałam, że nie mam szczególnego szczęścia jeśli chodzi o sprzęty, ale tym razem rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Wyobraźcie sobie, że w przeciągu tak krótkiego czasu mój kochany staruszek  laptop trzy razy musiał zostać oddany do naprawy! Trzy razy w przeciągu niecałego miesiąca! Miejmy jednak nadzieję, że teraz już wszystko będzie dobrze.

A taki urlop od komputera dobrze mi zrobił. 
PRZECZYTANE:
1Q84 tom 2, Haruki Murakami
 ★★½
Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafon ★★
Ty jesteś moje imię,Katarzyna Zyskowska-Ignaciak ★★
Ponieważ Cię kocham, Guillaume Musso ★★½ 
Droga, Cormac McCarthy ★★½  
Bez pożegnania, Harlan Coben ★★
 Czekolada, Joanne Harris ★★½ 
Lśnienie, Stephen King ★★  
Zagadki przeszłości, Kate Attkinson ★★½
 Gra anioła, Carlos Ruiz Zafon  ★★½
Milaczek, Magdalena Witkiewicz  ★★
 Kilka dni z życia Alice, Liane Moriarty  ★★½
Jedna chwila, Sarah Rayner ★★½
 Mapa miłości, Ahdaf Soueif  ★★

STATYSTYKI SIERPNIOWE:

Przeczytane: 14
Strony: 5 878
Ocena: 4,04

KSIĄŻKA MIESIĄCA:



STATYSTYKI ROCZNE:

Przeczytane: 82
Strony: 28 427
Ocena: 4,01
RECENZJE:




POSTY:




W PRAWDZIWYM ŻYCIU:

  • Tak jak już wspomniałam cierpiałam na chroniczny brak komputera pod ręką. Początkowo było ciężko - bo przecież chciałam pisać, pisać i pisać! - ale potem to doceniłam! 
  • Spędziłam parę niezwykle przyjemnych dni na wsi - w ciszy i spokoju. Może i jestem typową "miejską" dziewczyną, która nie wyobraża sobie życia z dala od wszelkiego rodzaju galerii, kawiarni itp. ale uwielbiam ten okres czasu w którym mogę od tego wszystkiego na chwilę odpocząć
  • Wróciłam do Wrocławia - po raz drugi w tym roku. I  utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to jedyne miasto w Polsce - prócz Krakowa, który zawsze będzie na pierwszym miejscu! - w którym mogłabym mieszkać. Piękne, z mnóstwem urokliwych miejsc i sympatycznymi ludźmi - jeśli jeszcze nie byliście, serdecznie polecam!