sobota, 25 stycznia 2014

Top Ten Friday: Good books for long evenings


Prawda, kalendarzowa zima zagościła do naszych domów już jakiś czas temu, ale tak naprawdę odczuwamy ją dopiero od kilku dni. Kilkunastostopniowe mrozy nie nastrajają może zbyt optymistycznie na długie spacery, sprzyjają za to pozostaniu dłużej w łóżku, pod ciepłą kołdrą, a co za tym idzie - lekturze. Zresztą, nie tylko pogoda stanowi idealne tło dla czytania, ale również czas. Niektórzy z Was pewnie już doczekali się upragnionych ferii, inni, tak jak i ja, odliczają za to dni, które dzielą ich od "wolności" i już zacierają dłonie. 

Biorąc pod uwagę tak sprzyjające okoliczności rozumiecie już chyba wybór pierwszego tematu dla "Top Ten Friday" - mianowicie książki na zimowe wieczory. I tak, wiem, że dzisiaj nie jest wcale piątek, ale przymknijmy na to oko, dobrze? Powiedzmy, że wczoraj Kala miała naprawdę ogromne chęci by opublikować ten post, ale z przyczyn od niej niezależny jej się to nie udało.  (Poza tym, naprawdę, naprawdę mielibyście coś przeciwko gdyby dzisiaj był dopiero piątek wieczorem? Bo ja nie)


Harry Potter i kamień filozoficzny to chyba tego rodzaju tytuł, z którym wszyscy jesteśmy doskonale zaznajomieni. Nie zmienia to jednak faktu, ze pani J. K. Rowling wykonała kawał tak dobrej roboty, że nawet re-lektura może nam przynieść ogromną satysfakcję i radość.  Zwłaszcza w tym okresie. Pamiętacie pierwsze święta w Hogwarcie? No właśnie, ja też nie i dlatego w nadchodzącym roku (w zimie) z pewnością zabiorę się za lekturę. A jeśli należycie do tych nielicznych osób, które Harryego Pottera jedynie z filmu, macie czego się wstydzić i co nadrabiać.

Ci, którzy choć od czasu do czasu odwiedzają blogosferę z pewnością kojarzą nazwisko pana Johna Greena  i jego bestsellerową powieść Gwiazd naszych wina. A jeśli do lektury nie przekonały was jeszcze pełne zachwytu recenzje, może zrobi to wiadomość o zbliżającej się wielkimi krokami ekranizacji. Co prawda, to tego rodzaju tytuł, którego lektura o każdej porze roku przyniesie wam ogrom emocji, ale po co czekać skoro można skorzystać z nadarzającej się okazji? 

Wonder to zdecydowanie moja najświeższa miłość. Jeżeli w okresie zimy i wolnego szukacie lektury, która porusza w was najczulsze struny i która rozgrzeje ciepłem wasze serducha - jest to tytuł stworzony dla Was.  Nie będę zdradzać za dużo bo planuję wkrótce napisać dla Was recenzję, ale jedno mogę wam powiedzieć - trudno wyrazić słowami jak bardzo poruszała mnie ta historia. Co prawda to opowieść napisana z myślą o nieco młodszym czytelniku, ale w moim mniemaniu, powinna byc to pozycja obowiązkowa dla osób w każdym wieku.

Jeżeli preferujecie w trakcie zimy zagłębiać się nie tylko w historie piękne i oryginalne, ale także przedstawione na tle tej najbielszej i najmroźniejszej pory roku Baśniarz będzie dla Was doskonałym wyborem. To cudowna opowieść. Opowieść o miłości, dorastaniu i radzeniu sobie z trudnościami. Opowieść, która zostanie z Wami na dłużej niż tylko na zimę i wreszcie opowieść, do której będziecie chcieli jeszcze powrócić.   

Ferie to jednak także doskonały czas na to by nadrobić zaległości w całych seriach czytelniczych. A czy w ostatnim czasie zetknęliście się z jakąś  bardziej przeze mnie wychwalaną serią niż Diabelskie maszyny? Ano własnie. Biorąc pod uwagę jak bardzo uzależniająca jest ta trylogia i jak bardzo, bardzo nie chcemy przerywać lektury choćby na moment, dwa tygodnie wolnego wydają się byc doskonałym zbiegiem okoliczności.

Dla tych czytelników, którzy nie boją się zagłębić w nieco poważniejszą i może odrobinę bardziej przygnębiającą lekturę  mogę jedynie z całego serca polecić Złodziejkę książek. Wiem, że już o niej niejednokrotnie wspominałam i że większość z Was z pewnością nadrobiła już tą czytelniczą zaległość, ale sami rozumiecie - większość nie jest synonimem dla każdego. Przeczytajcie, zdajcie relację, a potem wszyscy razem obejrzymy film!

Aby tradycji stało się zadość muszę wspomnieć o Jeźdźcu miedzianym. Jeżeli pragniecie sięgnąć po   epicką, napisaną z rozmachem powieść o miłości dzieło pani Simons sprawdzi się doskonale. Nie wierzę, ze wciąż nie mam własnej kopii na półce. Gdyby tak było, z pewnością zafundowałabym sobie re-lekturę w te ferie. Niestety, muszę się zadowolić jedynie samym wspomnieniem o tym tytule.

Nigdy nie ma złej pory na to by zapoznać się z klasykami literatury światowej.  A już z pewnością nie wówczas gdy mówimy o tak fantastycznej historii jak Jane Eyre. Osobiście radzę wam zaserwowanie sobie podwójnej przyjemności. Najpierw lektura a potem seans i porównanie wrażeń.o, a jeżeli zdecydujecie się na jedną z najnowszych ekranizacji z Mią Wasikowską dodatkowo możecie posłuchać naprawdę fantastycznego soundtracku.

Dla wielbicieli thrillerów również mam pewną propozycję. Co prawda zastanawiałam się chwilę czy to właśnie ta pozycja jest najlepsza ale koniec końców wydaje mi się, ze podjęłam słuszną decyzję. Dopóki Cię nie zdobędę to fenomenalny thriller. Z zaskakującymi zwrotami i  doskonale nakreślonymi sylwetkami bohaterów (zwłaszcza z psychologicznego punktu widzenia), którą do samego końca trzyma się zasady prawdopodobieństwa. Cudo! Choć wrażliwe panie, zwłaszcza będące w ciąży raczej powinny się wstrzymać z lekturą.


Nie myślcie jednak, że zima stanowi dla mnie synonim lektur raczej smutnych i poruszających. Postarałam się również znaleźć miejsce dla pozycji nieco bardziej lekkiej i zabawnej (chociaż nie pozbawionej odrobiny goryczy). Będziecie się bawić wybornie przy lekturze Poradnika pozytywnego myślenia. A potem, znowu!, możecie porównać oryginał z ekranizacją - równie dobrą, nawet jeśli odbiega nieco od powieści Matthew Quicka.

niedziela, 19 stycznia 2014

Czekam na polskie wydanie

Kala zawsze dotrzymuje obietnicy, po prostu czasami zajmuje jej to odrobinkę więcej czasu niż mogłaby przypuszczać - chyba nie mieliście co do tego żadnych wątpliwości? Jeśli tak, mam nadzieję, ze tym postem właśnie je rozwiałam. 

Stosunkowo dużo czasu zabrało mi opublikowanie pierwszego posta z serii Czekam na polskie wydanie. Ale złożyło się na to wiele czynników. Po pierwsze, starałam się wyselekcjonować ciekawe i różnorodne tytuły. Po drugie, opisy należało przetłumaczyć w taki sposób by całość miała ręce i nogi. A po trzecie, chyba najważniejsze, trzeba było jeszcze znaleźć czas na to by zebrać wszystko w całość i opublikować. O! To zdecydowanie wymagało najwięcej wysiłku i samozaparcia. Koniec końców jednak przybywam dzisiaj z pierwszym, i miejmy nadzieję nie ostatnim, postem Czekam na polskie wydanie. Wszystkie zaprezentowane tytuły z chęcią bym przeczytała, niekoniecznie w języku polskim. Choć nie ukrywam, że byłoby miło gdyby wydawnictwa bliżej im się przyjrzały ;)

Tytuł: Half-Blood (Convenant #1)
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Spencer Hill Press
Strony: 281
Ocena: 4,22

Hematoi są owocem związku boga ze śmiertelnikiem. Dziecko dwójki Hematoi czystej krwi dziedziczy boskie moce, ale już potomkowie Hematoi i śmiertelnika - cóż, niestety nie. Osoby pół-krwi mają tylko dwie opcje -mogą odbyć szkolenie na Sentineli - strażników, którzy tropią a potem zabijają demony; albo zostać służbą w domu rodzin czystej krwi. 17-letnia Alexandria woli podjąć ryzyko życia polegającego na ciągłej walce niż zmarnować je na szorowaniu toalet. Ale i tak może skończyć w jednej z dzielnic slumsów. Jest kilka zasad, które uczniowie Covenantu muszą przestrzegać, a z którymi Alexia ma pewien problem - a już zwłaszcza gdy chodzi o jedną z nich; związki między potomkami  pół- a tymi czystej krwi są całkowicie zabronione. Niestety, Alexandria jest całkowicie zauroczona pewnym gorącym Hematoiem - Aidenem. Miłość do niego nie jest jednak jej największym zmartwieniem. Jest nim za to pozostanie przy życiu na tyle długo by ukończyć szkołę i zostać Sentinelem. Jeśli zawiedzie czeka ją przyszłość gorsza niż śmierć czy niewola - przemieni się w demona i stanie się celem polowań Aidena. A to byłoby naprawdę do bani.

Przy okazji posta poświęconego moim wymarzonym prezentom świątecznym wspominałam o innej, bardziej popularnej serii owej autorki. I choć to właśnie ona, wciąż znajduje się wyżej na liście upragnionych tytułów, nie ukrywam, że serią "Convenant" jestem również ogromnie zainteresowana. Gdzieś słyszałam. że ma ona kilka punktów wspólnych z moją ukochaną "Akademią wampirów". A ten fakt, w połączeniu z wysoką notą na goodreads, jest chyba najlepszą z możliwych rekomendacji.


Tytuł: Losing it (Losing it #1)
Autor: Cora Carmack
Wydawnictwo: Ebury
Strony: 288
Ocena: 3,84

Bliss Edward ma już serdecznie dość bycia jedyną dziewicą pośród swoich przyjaciółek. Podejmuje decyzję, że najlepszym sposobem na poradzenie sobie z owym problemem, jest utrata dziewictwa. I to tak szybko i prosta jak to tylko możliwe - przelotna, jedno nocna przygoda.   Tyle, że jej plan okazuje się byc znacznie trudniejszy w realizacji - rano zaczyna wariować i zostawia cudownego, nagiego mężczyznę  samego w swoim łóżku z wymówką, w którą nikt o zdrowych zmysłach by nie uwierzył. I gdyby to było jeszcze niewystarczająco zawstydzające, kiedy Bliss przychodzi na swoje pierwsze zajęcia, rozpoznaje nowego profesora. W końcu 8 godzin wcześniej zostawiła go nagiego w swoim łóżku...


Tak jak już kilka razy wspominałam, chciałabym na własnej skórze przekonać się jak "smakują powieści" z gatunku New Adult. Poza tym, ostatnio odkryłam, że w mojej skromnej biblioteczce brakuje powieści nie tylko lekkich, ale i równocześnie zabawnych. A czego jak czego, ale humoru akurat tym tytułom ponoć  nie brakuje!

Tytuł: Everybody sees the ants
Autor: A. S. King
Wydawnictwo: Little, Brown Books for Young Readers
Strony: 280
Ocena: 4,07

Lucky Linderman nie prosił o takie życie. Nie prosił swojego dziadka żeby nie wracał z wojny w Wietnamie. Nie prosił o ojca, który nigdy się z tego nie otrząsnął. Nie prosił o matkę, która stale udaje, że ich dysfunkcjonalna rodzina świetnie sobie radzi. I nie prosił o to by stać się celem bezwzględnej tyrani Nadera McMillana, która z czasem posuwa się za daleko...

Ale Lucky posiada pewien sekret, który pomaga mu przebrnąć przez codzienną torturę życia. W swoich marzeniach, Lucky ucieka do pogrążonej w walce dżungli Laosu - więzienia, z którego nie zdołał uciec jego dziadek - gdzie Lucky może  być prawdziwym mężczyzną, poszukiwaczem przygód i bohaterem. Jest tam dziko i niebezpiecznie, i jest to jedyne miejsce, w którym jego życie staje się coś warte.  Ale jak długo Lucky może się ukrywać w marzeniach, zanim wkroczy w nie rzeczywistość?


Nie jestem ogromną miłośniczką typowo młodzieżowych historii (czyli powieści z gatunku YA, które nie zalicza się ani jako dystopie, ani nawet paranormal romance). A przynajmniej nią nie byłam. Ostatnio odkryłam jednak, że wszystko zależy od sposobu w jaki autor przedstawił swoją opowieść. Fabuła "Everybody sees the ants" wydaje się ciekawa, poruszająca, ale i pouczająca. Poza tym, słyszałam sporo dobrego o piórze pani A. S. King


Tytuł: Lola and the boy next door (Anna and the French Kiss #2)
Autor: Stephanie PErkins
Wydawnictwo: Speak
Strony: 368
Ocena: 3,98

Obiecująca projektantka Lola Nolan nie wierzy w modę - wierzy w kostiumy. Im bardziej wyrazisty, mieniący, zabawny i szalony jest strój, tym lepiej. Pomimo że styl Loli jest skandaliczny, dziewczyna wciąż pozostaje wewnątrz oddaną córką i przyjaciółką, z wielkimi planami na przyszłość. Wszystko w jej życiu jest idealne (wliczając w to gorącego, rockowego faceta) dopóki budzące postrach bliźniaki Bell, Calliope i Cricket, nie wracają do sąsiedztwa.

Kiedy Cricket, utalentowany wynalazca, wychodzi z cienia swojej siostry i powraca do życia Loli, dziewczyna musi w końcu pogodzić się z uczuciami jakie żywi do chłopca z sąsiedztwa.
Trochę na przekór samej sobie, bo przecież to historia, która zwykle do mnie nie przemawia, ale chciałabym spróbować. Wydawnictwo Amber wydało pierwszą część tego swego rodzaju cyklu, ale na tym się skończyło (czy ktoś jest zaskoczony takim obrotem spraw? Ja nie).  Nie miałam okazji czytać "Anny i pocałunku w Paryżu", ale jeśli się na to zdecyduję, wybiorę raczej język angielski. Kurczę! Coś musi być przecież w tej autorce, że zbiera tak dobre opinie od czytelników


Tytuł: The Program (The Program #1)
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Simon Pulse
Strony: 432
Ocena: 4,03

W świecie Sloan prawdziwe uczucia są czymś zakazanym; samobójstwa nastolatków stają się epidemią a jedynym rozwiązaniem jest Program.

Sloane wie, że nie może sobie pozwolić na słabość  i łzy w czyimkolwiek towarzystwie. Teraz, gdy samobójstwa stały się międzynarodową epidemią. jeden wybuch może sprawić, że wyląduje w Programie - jedynym sprawdzonym sposobie leczenia. Rodzice Sloane już stracili jedno dziecko; dziewczyna wie, że teraz zrobią wszystko by utrzymać ją przy życiu. Wie tez, że każdy kto przeszedł przez Program wrócił z "czystą kartą" - ich depresja minęła, ale stracili też wspomnienia.

Będąc pod ciągłym nadzorem w domu  i szkole, Sloane nakłada maskę odważnej dziewczyny i trzyma swe uczucia głęboko w sobie. Jedyną osobą przy której może być sobą jest James. Chłopak obiecał zapewnić im obu bezpieczeństwo i utrzymanie z dala od leczenia. Sloane wie, że ich miłość jest wystarczająco silna by wszystko przetrwać. Mimo obietnicy, którą złożyli sobie nawzajem, ukrywanie prawdy staje się coraz trudniejsze. stają się coraz słabsi, a depresja - wzrasta. Program zbliża się do nich...

Dystopia to jeden z moich ulubionych gatunków literackich, a że fabuła "The Program" wydaje się na dodatek podoba do fabuły "Delirium" - jak mogłabym się oprzeć? Czekam na wydanie tego tytułu w wersji z miękką okładką, ale potem już dłużej nie zwlekam z zakupem i z lekturą. Zapowiada się prawdziwa czytelnicza uczta!

sobota, 11 stycznia 2014

Przewodnik po Krakowie - Nowej Hucie - Agnieszka Gaj

Tytuł: Przewodnik po Krakowie - Nowej Hucie
Autor: Agnieszka Gaj
Wydawca: WAM
Rok wydania: 2013
Strony: 234
Powstało doprawdy sporo pięknych, ilustrowanych przewodników o Krakowie. Stosunkowo rzadko, a może w ogóle, poświęca się jednak uwagę Nowej Hucie. Mimo niewątpliwych wartości historycznych tego miejsca, owa dzielnica budzi raczej negatywne skojarzenia, a przez to nie jest źródłem zainteresowania ogółu. Agnieszka Gaj wychodzi jednak naprzeciw tym mieszkańcom/turystom, którzy dostrzegają w Nowej Hucie coś więcej niż tylko krążące w społeczeństwie stereotypy.

Czytając owy przewodnik można odnieść wrażenie, ze ma w sobie dużo subiektywizmu. Autorka nie posługuje się sztywnym, formalnym językiem, ale potocznymi, klarownymi zwrotami. Doprawdy, w trakcie lektury nietrudno sobie wyobrazić, że pani Gaj stoi nieopodal i wciela się w rolę naszego osobistego przewodnika po Nowej Hucie.

Przewodnik rozpoczyna (pomijając słowo wstępu oczywiście) dział poświęcony historii Nowej Huty. Wpierw przywołuje krótką historię dzielnicy, odwołując się przy tym do licznych źródeł, by potem przejść do mojej ulubionej części – trasy turystycznej. Podobne fragmenty pojawiają się przy każdym dziale. Opatrzone w mapę i informacje o poszczególnych zabytkach stanowią doskonałą inspirację dla pieszych/rowerowych/samochodowych podróży. Żeby było ciekawiej i łatwiej, przy każdym z zamieszczonych zabytków znajduje się nie tylko jego krótka historia, ale również linie tramwajowe czy autobusowe(z wyszczególnionym przystankiem na którym mamy wysiąść!), którymi możemy się tam dostać.

Podoba mi się, że od początku „zwiedzania” autorka nie powołuje się jedynie na własną wiedzę. Pojawiają się wspomniane już źródła, ale także rozmówca, który niejako staje się naszym drugim przewodnikiem. Wspomniałam o dziale historycznym, a czemu jeszcze zostaje poświęcona uwaga? Architekturze (starym, typową osiedlom czy budynkom), „zapomnianemu dziedzictwu” (fortom; dworkom i pałacom), religii (kościołom, kapliczkom, cmentarzom), ekologii i sporcie (łąkom, lasom i parkom; przykładowym trasom rowerowym) czy sztuce (klubom, centrom kultury).

O dziwo!, zachwycił mnie najbardziej dział poświęcony sporcie. Widać wkład pracy pani Gaj. Na niewielkim planie dzielnicy autorka zaznaczyła wypożyczalnie sprzętów wodnych, rowerowych czy punkty informacji. Przykładowe trasy rowerowe są różnorodne i ciekawe. Autorka podpowiada, która z nich może zainteresować pasjonatów przyrody, a która architektury i wylicza warte uwagi miejsca.

Jak w każdym przewodniku tak i tu nie brakło działo z ciekawostkami. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na fragment poświęcony stereotypom, które Agnieszka Gaj sukcesywnie obala. Powinnam chyba co poniektóre ze zdań skserować i podsunąć znajomym. Może wtedy zrozumieliby, że nie taka Nowa Huta straszna jak ją malują

Ja przewodnikiem jestem zachwycona. Bogaty nie tylko w ilustracje, ale i treść powinien znaleźć się na półce każdego Krakusa (a już mieszkańca Nowej Huty z pewnością). W wakacje z pewnością postaram się podążyć którąś z zaproponowanych szlaków i do tego samego zachęcam Was moi drodzy.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

The unbecoming of Mara Dyer - Michelle Hodkin

Tytuł: The unbecoming of Mara Dyer (Mara Dyer #1)
Autor: Michelle Hodkin
Wydawca: Simon Pulse
Rok wydania: 2012
Strony: 464



Odkąd jakiś czas temu rozpoczęłam subskrypcje kanałów na YouTube poświęconych książkom, lista tytułów, z którymi chciałabym się zapoznać wzrosłą jakieś pięć razy. Kiedy słuchasz jak ktoś z taką pasją i zaangażowaniem opowiada o jakiejś pozycji, a ty widzisz w jego spojrzeniu, e i tak stara się powstrzymać podekscytowanie, jest w tym coś niewątpliwie przyciągającego i zachęcającego. Coś, co sprawia, że nie sposób odwrócić wzroku i że już, natychmiast chcielibyście się z danym tytułem zapoznać. Tytułem, który prześladował mnie z tego powodu było właśnie "The unbecoming of Mara Dyer". A że żadne z wydawnictw nie wychodziło mi na przeciw? Cóż, musiałam się jakoś spiąć   i poznać ową historię w oryginale. Jedno mogę Wam zdradzić już teraz - było warto.

Mara Dyer nigdy nie podejrzewała, ze jej życie może zmienić się do tego stopnia i to na dodatek w tak krótkim czasie. Kiedy budzi się w szpitalu bez jakikolwiek wspomnień jak tam trafiła, wydaje jej się, że nie może jej się przytrafić już nic bardziej dziwnego. A jednak. Mara nie rozumie dlaczego poszła do opuszczonego budynku Tamtego wieczoru i co wydarzyło się w noc śmierci jej chłopaka i przyjaciółek. Niestety, jedyną osobą, która zna odpowiedź na owe pytanie (a przynajmniej powinna znać) jest ona sama.

Zgodnie z sugestią lekarza, Mara wraz z rodziną przeprowadza się do innego miasta. Nowe miejsce, szkoła i ludzie mają jej pomóc uporać się z przeszłością. Ale nic nie idzie zgodnie z planem. Najpierw Mara zaczyna widzieć twarze swoich zmarłych przyjaciół, a kiedy na dodatek wyobraża sobie sytuacje, które nigdy nie miały miejsca, boi się, że powoli traci rozum. Gdyby tego mało, jest jeszcze Noah - niesamowicie przystojny chłopak, który wydaje się osaczać Marę z każdej strony. Tylko czy naprawdę ma on tak czyste intencje jak wydaje się posiadać? Cóż, Mara nie jest tego pewna.

Historia, którą wykreowała Michelle Hodkin, mimo pewnych  schematów, które wszyscy doskonale już znamy, charakteryzuje się niesamowitym powiewem świeżości. Trudno mi opisać to co odczuwałam w trakcie lektury, żeby oddać prawdziwy sens. Słyszałam, ze podczas czytania "The unbecoming of Mara Dyer", momentami trudno odróżnić fakty od wytworów wyobraźni Mary, teraz jednak wiem co wszyscy mieli na myśli. W trakcie lektury, kiedy postrzegacie świat oczami Mary, możecie się poczuć jakbyście NAPRAWDĘ nią byli i jakbyście NAPRAWDĘ popadali w obłęd. Obrazy, które dostrzega Mara są tak żywe i prawdopodobne (precz duchom i innym paranormalnym stworzeniom!), że nawet przez myśl Wam nie przejdzie, że nie są one prawdziwe, dopóki nie zostaniecie z powrotem sprowadzeni na ziemię przez innych bohaterów.

Bo język Michelle Hodkin ma w sobie coś fascynującego. Mimo że nie posługuje się ona żadnymi skomplikowanym słownictwem, ani tym bardziej jakimś poetyckim stylem, pozostaje niezwykle przekonująca. Jej pióro jest po prostu niezwykle plastyczne. Pojedyncze zdania tworzą jakieś obrazy, które łączą się ze sobą w jeden ciąg. Zupełnie jakby była reżyserem filmu, który tworzy w naszej wyobraźni. 

Fabuła charakteryzuje się niezwykłą skrupulatnością. Pojedyncze detale, które początkowo wydają się byc zbędnym ozdobnikiem, z czasem nabierają sensu. W "The unbecoming of Mara Dyer" zetkniecie się z wieloma niewiadomymi, ale bez obaw - wraz ze zbliżaniem się do zakończenia, Michelle Hodkin uchyli wam rąbka tajemnicy. O! nie łudźcie się, nie uzyskacie odpowiedzi na wszystkie pytania, w końcu coś musi pozostać tajemnicą by zachęcić was do  dalszej lektury serii, ale równocześnie nie będziecie mieć już AŻ TAKIEGO mętliku w głowie.

"The unbecoming of Mara Dyer" to jednak nie tylko tajemnice, groza i szaleństwo, ale także bohaterowie (i to nie byle jacy!). Jeżeli obawiacie się, że Mara będzie doprowadzać was do szaleństwa swoją zrozpaczoną postawą, możecie odetchnąć z ulgą.  Owszem, nie jest tak, że z miejsca przechodzi do porządku dziennego z tym co przydarzyło się jej przyjaciołom, ale nie daje się też złamać. No i Noah! Och, drogie panie! mam dla was kandydata do zdobywcy waszego serducha. Noah nie jest typem złego chłopca, ale nie jest też ideałem. Choć zabrzmi to absurdalnie, pozostaje ludzki w swojej doskonałości - trochę narwany, ale za to czuł i współczujący. 

Wciąż nie potrafię wyjść ze zdumienia, że nikt nie wydał jeszcze tej powieści w Polsce. Nie będę mydlić Wam oczu, że nie posiada ona żadnych wad, ale tych doprawdy niezwykle trudno uniknąć, a te nieliczne możemy autorce wybaczyć (o! chociażby za Noaha). "The unbecoming of Mara Dyer" to owiana tajemnicą historia, od której trudno się oderwać. Historia, która zachwyca fabułą, językiem, ale także bohaterami. "The Evolution of Mara Dyer" z pewnością znajdzie się wśród moich przyszłych lektur. Zresztą, naprawdę spodziewaliście się, że może byc inaczej?

niedziela, 5 stycznia 2014

Zapowiedzi styczniowe

Wydawnictwa zostawiły nas pod koniec roku z pustymi rękami.  To znaczy nie do końca z pustymi-  w końcu kilka tytułów jednak się pojawiło, no i oczywiście wydano również świąteczne boksy - ale nie oszukujmy się - dla większości z nas nie znalazło się nic interesującego. Dla równowagi styczeń wydaje się byc miesiącem doskonałych premier. Żeby nie zarzucać Was jednak morzem ciekawych tytułów wybrałam te 5 dla mnie najbardziej interesujących plus 1, która powinna najbardziej zainteresować WAS moi kochani. 

Wiem, że pewnie zdziwi Was fakt, ze nie znajduje się tu druga część "Gry w kłamstwa" (gdyż znajduje się ona w każdym zestawieniu, które miałam przyjemność oglądać), ale mam usprawiedliwienie - po prostu nadal nie czytałam części pierwszej ;P

Tradycyjnie już pytam  - na jakie wy tytuły czekacie najbardziej?

Tytuł: Na krawędzi nigdy (Na krawędzi nigdy #1)
Autor: J. A. Radmerski
Wydawnictwo: Filia
Strony: 480
Data wydania: 22 stycznia 2014

Pewnego dnia Camryn Benett porzuca swoje dotychczasowe życie i wsiada w pierwszy lepszy autobus. Rusza w nieznane, zabiera ze sobą jedynie pieniądze i telefon. Na trasie spotyka tajemniczego Andrew Parrisha. Mężczyzna jest przystojny, zagadkowy i zachowuje się tak, jakby wczoraj i jutro nie istniały. Razem przemierzają gorącą i dziką Amerykę. Dzięki Andrew Camryn odkrywa, czym jest miłość i gorąca namiętność. Te kilkanaście dni, które spędzają razem, zmienia ich bezpowrotnie. Jednak Andrew ma tajemnicę, jedną z najgorszych. Przyjdzie czas, w którym Camryn dowie się, co ukrywa jej ukochany. Czy prawda złączy ich na wieki, czy bezpowrotnie rozdzieli? Finał tej historii wyciśnie łzy z niejednego oka. To powieść drogi, książka o miłości, namiętności, życiu chwilą i w zgodzie ze sobą. Historia Andrew i Camryn otwiera nam oczy na to, jak ważne jest podążanie za swoimi pragnieniami i jak intensywne, namiętne, kolorowe, ale także pełne bólu bywa życie.

 Prawdopodobnie, kierując się jedynie samym opisem, nie zwróciłabym uwagi na ową pozycję. Tak się jednak złożyło, że nasłuchałam się już o niej naprawdę sporo dobrego. Jeżeli tak jak i ja zamierzacie w tym roku otworzyć się na nowe gatunki, w tym na New Adult właśnie, premiera tego tytułu może byc dla Was do tego doskonałą okazją.


 Tytuł: Tak wygląda szczęście
Autor: Jennifer E. Smith
Wydawnictwo: Bukowy Las
Strony: 400
Data wydania: 31 stycznia 2014

Graham Larkin oraz Ellie O’Neill poznają się – choć tylko wirtualnie – gdy Graham przypadkowo wysyła do Ellie dwa e-maile w sprawie swojej domowej świnki, Wilbura. Dwoje siedemnastolatków nawiązuje internetową znajomość, mimo że mieszkają na dwóch krańcach kraju i nawet nie znają swoich imion. W błyskotliwej korespondencji dzielą się szczegółami ze swojego życia, lecz nie mówią sobie wszystkiego. Graham nie wie o tajemnicy ukrytej w drzewie genealogicznym Ellie, a ona jest nieświadoma życia Grahama w świetle reflektorów. Splot okoliczności sprawia, że ich znajomość przenosi się z sieci do rzeczywistości. Lecz czy ludzie z tak różnych światów mogą być razem?

Wiem, że sporo z Was przyjęło poprzednią powieść autorki z dużym optymizmem. Ja co prawda nie miałam okazji sprawdzić czy styl pisania pani Jennifer E. Smith do mnie przemawia, ale wierzę Waszemu smakowi. Nie jest to co prawda mój priorytet, ale kiedyś z chęcią posmakowałabym ową historię. Kto wie, może to akurat coś dla mnie.


Tytuł: Złodziejka książek
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Strony: 496
Data wydania: 22 stycznia 2014

Światowy bestseller, na podstawie którego powstał film wytwórni Twentieth Century Fox.

Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki „Podręcznikowi grabarza” uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…

To nie jest zapowiedź dla mnie tylko dla Was. Ze "Złodziejką książek" zapoznałam się pod koniec 2013 roku i wiecie już, że byłam nią ogromnie oczarowana. Jeżeli nie mieliście okazji zapoznać się z owym tytułem, teraz jest najlepsza okazja na to, by nadrobić zaległości. Zobaczycie, że po skończonej lekturze jeszcze będziecie mi dziękować.


Tytuł: Kolebka 
Autor: Alina Krzywiec
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Strony: 360
Data wydania: 7 stycznia 2014

Czy można poznać samą siebie, nie znając swoich przodków?

Nie miałam ani matki, ani babci, los pokarał mnie matko-babcią, hydrą z dwoma głowami –wyznaje 27-letnia Marta Żółkiewska. Dorastała na Dolnym Śląsku, wychowali ją dziadkowie, matka zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, ojca nigdy nie poznała.
Po śmierci ukochanego dziadka ucieka na studia do Warszawy, dostaje pracę, chce założyć rodzinę. Kiedy traci ciążę, nieoczekiwanie przychodzi list z ultimatum: albo wróci do rodzinnego domu, albo babcia przekaże go kościołowi.
Na miejscu okazuje się, że przeszłość jej rodziny kryje wiele tajemnic. Czy Marcie uda się ustrzec przed błędami przodków i pójść własną drogą? Dlaczego matka nie umiała kochać? I co stało się z babcią Florą, która znika tuż po przeprowadzce wnuczki?

Niezwykle intrygująca, świetnie napisana powieść o kobiecie, która postanawia poszukać swoich korzeni i nie boi się konfrontacji z trudną prawdą. 

Tak, lubię książki, których fabuła skrywa jakieś tajemnice rodzinne. Tak, nie mam dość polskich autorów i w 2014  zamierzam sukcesywnie poznawać kolejnych (czego efekty zobaczycie za chwilkę). Nie kojarzę nazwiska pisarki i nie słyszałam wiele na temat owego tytułu, ale mam raczej dobre przeczucie. A intuicji trzeba wierzyć
.

Tytuł: Kilka przypadków szczęśliwych
Autor: Magdalena Zimny-Louis
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Strony: 432
Data wydania: 23 stycznia 2014

Powieść obyczajowa z dużą dozą przewrotnego humoru o paru pokoleniach kilku rodzin, których wszyscy członkowie wierzą, że gdzieś, kiedyś musi być lepiej.

Wszystko co nam się przydarza, wielkiego czy ważnego, zawsze zaczyna się małą niepozorną kropką na czarnym lub białym tle.
Gdyby Jose Torres nie kupił porcelanowego kubka w Barcelonie, siedemnaście rodzin w Torreguadiaro nie straciłoby dwa dni później dachu nad głową, a Monta nie wyjechałaby z Hiszpanii w pośpiechu i desperacji, wybierając na chybił trafił kraj jej kolejnego przystanku życiowego.

Gdyby mój ojciec Florian Duda posłuchał rodziców i prosto z lotniska udał się do ciotki Rity, tak jak było umówione, nie poznałby swojej przyszłej żony Glorii. W wyniku tego niepoznania, świat byłby uboższy o jedno istnienie – moje.
Gdyby Damian Rogalik nie został zamordowany w wigilijną noc na parkingu klubu tenisowego położonego w północnej części Londynu, a Monta Kolaczenko nie straciłaby życia w wyniku jakiejś podejrzanej igraszki, nigdy nie określonej jako czynność seksualna, ja, Emma Duda nie wyemigrowałabym do Polski.
Gdybym drugiego dnia pobytu w Polsce nie udała się na groby dziadków, pewnie nie wylądowałabym akurat w tym Mieście, tylko osiedliła się w Krakowie zgodnie z planami ułożonymi podczas tygodni wściekłości.
Jedno nieważne zdarzenie pociąga za sobą lawinę, zanim się zorientowałam poprowadziło mnie w bok, nie tam gdzie zamierzałam iść.

Słyszałam sporo dobrego na temat poprzedniej pozycji autorki, to po pierwsze. Po drugie, tak jak już mówiłam, zamierzam poznawać nowych, obiecujących, polskich pisarzy. I wreszcie po trzecie, zamieszczony powyżej fragment (który służy za opis fabuły) świadczy o tym, że pani Zimny-Louis ma naprawdę cudowne, lekkie pióro. Aż człowiek chce się przekonać jak brzmi cała historia.


 Tytuł: List z powstania
Autor: Anna Klejzerowicz
Wydawnictwo: Filia
Strony: 328
Data wydania: 15 stycznia 2014

Kiedy wciąż czujesz przeszłość za plecami, kiedy całymi latami skrada się ona za tobą jak zamaskowany zabójca – nigdy nie odnajdziesz spokoju. Możesz tylko uparcie szukać odpowiedzi, by cię ostatecznie nie dopadła... One tak właśnie zrobiły. Ale czy wygrały z przeznaczeniem? Kto odzyska, a kto straci swoje życie? Dwie kobiety, matka i córka. Kilka pokoleń, jedna zaginiona w Powstaniu łączniczka.

Rodzinna legenda i obsesja. Trudno uporać się z traumą przegranego Powstania, trudno przejść do porządku dziennego nad tajemnicą zaginięcia młodej kobiety. Szczególnie jeśli los od czasu do czasu skutecznie o niej przypomina. Ta powieść to panorama epoki – od czasu Powstania, przez okres Polski Ludowej, transformację, aż po czasy współczesne. Historia, która każe stawić czoło najbardziej nawet niewygodnym prawdom. Fascynująca powieść o tajemnicach z przeszłości i desperackim poszukiwaniu prawdy, pomimo że rozwiązanie zagadki wydaje się przekleństwem.

Jestem zafascynowana tym tytułem od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o nim za sprawą facebooka. Sam pomysł wydaje się doprawdy fascynujący i jestem pewna, ze prędzej czy później sięgnę po tą pozycją. Poza tym, czy nie uważacie, że ta okładka jest fantastyczna? (I nie, wcale nie oceniam książek po okładce)

piątek, 3 stycznia 2014

Rodzina Pompadauz. Bardzo wredna pułapka - Franziska Gehm

Tytuł: Rodzina Pompadauz. Bardzo wredna pułapka (Rodzina Pomapadauz #2)
Tytuł oryginału: Eine unfassbar fiese Falle (Familie Pompadauz #2)
Autor: Franziska Gehm
Wydawca: Dreams
Rok wydania: 2012
Strony: 200


Co prawda mój wiek jakiś czas temu przekroczył już granicę dzieciństwa, mimo to wciąż wychodzę z założenia, że nie ma lepszych i bardziej radosnych książek niż tych powstałych z myślą o młodszych odbiorcach. To dlatego co jakiś czas wciąż wracam do literatury typowo dziecięcej i, mimo upływu lat, czerpię z niej tyle samo radości i ciepła. Tym razem udało mi się zapoznać z drugą częścią przygód rodziny Pompadauz, która, mimo nieznajomości poprzedniej części, okazała się doprawdy idealną lekturą.

W trakcie burzy, na skutek przedziwnej karuzeli, mieszkańcy hotelu „Piękne czasy” wraz z całym budynkiem przenieśli się o 99 lat w przyszłość - z roku 1912 wprost do 2011. Miasteczko Rippelpolde przeszło nadzwyczajną zmianę. Miasto cesarstwa obecnie stało się kiełbasianym imperium rodziny Sennip, na dodatek wszędzie można dostrzec oznaki zaawansowanej cywilizacji – komputery, telefony, nowy styl ubierania. Bohaterowie nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości i pragną jak najszybciej powrócić do domu. Niestety, nie jest to wcale takie proste.

Gwarantem podróży jest część słonecznego medalionu. Niestety, ten znajduje się w posiadaniu upartej staruszki. Pomysłów na odzyskanie medalionu jest tyle ile mieszkańców hotelu, a może i więcej. Staruszka wydaje się jednak niewzruszona. Gdyby tego było mało, dodatkowe zagrożenie stanowi właścicielka muzeum pani Havesuch. Kobieta dostrzega nadzwyczajność mieszkańców hotelu i knuje szatański plan, którego celem jest dojście do sławy. Czy jej się uda? I czy mieszkańcy hotelu szczęśliwie wrócą do domu?

Franziska Gehm stworzyła naprawdę fantastyczną serię dla młodszych czytelników. Co prawda nie ma w sobie tyle magii i baśniowości, co poniektóre pozycje, ale humor i język jakim posługuje się autorka w zupełności to rekompensują. Sam pomysł nie jest może czymś niezwykle oryginalnym, ale w połączeniu z naprawdę dobrym warsztatem, zyskuje w oczach czytelników.

Bohaterowie, których poznajemy na kartach powieści, to plejada doprawdy znakomitych charakterów. Autorka wykonała kawał dobrej roboty, troszcząc się o to by każdy prezentował zgoła odmienne usposobienie i by na to pozostawał w pamięci czytelnika. To właśnie bohaterowie są gwarantem śmiesznych sytuacji, wprowadzając tym samym do historii odrobinę komizmu.

Nie wątpię, że czytanie serii w odpowiedniej kolejności przynosi jeszcze więcej radości i zadowolenia. Wbrew pozorom, nie jest to jednak konieczne. Franziska Gehm zadbała o to by czytelnik nieznający poprzednich przygód rodziny Pompadauz nie czuł się zagubiony. Przed właściwą historią przedstawia krótkie streszczenie najważniejszych wydarzeń, a potem bez przeszkód przechodzi już do płynnej opowieści.

Wartość książek dla dzieci stanowi jednak nie tylko sama historia, ale i jej wydanie. I pod tym względem wydawnictwo Dreams spisało się doskonale. Książka oprawiona jest w twardą, błyszczącą i kolorową okładkę, która przykuwa wzrok. A czcionka jest duża i wyraźna w sam raz dla malucha , który sam bierze się już za lekturę. Nie sposób tutaj jeszcze nie wspomnieć o obrazkach wewnątrz, które stanowią doskonałe dopełnienie całości.

„Rodzina Pompadauz. Bardzo wredna pułapka” to historia doskonała dla tych czytelników, którzy potrzebują odrobiny radości – nie tylko dla tych młodszych milusińskich. Franziska Gehm zafunduje wam parę godzin zabawy, w doborowym towarzystwie – gwarantuję wam to.

czwartek, 2 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013


Możecie mi wierzyć, albo nie, ale rok 2013 był ogromnym krokiem milowym w całym moim życiu. A i obecny, 2014, zapowiada się w podobnych barwach. To będzie rok kolejnych pożegnań, ale i nowych początków; rok stresu i (miejmy taką nadzieję!) satysfakcji; ale także rok, w którym chciałabym na nowo pokochać blogowanie.  

W roku 2013 przeżyłam pierwszy blogowy kryzys, co i tak nie jest złym wynikiem biorąc pod uwagę fakt, że Złodziejka książek istnieje od maja 2011 roku. Gdzieś utraciłam zapał i determinację i dlatego też w grudniu tak rzadko pojawiały się recenzję. Potrzebowałam odrobinę odsapnąć i nabrać dystansu do samej siebie.   Teraz jest dużo lepiej.

Statystyki na koniec grudnia są imponujące. Mamy 241 obserwatorów, 119 polubień na facebooku i 98 661 wyświetleń. Dziękuje Wam wszystkim razem i każdemu z osobna, bo to właśnie Wy tworzycie te liczby. 

KSIĄŻKOWO:

Rok 2013 był jednym z lepszych, książkowych lat mojego życia. Choć wraz z początkiem szkoły, a co za tym idzie klasy maturalnej, mój czytelniczy zapał gdzieś zaginął grudzień na nowo pozwolił mi się rozsmakować w świecie literatury.  Zaczęłam znowu czytać swoje własne książki, a nie tylko te, które otrzymałam do recenzji. Na nowo zasmakowałam się również w literaturze YA. 

Nic więc dziwnego, że wybór 13 książek roku był trudny. Z góry uprzedzam Was, że w zestawieniu znalazły się te książki, które nie tylko zachwyciły mnie na chwilę, ale także te (a właściwe TYLKO te), które zostały ze mną na dłużej. Dużo tu literatury młodzieżowej, ale znalazło się też miejsce na pewien klasyk. Sporo nazwisk znanych i popularnych wśród blogerów, ale znalazło się też miejsce dla autora, o którym chyba niewiele  się mówi.  Nie przedłużam już jednak i pozostawiam Was z moją własną szczęśliwą 13 2013 roku 

Tak, kolejność ma znaczenie i dlatego zaczniemy od końca

13. Joyland - Stephen King
Przekonanie się do Kinga zajęło mi sporo czasu. Chociaż wy nie pozostawaliście oszczędni w pochwały, ja byłam raczej sceptycznie nastawiona i ostrożna. "Joyland" nie jest typem literatury, który czytam na co dzień i dlatego zdziwiłam się, że tak bardzo mi się spodobał, że nie wspomnę już o tym, że został ze mną przez tak długi okres czasu. To jednak sprawia, że przeczytanie jeszcze choć jednej pozycji tego autora w 2014 roku staje się moim osobistym wyzwaniem, które rzucam sama sobie.

12. Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman
Jedno sławne nazwisko goni drugie. "Ocean na końcu drogi" nie jest typową literaturą dla dorosłych, ale nie jest też książką dla dzieci. To zdecydowanie jedna z krótszych historii jakie miałam okazje czytać, ale wystarczająco długa by udało jej się mnie zachwycić.  Neil Gaiman ma nie tylko niesamowite, oryginalne pomysły, ale także innego asa w rękawie - genialne, wprawione pióro, które może zawstydzić większość autorów.  Mnie zachwycił.

11. Wybraniec - Marie Lu
To jest jedna z tych książek, która musiała trochę poczekać by zaskarbić sobie miejsce w moim serduchu. Owszem, po skończeniu lektury oceniłam ją jako dobrą, wartościową pozycję, ale dopiero fakt, że na kilka miesięcy później wciąż miałam ją w pamięci sprawił, że trafiła do grona moich ulubieńców. Z niecierpliwością czekam na premierę "Patrioty" (?), zwłaszcza, że póki co zbiera raczej pozytywne opinie.

10. Poradnik pozytywnego myślenia
 Matthew Quick jest autorem do którego z pewnością jeszcze powrócę w 2014 roku. "Poradnik pozytywnego myślenia" najpierw zachwycił mnie jako obraz filmowy, a potem szturmem podbił moje książkowe serce. Wiem, że niektórzy uważają, że książka (o dziwo!) nie dorównuje filmowi, ale ja się z tym nie zgadzam. One są po prostu kompletnie inne

9. Papierowe miasta - John Green
Moje uczucie do Johna Green z pewnością nie było miłością od pierwszego przeczytania. Przekonanie o wyjątkowości jego prozy i pomysłu na fabułę zajęło mi trochę czasu i dlatego też "Papierowe miasta" nie były najszybciej przeczytaną prze mnie pozycją. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie historia całkowicie mnie oczarowała.

8. Jane Eyre. Autobiografia - Charlotte Bronte
 Z reguły ciężko czyta mi się klasyki. Z drugiej jednak strony, kiedy w końcu się za nie zabieram zwykle mnie oczarowują. Po raz kolejny, najpierw miałam niewątpliwą przyjemność obejrzenia owej historii (najnowsza ekranizacja z Mią Wasikowską w roli głównej, którą po prostu kocham), nie odjęło mi to jednak przyjemności z lektury. Już wiem za co tak kochacie Jane Eyre.

7. Sekret Julii - Tahereh Mafi
Tahereh Mafi, a właściwie jej proza, podzieliła trochę nas blogerów. Tak jak już wspomniałam, po przeczytaniu "dotyku Julii" nie byłam jednoznacznie przekonana, ale już kontynuacja czyli "Sekret Julii" właśnie zauroczył mnie absolutnie w stu procentach. Tahereh Mafi ma przepiękny styl pisania, a Warner - Warner jest po prostu doskonale skrojonym bohaterem.

6. Ostatnie poświęcenie - Richelle Mead
Długo przyszło mi czekać na to by skończyć AW. Strasznie zwlekałam z lekturą ostatnich trzech części, ale kiedy już raz się za nie zabrałam - przepadłam. Wydaje mi się jednak, ze to właśnie ostatnia część jest tą najlepszą.   Choć autorka nie dała nam odpowiedzi jeszcze na wszystkie pytania i tak zupełnie mnie usatysfakcjonowała (poza tym, prawdopodobnie rozwinęła myśl w "Kronikach krwi"). Och, no i dała mi wymarzone zakończenie, które potwierdziła nowelą "Homecoming".

5. The unbecoming of Mara Dyer - Michelle Hodkin
The unbecoming of Mara Dyer jest tak oryginalną i wciągającą historią, że nie mogła się tutaj nie znaleźć. Uwielbiam sam koncept autorki. Fakt, że w trakcie lektury nie byłam pewna co jest faktem, a co pozostaje źródłem mojej wyobraźni, No i Noah. Och, Noah jest po prostu perfekcyjny. Po raz kolejny, naprawdę dziwię się, że żadne wydawnictwo nie chce wydać serii w Polsce. Tyle pochwał i zachwytów nie jest przypadkiem, gwarantuję.

4. Delirium - Lauren Oliver
Choć w tym roku przeczytałam całą trylogię, nie mam wątpliwością co do tego, że to właśnie "Delirium" jest moją ulubioną częścią trylogii. Historia Leny i Alexa nie jest może czymś niezwykle oryginalnym, ale w idealny sposób pokazuje początki miłości i kierunek w jakim powinna ona podążać. Jeżeli przeraża Was fakt, że to kolejna seria - spokojnie, "Delirium" można czytać jako pojedynczą powieść, ale gwarantuję Wam, że po jego skończeniu będziecie chcieli więcej.  

3. Mechaniczna księżniczka - Cassandra Clare
Jeżeli chcecie wiedzieć jak powinno wyglądać idealne zakończenie trylogii powinniście przeczytać "Mechaniczną księżniczkę". Po skończeniu "Mechanicznego anioła" pisałam Wam, ze byc może darzę trylogię "Diabelskie maszyny" większą sympatią niż   "Dary anioła", ale teraz jestem tego pewna. OMG! Mniej więcej tylko taka myśl cały czas chodziła po mojej głowie. A epilog. - epilog wycisnął ze mnie morze łez.

2. Złodziejka książek - Markus Zusak
Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą tej powieści. Mam jednak nadzieję, że film, który wchodzi do kin przekona innych do sięgnięcia po owy tytuł. "Złodziejka książek" jest bowiem niezwykle piękną historią, która na dodatek została przedstawiona w niezwykle ciekawy i oryginalny sposób.

1. Gwiazd naszych wina - John Green
Nie lubię smutnych historii, bo niezwykle łatwo się wzruszam, na dodatek trudno mi się pogodzić z tym, że życie ukochanych bohaterów dalece odbiega od ideału. Chyba dlatego tak długo zwlekałam z lekturą i teraz sama się za siebie wstydzę. Rozumiem co mieliście na myśli, pisząc o tej powieści. John Green napisał historię o chorobie, ale to nie ona wychodzi na pierwszy plan. Owszem, nie uniknęłam łez (o czym panna M. miała się okazję przekonać), ale zdecydowanie było warto.  

PLANY:

Wciąż chcę zachować zwyczaj pisania podsumowań, prawdopodobnie będą one się prezentowały jednak odrobinę inaczej niż do tej pory. Co jeszcze? Nie zamierzam rezygnować z publikacji zapowiedzi, stosów no i oczywiście recenzji. Chciałabym jednak pójść o krok dalej. Jak już Wam wspominałam myślę o stworzeniu regularnego cyklu z  interesującymi mnie książkami z zagranicy (jakiś pomysł na jego nazwę, będę wdzięczna ;) ) no i chciałabym pisać także recenzje już przeczytanych powieści. W najbliższym czasie będzie to pewnie "The unbecoming oMara Dyer" bądź nowela Richelle Mead "Homecoming".

Wciąż pracuje nad kilkoma innymi pomysłami także bądźcie otwarci na kolejne zmiany na Złodziejce Książek. Mam nadzieję, ze przypadną Wam one do gustu i, że wciąż będziecie mi towarzyszyć.   

środa, 1 stycznia 2014

Podsumowanie grudnia


Sporo zastanawiałam się czy podsumowywanie grudnia jest konieczne gdy w zanadrzu czyha już całoroczne podsumowanie, ale koniec końców doszłam do wniosku, że tak cudowny miesiąc nie może zostać pominięty. Bo to naprawdę BYŁ WSPANIAŁY MIESIĄC i człowiekowi jest aż żal, ze już się skończył.

Jestem pełna podziwu dla samej siebie, że przeczytałam w ciągu grudnia 17 książek, zwłaszcza, że większość z nich wkrótce trafiła do grona moich ulubieńców. Wśród nich znajdują się  2 tytuły zaliczane do literatury polskiej, 1 do literatury australijskiej, 1 do literatury niemieckiej i 12 do literatury amerykańskiej a także 1 tytuł który trudno mi sklasyfikować (bo czy ktoś wie jakiej narodowości był Franz Kafka? Hmmm). Koniec roku nie przyniósł również zmian w konkurencji panowie kontra panie (4 do 13).

Tak jak już wspomniałam, grudzień był zdecydowanie najlepszym książkowym miesiącem. I mówiąc to wcale nie chodzi mi o ilość.  Nie będę wymieniać najlepszych lektur bo nie chcę Wam spoilerować najlepszych tytułów roku (tak, było aż tak dobrze), ale już same nazwiska autorów mówią same za siebie. Wreszcie udało mi się sięgnąć po tytuły, które z takim zapałem mi polecaliście. Jak zwykle mieliście zresztą rację, bo "Złodziejka książek" i "Gwiazd naszych wina" to fenomenalne lektury, których nie sposób nie pokochać. Co jeszcze?   Zabrałam się za re-lekturę. Zaczęło się od powtórzenia dwóch pierwszych części trylogii "Diabelskie maszyny" a skończyło na trzech częściach serii "Akademia wampirów" (obie serie udało mi się zresztą przeczytać w tym miesiącu w całości).

Największym sukcesem jak dla mnie jest jednak przeczytanie w całości książki i noweli po angielsku i zaczęcie kolejnej. Nie spodziewałam się, że przyniesie mi to tyle satysfakcji i zadowolenia z samej siebie i zdecydowanie zamierzam to kontynuować w 2014 roku.

Kiedy ten post zostanie opublikowany ja będę się szampańsko bawić z moimi przyjaciółkami. Mam nadzieję, że Wy spędzacie równie udanego Sylwestra i że nadchodzący nowy rok przyniesie nam wszystkim dużo samo zadowolenia oraz wspaniałe, nowe, książkowe doświadczenia