poniedziałek, 10 listopada 2014

Cisza, nuda i gruba warstwa kurzu


Swego czasu żywiła dziwną urazę do bibliotek. Po latach buszowania między półkami, poczułam dziwną obiekcję do owej instytucji i pożegnałam się z nią na długi okres czasu. Wolałam kolekcjonować każdy tytuł na własnej półce (nawet gdy były to "tylko" lektury). Wraz ze zbliżającą się maturą i przymusowymi wędrówkami do biblioteki, moje uczucia zaczęły się jednak ponownie zmieniać.  A kiedy nadeszły wakacje, prawdziwa, czytelnicza rozpusta, przeprosiłyśmy się z biblioteką na dobre. W nowym miejscu, z nowym księgozbiorem i czystą kartą - nie tylko w przenośnym znaczeniu.

Zaczęłam się jednak ostatnio zastanawiać co spowodowało owe odsunięcie się od bibliotek i ze zdziwieniem odkryłam, że sporą rolę odegrały tutaj budowane przez lata stereotypy. I postanowiłam je obalić (albo podtrzymać - zgodnie z prawdą) - raz a porządnie.

1. Przymus ciszy

Podejrzewam, że ten mit ma swoje korzenie w szkolnych czytelniach. Mimo że lata podstawówki mam już dawno za sobą, doskonale pamiętam białe kartki  wywieszone na co drugim regale "Zachowaj ciszę" czy bardziej skonkretyzowane - "Zakaz rozmów" Tymczasem prawda wygląda nieco inaczej. Owszem, raczej trudno oczekiwać, że w tle  będą rozbrzmiewały radiowe przeboje i wciąż istnieją miejsca, gdzie każdy szmer wydaje się nie na miejscu (odwiedźcie bibliotekę wojewódzką w okresie przedmaturalnym i zrozumiecie o co mi chodzi), ale to tylko połowa obrazu.

W bibliotekach można rozmawiać, a czasami jest to wręcz wskazane. Coraz częściej możecie znaleźć sekcję z wygodnymi fotelami (albo chociaż plastikowymi krzesłami czy kolorowym dywanikiem) gdzie odbywają się spotkania miłośników książek czy choćby głośne czytanie dzieciom. No i są też tzw. bibliotekarze z powołaniem, którzy krążą między półkami szukając zabłąkanych duszyczek , gotowi w każdej chwili polecić im swoje ulubione tytuły czy też autorów.

2. Nuda i monotematyczność

Nuda może i nie byłaby w przypadku bibliotek tak ogromnym minusem z punktu widzenia przeciętnego czytelnika - w końcu wybiera się tam po to by  wypożyczyć książkę a nie spędzić najbardziej interesujące chwile swego życia. Mimo to i tak często to słowo towarzyszy skojarzeniom o bibliotece. Zdecydowanie ma ono jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością. Owszem, w mojej bibliotece nie organizuje się zajęć fitness - o czym wspomina pewien artykuł i w co nadal  ciężko mi uwierzyć - ale i tak dzieje się dużo.

Po pierwsze, wspomniane już prze mnie spotkania klubu książek czy też wspieranie akcji "Polska czyta dzieciom". Po drugie, zapraszanie do bibliotek mniej lub bardziej znanych nazwisk związanych ze światem literatury (niestety, "zwyczaj" wciąż jeszcze niepraktykowany w każdej bibliotece).. Po trzecie, wydarzenia niezwiązane z literaturą np. kursy obsługi komputerów dla seniorów (i nie tylko) czy też wystawy obrazów,  zdjęć czy innych form artystycznych.

3. Burkliwa pani w okularach

O! Mogłabym pochylić się na dłuższą chwilę nad złożonością owego zagadnienia. W trakcie wizyt w bibliotece nie raz natrafiałam na osoby, które zdecydowanie powinny poszukać innego powołania (w pamięci mam zwłaszcza jedną z nich), ich liczba ginie jednak na tle tych pozytywnych spotkań. Szczególną sympatią darzę panią bibliotekarkę z czasów podstawówki, ale nie tylko. Istnieją takie panie (a i na pana  można czasem trafić), które z uśmiechem na ustach pomogą w poszukiwaniu upragnionego tytułu a od siebie dorzucą ciekawe, nowe pozycje.

4. Brak nowości

I tu niestety nie pozostaje mi nic innego jak tylko załamać z rezygnacją ręce. Bo, czy tego chcę czy nie, nie mogę kłócić się z faktami. Niestety, mało które biblioteki stać na to by zakupić nowe pozycje, wprost z list bestselerów. Bo książki są drogie a środki przeznaczone na  ten cel niewielkie. Na całe szczęście zdarzają się jednak ludzie, którzy porzucanymi na półkach tytułami dzielą sie z innymi. Sama kilka razy zawitałam do pań z książkami, po które z pewnością bym już nie sięgnęła albo które zdublowały się na mojej półce.

Poza tym trzeba docenić fakt posiadania starszych tytułów. Niejednokrotnie biblioteki  są jedyną szansą na to by zapoznać się z jakąś pozycją. Zresztą, nie trzeba szukać długo - spróbujcie znaleźć gdzieś serię "Obca" Diany Gabaldon, "Dożywocie" Marty Kisiel, "Dziennik" Anne Frank czy nawet pierwsze powieści Gai Grzegorzewskiej. Może i możliwe, ale z pewnością nie tanie ani łatwe.

5. Kolejki

Problem, który pojawia się natychmiast gdy chodzi o popularny tytuł. Znalezienie go na półkach graniczy z cudem bo albo a) ktoś jeszcze go nie oddał, albo b) właśnie został wypożyczony przez kolejną osobę. Na całe szczęście problem ten został choć odrobinę zminimalizowany przez funkcję rezerwacji. Owszem, wciąż istnieją kolejki po dany tytuł, ale przynajmniej istnieje gwarancję, ze uda się go wam przeczytać i zostaniecie powiadomieni o jego obecności w konkretnej filii. A to już duży krok naprzód w porównaniu do tego co było.


Stereotypy o bibliotece nie wzięły się z niczego. W każdym z nich tkwi, albo przynajmniej kiedyś tkwiło, ziarnko prawdy. Faktem jest jednak również i to, że jak każde instytucje tak i biblioteki zmieniają się z upływem lat.  Niejednokrotnie na lepsze. Jeśli zraziliście się ich obrazem w dzieciństwie czy też później, może nadszedł czas by sprawdzić czy wciąż jest on  zgodny z rzeczywistością. A nóż przez ten okres nabrał nowych kolorów i zdoła Was teraz zachwycić.

16 komentarzy:

  1. U mnie w bibliotece jest na szczęście jedna miła pani i zawsze na nią trafiam, a nowości zwykle nie brakuje gorzej z oddawaniem w terminie, bo czasem czekam kilka miesięcy na książkę ;/ Mimo to i tak kocham biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne że chociaż jedna ;) niestety, u mnie też sporo przedłużają. Spodobała się im funkcja prelongaty.
      Ale miłość zostaje ;)

      Usuń
  2. W miejscu, gdzie mieszkam, mam bardzo malutką bibliotekę i o nowości w niej niestety ciężko, ale zawsze uda mi się wygrzebać jakieś fajne, starsze tytuły. No i pracuje w niej miła pani bibliotekarka, która zna mnie na tyle dobrze, że zawsze proponuje mi jakieś tytuły, doradza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie montaż też malutki a nowości ze świecą szukać, ale starsze perełki rekompensują wszystko! ;)

      Usuń
    2. *metraż nie montaż ;)

      Usuń
  3. U mnie w mieście jest około 10 filii bibliotek. Najlepiej jest zaopatrzona tzw. dziecięca, gdzie znajdę również ciekawe młodzieżówki i fantastykę. Narzekać mogę na metraż, ponieważ wszystkie biblioteki, poza jedną, mieszczą się w ciasnych klitkach, gdzie książki poukładane są dosłownie wszędzie. Ogólnie nie mam problemu z bibliotekarkami, jest klika świetnych, ale też kilka niezbyt zachęcających do czytania.
    Mimo wszystko, biblioteka to moje ulubione miejsce. Myślę, że mogłabym tam zamieszkać ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Też bym mogła. Poducha, zapas kawusi i reszta świata mogłaby nie istnieć ;)

      Usuń
  4. Ja już od baaardzo dawna nie byłam w żadnej bibliotece... Jakoś za nimi nie przepadam. Nie lubię tej świadomości, że za dwa tygodnie MUSZĘ ją oddać i mam ograniczony czas na przeczytanie. No i ten brak nowości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie termin oddawania wynosi miesiąc a i wtedy można przedłużyć o następny i jeszcze kolejne ;)

      Usuń
  5. od zawsze lubiłam biblioteki i jak do tej pory miałam szczęście do miłych osób :) i o dziwo w małej bibliotece gminnej było dużo nowości :D i fakt faktem, że niektórych tytułów nie dostanie się nigdzie indziej jak w bibliotece :) niestety, musze przyznać, że ostatnio ciężko z oddawaniem książek w terminie bo po prostu nie mogę się zmusić do czytania określonej liczby stron aby zdążyć oddać ją na czas.. ah życie bywa cieżkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja szczerze nie przepadam za bibliotekami, wolę książki gromadzić na swojej półce. Być może kiedyś moje podejście się zmieni, jednak jak na razie bywam tam tylko po lektury szkolne:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo lubie chodzić do biblioteki, chociaż zraża mnie brak nowości. Zanim nowa pozycja pojawi się w bibliotece, zdąże już ją kupić i przeczytać. Poza tym, rzeczywiście na niektóre książki są kolejki i czasem mimo rezerwacji trzeba się naczekać, żeby dostać w swoje ręce upragnioną książkę, jednak mimo to lubię chodzić do biblioteki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Główną bibliotekę w moim mieście uwielbiam. Zapisałam się do klubu czytelnika, raz pojawiłam się na spotkaniu z autorem, czasami wpadam tam tak o, żeby podpytać o nowe książki czy jakąś akcję organizowaną przez bibliotekę. Akurat w tej głównej nigdy nie ma problemu z nowościami, ale pojawiają się kolejki internetowe. Np. na Złodziejkę książek czekałam pół roku, a i tak dotarła do mnie wstanie ponownej potrzeby sklejenia okładki z tekstem ;( Aczkolwiek zaglądając kilka razy w tygodniu da się upolować coś w miarę szybko. Natomiast w tych mniejszych bibliotekach nowości pojawiają się rzadko, ale kiedy już to stoją biedne na półce. A panie bibliotekarki? Cudowne osoby, które jeszcze ani razu nie pokazały mi swojego znudzenia.
    Jednak tak naprawdę wszystko zależy od biblioteki, pracowników no i oczywiście również samych czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To smutne, bo ja, mól książkowy, nie pamiętam, kiedy byłam w bibliotece. Zrobiłam się za wygodna, wolę polegać na internetowych wymianach i zakupach, do tego dochodzą recenzenckie egzemplarze i... okazuje się nagle, że biblioteka jest mi niepotrzebna...
    A jeszcze niedawno, w czasach liceum, miałam swój ulubiony fotel w bibliotece i poczucie, że on na mnie czeka. A w gimnazjum dzień bez odwiedzenia biblioteki był dniem straconym... Szkoda tamtych lat...

    Zapraszam do mnie: http://kulturka-maialis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Dość często zaglądam do biblioteki publicznej. Na szczęście nie trzeba tam być absolutnie cicho o czym przekonałam się kiedyś w czasie konsultacji koleżanką. Nowości są, czasami trudno się do nich dorwać, ale od czego ma się konto na stronie biblioteki? Wystarczą dwa kliknięcia i już jestem na liście chętnych :) Co do bibliotekarek... Nie są burkliwe, ale niestety chętne o pomocy też nie są ;/ Często rezerwuję sobie książkę przez Internet dzień przed pójściem do biblioteki, bo przynajmniej mam pewność, że jak tam pójdę to na mnie już będzie czekać. A tak to mam często problem ze znalezieniem konkretnego tytułu, a do tego półki są jak dla mnie za wysokie i nie zawsze sięgam :( A bibliotekarki niestety nie chodzą pomiędzy regałami w poszukiwaniu czytelników, którzy potrzebują pomocy :( Mimo to uwielbiam bibliotekę i chętnie do niej zaglądam :)

    http://ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Generalnie lubię klimat bibliotek, zwłaszcza tych malutkich, ale... ale niestety rzeczywistość bywa przygnębiająca. Masz rację, że brak nowości jest denerwujący. Ale biblioteka w moim mieście bije wszelkie rekordy totalnej ignorancji pracowników. Każde pytanie do pań bibliotekarek kończy się tekstem "pani se poszuka". Ale jak szukać, skoro w "kryminałach" umieściły Tolkiena, a Coben leży w "fantastyce"? Doceniam za to moją bibliotekę uniwersytecką, mimo, że duża i traci swój klimat, to ma nowe książki i profesjonalną obsługę.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala