sobota, 4 października 2014

Bezmyślna - S. C. Stephens


Każdy z nas ma prawo do własnego odrębnego zdania. nie ma w tym nic dziwnego i nadzwyczajnego. Sęk, w tym, że jeśli chodzi o opinię na temat cyklu pani Stephens - a przynajmniej pierwszego tomu - jest ona skrajnie różna. Podczas gdy zagraniczni booktuberzy i blogerzy rozpływają się nad ową trylogią, polscy nie pozostawiają na niej suchej nitki (choć nie przeczę, nawet u nas znalazło się kilku wielbicieli serii). Poczułam się zaintrygowana i dlatego  też z przyjemnością skorzystałam z okazji by poznać pierwszy tom - "Bezmyślną" właśnie. Czy było warto?

Chłopak Kiery stanowi urzeczywistnienie marzeń niejednej dziewczyny - Danny jest opiekuńczy, czuły i zupełnie jej oddany. Nic więc dziwnego, że kiedy otrzymuje ofertę stażu w innym mieście, Kiera postanawia mu towarzyszyć. Opuszcza rodzinę i rozpoczyna studia na nowym uniwersytecie by w Seattle ułożyć sobie z Dannym wspólne życie. Wszystko układa się niemal idealnie dopóki nieprzewidziane okoliczności nie zmuszają pary do rozłąki. Kiera czuje się opuszczona i osamotniona, a jej współlokator Kellan wydaje się stanowić doskonały lek na trudne chwile. Tyle że niewinna początkowo znajomość ulega stopniowej przemianie. Jedna noc zmienia życie całej trójki - Kiery, Danny'ego i Kellana, bo od tej pory nie mogą już dłużej udawać, że wszystko jest takie jak być powinno.

W ostatnim czasie miałam do czynienia z kilkoma powieściami z gatunku New Adult i z grubsza wiedziałam już  czego mogę się po nich spodziewać. Po pierwsze, nie są to z reguły pozycje, które zmieniają coś w naszym życiu, pełnią po prostu rolę czysto rekreacyjną. Po drugie, duży nacisk kładą na relacje damsko-męskie - i nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o jej duchowy aspekt. Byłam więc przygotowana na to co otrzymam i być może dlatego też w moim odczuciu "Bezmyślna" nie jest pozycją złą. Choć nawet ja dostrzegam drobne mankamenty.

Wiem, że mało kto lubi wątek "trójkąta" w powieściach młodzieżowych . Faktem jest jednak to, że brak stałości w uczuciach i zdrady są obecne w życiu ludzi, zwłaszcza tych młodych. Spodobał mi się więc sposób w jaki owy temat ugryzła autorka. Fakt, że w ową sytuację wplątała zwykłych ludzi; że może początkowo panowie wydają się wpasowywać w schemat TEGO ZŁEGO i  TEGO DOBREGO, ale z czasem dostrzegamy, że obie strony mają zarówno wady jak i zalety. Na wstępie wybór między jednym a drugim nie jest więc oczywisty (taki okazał się dopiero mniej więcej w połowie ;) )

Szkoda tylko, że pani S. C. Stephens nie ograniczyła nieco "rozmiarów" swojej powieści. "Bezmyślna" liczy sobie przeszło sześćset stron i naprawdę nie wydaje mi się żeby "uszczuplenie" jej o sto a nawet dwieście z  nich wpłynęło negatywnie na moje odczucia. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że może wówczas udałoby się uniknąć poczucia wtórności niektórych sytuacji i rozmów. Powtórzę również to, co mówili już inni, że największą wadą "Bezmyślnej" jest, adekwatna do tytułu (zabieg celowy?), główna bohaterka. Ja rozumiem rozdarcie uczuć i tak dalej, ale nie w takim natężeniu!

Pomijając jednak drobną wpadkę przy kreacji owej bohaterki, S. C. Stephens udało się stworzyć  ciekawe i barwne postacie, które zapadają w pamięć. Bohaterów drugoplanowych jest sporo, ale przez to, że posiadają oni własne, unikatowe charaktery, czytelnik nie powinien mieć problemu by ich od siebie odróżnić. Mamy więc choćby nieco "misiowatego"  i kochliwego Evana; odrobinę nieśmiałego Matta; nienasyconego Griffina z wybujałym ego i dobroduszną Jenny. Och!, no i oczywiście (nieco zbyt) idealnych kandydatów o serce Kiery - przystojnego, wrażliwego i opiekuńczego Kellana i czułęgo, niezwykle pracowitego Danny'ego.

Każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu powieści, która oderwie od problemów życia codziennego i nie będzie wymagała zbytniego zaangażowania. A "Bezmyślna" właśnie taka jest. To taka lekka historia, którą, mimo objętości i drobnych mankamentów, czyta się szybko i z przyjemnością; historia, która w ciekawy sposób pokazuje jaki wpływ na życie może mieć zdrada. "Bezmyślna" mnie nie zawiodła, ale i nie zachwyciła. Z kolejnym tomem pewnie się jednak zapoznam, a i Was zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii.



8 komentarzy:

  1. Też od czasu do czasu lubię się wyłączyć czytając prostą książkę, która po prostu mnie zrelaksuje. O "Bezmyślnej" co nieco słyszałam, ale raczej nie ciągnęło mnie do niej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dam więc jeszcze jedną szansę tej serii (i tak bym dała, tylko teraz dam szybciej), gdyż jak zabierałam się za nią po raz pierwszy, to bohaterka wydawała mi się niesamowicie nieodpowiedzialna i dosłownie bezmyślna.

    OdpowiedzUsuń
  3. To dobrze, że książka wzbudza tak skrajnie różne emocje. Chociaż z doświadczenia wiem, że zagraniczni czytelnicy często rozpływają się nad książkami naprawdę beznadziejnymi :/

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jestem jej ciekawa już od dawna, ale do tej pory mi się nie udało jej przeczytać. A drua część jest podobno jeszcze lepsza i zupelnie inna! Warto się za nią chyba rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kellan jest boski, aczkolwiek tak nierzeczywisty, że niestety to się za bardzo rzuca w oczy. Książkę przeczytałam jednym tchem, jednak uważam tak samo, można było to wszystko skrócić o przynajmniej 200 stron. Myślę, że Kiera miała być taka głupia, miała irytować, w końcu sam tytuł na to wskazuje. Drugi tom podobał mi się o wiele bardziej, chociaż wylewały się z niego hektolitry cukru.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak kiedyś się będę porządnie nudzić to wezmę się i za Bezmyślną, aczkolwiek przed premierą byłam pozytywniej na nią nastawiona niż teraz..

    OdpowiedzUsuń
  7. Obecnie nie lubię tego typu książek. Bezmyślne bohaterki i wybór pomiędzy dwoma facetami... Strasznie mnie to ostatnio irytuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dam ksiażce szansę, szczególnie, ze już leży ma mojej półce (zresztą wraz ze "Swobodną" ;) ).
    A jakby Cię interesowała trochę inna powieść z gatunku New Adult (więcej śmiechu, bez tragizmu) to serdecznie zapraszam na mojego bloga do konkursu. Można wygrać książkę "Coś do Stracenia" i nie trzeba być wcale obserwatorem bloga ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala