To nie wypada... - Zlodziejka Ksiazek

piątek, 26 września 2014

To nie wypada...


Taka historia. Jako obóz domowników czytających ostatnio często organizujemy sobie z mamutkiem wspólne wypady do biblioteki. Bo we dwójkę to jakoś zawsze weselej; a poza tym ma się pod ręką kogoś kto doradza co ze sobą przytaszczyć do domu a co  sobie darować. W trakcie jednej z takich wypadów mój kochany mamutek wdał się w rozmowę z bibliotekarką. Luźna pogawędka. Wiecie o co mi chodzi? - Moja córka to czyta wszystko. Ale ja to raczej same romanse albo romanse historyczne. Uśmiech i spojrzenie rzucone zza szkieł okularów. - Wolno pani. I właśnie to wolno mnie jakoś ubodło.

Od tego jednego wolno wszystko się zaczęło. Bo nagle wszystko mi się rzucało w oczy. To że ludzie jakoś rzadko przyznają się, że lubią "Zmierzch", że jak ktoś czyta "50 twarzy Grey'a" to od razu jest bezrobotną gospodynią domową co to marzy o swoim własnym Szarym. I jeszcze ta akcja zagranicznych booktuberów, że nie wstydzą się czytać YA. To co - jak nie czyta w kółko, tylko i wyłącznie noblistów albo klasyków to lepiej żebym w ogóle nie czytała? Wolne żarty! Byłam jednak ciekawa czego "wstydzimy się czytać" i zrobiłam niewielki research. O dziwo, wcale nie chodzi o literaturę typowo rozrywkową. Mało jest osób, które wstydziłyby się powiedzieć, że czytają kryminały (a literatura "wysokich lotów" to to nie jest. Nieważne, że sama ostatnio uwielbiam się w niej zaczytywać) czy twórczość znanych autorów (bezpieczne nazwiska - King, Murakami i Rowling. Broń Boże! Sparks, Roberts czy Steel). Mniej więcej do połowy czytanych pozycji "powinnam" się jednak nie przyznawać.

Czego się wstydzimy?

1) Erotyków, z serią o Christianie Grey'u na czele
To trochę wina mediów. Ktoś rzucił hasło o tym, że trylogia trafia jedynie w gust gospodyń domowych (swoją drogą nie wiedziałam, że jest to jakaś odrębna kategoria czytelników) i tak już zostało. Jeżeli czytaliście słynną serię - wyrzućcie to z pamięci (a jeżeli ją polubiliście - kłamcie!). Och, no i gdyby przypadkiem ktoś z Was posiadał ją na półce, to dla własnego dobra przed przyjściem jakikolwiek gości wsuńcie ją za inne książki - najlepiej te "z górnej półki". A już tak całkiem na serio - wiecie, że ja Grey'a czytałam i choć nie pałam do niego gorącą, namiętną miłością, w pewnym sensie rozumiem, że może się on podobać. A erotyki to już naprawdę potrafią być pisane na poziomie, o czym powinni wiedzieć choćby czytelnicy "Nieczystej".

2) Romansów, harlequinów i wszelkich gazetowych sag
Jeżeli powieść traktuje tylko i wyłącznie o miłości to jest ona złem. Zresztą, nawet nadmierne poruszanie tej tematyki w kryminałach czy powieściach obyczajowych, akceptowane jest niechętnie. Bo przecież takie powieści nic nie wnoszą do naszego życia! A ja przeczytałam niezliczoną ilość romansów (te pióra Sparksa, Musso czy Mocci - uwielbiam!) a w swojej "czytelniczej karierze" mam również za sobą całą Sagę o Ludziach Lodu i 15 tomów Sagi Zapomniany Ogród. No po prostu wstyd, wstyd, wstyd!

3) Romansów historycznych
Kategoria powieści o oczko niżej niż romanse współczesne. Bo nie dość, że to to traktuje o miłości to jeszcze przeważnie łączy elementy najgorętszych erotyków. Oburzenie pewnej starszej pani przy okazji oddawania pewnego tytułu w bibliotece, mówi samo za siebie. Zresztą, wystarczy spojrzeć na niektóre okładki i tytuły. A fe! Tymczasem ja przy jesiennej, pochmurnej atmosferze uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po romans historyczny  (zresztą, latem, wiosną i zimą też!) A już te spod pióra Lisy Kleypas lubię bardzo. 
 
4) "Zmierzchu" i historii "po-Zmierzchowych"
Wampiry, wilkołaki i wszelkie anielskie istoty są passe. Zaryzykowałabym mówiąc, że lepiej już przyznać się do namiętnego pochłaniania romansów niż do tych tytułów z gatunku paranormal romans. Lepszy fikcyjny bohater, który w realnym świecie mógłby mieć rację bytu, niż taki, który może istnieć jedynie na kartach powieści. I to nic, że to właśnie "Zmierzchowi" można zawdzięczać ponowny wzrost czytelnictwa wśród młodzieży. 

5) Powieści z gatunku Young Adult
W pewnym wieku to już nie wypada. Nastoletnie miłostki (bo przecież powieści z tego gatunku nie mówią o niczym innym, prawda?), jeżeli w ogóle, powinny obchodzić tylko małolatów (a najlepiej - tylko małolaty). Możecie zrobić wyjątek tylko dla twórczości Johna Greena, ale spieszcie się! Jak skończy się boom! na "Gwiazd naszych wina", nawet jego powieści będziecie musieli poznawać ukryci w czterech ścianach własnego domu. Uniwersalne wartości? Ciepło i przyjazna atmosfera? Bujdy! 

6) Powieści z gatunku New Adult
Toż to nic innego jak erotyki dla nieco młodszych kobiet. O! Spójrzcie sobie na okładki i przekartkujcie losowy tytuł. Nagie torsy i jednoznaczne pozycje a w środku  plastyczne sceny erotyczne. Jestem złym człowiekiem bo sama nie tak dawno namawiałam Was do lektury "Hopeless" i "Maybe someday". Musielibyście się przeze mnie najeść sporego wstydu! Zła ja!


No i co? Przyłapałam Was! Tyle powodów do wstydu, że pewnie Wasze policzki przybrały uroczy czerwonawy kolor, którego nie da się pomylić z grubą warstwą różu. A skoro już to ujawniłam i sama przyznałam się do popełnienia wszystkich tych grzeszków, możecie śmiało wymieniać swoje! 
 
I nie grzeszcie więcej!
 
 
*Gdyby ktoś nie wyłapał ironii - ona tam jest. Niech wstydzi się ten kto nie czyta wcale, albo ten kto uważa się za lepszego z racji na czytane pozycje.