Maybe Someday - Colleen Hoover - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 29 czerwca 2014

Maybe Someday - Colleen Hoover

Tytuł:  Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawca: Atria Books
Rok wydania: 2014
Strony: 367


Stosunkowo rzadko sięgam po książki, o których fabule nie mam zielonego pojęcia. Na rynku wydawniczym istnieje tyle ciekawych tytułów, że przed lekturą staram się dokonać wstępnego researchu czy ta konkretna pozycja znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Z "Maybe Someday" sytuacja miała się jednak inaczej. Samo nazwisko pani Colleen Hoover, po fenomenalnym "Hopeless", starczyło mi bowiem za rekomendacje (że nie wspomnę o o zaskakująco wysokiej ocenie na goodreads) Na całe szczęście jednak, i tym razem, autorka nie rozczarowuje.

Sydney Blake prowadzi życie bliskie ideału. Choć uczy się jeszcze w college'u, udało jej się uzyskać względną niezależność. Ma pracę i własny kąt (nawet jeśli musi go dzielić z przyjaciółką) a w razie problemów zawsze może liczyć na wsparcie swego chłopaka - Huntera. Tyle, że ten starannie zbudowany kawałek świata okazuje się być oparty na kłamstwach i szybko ulega destrukcji, kiedy Sydney przyłapuje Huntera na zdradzie - swoją drogą z jej byłą-najlepszą przyjaciółką. 

Sydney musi zdecydować co zrobić z własnym życiem, a jest to tym trudniejsze, że jej myśli zostają rozproszone przez tajemniczego sąsiada - Ridge'a. Sydney nie potrafi odwrócić od niego wzroku, zwłaszcza  wówczas gdy gra na gitarze na swoim balkonie. Ridge również nie potrafi zignorować dziewczyny. Bo choć nie powinien nigdy zwrócić nawet na nią uwagi, wszystko wskazuje na to, że wreszcie znalazł swoją muzę. W zaistniałej sytuacji Sydney i Ridge są sobie nawzajem potrzebni. Bardziej niż mogliby przypuszczać.

Colleen Hoover przekonała już, że potrafi tworzyć piękne historie i ubrać je w równie niezwykłe słowa; łamać serca bohaterów- i czytelników - po to by złożyć je potem na nowo w jedną całość; i że nie boi się mówić o tym co inni najchętniej by przemilczeli. "Maybe Someday" nie stanowi tutaj wyjątku, mimo że od wspomnianego już prze mnie "Hopeless" różni się w niemal każdym możliwym aspekcie.

Historia miłości Sydney i Ridge'a nie jest łatwa i wolna od przeciwności losu, ale nie do końca w tym sensie, który początkowo bym przypuszczała. Jak w wielu opowieściach o młodzieńczej miłości, Colleen Hoover zapomniała stworzyć dostateczną ilość książąt na białych koniach; wplotła do bajki dodatkowego Kopciuszka i porzuciła biedactwo na pastwę losu. Jak nie w każdej z tych historii, czytelnik nie może jednak nic poradzić na to, że kocha wszystkich trzech bohaterów i, niczym ten nieszczęsny książę, miota się między tym, której księżniczce chętniej zafundowałby szczęśliwe zakończenie. Tak, Colleen Hoover potrafi złamać kruche, delikatne serce swych czytelników.

To co wyróżnia "Maybe Someday" spośród innych powieści wszelakiego gatunku , to przede wszystkim ogromna rola jaką w całości odgrywa muzyka. Pisano już o muzykach, wplatano w treść fragmenty piosenek, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z powieścią na potrzeby której stworzono całkowicie nowy album. A właśnie to zrobiła Colleen Hoover przy współpracy z Griffinem Petersonem. W trakcie lektury czytelnik może słuchać lirycznych, emocjonalnych utworów, które zdradzają wszystko to co bohaterowie nie mają odwagi wyznać. I to właśnie te utwory czynią lekturę doświadczeniem jeszcze intensywniejszym i wyjątkowym. 

Colleen Hoover stworzyła powieść, która, po raz kolejny już, podbiła moje serce. Historia Sydney i Ridge'a spisana pięknym, plastycznym językiem, otwiera oczy i łamie serce (i to nie raz!). Pani Hoover ukazuje miłość jako siłę, która  nie tylko buduje, ale i niszczy ludzkie życie; zwraca uwagę na to, że choroba czy niepełnosprawność nie pozbawia człowieka szansy na to by w pełni doświadczyć świata; i  potwierdza, że czasami słowa nie wystarczają i wówczas pozostaje nam już tylko muzyka. Ja płakałam - znowu. Chyba nie muszę wspominać, że zachęcam Was do lektury. I oby jakieś polskie wydawnictwo zdecydowało się na publikacje "Maybe Someday". Najlepiej możliwie jak najszybciej.