2014 - Zlodziejka Ksiazek

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie grudnia
grudnia 31, 2014 3 Comments

Zawsze wydawało mi się, że z wszystkich miesięcy grudzień ma nam najwięcej do zaoferowania i dlatego, mimo mego "ciepłolubstwa", darzyłam go ogromnym sentymentem. W tym roku nic się nie zmieniło. Chociaż zarówno mikołajki jak i święta straciły nieco z wiekiem na swej niezwykłości, wciąż potrafią wprawić mnie w lepszy nastrój i oderwać chociaż na chwilkę od codziennych trosk i zmartwień. W tym roku grudzień zrobił mi jednak jeszcze jeden prezent, mianowicie zaskakująco dobre lektury, o których pewnie jeszcze co nieco ode mnie usłyszycie;)

PRZECZYTANE:

Entliczek pentliczek, Agatha Christie ★★
Piaskowa góra, Joanna Bator ★★½
Nomen omen, Marta Kisiel ★★★★
Prawo matki, Diane Chamberlain ★★½
Wypijmy nim zacznie się wojna, Dennis Lehane ★★½
Córka piekarza, Sarah McCoy ★★
Słonie mają dobrą pamięć, Agatha Christie ★★
W śnieżna noc, Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle ★★½
Kwestja krwi, Marcin Wroński ★★½
Zaginiona dziewczyna, Gillian Flynn

STATYSTYKI GRUDNIOWE:

Przeczytane: 10
Strony: 3 642
Ocena: 4,59

KSIĄŻKA MIESIĄCA:


STATYSTYKI ROCZNE:

Przeczytane: 124
Strony: 46 668
Ocena: 4,53

RECENZJE:


POSTY:
A jak tam Was czytelniczy grudzień? Udało się Wam spełnić tegoroczne postanowienia?

Read more

wtorek, 30 grudnia 2014

Stos grudniowy
grudnia 30, 2014 8 Comments

O ile wszystko pójdzie dobrze z planem, a mam nadzieję, że tak właśnie będzie, w najbliższym czasie czeka naw prawdziwy wysyp postów związanych mniej czy też bardziej z końcem roku 2014. Zanim jednak zajmiemy się jego podsumowaniem i przedstawianiem noworocznych książkowych postanowień (czy też bardziej - wyzwań), chciałabym Wam zaprezentować książki, które w grudniu (czy też pod koniec listopada) zawędrowały do mojego domu. Wyjątkowo, chyba po raz pierwszy, nie są to jednak tylko i wyłącznie moje zdobycze.  Tym razem pozycji nie jest tak dużo jak miało to miejsce w październikowym stosie, ale każda z nich cieszy mnie ogromnie, a jak wiadomo nie liczy się tylko ilość, ale przede wszystkim jakość. Zresztą, przekonajcie się sami co też trafiło na moje półki w ostatnim miesiącu 2014 roku.

Ziołowy zakątek jest pozycją Panną M. Kosmetyki są jej osobistym, małym uzależnieniem a ja, jako cudowna siostra i bardzo dobry Aniołek, postanowiłam, że książka z recepturami na naturalne, domowe kosmetyki (na dodatek tak cudnie wydana!)   będzie stanowić idealny prezent pod choinkę. Kolejnym tytułem Panny M. jest również Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską (tym razem prezent od Mikołaja, upolowany jeszcze na Targach Książki w Krakowie). No i ostatni tytuł z gatunku non-fiction - Radzka radzi: Tobie dobrze w tym! Mikołajkowy prezent ode mnie i Panny M. dla nas samych. Od dawna czaiłyśmy się na tą pozycją,a  promocja na answear.com przyspieszyła to co nieuniknione ;) Miniaturzystka to finalny egzemplarz od wydawnictwa Literackiego. Swego czasu już o niej mówiłam więc nie będę się powtarzać. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać -  serdecznie polecam! Córka piekarza, Ostatni list od kochanka oraz Rozważna i romantyczna to egzemplarze od wydawnictwa Świat Książki. Pierwszy tytuł miałam już okazję czytać i już teraz zdradzę Wam, że jest cudowny, a powieść Jane Austen powolutku sobie smakuję.  Ostatnie egzemplarze recenzenckie to te od grupy wydawniczej Foksal czyli Kruche więzi oraz Kwestja krwi (czyli dalsza faza na kryminały i thrillery). No a Duma i uprzedzenie oraz Cząstka ciebie to już wymarzone tytuły znalezione pod choinką. Ktoś tu wiedział co tygryski lubią najbardziej. I  na samiuteńki koniec mój debiutowy zakup na arosie - Zaginiona dziewczyna którą pożeram obecnie, ale którą skończę prawdopodobnie dopiero w nowym roku

A teraz pytanie do Was - czy znaleźliście wśród moich zdobyczy coś dla siebie? No i czy i Wam Mikołaj/Aniołek/Gwiazdor zostawił coś pod choinką?
Read more

niedziela, 28 grudnia 2014

Dom na placu Waszyngtona - Henry James
grudnia 28, 2014 7 Comments

Niestety, nie należę do tego grona czytelników, którzy chętnie dla własnej przyjemności sięgają po klasyki literatury. Nie chodzi nawet o to, że nie przypadają mi one do  gustu! Po prostu ich lektura, w porównaniu do innych tytułów, zajmuje mi niemiłosiernie dużo czasu. "Dom na placu Waszyngtona" należy jednak do stosunkowo krótkich pozycji, poza tym spotyka się raczej z pozytywnym odbiorem. Doszłam wiec do wniosku, że to doskonały tytuł do rozpoczęcia swej przygody z prozą Henry'ego Jamesa. 

Katarzyna to młoda, stateczna dama, spędzająca większość wolnego czasu w domu na placu Waszyngtona w boku swej ciotki. Jako jedyna córka Doktora znajduje się w posiadaniu niewielkiego majątku, stanowi więc dosyć smaczny kąsek dla łowców posagu - przynajmniej w teorii. Aż do momentu pojawienia się tajemniczego Maurycego, Katarzyna nie posiada żadnego poważnego adoratora. Być może również dlatego zainteresowanie mężczyzny tak bardzo imponuje Katarzynie. Maurycy zdobywa serce nie tylko młodej damy, lecz także jej ciotki. Sęk w tym, że mężczyzna nie zyskuje jednak aprobaty Doktora. Przekonany o nieczystych zamiarach kawalera, silnie przeciwstawia się rodzącemu się związkowi. Katarzyna, przywykła do tego by słuchać ojca, czuje się rozdarta. Czy w końcu podąży za głosem serca? I czy Maurycy naprawdę żywi do niej szczere uczucia?

Henry James osadza swoją historię w realiach XIX-wiecznego Nowego Jorku. i już samo to wydaje się doprawdy fascynujące. Tyle, że niestety nie poświęca należytej uwagi na ich opisanie.  Większość wydarzeń rozgrywa się a to na towarzyskich spotkaniach socjety, a to w domu na placu Waszyngtona. , pomijając niemal zupełnie topografię miasta. Owszem, powieść jest krótka, ale nie zaszkodziłoby choć powierzchowne nakreślenie okolic. 

To co udaje się za to oddać doskonale autorowi, to sytuacja kobiety  w XIX wieku. Mimo że nic nie zostaje wspomniane wprost, gdzieś między wersami powstaje prawdziwy obraz - kobiety zależnej od mężczyzny, często nieposiadającej własnego majątku  i nauczonej od dziecka ślepego posłuszeństwa. To ciekawe, że, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie tak rysowała się sytuacja kobiet, w innych powieściach XIX-wiecznych bohaterkami często czyni się kobiety mądra, zadziorne i broniące swoich racji.

Interesujący wydaje się również sposób narracji. Historię opowiada bowiem sam autor, czyniąc z siebie niejako bohatera opowieści -  znajomego Doktora Slopera. Hanry James posiada niewątpliwie zdolność obserwacji ludzi i ukazywania ich psychiki na łamach opowieści, przez co "Dom na placu Waszyngtona", koniec końców, wydaje się bardziej powieścią psychologiczną niż zwykłą opowiastką o miłości.

Czytelnik, w przeciwieństwie do bohaterów, niemal od samego początku zna pobudki postaci. Wie jaki plan ma doktor Sloper, co knuje ciotka i wreszcie niekiedy dostrzega nawet przebłyski prawdziwej twarzy Maurycego. I choć niektórzy mogą to uznać za wadę, wydaje mi się, że taki zabieg zyskuje wraz z rozwojem fabuły.

Po lekturze "Dom na placu Waszyngtona" mam mieszane uczucia. Henry James niewątpliwie posiada talent słowa, ale i wnikliwość gdy idzie o ludzką osobowość. "Dom na placu Waszyngtona" to doskonałą powieść psychologiczna - ukazująca nie tylko relacje damsko-męskie lecz także te między ojcem a córką. Nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego pan James nie wykorzystał takiej szansy by przedstawić XIX-wieczny Nowy Jork. No i nic nie poradzę na to, że po prostu nie potrafiłam utożsamić się z Katarzyną. Czy więc polecam? Raczej tak, choć pohamowałabym raczej zbyt wysokie wymagania względem tej pozycji.  

★★½

Read more

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych świąt
grudnia 23, 2014 6 Comments

Miałam Was dzisiaj "uraczyć" pięknym postem o powieściach utrzymanych w świątecznym klimacie, które pomogły odnaleźć magię świąt tym, którzy ją zgubili.  Spisałam nawet tytuły gdzieś na marginesie notatek podczas wykładów i planowałam już w głowie rozmieszczenie notki. Potem doszłam jednak do wniosku, że podobnych list namnożyło się już na blogosferze i, w gruncie rzeczy, niewiele mam już na ten temat do dodania. Równocześnie nie chciałam jednak zostawiać Was przed świętami bez słowa i postanowiłam, że zrobię to co z reguły wychodzi mi najgorzej - złożę Wam życzenia.

Życzę Wam więc wszystkiego najlepszego. Spędźcie tych kilka najbliższych dni z dala od komputerowego monitora w otoczeniu bliskich. Zajadajcie świąteczne potrawy, pozwalając sobie na drobne grzeszki i nie myśląc choć na moment o kaloriach. Śpiewajcie kolędy (głośno i wyraźnie!), nawet jeśli przy narodzinach słoń nadepnął Wam na ucho. Wdychajcie zapachy całym sobą - od tych kuchennych po te "choinkowe". Smakujcie słowo pisane - a jakżeby inaczej. Znajdźcie czas na to, żeby zasiąść na chwilę nad ulubioną książką  i napełnić nie tylko żołądki, ale i wyobraźnię. No i  najważniejsze, znajdźcie pod choinką wszystkie wymarzone prezenty (albo chociaż jeden!)...

...a potem, już po świętach wróćcie na Złodziejkę książek.

Niech taką namiastką prezentu ode mnie dla Was będzie to, że wreszcie podjęłam decyzję w sprawie zmian. Złodziejka książek zostaje Złodziejką książek. Moim małym sekretnym miejscem poświęconym jednej z moich największych miłości czyli książkom. Jak zapewne zauważyliście, posty ukazują się ostatnio częściej i chciałabym to "tempo utrzymać". Notki we wtorki, czwartki i soboty (choć w ten czwartek na pewno nic się nie pojawi) - póki co się udaje.  Tymczasem stworzyłam jednak miejsce, na którym znajdziecie moje opinie na różnorodne tematy. Połamane obcasy będą nieco rzadziej aktualizowane, ale jeśli nie macie mnie dość i chcielibyście bliżej mnie poznać - zapraszam 

Widzimy się po świętach! I koniecznie podzielcie się co znajdziecie pod choinką!

Read more

czwartek, 18 grudnia 2014

Prezenty dla książkoholika
grudnia 18, 2014 5 Comments

Chociaż każdy mól książkowy chyba się ze mną zgodzi, że książka jest najlepszym prezentem jaki można otrzymać, nie zawsze jest to możliwe. Czasami znajomi czy też bliscy wzbraniają się przed kupnem kolejnego książkowego prezentu bo a) boją się, że natrafią na tytuł, który ten ktoś już posiada b)  uważają, że i tak ma ich za dużo i nawet wszystkich jeszcze nie przeczytał (choć to wredny argument, trudno mu odmówić logiki) Przychodzę więc do Was dzisiaj z listą nieksiążkowych pomysłów na prezent, które zadowolić powinny każdego mola książkowego. Zaczynamy!


1. Obraz złożony ze słów (najlepiej ulubionej powieści)

Kiedy po raz pierwszy natrafiłam na stronę spinelessclassics.net, dostałam oczopląsu i ślinotoku. Równocześnie. Trudno mi wytłumaczyć zamysł tego projektu, ale się postaram, a wy pooglądajcie sobie przykłady. Powieść - w większości klasyki - zostaje umieszczona w całości na jednej stronie, zdania zostają jednak ułożone w taki sposób by utworzyć jakiś obraz związany z tematyką owej historii. Marzę o tym by kiedyś powiesić na ścianie taki obraz - chociaż chyba nie wiedziałabym co wybrać - "Dumę i uprzedzenie", "Harry'ego Pottera" czy jeszcze coś innego.

2. Szalik z wydrukowanym tekstem powieści

Zamysł podobny do tego z obrazem, z tym, że tekst powieści zostaje umieszczony na materiale szalika. Coś pięknego - związanego z naszą pasją, ale równocześnie przydatnego. Gdybym ja dostała taki prezent pod choinkę chodziłabym w nim non stop - nie ważne - jesień, zima, wiosna(a i w zimne, letnie wieczory by się przydał!). Wybór chyba trochę mniejszy niż w przypadku obrazów, ale i tak każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

3. Okładka materiałowa

Niestety, książki wrzucone do torby czy też plecaka często ulegają zniszczeniu. Zresztą, nawet w domu nie są bezpieczne (ach! te złote litery, które zamazują się pod wpływem dotyku!). Co prawda można zaopatrzyć się w zwykłą, plastikową okładkę a'la na zeszyt (ja tak zawsze robię!), ale taka materiałowa znacznie lepiej się prezentuje - no, i jest też bardziej wytrzymała!

4. Torba płócienna

Torba płócienna to idealne rozwiązanie na cieplejsze miesiące (bo do grubej, zimowej puchówki prezentuje się raczej średnio) a taka związana z książkowym uzależnieniem to już coś wspaniałego. W internecie jest zaskakujący wybór - białe, czarne i kremowe; z nadrukiem i napisem; gotowe wzory i takie robione na zamówienie. Każdy znajdzie coś dla siebie (no, może mężczyzną będzie nieco trudniej)

5. Bluza/koszulka

Skoro mowa o nadrukach, warto też wspomnieć o wszelakiego rodzaju bluzach czy koszulkach. Często kupuję bliskim tzw. przydatne prezenty, a ten z pewnością się do takich zalicza. Wybór jest naprawdę przeogromny i elastyczny jeśli chodzi o przedział cenowy. Warto jednak najpierw dowiedzieć się z jakiego materiału została wykonana koszulka żeby przy pierwszym praniu nie uległa zniszczeniu.

6. Zakładka

Nie kręćcie nosem! Nie mówię o zwykłej, tekturowej zakładce, ale o czymś ekstra ;D Rynek wychodzi nam teraz naprzeciw i możemy wybierać - do wyboru do koloru. Zakładki materiałowe i metalowe; z frędzelkami i na gumce; a nawet spersonalizowane. Zakładka może stanowić fajny prezent, albo dodatek do niego (np. włożona do książki, tak tylko mówię)

7. Kubek

Jedni lubią kawę, inni herbatę, a jeszcze inni gustują w gorącej czekoladzie, ale naprawdę mało jest osób, które nie lubiłyby usiąść w fotelu z książką w jednej ręce a wielkim kubkiem w drugiej. I dlatego to zawsze będzie dobry pomysł. Ponownie, wybór jest nieograniczony, ale zwracajcie uwagę nie tylko na wygląd, ale i wygodę. Z niektórych - hmm... - jakoś dziwnie się pije.

8. Case na telefon

Zwłaszcza gdy ktoś jest posiadaczem iPhone'a czy innego nowszego, popularnego modelu. Swego czasu zachwyciłam się case'ami z motywem "Gwiazd naszych wina", ale myślę, że gdyby dobrze poszukać, można znaleźć wiele fantastycznych propozycji ( jak choćby te z "Wielkiego Gatsby'ego" czy "Dumy i uprzedzenia").-  wujek Google jest dla Was w stanie znaleźć niemal wszystko.

9. Ekranizacja na DVD

Są osoby, które prócz książek uwielbiają również kolekcjonować ulubione filmy. Płyta DVD z ekranizacją ulubionej powieści (zwłaszcza w wydaniu limitowanym, rozszerzonym)może być dla nich doskonałym prezentem. Zwłaszcza, ze ostatnio coraz więcej powieści doczekuje się ekranizacji, no i zawsze można mieć na uwadze klasyki.

10. Nowy regał

Skoro ktoś na ma już miejsca na nowe książki, to może warto mu je stworzyć? Regał albo kilka półek również mogą okazać się trafionym pomysłem. No, chyba, ze ktoś nie ma już na nie miejsca. Pamiętajcie, że to nie musi być koniecznie ręcznie robiony produkt ze starego drewna. Stara, dobra Ikea też daje radę ;)


A Wy jakie macie nieksiążkowe pomysły na prezent dla mola książkowego?

Read more

wtorek, 16 grudnia 2014

Cud chłopak - R. J. Palacio
grudnia 16, 2014 3 Comments

Książki czytam dla własnej przyjemności i dlatego często przedkładam tytuły czysto rozrywkowe ponad klasyki. Nie zmienia to jednak faktu, że niezwykle cenię sobie takie powieści, które zmieniają coś w moim spojrzeniu na świat i uczą mnie czegoś nowego. Nie spodziewałam się, że do właśnie takich tytułów zaliczać się będzie  "Wonder", czyli "Cud chłopak", ale tak było. Bo ta książka naprawdę otworzyła mi oczy na pewne aspekty.

Augustus Pullman to normalny chłopiec. Jak każdy dzieciak w wieku 10 lat ma swoje "ciężkie dni". Kocha swoich rodziców i siostrę, ale nie przeszkadza mu to w tym by ich zranić. Uwielbia się bawić, ale czasami towarzyszem jego zabaw jest jedynie suczka Daisy. Ma małą obsesję na punkcie gwiezdnych wojen. I naprawdę, ale to naprawdę z wszystkich dni w roku najbardziej zawsze nie może się doczekać Halloween. Auggie to normalny chłopiec. Od rówieśników różni go jedynie wygląd.

Niefortunne połączenie genów sprawiło, że twarz chłopca jest wyraźnie zdeformowana. Dziesiątki operacji nie dały wystarczającego rezultatu. Twarz Auggiego wciąż budzi zdziwienie, szok, obrzydzenie a niekiedy nawet i agresje u innych ludzi. By uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, Auggie pobierał edukację w domu. Wiedza jaką posiada jego matka nie wydaje się jednak dłużej wystarczająca. Rodzice Auggiego podejmują trudną dla chłopca, ale i dla siebie samych decyzję by wysłać go do szkoły. To całkowicie wywraca jego życie do góry nogami.

"Cud chłopak" przedstawia historię jednego roku szkolnego, opowiedzianego z perspektywy kilku bohaterów. Owszem, Auggie bierze na swoje małe barki większość odpowiedzialności za relacjonowanie wydarzeń, ale czasami oddaje głos innemu bohaterowi. Dzięki temu nie tylko naprawdę mamy okazję zobaczyć Auggiego oczami innego człowieka, ale także zrozumieć motywy jego zachowania. Coś czego Auggie, a przez to i czytelnik, nie miał szans poznać w odpowiednim momencie.  

Dzieci, w swej postaci niczym niewinny aniołek, potrafią być okrutne i R. J. Palacio nie boi się tego pokazać. życie Auggiego nie jest proste - ani z początku, ani też na końcu i autorka nawet przez chwilę nie stara się tego ukryć.   Wbrew moim obawom wcale nie jest tak, że najpierw wszystko wydaje się iść źle, a potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko układa się doskonale. Choć to powieść dla dzieci i młodzieży, nie brak w niej pod tym względem realizmu. R. J. Palacio  pokazuje, że życie nie jest idealną bajką, ale że nigdy nie jest tak źle by nie można było wszystkiego naprawić; że czasami musimy zaakceptować, że jest po prostu OK i nie czekać by było lepiej.

"Cud chłopak" porusza jednak nie tylko temat choroby, choć oczywiście to on odgrywa najważniejszą rolę. R. J. pokazuje swoim czytelnikom wszystko - psychiczną udrękę Auggiego; rodziców rozpaczliwie walczących o lepsze jutro dla swego dziecka, świadomych, że może ono nie nadejść; odrzuconą w cień Olivię, która kocha swego brata, ale sama marzy o uwadze innych; a także wspaniałych pedagogów, którzy starają się uczyć swych podopiecznych nie tylko wiedzy, ale i życia.

"Cud chłopak" to historia stworzona z myślą o młodszych czytelnikach, o czym świadczy nie tylko wiek głównego bohatera, ale i prosty, zwięzły język autorki. Nie szufladkowałabym jednak tej historii. R. J. Palacio zamknęła w owej opowieści wiele uniwersalnych mądrości, które powinno się docenić w każdym wieku.  Pokazała, że czasami obojętność potrafi sprawić tyle samo bólu co agresja; że skoro uważamy się za ludzi tolerancyjnych, powinniśmy tą tolerancję jakoś okazywać; i że każdy, ale to każdy, powinien mieć szansę na bycie normalnym.

R. J. nie powiedziała tak naprawdę nic nowego, ale przypomniała swoim czytelnikom coś o czym nigdy nie powinni zapomnieć. "cud chłopak" to lektura obowiązkowa dla dzieciaka, nastolatka, ale też i dorosłego. Auggie daje prawdziwą lekcję tolerancji, na którą nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno. A skoro wydano już ową powieść w Polsce to nie macie żadnej wymówki  by po nią nie sięgnąć.

 ★★★★

Read more

sobota, 13 grudnia 2014

Seriale, które oglądam
grudnia 13, 2014 31 Comments

Jeśli miałabym powiedzieć jakie jest moje kolejne, po książkach, uzależnienie to wspomniałabym właśnie o serialach. Mając do wyboru obejrzenie film lub serial, zawsze, zdecydowanie zdecyduję się na to drugie. Owszem, mnogość odcinków czasami sprawia, że ich poziom drastycznie spada, no i istnieje zagrożenie zawieszenia, ale nic nie jest w stanie zastąpić przywiązania jakie odczuwamy do bohaterów i emocji w oczekiwaniu na kolejny odcinek (który zawsze jest ZA PÓŹNO).

Jako serialowy maniak uwielbiam się zanurzać w kolejnych opowieściach i poszukiwać kolejnych tytułów. Dzisiaj chciałabym jednak  wspomnieć  o tych, które oglądam w chwili obecnej, z mniejszym czy też większym zainteresowaniem. I sama nie wiem, które z nich darzę największą sympatią.


Kiedy zabierałam się za oglądanie OUAT nie spodziewałam się,  że zostanę przy nim na dłużej. Owszem, sam koncept wydawał się ciekawy, ale miałam wrażenie, że to taka historia na jeden sezon. Bo ileż można opowiadać o tajemniczym miasteczku zamieszkałym przez bajkowe postacie, na które Zła Królowa rzuciła klątwę? No właśnie, wydawać by się mogło, że nie długo, ale produkcja stojąca za tym serialem póki co skutecznie udowadnia mi, że się myliłam.

OUAT  jest jedną z nielicznych seriali, które odcinki oglądam na bieżąco - tydzień w tydzień, z niesłabnącym zainteresowaniem. A obecny sezon 4A - jest jak do tej pory moim ulubionym ("Kraina lodu" i duuużo Captaina Hooka, muszę mówić więcej?)Podoba mi się wszystko - zabawa z konwencją, mnogość postaci i wplatanie do fabuły coraz to nowszych wątków. Jeśli nie przeszkadzają wam seriale z elementami magicznymi i lubicie współczesne nawiązania do baśni, musicie spróbować! U mnie to numer jeden!


Outlander

W przeciwieństwie do OUAT, siadając przed "Outlander" miałam jakieś tam oczekiwania (a mówiąc jakieś mam na myśli dosyć wysokie). Gdzieś na instagramie mignęła mi czołówka tego serialu w otoczeniu nadzwyczaj entuzjastycznych hashtagów. Poza tym - Szkocja, XVIII wiek i kobieta, która cofnęła się w czasie przez krąg kamieni - dajcie spokój, to nawet brzmi jak dokładnie coś w moim guście. I takie też jest.

Bo "Outlander" czaruje. Od wspaniałej czołówki, po napisy końcowe przytrzymuje człowieka w miejscu i sprawia, że jak zahipnotyzowany włącza kolejny odcinek. A tych (póki co!) jest niestety tylko osiem! Dobra wiadomość, macie naprawdę mało do nadrabiania. Złą, na pewno będziecie chcieli więcej i więcej (i ręczę za to nie tylko ja, ale również mój mamutek, a to chyba o czymś świadczy, prawda?)


New Girl

Długo nie mogłam znaleźć dobrego serialu w podobnej konwencji - lekkiej, komediowej historii o krótkich epizodach, która umili mi wieczory. Próbowałam swoich sił z "How I met your mother?", ale nie zaiskrzyło i po niespełna sezonie sobie podziękowaliśmy. Tymczasem to właśnie  historia Jess, która po rozstaniu z facetem przeprowadza się do mieszkania trzech, niecodziennych facetów absolutnie podbiła moje serce.

Jestem na początku drugiego sezonu i wciąż przednio się bawię. Podoba mi się humor produkcji i to, że kolejne epizody w jakiś sposób (chociaż delikatny) do siebie nawiązują. Moje serce skradła Jess i wszyscy chłopcy (z Nickiem na czele) i na chwile obecną nie wyobrażam sobie bym mogła ich wymienić na lepszy model. Na jesienną (i zimową!) chandrę są jak znalazł.


The 100

Nie przepadam za serialami sci-fiction. Zresztą, ja i ten gatunek ogólnie za sobą nie przepadamy, nie ważne na jakiej płaszczyźnie. Historia setki młodocianych przestępców, która po 97 latach jako pierwsza dotarła na ziemię, zupełnie do mnie nie przemawiała. Poza tym, wszyscy wiemy, że stacja CW posiada zadziwiającą i denerwującą skłonność do przerywania emisji produkcji.W końcu jednak, po kilkunastu zachwalających tweetach i zaznajomieniu z faktem, że stacja kontynuuje emisje "The 100" - dałam się skusić. I przepadłam. Znowu.

To nie jest idealny serial. Mam wrażenie że stacja CW korzysta z opracowanego schematu i emituje tylko te tytuły, które się w niego wpasowują. Równocześnie jednak jest coś niezwykle pociągającego w "The 100". Nie ma tam miejsca na chwile nudy. Akcja gnie nieubłagalnie czego dowodem są choćby kolejne nagrobki. A gdy akurat zwalnia "na ziemi" coś dzieje się na Arce. Poza tym nie ukrywam, że oglądam "The 100" głównie dla Bellamy'ego.


Revenge

"Revenge" jest jedynym serialem, któremu poświęciłam osobny post i już samo to o czymś świadczy. Swego czasu opowieść o Amandzie Clarke, która pod przybranym nazwiskiem dokonywała zemsty na ludziach, którzy skrzywdzili jej ojca, była moją ulubioną rozrywką na wieczór. Potem przez pewien czas się na siebie obraziliśmy (WIECIE CO STAŁO SIĘ NA KOŃCU 3 SEZONU?) ale ostatnio wrócił do mych łask.

"Revenge" po prostu dobrze się ogląda. Można sobie obejrzeć życie bogatych ludzi od wewnątrz, ale to nie ono znajduje się w centrum zainteresowania  tylko tytułowa zemsta. Poza tym, przedstawia naprawdę wysoki poziom, gdy chodzi o grę aktorską (Madelaine Stone? Emily van Camp? No i Gabriel Mann!). Gdyby nie wpadka z końcówką 3 sezonu (Aiden!) wciąż byłby prawdopodobnie w czołówce (a tak został zdetronizowany, najpierw przez OUAT, a potem także inne pozycje)


Pretty Little Liars

"Pretty Little Liars" to serial mój i Panny M. Zawsze, ZAWSZE,  oglądamy go wspólnie, leżąc w łóżku i popijając z wielkiego kubka herbatę czy też kawę. I już choćby za to, czysty sentyment, w moich oczach ta produkcja wypada pozytywnie.  Ale jest coś jeszcze. Nie wiem co, ale przyglądanie się czwórce na powrót zjednoczonych przyjaciółek, które zaczyna prześladować tajemnicze A ma w sobie COŚ uzależniającego.

Dużo osób zarzuca ostatnio PLL absurdalność. Mówi się, że najlepsze chwile ma już za sobą i teraz należałoby go po prostu jakoś skończyć.   Nie mogę się z tym jednak całkowicie zgodzić. Owszem, w porównaniu do pierwszych sezonów poziom spadł i sama chciałabym uzyskać pisemne potwierdzenie, że zapowiedziany sezon 7 będzie tym ostatnim, ale równocześnie nie potrafiłabym go tak po prostu porzucić bez otrzymania odpowiedzi na kilka (naście? dziesiąt?) pytań. A to też o czymś świadczy!


A Wy co oglądacie i które z tytułów moglibyście mi polecić? 
Read more

czwartek, 11 grudnia 2014

Gorączka 1 - Dee Shulman
grudnia 11, 2014 5 Comments

"Gorączka" została przez Was przyjęta z umiarkowanym entuzjazmem, niejednokrotnie graniczącym ze sceptycyzmem. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Dee Shulman ogromnie mnie intrygowała i to nie tylko magnetyczną, przyciągającą wzrok okładką, ale także samym pomysłem na fabułę. Antyczny dramat z romantycznym wątkiem będący tłem dla współczesnej opowieści dla nastolatek? Dajcie spokój, kto mógłby nie ulec czemuś równie obiecującemu? Ano właśnie - ja nie mogłam.

Sethos Leontis to otoczony sławą gladiator, który jako jedyny wojownik w tak młodym wieku zdołał zdobyć osiem wieńców. Jego osiągnięcia są tym bardziej niezwykłe, że Seth w trakcie walki posługuje się jedynie trójzębem i siecią. Gladiator wydaje się niezwyciężony, aż do chwili, w której w jego życie wkracza Liwia. Rozkojarzony jej obecnością na arenie, Seth popełnia błąd. Owszem, wygrywa walkę, ale płaci wysoką cenę za nieuwagę. Nieprzytomny chłopak zostaje umieszczony w domu ojczyma Liwii. Wspólnie spędzone chwile zbliżają do siebie młodych, Seth nie jest jednak pełnoprawnym obywatelem Rzymu, na domiar złego - Liwia została obiecana innemu mężczyźnie. Wspólna przyszłość znajduje się poza zakresem wszelkich możliwości, zwłaszcza wówczas gdy sprawy ulegają dalszej komplikacji.

Ewa Koretsky to zbuntowana siedemnastolatka, która nie potrafi znaleźć wspólnego języka ze swymi rówieśnikami. Gdy po raz drugi zostaje wydalona ze szkoły, trafia do elitarnej placówki dla uczniów szczególnie uzdolnionych - St. Magdalene. Początkowe miesiące są rajem - Ewa nie musi znosić swoje rodziny, rozwija się i zdobywa nowych przyjaciół. Wszystko zaczyna się psoć na skutek nieporozumienia. Ewa traci przyjaciółkę i znowu zostaje sama. Niedługo potem w szkole pojawia profesor wirusologi, pokazuje on dziewczynie dziwne, niespotykane okazy. Wystarczy chwila nieuwagi i Ewa wylewa próbkę z wirusem na własną skórę. Kilka godzin później dziewczyna dostaje wysokiej gorączki i cudem uchodzi z życiem. Czym jest dziwny wirus? I co łączy Ewę oraz Sethosa skoro dzielą ich wieki?

Dee Schulman bez wątpienia miała pomysł przy tworzeniu "Gorączki 1". Owszem, nie wszystkie elementy przedstawionej przez nią historii są oryginalne, ale przy  użyciu detali starannie to ukryła. Choćby osadzenie fabuły w starożytnym Rzymie i uczynienie głównym bohatera gladiatora - świeżość tego pomysłu, że i całość nabrała bardziej oryginalnego charakteru. Zresztą, to właśnie ta część powieści  osadzona w przeszłości bardziej przypadła mi do gustu,  co zaskoczyło mnie tym bardziej, że nie przepadam za tym okresem historii. Dee Shulman ciekawie nakreśliła realia starożytnego Rzymu, zwłaszcza przedstawiając go oczami niewolnika.

Podobała mi się również naprzemienna narracja historii. Przedstawienie całej opowieści raz oczami Ewy (za pomocą narracji pierwszoosobowej), a raz z punktu widzenia Sethosa (choć już przy użyciu narracji trzecioosobowej) sprawiło, że napięcie zostało odpowiednio stopniowane. Nie  dostaliśmy od razu odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz otrzymywaliśmy je stopniowo - krok po kroczku (albo wcale). 

Sami bohaterowie są jednak odrobinę zbyt wyidealizowani. Ewa i Seth otrzymali garnitur zalet i stosunkowo mało wad - zresztą,  z miejsca nie potrafię wymienić nawet jednej istotnej skazy na ich charakterze. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że okoliczności drugiego tomu ujawnią jakieś niedoskonałości w kreacji postaci. Trochę ciężko wspomnieć mi o innych "obawach", bez ujawnienia istotnych szczegółów fabuły. Powiem więc krótko, boję się, w którym kierunku podąży ta historia. Pewne elementy (świat pomiędzy, komplikacje w relacjach głównych bohaterów) przypominają mi inną serię, w której autorka nie udźwignęła ciężaru podjętych wątków. 

"Gorączka 1" Dee Shulman wypadła dobrze. Wszelkie moje zarzuty są raczej obawami względem przyszłości owej serii aniżeli faktycznymi wadami. Powieść Dee Shulman nie jest utworem wybitnym, zawiera w sobie jednak coś nowego i świeżego. Ponad to autorka ma lekkie i plastyczne pióro, przez co całość czyta się szybko i bez zgrzytania zębami. I choćby dlatego, jeśli szukacie nieco innej pozycji Young Adult, warto sięgnąć po "Gorączkę 1".

 ★★


Read more

wtorek, 9 grudnia 2014

1Q84 t. 1 - Haruki Murakami
grudnia 09, 2014 4 Comments

Haruki Murakami zalicza się do grona tych autorów, którzy zdecydowanie zbyt długo stanowili dla mnie nieodkrytą tajemnicę. A jest to tym bardziej frustrujące, że nad jego fenomenem rozwodzili się wszyscy - zarówno krytycy literaccy, jak i "zwykli czytelnicy" - co, musicie przyznać,  nie zdarza się zbyt często. Korzystając z nadarzającej się okazji, postanowiłam na własnej skórze przekonać się co takiego ma w sobie ten japoński pisarz. 

Aome, czyli dosłownie zielona fasolka, to pozornie całkiem zwyczajna dziewczyna, pracująca jako instruktorka sztuk walki. W rzeczywistości jednak to morderczyni, która na zlecenie starszej pani zabija znęcających się nad kobietami mężczyzn. Jadąc wykonać kolejne zadanie, Aome  utknęła jednak w korku na autostradzie i zmuszona została  do skorzystania z ukrytych, opuszczonych schodów. Tylko, że po tym pozornie nic nie znaczącym wydarzeniu, coś ulega zmianie. Zwykłe drobnostki jak choćby umundurowanie policji, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach.

Tengo to z kolei młody, aspirujący (choć jeszcze nie publikowany) pisarz, zarabiający na życie jako nauczyciel matematyki. W wolnej chwili Tengo pomaga również swemu pisarskiemu mentorowi w ocenie konkursowych powieści. Tak trafia na "Powietrzną poczwarkę" To wyjątkowa, wręcz hipnotyzująca powieść. Tyle, że napisana fatalnym stylem. A gdyby tak ją poprawić? Tengo wie, że ta propozycja jest niewłaściwa. Tylko, że okazuje się również niezwykle kusząca.

"1Q84 t. 1" rozbity został na dwie, paralelne historie, które początkowo wydają się nie mieć żadnego wspólnego ogniwa. Pozornie. Haruki Murakami to jednak niezwykle skrupulatny pisarz. Wraz z rozwojem fabuły ujawnia kolejne, drobne elementy, które wiążą obie historie w jedną, spójną całość. Czytając opis zamieszczony  na okładce - niektóre z nich zostały niejako przedwcześnie ujawnione; wydaje mi się jednak, że najlepiej wszystko poznawać na własną rękę, w tempie podyktowanym przez pana Murakamiego. 

Pan Haruki Murakami ma niespotykany styl. Niezbyt kwiecisty, ale skrupulatny i szczegółowy. Stara się przekazać wszystkie informacje swoim czytelnikom. Gdy wprowadza do opowieści nowych bohaterów, przekazuje nam wszystkie informacje na jego temat; gdy mówi o nowej wspólnocie - nie ma zahamowań by przedstawić jej całą historię. Zwolennicy dialogów mogą więc poczuć się odrobinę znużeni, ale to właśnie owy styl buduje atmosferę "1Q84 t. 1".

"1Q84 t. 1" rozgrywa się w nie do końca rzeczywistym świecie, choć na taki pozornie on wygląda. Pan Murakami tworzy jednak nad nim aurę tajemniczości. Mnóstwo tu niedopowiedzeń; pytań bez odpowiedzi  i wydarzeń bez racjonalnych wyjaśnień. Haruki Murakami tworzy bowiem powieść będącą przedstawicielem gatunku realizmu magicznego. Powieść, która może i dezorientuje czytelnika, ale przede wszystkim fascynuje. 

Bohaterowie, zwłaszcza Ci główni, nie są postaciami łatwymi do polubienia czy utożsamienia. Podejmowane przez nich decyzje niejednokrotnie wiążą się z łamaniem prawa albo po prostu wykraczają poza ogólnie przyjęte normy. Początkowo owa niemożność utożsamienia czy zaangażowania w życie bohaterów przeszkadzała mi w lekturze, wraz z rozwojem fabuły, przestało to jednak odgrywać dla mnie znaczenie. 

"1Q84 t. 1" zdecydowanie nie jest powieścią dla każdego. Pan Haruki Murakami posiada specyficzny styl pisania i tworzenia historii, który momentami może irytować - skłonność do drobiazgowych, rozwlekłych opisów; pewna wulgarność czy choćby niebudzący sympatię bohaterowie. Ale nawet to nie zmienia faktu, że ten japoński autor po prostu umie dobrze pisać. Jego powieści po prostu trzeba przeczytać i sprawdzić czy to "wasza bajka".

 ★★


Read more

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Zmiany, zmiany, zmiany...
grudnia 08, 2014 6 Comments

Jako, że ostatnio moda na sówki dopadła także i mnie (o czym może poświadczyć Panna M.), postanowiłam po raz kolejny (i miejmy nadzieję, że póki co - ostatni) zmienić nagłówek. Może jest trochę zbyt jesiennie jak na nadchodzący świąteczny okres i może kolorowa sówka nie jest równie sugestywna co otwarta książka, ale ja jestem zadowolona ze zmian i mam nadzieję, że i Wam przypadną one do gustu. Nie do końca jednak o te zmiany chodziło mi w tytule posta. Chociaż tworzenie Złodziejkiksiążek jest dla mnie nieustannym źródłem radości i satysfakcji, nie będę ukrywać, że w dużej mierze robię to nie dla siebie lecz dla Was. Kiedy więc w mojej głowie narodziły się pewne, niepoukładane jeszcze wówczas, myśli, wiedziałam, że zwrócę się do Was z prośbą o wyrażenie własnej opinii. 

W ostatnim czasie moja potrzeba "wygadania się" osiągnęła apogeum. Zawsze u w i e l b i a ł a m, dużo mówić, jednak ostatnio owe "dużo" stało się synonimem "bez końca". I może nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że zazwyczaj zamiast w ciągłą, logiczną wypowiedź, moje słowa składają się na niezliczoną ilość postrzępionych, luźno (lub wcale jeśli miałabym być szczera) powiązanych ze sobą myśli. Oczywiście starałam się jakoś nad tym zapanować. Poczyniłam nawet pewne nieśmiałe kroki by  zmusić się do "skrócenia sobie języka". Koniec końców, jak zawsze jednak,  z a k c e p t o w a ł a m taki a nie inny stan rzeczy. I postanowiłam mówić. A właściwie p i s a ć  więcej. 

Przygotujcie sobie kubek dobrej kawy, albo herbaty - zależnie od preferencji (ale osobiście polecałabym jednak herbatę. Wiedzieliście Moi Drodzy, że po nadużyciu kawy powieka zaczyna niebezpiecznie szybko drgać?) i usiądźcie sobie wygodnie. Wygoda jest konieczna do podejmowania decyzji, a właśnie tego teraz od Was oczekuję. Bo widzicie, owa potrzeba mówienia o której wam wspomniałam, niekoniecznie dotyczy tylko i wyłącznie książek. Chodzi trochę o ogólnie pojętą kulturę (muzykę, filmy, seriale), trochę o moje opinie na temat jakiś przydatnych aplikacji, trochę o gotowanie (a raczej nieśmiałych jego próbach) a po trosze i o życie jako takie (mimo że nienawidzę takiego zwrotu).

Zastanawiacie się pewnie do czego zmierzam, bo póki co raczej ciężko doszukać się tutaj jakiejś logiki. Już wyjaśniam. Chciałabym po prostu wiedzieć czy mielibyście ochotę na to by o tych "innych sprawach" poczytać tutaj, na Złodziejceksiążek (a jeśli tak, to czy lepiej równocześnie zmienić również adres) czy raczej stworzyć oddzielny blog. Wasza opinia jest dla mnie niezmiernie ważna i liczę, że pomożecie mi w podjęciu słusznej decyzji. Czekam na wszelkie Wasze sugestie do przyszłego tygodnia.

Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie, że bardzo na Was liczę

Read more

sobota, 6 grudnia 2014

Książki na święta
grudnia 06, 2014 6 Comments

Uwielbiam dostawać pod choinkę książki. Zresztą, uwielbiam dostawać nowe książki z powodu każdej nadarzającej się okazji, ale nie ma nic lepszego niż uczucie, kiedy po rozdarciu świątecznego papieru, trzymacie w dłoniach nową pozycję. I myślę, że znajdzie się ktoś (albo kilka ktosiów) kto potwierdzi moje zdanie. Sama wręczyłam już Pannie M. listę tytułów, które z chęcią znalazłabym pod choinką w tym roku. Jeśli natomiast Wy wciąż jesteście niezdecydowani albo stoicie przed wyborem pozycji dla kogoś bliskiego - postanowiłam wam trochę pomóc. Z góry uprzedzam jednak, że nie brałam pod uwagi żadnych poradników, albumów czy też książek kucharskich. Oczywiście, propozycje z zeszłego roku (te tutaj, tutaj i jeszcze tutaj) wciąż są aktualne, ale gdybyście szukali czegoś więcej - oto kilka nowych tytułów.


To jest bardzo ważna książka - dla mnie, ale myślę, że nie tylko,bo chyba niemal każdy mol książkowy rozsmakuje się w prozie Markusa Zusaka. Gdy kupuje się komuś książkę, ważne by niosła ze sobą ona jakieś przesłanie - a "Złodziejka książek" z pewnością je posiada. Poza tym to pozycja dość uniwersalna - może zachwycić młodszych i starszych czytelników, kobiety i mężczyzn. No i ostatnio wznowili wydanie w twardej oprawie (sama bym takie chciała!), a to zawsze dodatkowy atut!.


Wbrew temu co, być może, myślą sobie teraz niektórzy z Was, również jest to pozycja niezwykle uniwersalna. Pozycja, która chwyta za serce, pozostaje w pamięci na długo po skończonej lekturze no i pozostawia czytelnika mądrzejszego o parę ważnych refleksji. I niech Was nie zmyli fakt, że to literatura non-fiction, że porusza trudny, bolesny temat - czyta się ją szybko, zachłannie a potem żałuje, że nie oszczędzało każdego pojedynczego słowa. Jeśli zdecydujecie kupić egzemplarz komuś bliskiemu - koniecznie też go przeczytajcie, ale potem zwróćcie właścicielowi. Chociaż wiem, że będzie trudno! - zawsze można zaopatrzyć się we własny.


Pozostając w klimatach historii, a dokładniej II wojny światowej (coś tu monotematycznie, nie uważacie?), gdyby będziecie myśleć o prezencie dla bliskiej sercu kobiety  (nie ważne - babci, mamie, przyjaciółce...), miejcie w pamięci powieść Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak. Jak wspomniałam w recenzji - to przepiękna opowieść o miłości i wydaje mi się, że posiada potencjał by podbić nie jedno żeńskie serce (a może i męskie - kto wie? różowa oprawa może co prawda odstraszyć samca alfę, ale treść? Treść już niekoniecznie).


"Miniaturzystka" ostatnio podbija serca licznych blogerów książkowych i pewnie większość z Was już o niej słyszała. Ale to dobrze, bo o dobrych powieściach powinno się mówić - głośno i wyraźnie. Moje zdanie już znacie, więc nie będę się powtarzać. Wydaje mi się, że "Miniaturzystka" trafia do szerokiego grona odbiorców, choć nie mogę pozbyć się wrażenia, że docenią ją zwłaszcza kobiety  (wszak to właśnie o kobietach traktuje debiut Jessie Burton). Jedno jest pewne - ucieszy mola książkowego i zaspokoi zmysły estety. Pełen pakiet!


Dużo mówi się ostatnio na blogoferze także o prozie pani Chamberlain. Na całe szczęście dla mnie i mojego zdrowia psychicznego - niemal w samych superlatywach. Wszyscy zachwycają się nad "Tajemnicą Noelle" (którą sama Wam polecałam w zeszłym roku i w tym również - w recenzji) a ja tym razem chciałabym zwrócić uwagę na inny tytuł, mianowicie "Zatokę o północy".  Diane Chamberlain łączy tam dwa moje ulubione "motywy" - trudne, społeczne tematy przeplata z retrospekcjami z przeszłości. Także jeżeli Wasi bliscy przepadają za prozą pani Picoult czy Kate Morton, powinni być zachwyceni również tym  tytułem. 


Kilkakrotnie wspominałam o "Hopeless" jako o jednej z najpiękniejszych historii o miłości dla młodzieży (o!, chociażby tutaj), także nie mogło jej tutaj zabraknąć. "Hopeless" będzie idealnym prezentem dla siostry czy też przyjaciółki. Tym lepszym, że potem wspólnie będziecie mogły odliczać dni do polskiej premiery drugiego tomu - "Losing Hope".  Już pod koniec stycznia!


Trudno mi sobie wyobrazić, że uchowały się jeszcze osoby, które nie znałyby tej historii, ale może się mylę i takich osób jest sporo. Albo po prostu znacie kogoś kto pokochał już ową opowieść, ale nie posiada jeszcze własnego egzemplarza książek.  W takim wypadku koniecznie zaopatrzcie go w wydanie jednotomowe - może nieco gorzej się czyta (bo takiego tomiszcza w podróż, do torebki nie weźmiecie!), ale za to jak się prezentuje!

A Wy jakie tytuły wybralibyście dla swoich bliskich?

Read more

czwartek, 4 grudnia 2014

TAG: Social Media Book Tag
grudnia 04, 2014 2 Comments

Obiecałam Wam swego czasu więcej postów około książkowych. Nie tylko takich, które zawierają moje opinie, ale i tych nieco "luźniejszych" - do  których z pewnością można zaliczyć wszelakiego rodzaju tagi. Przeszukując internet - zwłaszcza Booktube, który jest prawdziwą wylęgarnią książkowych łańcuszków - natrafiłam właśnie na Social Media Book Tag (który zrobił się ostatnio popularny również w polskiej blogosferze) i uznałam, że jest to doskonały kopniak motywacyjny, który plany przeobrazi w czyny.

1. Twitter: Twoja ulubiona krótka historia

Przyglądając się swojej biblioteczce i spisowi tegorocznych lektur, doszłam do  wniosku, że rzadko, kiedy sięgam po pozycje poniżej dwustu stron. Nie mówię, że czytam wielkie, około tysięczne "knigi", ale średnia ilość stron zawsze oscyluje powyżej dwustu sześćdziesięciu stron, a to Moi Drodzy nie jest krótka historia. W końcu dokopałam się jednak do tytułu, który zdecydowanie zapadł na długo w mojej pamięci. I w tym miejscu wypadałoby podziękować Ministerstwu Edukacji, bo owym tytułem jest "Zdążyć przed Panem Bogiem" - brutalna, prawdziwa i zmuszająca do refleksji lektura, która  jeszcze długo nie opuści moich myśli.

2. Facebook: Książka, którą przeczytałeś dlatego, że czułeś presję ze strony innych.

Bardzo często o tym po jakie tytuły sięgam decydują inni blogerzy. Kiedy nieustannie czytam same pozytywy na temat jakiejś pozycji, czuję w jakimś stopniu presję by się z nią zapoznać. Gdybym miała jednak  wybrać tylko jeden, konkretny tytuł, zdecydowanie byłby to "Gwiazd naszych wina". Bo a) pierwotnie wcale nie zamierzałam sięgać po powieść /Johna Greena (myślałam, że to nie moje klimaty, dacie wiarę b) owy "nacisk" czułam nie tylko ze strony blogosfery. Na całe szczęście jednak się pod nim ugięłam i absolutnie pokochałam historię Hazel i Augustusa. 

3. Tumblr: Książka, którą przeczytałeś zanim to było popularne

Tym razem nie mam żadnych wątpliwości i odpowiedź sama nasuwa mi się do ust. Ową pozycją jest "Miasto kości". Powieść, którą czytałam zaraz po ukazaniu się  na polskim rynku wydawniczym, na długo przed premierą filmową. Ach! Pamiętam to oczekiwanie na kolejne tomy serii, zwłaszcza trzeci! ( I to nic, że na tym trzecim stanęłam. KIEDYŚ to nadrobię!)


Rzadko jest tak, że nie pamiętam czy jakaś pozycja mi się podobała.Owszem, nie przeczę, często zapominam o czym opowiadał dany tytuł (zdecydowanie zbyt często), ale zawsze mam gdzieś w zakamarkach pamięci emocje, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Przy ostatnim sprzątaniu biblioteczki przyłapałam się jednak na tym, że nie potrafię ubrać w słowa swoich odczuć odnośnie "Sekretnego języka kwiatów".Czas najwyższy na re-lekturę!   


Jestem strasznym zwrokowcem i ładna okładka zawsze przyciąga mój wzrok. Tylko te wyjątkowe potrafią go jednak zatrzymać na dłużej. Jestem pod OGROMNYM wrażeniem okładek do serii "Dotyk Julii" oraz powieści "Love Letters to the Dead", ale jako że są to okładki zagraniczne chciałabym również wspomnieć jeden tytuł, a raczej nie tytuł lecz serię wydaną przez Świat Książki - Angielskie ogrody! Tak się powinno wydawać klasyki!

6. YouTube: Książka, której ekranizację chciałbyś zobaczyć

Zawsze boję się ekranizacji ulubionych tytułów bo stawiam im wysoką (zbyt wysoką!) poprzeczkę. Mimo to na pewno pobiegłabym do kina by obejrzeć film na podstawie cyklu Cassandry Clare - "Diabelskie maszyny" (tylko błagam! z obsadą dobraną nieco lepiej niż w "Miście kości") czy Paulliny Simons - "Jeździec miedziany". To mogłoby być coś fantastycznego!


Mało jest książek, które można polecić absolutnie wszystkim. Wiadomo, każdy lubi co innego i nie ma tytułów, które wpisują się w gusta każdego mola książkowego. Są jednak takie tytuły, których przesłanie przyćmiewa owe podziały i które po prostu powinno się znać.  I właśnie do takich tytułów zaliczyłabym - całkowicie różne mimo że dotykają tego samego tematu - "Złodziejkę książek" oraz "Dziewczyny z powstania". Jeżeli któregoś z nich nie znacie, musicie to nadrobić. 

Read more

wtorek, 2 grudnia 2014

Nieczysta -Megan Hart
grudnia 02, 2014 10 Comments

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" otwarło furtkę autorom literatury erotycznej. Rynek wydawniczy zalała  fala autorów pragnących powtórzyć spektakularny sukces E. L. James. Nie każdy z nich pamięta jednak o tym, że same sceny erotyczne nie starczą by  stworzyć ciekawą historię. Megan Hart jest jednak pod tym względem o krok do przodu od reszty Choć, gdybym miała być szczera, początkowo nic na to nie wskazywało. 

Elle osiągnęła w swoim życiu stabilizacje. Ma własny dom i dobrze płatną, choć nieco nudną,  pracę. Nieświadomie buduje jednak wokół siebie mur - Elle boi się bliskości i nie dopuszcza do siebie innych osób. To dlatego nie ma przyjaciół i nie zamierza się angażować w związek z żadnym mężczyzną. Nie jest jednak osobą pruderyjną, wręcz przeciwnie - chętnie oddaje się zmysłowym przyjemnością. Alkohol i seks są dla niej swego rodzaju terapią - sposobem na zapomnienie o bolesnej przeszłości.

Pewnego dnia, w okolicznej cukierni, Elle spotyka jednak Dana, który burzy jej dotychczasowe, monotonne życie. Dan nie jest bowiem taki jak reszta mężczyzn. Zaprasza ją na drinka, a nawet z nią flirtuje, ale nie próbuje zaciągnąć jej do łóżka. Dan staje się obsesją Elle -kobieta nie może przestać o nim myśleć, na dodatek wyraźnie obudził w niej skrywane dotąd pragnienia. Kiedy spotykają się ponownie, chemia między nimi nie znika. Elle od razu odkrywa jednak karty. Niezobowiązujący seks, zero randek i brak większego zaangażowania - to wszystko na co może liczyć Dan. Tylko czy oboje będą stosować się do zasad?

Prócz bestsellerowej trylogii pióra E. L. James nie mam zbyt dużego porównania dla danej pozycji. Jakoś nie po drodze było mi do literatury erotycznej.Nawet mi obiło się już jednak o uszy nazwisko pani Hart - wypowiadaliście się o niej zresztą niemal w samych superlatywach. Mimo gatunku byłam więc nastawiona do lektury bardzo pozytywnie, co zresztą początkowo niekorzystnie rzutowało na mój osobisty odbiór książki.

Megan Hart stworzyła powieść erotyczną, w której to nie erotyka gra pierwsze skrzypce. Autorka widocznie zdaje sobie sprawę, że powieść zawsze powinna bronić się fabułą i dozuje sceny erotyczne. Nie było tak jednak od początku. Pierwsze strony obfitują bowiem w erotykę. Nawet jeśli teoretycznie nie pojawiają się sceny, można wyczuć wiszącą gdzieś w powietrzu duszną atmosferę pożądania. I choć nie znika ona aż do samego końca lektury, jedynie początkowo przytłacza pozostałe aspekty historii.

Wraz z kolejnymi przeczytanymi stronami, fabuła ulega rozwinięciu. Towarzysząca od  samego początku atmosfera nie znika, ale schodzi na dalszy plan i stanowi raczej tło dla wydarzeń. Megan Hart opowiada o kobiecie samotnej i borykającej się z bolesnymi wspomnieniami. Kobiecie, która boi się wzajemnej bliskości i która bardzo powoli, stopniowo kruszy mur, który wokół siebie wzniosła.  Nie jest to bowiem kolejna historia o  miłości, która nagle całkowicie odmienia życie bohaterów. Wszystko co zachodzi  między Elle i Danem zachodzi stopniowo - autorka pięknie ukazuje rodzącą się między bohaterami bliskość.

Oczarowała mnie historia, którą stworzyła Megan Hart, choć początkowo ciężko nam się wzajemnie docierało. Autorka znalazła jednak idealną równowagę między erotyką a fabułą. "Nieczysta"to powieść, która rozpala zmysły, ale także taka, która angażuje swoich czytelników emocjonalnie. Ciekawa jestem czy i reszta powieści pani Hart prezentuje sobą równie satysfakcjonujący poziom. "Nieczystą" mogę wam jednak już teraz szczerze polecić.


 ★★½

Read more

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Podsumowanie listopada
grudnia 01, 2014 8 Comments

Lubię listopad. Może nie było tak zawsze i może wciąż nie jest to mój ulubiony miesiąc w roku (bo z przepięknym majem, czy lipcem i sierpniem przegrywa jeszcze w przedbiegach), ale naprawdę zapałałam do niego sympatią. Jest coś ujmującego i cudownego w tej leniwej atmosferze, którą nam proponuje i naprawdę dziwię się sobie, że wcześniej tego nie dostrzegałam. Niestety, listopad nie przyniósł ze sobą żadnej wielkiej miłości (ani tej zwykłej, ani nawet książkowej) i najlepszy tytuł na tle innych miesięcy niekoniecznie zasługuje na taki tytuł, ale nie było też powieści zupełnie złej. Po prostu - przeważały tytuły dobre - tylko tyle i aż tyle. Nie przedłużając jednak.

PRZECZYTANE:

Wigilia Wszystkich Świętych, Agatha Christie ★★
Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie, Małgorzata Gutowska - Adamczyk ★★½
Na spokojnych wodach, Viveca Sten ★★½
Mężczyzna, który się uśmiechał, Henning Mankell ★★
Ominąć Paryż, Małgorzata Warda ★★
Dziesięć płytkich oddechów, K. A. Tucker ★★½
E. E., Olga Tokarczuk ★★
To nie jest kraj dla starych ludzi, Cormac McCarthy ★★

STATYSTYKI LISTOPADOWE:

Przeczytane: 8
Strony: 2 706
Ocena: 4,00

KSIĄŻKA MIESIĄCA:




STATYSTYKI ROCZNE:

Przeczytane: 114
Strony: 43 026
Ocena: 3,94
RECENZJE:


POSTY:


  • Moje życie studenckie wciąż upływa w spokojnym wręcz leniwym rytmie. Wszyscy przejmują się jakimiś egzaminami, kolokwiami, a ja wciąż w praktyce nie poznałam znaczenia tych słów. Jednak się nie skarżę, wręcz przeciwnie - oby jak najdłużej!
  • Z racji tego, że nie mam porażającej ilości obowiązków zabrałam się za nadrabianie serialowych zaległości. Obecnie głównie są to odcinki Chirurgów i New girl ale na ten temat nie zamierzam się rozpisywać bo szykuje się post z oglądanymi prze mnie serialami. Możecie sie go spodziewać już w grudniu ;)
  • W listopadzie, chociaż wydaje mi sie, ze było to znacznie wcześniej, zachwycałam się również polskim filmem - Bogowie. Jeśli jeszcze ktoś go nie widział - koniecznie należy nadrobić. Można nakręcić mądry, polski film biograficzny nie będący równocześnie laurką? Można.
  • Jak wspominałam przy okazji gdzieś na twitterze - w listopadzie zachwycałam sie głosem Eda Sheerana. Coś pięknego <3 
Read more