czwartek, 26 września 2013

TBR - To Be Read

Jestem zakupoholiczką. Zakupoholiczką o specjalizacji książkowej jeśli czepiać się szczegółów. Mimo, że na mojej półce znajduje się paręnaście jeśli nie parędziesiąt nieprzeczytanych książek, wciąż zaopatruję się w coraz to nowsze tytuły, niestety, niejednokrotnie zupełnie zapominając o tych, które kupiłam/dostałam wcześniej. Owszem, liczba owych nieprzeczytanych powieści zredukowała się odkąd dołączyłam do wyzwania "Z półki" ale to wciąż za mała mobilizacja, przynajmniej dla mnie.

Sięgam po literaturę popularną. Tytuły o których przypomina mi jakaś recenzja na Waszych blogach; których kontynuacja właśnie wchodzi na rynek wydawniczy albo które zostają zekranizowane. A co z resztą? I jak zdecydować się na ten jeden, konkretny tytuł, kiedy do wyboru mamy tyle ciekawych pozycji?

Pomysł na rozwiązanie wszelkich tych trudności narodził się sam podczas oglądania zagranicznych kanałów książkowych (Swoją drogą, wszystkich, których znajomość języka angielskiego znajduje się na poziomie co najmniej średnim zachęcam do zapoznania się z podobnymi kanałami na youtube.com. Nie tylko znajdziecie wiele ciekawych, niejednokrotnie już u nas wydanych powieści, ale na dodatek osłuchacie się z językiem. Jak to się mówi, przyjemne z pożytecznym ;) ). Właścicielki tudzież właściciele takich kanałów średnio co miesiąc poświęcali swoje filmiki na tzw. TBR.


Czym jest więc TBR? To niezawodny sposób na sytuacje, w których nie możecie się zdecydować, którą z posiadanych przez siebie na własność książek przeczytać najpierw. Wystarczy niewielki pojemniczek (stary kubek, niepotrzebne pudełko na przybory piśmiennicze, pusty słoik - wszelkie objawy kreatywności mile widziane), kawałki papieru na których spiszecie nieprzeczytane  pozycje i może odrobina wolnego czasu. A potem? Gdy nie będziecie zalegać z egzemplarzami recenzenckimi, nie będziecie mogli się zdecydować na konkretny tytuł, albo najzwyczajniej w świecie będziecie woleli żeby tym razem zadecydował za Was zwykły traf, wylosujecie jedną albo dwie karteczki z pojemniczka

Dla mnie to doskonały sposób, zwłaszcza, że w moim "pseudo-pudełeczku" zamieściłam również te tytuły, które czekają na re-lekturę.  Wiem, że w przeciwnym razie minęłoby sporo czasu żebym zdecydowała się  choćby na lekturę ukochanego "Miasta kości" czy "Akademii wampirów", a tak będę mieć przynajmniej motywację. Przy okazji comiesięcznych podsumowań będę się z Wami dzieliła dwoma wylosowanymi tytułami, z którymi będę starała się zmierzyć. Jeśli się nie uda, trudno. Karteczka zostanie wrzucona ponownie i a nóż następnym razem będzie lepiej ;)

 

środa, 25 września 2013

Ostre przedmioty - Gillian Flynn

TYTUŁ: Ostre przedmioty
TYTUŁ ORYGINAŁU: Sharp Objects
AUTOR: Gillian Flynn
WYDAWNICTWO: GJ
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2013 

Powiem szczerze, nie do końca ufam okładkowym rekomendacjom zwłaszcza tym sygnowanym znanymi, chwytliwymi nazwiskami. Gdyby nie fakt, że od dawna byłam zainteresowana inną powieścią Gillian Flynn, pewnie nie zdecydowałabym się na lekturę "Ostrych przedmiotów". A szkoda, bo panowie King i Coben mają rację - to zadziwiająco dobry, bezlitośnie przerażający debiut literacki.

Camille Preaker nie dawno opuściła klinikę psychiatryczną, wciąż zmaga się jednak z demonami przeszłości, które usilnie stara się "zagłuszyć" alkoholem. Kobieta nie utrzymuje bliskiego kontaktu z rodziną, stroni również od towarzystwa innych ludzi. Jedynymi osobami, z którymi łączą ją cieplejsze relacje są szef i jego żona. To on wspierał ją w ciężkich chwilach i to on daje jej teraz szansę. Camille ma bowiem napisać obszerny artykuł o dwóch rzekomo powiązanych ze sobą sprawach - morderstwa sprzed roku i zaginięcia nastolatki. Oba incydenty miały miejsce w Wind Gap, rodzinnym mieście dziewczyny. 

Camille powraca więc do domu swojej perfekcyjnej matki, jej nowego, obojętnego na wszystko dookoła męża i ich ukochanej rozpieszczonej córki Ammy. Mimo upływu lat rany wciąż pozostają niezabliźnione. Camille wciąż nie potrafi odnaleźć wspólnego języka z matką, zwłaszcza, że ta uważa ją na żerującą na ludzkim nieszczęściu intrygantkę, na dodatek lokalne władze nie ułatwiają kobiecie pracy. Camille musi odkryć prawdę o brutalnych zbrodniach i zmierzyć się z własną przeszłością.

Gillian Flynn całkowicie mnie zaskoczyła, bo nie do końca właśnie tego spodziewałam się po lekturze "Ostrych przedmiotów". Pan Stephen King  wspomina o przerażeniu, które odczuwał w trakcie czytania a i ja napomknęłam o nim we wstępie, coś czuję jednak, że źródło takiego stanu było w naszym przypadku zupełnie różna. Być może zabrzmi to odrobinę dziwnie, ale zbrodnie, których dokonał poszukiwany morderca (mimo swej brutalności) wcale nie wzbudziły mojego lęku. O dziwo, nie odczuwałam tej typowej dla thrillerów atmosfery napięcia czy grozy. Nic, naprawdę. Tyle że kompletnie mi to nie przeszkadzało, Gillian Flynn dysponuje bowiem swego rodzaju asem w rękawie.

A co nim jest? Sama fabuła. Dokładnie przemyślana i skrupulatnie dopracowana. To właśnie ona, a dokładniej rzecz biorąc obraz społeczeństwa, który w końcowej fazie powstał w mojej głowie, sprawił, że jeszcze na długo po skończeniu lektury nie mogłam pozbyć się dreszczy przerażenia. Zaślepienie mieszkańców miasteczka, ich obojętność wobec pewnych niebudzących wątpliwości dowodów i  wreszcie motywy, którymi kierował się morderca - wszystko to wprawiło mnie w stan odrętwienia. Chyba po raz pierwszy przekonujące pióro autorki zaczęło mi przeszkadzać. Bo nie chciałam, choćby przez chwilę, pomyśleć, że taki ciąg wydarzeń jest możliwy.

Gillian Flynn na łamach powieści nakreśliła mnóstwo ciekawych, niebanalnych portretów. Bohaterowie, obdarowani bogatym garniturem zalet i wad, posiadają unikalne cechy i osobowość. A to z kolei dało autorce szansę na naszkicowanie ciekawych relacji między nimi. Na uwagę zasługuje zwłaszcza niebanalne podejście do obrazu macierzyństwa z matką Camille w roli głównej. Adora, będąca z pozoru ucieleśnieniem perfekcyjnej pani domu i idealnej matki, w rzeczywistości nie potrafi stworzyć silnych więzi ze swoimi córkami, co więcej - pozostawia trwałe uszczerbki na ich psychice i rzuca cień na ich przyszłe życie.

Trudno mi uwierzyć, że tak przerażająco prawdziwa powieść, z tak ciekawie nakreślonym tłem psychologicznym wyszła spod pióra debiutantki. Owszem, Gillian Flynn nie uniknęła mankamentów, bo gdzieś po drodze zgubiła typową dla thrillerów atmosferę, ale skrupulatnie ukryła je pod grubą warstwą zalet - zwłaszcza mocnym, zaskakującym   zakończeniem. To z pewnością nie jest moje pożegnanie z autorką.

5,5/6 

Za lekturę dziękuję wydawnictwu 

niedziela, 15 września 2013

Dopóki Cię nie zdobędę - Samantha Hayes

TYTUŁ: Dopóki Cię nie zdobędę
TYTUŁ ORYGINAŁU: Until You're Mine
AUTOR: Samantha Hayes
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2013

Macierzyństwo to wyjątkowy moment w życiu kobiety. Wreszcie pojawia się ktoś kto obdarza nas bezwarunkową miłością i kogo możemy kochać bez obawy, że nie odwzajemni naszego uczucia. Nic więc dziwnego, że na pewnym etapie życia posiadanie dziecka staje się kobiecym marzeniem. Niestety, czasami tak silnym, że niemożność jego spełnienia przeistacza się w obsesję.

Życie Claudii, bohaterki książkiDopóki Cię nie zdobędę” jest urzeczywistnieniem marzeń niejednej kobiety. Po trudnościach, z którymi przyszło jej się zmierzyć, czuje się szczęśliwa. Ma kochającego męża, dwójkę niesfornych, przybranych synów, spełnia się zawodowa jako pracownik opieki społecznej a teraz na dodatek spodziewa się upragnionego dziecka. Mimo że zbliża się termin , a James wypływa na morze, wcale nie zamierza zwalniać tempa. Zatrudnienie Zoe wydaje się doskonałym rozwiązaniem. Niania jest miła i posiada dobre referencje, równocześnie jednak ma w sobie coś co nie budzi zaufania. Czy Claudia może czuć się bezpieczna? Zwłaszcza teraz, gdy w okolicy ktoś atakuje ciężarne?

Samantha Hayes dokonała czegoś, czego już od dawna nie dokonał żaden autor. Gdyby sugerować się jedynie opisem fabuły, nic nie wskazuje na porywającą i zaskakującą lekturę. Hayes od samego początku prowadzi grę ze swoimi czytelnikami. Mami nas słowami, podsuwa pod nos dowody i pozwala trwać w błędnym przeświadczeniu do ostatniego słowa. Budując pozornie banalną fabułę,  w rzeczywistości tworzy thriller z prawdziwego zdarzenia. Thriller, który od początku trzyma w napięciu, ale który dopiero pod koniec podnosi temperaturę do granic możliwości.

(...)

5,5/6

Na całą recenzję zapraszam Was do portalu dlalejdis.pl

sobota, 14 września 2013

Przegląd filmowy



Roman Holiday (pl. Rzymskie wakacje, 1953) - Nie oglądam czarno - białego kina. Mam takie tyły w nowszych tytułach, że rzadko kiedy wracam do tych sprzed lat. Dla Audrey Hepburn zrobiłam jednak wyjątek i nie żałuję. "Rzymskie wakacje" to komedia romantyczna sprzed lat, ale tak inna od tych które oglądamy teraz, że określenia jej tym gatunkiem wydaje się absurdalne. Audrey Hepburn i Gregory Peck przekazali widzom piękną historię. Ich gra aktorska jest lekka i niewymuszona, tak że nawet celowo przerysowane gesty wydają się naturalne. Widać, że współcześni scenarzyści inspirowali się tym obrazem, ale nie udało im się uzyskać tego samego rezultatu.   To naprawdę piękna i wyjątkowa historia, której zakończenie zaskakuje, bo wyrywa się ze schematu. Ja jestem oczarowana i doprawdy ogromnie żałuję, że teraz nie tworzy się już takich filmów! 10/10

Breakfast  at Tiffany's (pl. Śniadanie u Tiffany'ego, 1961) - Nie widziałam wcześniej klasyki z Audrey Hepburn w roli głównej i myślę, że dobrze zrobiłam czekając. Nie wiem czy wcześniej filmy z jej udziałem ujęły by mnie w podobny sposób. "Śniadanie u Tiffany'ego" to bowiem niespieszna fabuła, doskonałe postacie, które ujmują drobnymi gestami i pięknie pokazana historia rodzącego się uczucia. Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej zwłaszcza tej Audrey Hepburn a końcowa scena w deszczu chyba na zawsze pozostanie już jako jedna z moich ulubionych. Powtórzę się, ale co tam - szkoda, że teraz nie robi się już takich filmów 10/10

Girl, interrupted (pl. Przerwana lekcja muzyki, 1999) - Nie czytałam książkowego pierwowzoru i nie wiem czy to zrobię. Sporo dobrego nasłuchałam się jednak na temat filmu na jego podstawie i teraz wiem, że nie były to słowa rzucane na wiatr. To mądry film. Film, który ukazuje spojrzenie na życie w zakładzie psychiatrycznym w tamtych czasach i który nie boi się ukazać prawdziwego szaleństwa. Winona Ryder spisała się doskonale w roli chorej, uzależnionej od przypadkowego seksu kobiety, która walczy z własnymi problemami, ale niknie w cieniu Angeliny Jolie. Nie znałam tej aktorki od tej strony i chylę czoła dla tego co zaprezentowała. "Przerwana lekcja muzyki" to po prostu kawał dobrego kina. 8/10




Julie&Julia (pl. Julie i Julia, 2009) - Uwielbiam Meryl Streep i to głównie dla niej obejrzałam ten film. Przy okazji, zachęciłam do tego jednak siostrę. Jak się jednak okazało, zupełnie inaczej odebrałyśmy ten obraz. Dla mnie było to wyjątkowe ciepłe i przyjemne kino. Meryl Streep jak zwykle stworzyła wyjątkowo charyzmatyczną postać, a choć swoim blaskiem i talentem przyćmiła urok Amy Adams i ta druga pani nie wypadła najgorzej. Daleko mi od stwierdzenia, że do filmy doskonały, bo rzeczywiście momentami wiało nudą a zakończenie nieco rozczarowuje, ale oceniłam całość na dobry. Kochana M. jednak wyjątkowo się wynudziła i kilkakrotnie pytała mnie o godzinę (choć dzielnie udawała, że nie ma wciąż dość). To nie jest film dla każdego, to nie jest też film na każdą okazję. Ale jeśli chcecie obejrzeć coś ciepłego i lekkiego, bez wyraźnie zaznaczonego wątku romansowego, ten tytuł będzie jak znalazł. 7/10

The Host (pl. Intruz, 2013) - Jeżeli chodzi o twórczość pani Meyer nie należę ani do jej zwolenniczek, ani też zaciekłych przeciwniczek. Uważam jednak, że jej nowsza powieść zasługuje na uwagę czytelnika. I to nie tylko dlatego, że jest lepsza od Zmierzchowej trylogii, ale dlatego że jest po prostu dobra. Zarys fabuły filmu przedstawia się tak samo jak w książce, ale scenarzyści zdecydowali się na wykluczenie kilku istotnych, znaczących postaci. Trochę szkoda bo moim zdaniem film sporo na tym traci. Nie byłam i wciąż nie jestem zadowolona z doboru obsady (A Wagabunda na końcu filmu to już dla mnie totalna porażka - naprawdę? Ona?). Choć obdarzeni niewątpliwym talentem, kłócą się z moim własnym wyobrażeniem postaci.  Jak widzicie większość moich zarzutów wiąże się z tym, że lekturę "Intruza" mam już za sobą  Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że odebrałabym film znacznie lepiej gdybym nie znała wcześniej pierwowzoru. Czy tylko ja mam takie wrażenie? 6/10

Crashpoint - 90 Minuten bis zum Absturz (pl. 90 minut do katastrofy, 2009) - Nie przepadam za kinem katastroficznym i pewnie nie obejrzałabym tego filmu gdyby nie mój tata, który z kolei często ogląda tego typu obrazy. Niemcy przodują chyba w ilości wyprodukowanych pozycji tego typu i powoli zaczyna im brakować pomysłów.  Fabuła nie wyróżnia się niczym szczególnym. Owszem, film jest niezły. Fabuła jest interesująca i angażuje odbiorców. Ale  rozwój wydarzeń w  pewnym momencie staje się aż nazbyt przewidywalny. Ot, do obejrzenia dla przyjemności dla miłośników gatunku. Ostrzegam jednak, że znawcy tematu mogą się zirytować, obraz zawiera ponoć sporo błędów technicznych/ 5/10

*Opisy fabuły (podlinkowane) i plakaty pochodzą ze strony filmweb.pl

poniedziałek, 9 września 2013

Sekret Julii - Tahereh Mafi

TYTUŁ: Sekret Julii
TYTUŁ ORYGINAŁU: Unravel me
AUTOR: Taherek Mafi
WYDAWNICTWO: Otwarte
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2013

Książkowa blogosfera ma to do siebie, że nie w każdym aspekcie zgadza się ze sobą. Tak też i było w przypadku "Dotyku Julii", która podzieliła recenzentów niemal na połowę. Jedni zachwycili się nowatorskim pomysłem Tahereh Mafi, inni zostali wobec niego obojętni a niekiedy obrzucili go nawet ostrą krytyką. I o ile w pierwszym tomie, mimo zachwytu, dostrzegałam pewne mankamenty, o tyle "Sekret Julii" oślepił mnie na wszelkie braki.

Julii udało się uciec z kwatery Komitetu Odnowy. Wraz z Adamem przebywa w Punkcie Omega, gdzie obdarzeni ponad naturalnymi zdolnościami ludzie mobilizują się do walki z wrogiem. Choć miejsce to jest dla niej schronieniem i daje względne poczucie bezpieczeństwa, Julia nie czuje się tam jak w domu. Wciąż obawia się własnej mocy. Nie wierzy ani w siebie, ani samej sobie, a na domiar złego również otoczenie nie wydaje się jej darzyć zaufaniem.

Julia znajduje się pod presją. Dowódca Castle oczekuje od niej postępów i nieco dobrej woli w  kontaktach z innymi , a Kenji chce by zaangażowała się w życie społeczeństwa. Tyle, że Julia potrafi myśleć jedynie o sobie i Adamie. Chłopak ma jakiś sekret, a i ona nie jest zupełnie szczera. Adam nie jest przecież jedyną osobą, która bez konsekwencji może jej dotknąć. Zresztą, nie tylko z tego powodu Julia nie może zapomnieć o Warnerze.

Daleka jestem od stwierdzenia jakoby "sekret Julii" nie miał wad. One są, może nieco zminimalizowane w porównaniu z poprzednim tomem, ale jednak. Tyle, że w trakcie lektury się tego nie dostrzega. Podobne refleksje przychodzą już później, na chłodno i to przy dogłębniejszej analizie. Największym z nich zdecydowanie pozostaje rozwiązanie rozwiązanie tajemnicy powiązania Adam-Julia-Warner. Spójrzmy prawdzie w oczy, chyba większość z nas oczekiwała właśnie takiego stanu rzeczy.

Co sprawia jednak, że wszelkie mankamenty pozostają niezauważalne? O dziwo, język. O dziwo dlatego że z reguły mój wzrok przykuwają raczej inne elementy powieści. O ile autorka nie wykazuje się zbyt prostym, potocznym (albo wręcz odwrotnie - zbyt patetycznym) stylem, schodzi on dla mnie na drugi plan. Tahereh Mafi operuje jednak tak lekkim, emocjonalnym piórem, że nie sposób tego nie docenić. W "sekrecie Julii" autorka kontynuuje swój zamysł. Pamiętacie to nowatorskie rozwiązanie polegające na przekreślaniu pewnych nieproszonych myśli głównej bohaterki? Tak, stykamy się z nimi również i w tym tomie.

No i bohaterowie! Choć może powinnam to ując nieco inaczej -  jeden konkretny bohater, mianowicie Warner. Czy serce którejkolwiek z czytelniczek nie zabiło mocniej na jego "widok"? Wątpię. Warner to postać o dwóch twarzach, a w "Sekrecie Julii" dostrzegamy to jeszcze wyraźniej. Razem z Julią poznajemy to nowe, zaskakujące oblicze i choć silnie kontrastuje ono z tym okrutnym, pozbawionym skrupułów Warnerem z "Dotyku Julii" wydaje się jak najbardziej oczywiste i naturalne.Zupełnie jakbyśmy już wcześniej podejrzewali, że coś kryje się pod jego zewnętrzną powłoką.

"Sekret Julii" zawiera więcej akcji niż tom pierwszy i więcej emocji. Metamorfozie podlega charakter głównej bohaterki, zwłaszcza pod koniec lektury. Ta Julia, Julia świadoma swej siły i potrafiąca wykorzystać ją dla własnych korzyści, przemawia do mnie dużo bardziej. Chociaż podejrzewam w jakim kierunku podąży teraz autorka i tak jestem ciekawa czy moje podejrzenia są słuszne.

"Sekret Julii" ujął mnie znacznie bardziej niż "Dotyk Julii". Tahereh Mafi wciąż ujmuje swym pięknym piórem. Autorka uczyniła jednak fabułę ciekawszą a bohaterów - bardziej plastycznymi. O ile Tahereh Mafi poczyni podobne poprawy w kolejnej części z pewnością zyska we mnie stałą czytelniczkę. Póki co, jestem oczarowana jej twórczością

5,5/6

Za lekturę dziękuję wydawcy

czwartek, 5 września 2013

Żelazny cierń - Caitlin Kittredge

TYTUŁ: Żelazny cierń
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Iron Thorn
AUTOR: Caitlin Kittredge
WYDAWNICTWO: Jaguar
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012

"Żelazny cierń" niestety znalazł się w gronie książek, które mimo niezwykle pozytywnych opinii blogerów, wkrótce zaginęły gdzieś w morzu innych tytułów. Szkoda bo, choć sama podchodziłam do lektury raczej ze sceptycznym nastawieniem, przekonałam się, że większość znowu miała rację. "Żelazny cierń" autorstwa pani Kittredge to prawdziwa uczta wyobraźni niemal dla każdego wielbiciela ogólnie pojętej fantastyki.

Piętnastoletnia Aoife żyje w świecie maszyn, parowych silników i potężnych mostów - Lovecraft. Nieubłaganie zbliżają się jej szesnaste urodziny, nastolatka nie wyczekuje ich jednak z niecierpliwością. Na owe święto pada bowiem cień  strachu przed wirusem, który zaatakował całą jej rodzinę - matkę przebywającą w szpitalu dla obłąkanych i brata, który uciekł po tym jak stracił zmysły. Wizja zbliżającego się szaleństwa nie stanowi jednak największego zmartwienia nastolatki.

Aoife niespodziewanie otrzymuje od swojego brata list, w którym ten błaga ją o pomoc. Conrad, po ucieczce z domu, nie utrzymywał kontaktu z siostrą, a miejsce jego pobytu jest nieznane. Aoife razem ze swoim najlepszym przyjacielem Calem i przewodnikiem Deanem wyrusza na pomoc bratu. Podróż ta przynosi im jednak skrywaną dotąd wiedzę. Wiedzę, która sprowadza na nich niebezpieczeństwo.

"Żelazny cierń" zdecydowanie skierowany został do nieco starszej młodzieży.  Bohaterami powieści są ludzie młodzi, którzy w życiu kierują się zarówno rozumem jak i sercem. W ich zachowaniu często można dostrzec impulsywność i emocjonalność, całości nie można jednak zarzucić infantylności.   Caitlin Kittredge wykazała się umiarem i pomysłem, i nawet charakterystyczny dla literatury młodzieżowej wątek miłosny wplotła do fabuły z wyczuciem, tak że nie przytłacza on pozostałych aspektów historii.

A tych jest sporo bo pani Kittredge czerpie z różnych gatunków fantastycznych. W "Żelaznym cierniu" znajdziemy nie tylko elementy typowe dla steampunku, antyutopii czy  dystopii. Caitlin Kittredge wyraźnie czerpie bowiem inspiracje również z mitologii. Początek książki nie zapowiada uczty fantastycznej z jaką się zetkniemy. Dopiero z czasem stykamy się z magią i różnorodnymi postaciami ponad naturalnymi.

Język jakim została napisana powieść jest lekki i sugestywny, i doskonale oddaje atmosferę otaczającego bohaterów świata. Caitlin Kittredge misternie skonstruowała tło dla rozgrywających się wydarzeń. Świat, który powstał spod jej pióra jest surowy i tajemniczy, a ponad to ba wskroś przepełniony grozą. Mimo precyzji i drobiazgowości pewne miejsca wciąż pozostają nieznane, miejmy jednak nadzieję, że Caitlin Kittredge nadrobi owe braki w kolejnych częściach.

"Żelazny cierń" pozytywnie mnie zaskoczył. Żałuję, że wcześniej nie uwierzyłam Waszym opiniom i tak długo zwlekałam z lekturą. Caitlin Kittredge skonstruowała ciekawą, pełną tajemnic historię, która wciąga czytelnika od pierwszej strony by następnie pogłębić jedynie jego zainteresowanie. Nieco martwi mnie brak zapowiedzi kolejnych części serii, miejmy jednak nadzieję, że pojawi się ona niedługo.

5/6

Za lekturę dziękuję wydawnictwu

poniedziałek, 2 września 2013

Zapowiedzi wrześniowe

Przyznawać się, kto z Was nie mógł dzisiaj rano zwlec się z łóżka? Tak, w moim przypadku jutro będzie tylko gorzej. NIKT normalny nie powinien wstawać o 5.30. Pomijając jednak ten drobny aspekt, jestem w miarę zadowolona. Mam naprawdę GENIALNY plan lekcji (piątek - 10.40 Czego chcieć więcej?) i nie zamierzam narzekać. Póki co.

Poza tym wydawnictwa rozpieszczają nas niemiłosiernie. Z zamieszczonych poniżej pozycji moim priorytetem pozostaje Picoult i nowa Bray. Warto jednak wspomnieć, że oprócz poniższych premier jestem bardzo zainteresowana dwoma innymi, sęk w tym, że nie czytałam jeszcze ich pierwszych części - ktoś wie, które tytuły mam na myśli?

Po raz kolejny, odrobinę monotematycznie zapraszam Was do polubienia Złodziejkowego fanpage'a. Od pewnego czasu zdecydowanie przeżył on swoje odrodzenie, a z okazji 100 like'ów planowany jest konkurs ;)

No i gorąco zapraszam Was do zakupów. Początek roku szkolnego to najlepszy czas żeby trochę się porozpieszczac  Macie ochotę na fantastykę, paranormal romance, kryminał, a może obyczajówkę? Dla każdego znajdzie się coś miłego! Klikamy tutaj!

 *


TO, CO ZOSTAŁO - JODI PICOULT
10 WRZESIEŃ !

Czy można wybaczyć niewybaczalne? Najbardziej poruszająca powieść Jodi Picoult!

Ludzie doznają różnych strat, wielkich i małych. Można stracić kolejkę, cnotę, pracę. Głowę, serce albo rozum. Można stracić dom na rzecz banku, patrzeć, jak dziecko wyjeżdża na stałe na drugi kontynent, a mąż popada w demencję. Strata to nie tylko śmierć, a żal ma wiele postaci.
Osamotniona Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaprzyjaźnia się ze starszym panem, ulubieńcem lokalnej społeczności, emerytowanym nauczycielem. Pewnego dnia Josef prosi ją o nietypową przysługę: chciałby, aby pomogła mu umrzeć. Wyznaje, że nie jest tym, za kogo przez wiele lat się podawał. Mężczyzna skrywa straszną tajemnicę z przeszłości, sięgającą czasów II wojny światowej i masowych mordów na ludności żydowskiej. Czy Sage zgodzi się mu pomóc? Czym będzie wówczas jej czyn: aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka czy wymierzeniem sprawiedliwości bezwzględnemu naziście? Czy ma do tego prawo?

Na każdą kolejną powieść autorstwa pani Picoult czekam z niecierpliwością, a tej konkretnej wypatrywałam jeszcze zanim podano ostateczną datę premiery. Nie wiem czy uda mi się na nią zapolować we wrześniu, ale jeśli nie - na Targach Książki w Krakowie nic mnie nie powstrzyma.



PRZEPIS NA SZCZĘŚCIE - KATARZYNA MICHALAK
11 WRZESIEŃ

Cztery kobiety, cztery pory roku, cztery historie: Liliana z Nadziei, Bogusia z Pogodnej, Ewa z Poziomki i Danusia z Wiśniowego Dworku powracają w nastrojowych opowiadaniach na kartach niezwykłej książki okraszonej tradycyjnymi i aromatycznymi przepisami. Miłość, przyjaźń, tęsknoty i marzenia. Śmiech, łzy, wzruszenia i emocje - tego jak zwykle u Kasi Michalak nie zabraknie.
Są słowa, które ranią, są takie, które przynoszą radość ale wszystkim niezmiennie towarzyszy gotowanie. Przytulna kuchnia, aromatyczne zapachy i niezapowiedziani goście - to wszystko nadaje życiu subtelny smak, a cztery bohaterki potrafią gotować i robią to z miłością....Bo "Przepis na szczęście" mamy w sobie, musimy go tylko odkryć i zrealizować
Zatem usiądź wygodnie w głębokim fotelu, zaparz sobie herbatę i daj się uwieść magicznym opowieściom o szczęściu i gotowaniu.

Wiem, że sporo z Was uwielbia twórczość pani Michalak. Ja również zaliczam się do jej wielbicielek.  Bardzo chętnie zapoznałabym się z dalszymi losami znanych i nieznanych bohaterek. No i każda okazja jest dobra żeby odkryć i wypróbowac nowy przepis.


KTO JAK NIE JA? - KATARZYNA KOŁCZEWSKA
17 WRZESIEŃ

Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym.

Anna nigdy nie chciała mieć dzieci. Nie lubiła ich. Nie interesowały jej. Okazało się, że los zdecydował za nią. Kiedy w tragicznym wypadku ginie jej siostrzenica z mężem, okazuje się że Anna jest jedyną osobą, która może zająć się trzyletnią osieroconą Olą. Inaczej dziewczynka trafi do domu dziecka.
Czy uzależniona od leków i alkoholu, borykająca się z traumą kobieta zdobędzie się na heroizm, stawi czoło słabościom, lękom i demonom przeszłości? Stawką jest szczęście dziecka, a w tej walce wszystkie chwyty – szantaż, manipulacja, przekupstwo – są dozwolone. I czy trzylatka będzie w stanie zaakceptować zupełnie nowe życie, na które nikt jej nie przygotował?

Niezwykle poruszająca, do bólu szczera opowieść o trudnej miłości, odpowiedzialności i odnajdywaniu szczęścia tam, gdzie nigdy się go nie szukało.

Motyw opieki kobiety nad dzieckiem swojej przyjaciółki/siostry kojarzy mi się głównie z filmami. I sprawdza się doskonale jako tło dla lekkich, ciepłych komedii romantycznych ("Mama na obcasach", "Och, życie" - znacie te klimaty?) Ta powieśc wydaje się mieć całkiem inny klimat, ale przyjemne skojarzenie sprawiają, że mam ogromną ochotę na lekturę.



ZANIM SIĘ POJAWIŁEŚ - JOJO MOYES
11 WRZESIEŃ

Autorka „Ostatniego listu od kochanka” o sile miłości dwojga ludzi wyrzuconych poza nawias życia.
Dwudziestosześcioletnia Lou spotyka na swej drodze Willa. Ona właśnie straciła pracę i rozstała się ze swoim chłopakiem, a on po wypadku
samochodowym nie ma chęci do życia i chce je sobie odebrać. Will nie wie jeszcze, że Lou wtargnie w jego życie niczym kolorowy ptak.
Czy wielka miłość, nawet bolesna, naprawdę może przezwyciężyć frustrację, zniechęcenie i natarczywe myśli o samobójstwie? Doskonale rozegrana psychologicznie, sugestywna powieść o sile uczuć i magicznym wpływie człowieka na człowieka.

To lektura z gatunku tych lekkich i przyjemnych, ale i na takie człowieka może najść ochota, kiedy za oknem  widac pierwsze oznaki jesieni. Poza tym, kocham "Jeden dzień" a ten tytuł jest do niego porównywany.


 SZCZĘŚCIE W TWOICH OCZACH - CAROLINE LEAVITT
11 WRZESIEŃ

Wzruszająca opowieść o miłości, zdradzie i o tym jak łatwo przegapić szansę na szczęście.
Oraz o tym, jak można to szczęście odnaleźć.
Dwie pary małżeńskie i dwie niespełnione kobiety, które postanawiają zmienić swoje życie. Spokojna, poukładana Isabell odchodzi od niewiernego męża; nieco zwariowana, nieprzewidywalna April, matka małego Sama, także opuszcza dom. Dziwny, tragiczny los połączy te kobiety na zawsze.
Powieść hipnotyzuje od pierwszej strony. Pełna emocji,
niejednoznaczna historia rozpoczyna się od tragedii, ale szybko wykracza poza nią, przechodząc do najważniejszych pytań: Jak odnaleźć odkupienie w obliczu straty? Jak otworzyć serce na nowe uczucie?
Caroline Leavitt - amerykańska powieściopisarka, scenarzystka, felietonistka i recenzentka. Została uhonorowana licznymi nagrodami, jak np.: New York Foundation for the Arts Award in Fiction czy Goldenberg Fiction Prize. Uzależniona od robótek ręcznych i czekolady. Mieszka w Nowym Jorku z mężem i synem.

Tym razem zauroczyła mnie okładka. Wiem, nie powinno się oceniać książki po okładce, ale... No sami zobaczcie czy nie jest cudowna? Zresztą ten konkretny tytuł poleca sama Jodi Picoult a to już jest jakaś rekomendacja, prawda? 


NAGA - MEGAN HART
25 WRZESIEŃ

Ona potrzebuje pieniędzy na czynsz, on potrzebuje mieszkania. Jasny układ, przecież nie są sobą zainteresowani. To nic, że Alex Kennedy jest wysoki, ciemnowłosy i nieodparcie pociągający. Oliwia przecież - po poprzednich zawodach miłosnych - nie poszukuje kolejnego mężczyzny.
Pewnego dnia przekraczają granicę i nie ma już powrotu. Nie ma też wyrzutów sumienia...Oliwia jednak ciągle opiera się przed oddaniem Alexowi serca. Boi się związku z mężczyzną tak nietypowym.  

O poprzedniej powieści autorki wspominałam już przy okazji stosu, a wkrótce powiem o niej parę słów więcej. Nie jest to literatura ambitna, ale naprawdę przypadła mi do gustu i ciekawa jestem czy i kolejna powieść autorki przyniesie mi podobne wrażenia.


MISSJA SURVIVAL - LIBBA BRAY
25 WRZESIEŃ

Wspaniały, błyskotliwy pastisz celebryckiej rzeczywistości, który wywoła u czytelników prawdziwe salwy śmiechu.
Laureatki młodzieżowej odsłony konkursu Miss – przedstawicielki wszystkich stanów Ameryki – lecą samolotem, by wziąć udział w finale. Niestety ich samolot rozbija się na małej wyspie, a dziewczyny mają do dyspozycji jedynie niewielki zapas żywności i ani jednej kredki do oczu! Ale egzotyczna wyspa tylko pozornie okazuje się bezludna...
Seria UWAGA MŁODOŚĆ to cykl książek o nastoletnich problemach i nastoletniej rzeczywistości, która bywa burzliwa, trudna, ale i niezwykle barwna.  

Uwielbiam autorkę! Na pewno sięgnę po tą powieść


ALCHEMIA MIŁOŚCI - EVE EDWARDS
25 WRZESIEŃ

Kiedy w 1582 roku młody Will Lacey został hrabią Dorset, czekało go trudne zadanie. Zmarły ojciec zostawił majątek w ruinie i Lacey musiał jak najszybciej ożenić się z posażną panną, aby uratować swój ród. Na dworze Elżbiety I pełno było takich dam, lecz serce Willa biło mocniej tylko dla Ellie – ślicznej, uczonej dziewczyny, która nie posiadała nic poza bezwartościowym hiszpańskim tytułem. Gdy rodzina nalegała, aby Will poślubił lady Jane, piękną i bogatą szlachciankę, której majątek mógłby podnieść ich ród z upadku, młody hrabia stanął przed odwiecznym wyborem – serce czy rozum? Książka Eve Edwards jest mądrą opowieścią o miłości w trudnych czasach, podległych wielkiej polityce.
Anglia, której król Henryk VIII narzucił przejście na protestantyzm, pod władzą Elżbiety I żyje obsesją katolickich szpiegów i zagrożenia ze strony Hiszpanii. Szlachcic z dworu królowej, który zakochał się w dziewczynie z hiszpańskim tytułem, wiele ryzykował…

Tak dobrze zgadliście - okładka. Ale i treść zapowiada się smakowicie. Poza tym seria Literacki Egmont z reguły nie rozczarowuje.

niedziela, 1 września 2013

Podsumowanie sierpnia


Szok, prawda? Dopiero co publikowałam podsumowanie lipca a tutaj proszę - pojawia się kolejne. I nie moi drodzy, wcale się nie pomyliłam. Dzisiaj powitaliśmy 1 września i ostatecznie żegnamy się z wakacjami. Z racji tego, że moja kochana M. wciąż ma przed sobą miesiąc wakacji, a na dodatek "labuje się" w tym tygodniu w domu panuje mały rozgardiasz. Przyznawać się, czy jest ktokolwiek kto przepada za pakowaniem? M. będzie wdzięczna za każdą, nawet drobną pomoc. A ja jakoś nie szczególnie się sprawdzam.

Wracając jednak do sierpnia (chciałoby się, prawda?), drugi miesiąc wakacji zleciał zdecydowanie szybciej niż ten pierwszy. Spędziłam go miło i dokładnie tak jak planowałam. Udało mi się wyjechać na kilka dni na wieś gdzie naładowałam akumulatory i  odetchnęłam świeżym powietrzem, a ponad to zaliczałam dwie osiemnastkowe imprezy (ta druga skończyła się zresztą niemiłosiernie bolącym gardłem, oj! wyśpiewałam się za wszystkie czasy!). W kwestii kulturowej, wciąż czytałam i czytałam czego owoce przedstawię Wam za chwilę, ale sprawa z serialami i filmami wypadła nieco gorzej. Prócz bieżącego śledzenia PLL (Wciąż nie mogę przeżyć końcówki letniego finału. SERIO?), zaczęłam oglądać jedynie HIMYM. O filmach nie będę mówić zbyt dużo bo prawdopodobnie na dniach pojawią się "Filmy sierpnia". Zdradzę jedynie, że zachwyciłam się "Rzymskimi wakacjami".

Sierpień w liczbach przedstawia się podobnie jak i lipiec. W całości przeczytałam 12 tytułów a ponad to zaczęłam 3(!) kolejne. Cieszy mnie jednak fakt, że nie ograniczałam się jedynie do książek recenzenckich. Po raz pierwszy od dawna zapoznałam się z 2 bibliotecznymi tytułami, 5 własnymi zdobyczami i 5 pozycjami otrzymanymi od wydawnictwa lub innych portali. Mój mały, osobisty sukces.

Sierpień wciąż był miesiącem literackiej podróży między kontynentami, choć nieco zawęziłam horyzonty - nie mniej, nie więcej niż 2 kontynenty i 3 kraje. Po raz kolejny przoduje literatura amerykańska - 7 książek, ponad to  2 zapoznałam się z literaturą angielską i 3 razy literaturą polską. W konkurencji Mężczyźni vs. Kobiety, panie zmiażdżyły panów. Tylko raz dałam szansę męskiemu piórowi - warto dodać jednak, że był to polski autor.

Po raz pierwszy od dawna nie mam najmniejszych wątpliwości, która książka zasługuje na miano tej najlepszej. Tytułem (a właściwie serią) sierpnia zostaje "Delirium". Lauren Oliver rozkochała mnie w swojej twórczości i zastanawiam się czy nie zakupić zbioru opowiadań osadzonych w świecie  trylogii. Byłoby przyjemne z pożytecznym ;) Najgorszy tytuł, i niestety spore rozczarowanie, to "Mroczne pragnienie" Susan Lewis. Zupełnie nie tego się spodziewałam.

Plany na wrzesień? Niestety, szkoła. Bardzo chętnie poleniuchowałabym jeszcze dłużej, ale pora pogodzić się z rzeczywistością. Tak jak już kilka razy wspomniałam, dla mnie nadchodzący rok szkolny to rok maturalny. Będzie więcej nauki i więcej czasu spędzanego nad książkami (niestety, nie tymi nad którymi bym chciała). Obiecuję jednak, że nie zaniedbam bloga i postaram się dzielić z Wami co najmniej raz w tygodniu swoimi opiniami na temat książek.