poniedziałek, 29 lipca 2013

Charlotte Street - Danny Wallace

TYTUŁ:  Charlotte Street
TYTUŁ ORYGINAŁU: Charlotte Street
AUTOR: Danny Wallace
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Katowice 2013

Kto powiedział, że termin "dobre komedia romantyczna" zarezerwowany został wyłącznie dla filmów? Danny Wallace obala takowe stwierdzenie. Swoją ciepłą i dowcipną historią  nie tylko udowadnia, że odnosić się on może również i do literatury, ale przy okazji zdobywa również serca czytelników, a już zwłaszcza płci pięknej.

Jason Priestley, do niedawna nauczyciel i chłopak swojej byłej dziewczyny, nie ma zbyt wiele powodów do dumy. Odkąd wziął życie w swoje ręce nic nie układa się zgodnie z jego planem. Nie dość, że wciąż nie może odżałować rozstania ze swoją eks - Sarą, wymarzona kariera dziennikarska nie nabiera rozpędu. Jason pracuje w podrzędnej gazecie  na ćwierć etatu, mieszka razem z wielbicielem starych gier komputerowych obok domu, który przypomina burdel (a wcale nim nie jest!) i nie widzi perspektyw na to by taki stan rzeczy miał ulec zmianie.

Kiedy jednak Jason spotyka w połowie Charlotte street pewną dziewczynę, COŚ  się zmienia. Przeżywa z nią krótką, ulotną, ale cudowną chwilę i to wystarcza by zburzyć życie Jasona. Bo przecież to może być właśnie ONA - kobieta jego życia. Jason staje przed dylematem - czy powinien ją odnaleźć i dać im szansę na przyszłość? I jak tego dokonać, gdy jedynym śladem jaki posiada jest niewielki aparat jednorazowy?

Wielka szkoda, że nikt wcześniej nie zdecydował się na wydanie powieści Danny'ego Wallace'a. Szkoda bo brak na polskim rynku wydawniczym właśnie takich książek - książek, których lektura wywołuje nie tylko uśmiech na ustach, ale szczery, głośny wybuch radości. Danny Wallace wychodzi od popularnego wśród podobnych gatunkowo pozycji punktu, ale obraca całą historię o sto osiemdziesiąt stopni. Bo oto, Moi Drodzy, tym rozpaczającym, uroczo nieporadnym i nieco oderwanym od rzeczywistości bohaterem pragnącym zmian w swoim życiu wreszcie jest przedstawiciel płci męskiej! Jason nijak ma się do portretu upragnionego księcia z bajki i właśnie dlatego budzi tyle sympatii wśród czytelników. Nie jest niedoścignionym ideałem tylko człowiekiem z krwi i kości - takim jak my sami.

W tej komedii romantycznej stosunkowo niewiele miejsca autor poświęca romansowi między bohaterami. Fabuła skupia się na poczynaniach Jasona by odnaleźć tajemniczą dziewczynę i efektach jakie wywierają one na jego życie. Pod dowcipną otoczką Danny Wallace serwuje swoim czytelnikom coś więcej. Autor dotyka tematu przyjaźni, pogodzenia z utratą kogoś kogo się kochało, najczęściej wspomina jednak o poszukiwaniu celu w swoim życiu. Zarówno Jason jak i inni bohaterowie na przestrzeni całej fabuły dokonują oceny swojego dotychczasowego życia i swego rodzaju przewartościowania. Szukają czegoś co sprawi, że zapiszą się w pamięci innych i staną się po prostu pożyteczni, i odkrywają, że nie zawsze wiążę się to z dokonaniem bohaterskich czynów.  tylko z podążaniem za swoimi marzeniami.

Co może jeszcze zainteresować w powieści Wallace'a? Nawiązanie do polskiej kultury rzeczywistości - trochę z humorem, trochę na serio. Nie tylko z wykorzystaniem oklepanych schematów (choć i te się pojawiają - jak Polak no to kiełbasa i alkohol), ale i ze  szczyptą świeżości, że wystarczy wspomnieć scenę nauki śpiewu polskiej piosenki o miłości, autorstwa Krawczyka.

Życzę i sobie i Wam więcej takich historii. Ciepłych, dobrze napisanych opowieści z humorem, w których zachwyca nie tylko fabuła, ale i bohaterowie. Wydawnictwo Sonia Draga idealnie trafiło w moment - "Charlotte Street" będzie jak znalazł na wakacyjną lekturę - lekką i odprężającą, ale niosącą z sobą  też jakąś lekcję życiową.

5,5/6

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

piątek, 19 lipca 2013

Joyland- Stephen King

TYTUŁ: Joyland
TYTUŁ ORYGINAŁU: Joyland
AUTOR: Stephen King
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2013

Z panem Kingiem jakoś nam nie po drodze. W przeciągu przeszło dwóch lat, kiedy to zarzekłam się, że poznam twórczość owego mistrza grozy,  udało mi się sięgnąć po jedną jedyną pozycję spod jego pióra - dobry, ale nie wybitny zbiór opowiadań "Czarna bezgwiezdna noc", który już zatarł się w mojej pamięci. A jednak odkąd w zapowiedziach  pojawił się najnowszy tytuł pana Stephena Kinga wiedziałam, że wkrótce znajdzie się on w moim posiadaniu, a kiedy już do tego dojdzie, że niemal bezzwłocznie zabiorę się za lekturę - tak też się stało...

Rok 1973 na zawsze zapisał się w pamięci Devina Jonesa jako swego rodzaju przełom. Młody, wkraczający dopiero w dojrzałość chłopak, by zarobić na koszty związane z nauką, podjął wówczas pracę wakacyjną w wesołym miasteczku. Położony nad oceanem, z dal od przyjaciół i rodziny park rozrywki miał być dla Devina miejscem w którym ukoi swoje złamane serce. Joyland to jednak nie tylko zwykłe wesołe miasteczko, ale ośrodek, w którym sprzedaje się zabawę...

Starając się zapomnieć o doznanej ze strony Wendy krzywdzie, Devin nieoczekiwanie zakochuje się w nowym miejscu. Rzucony na głęboką wodę wraz z sobie podobnymi "żółtodziobami" ima się różnych zajęć. Poznaje zakamarki Joylandu, Oswaja (wcale nie taką straszną) maszynerię, zdobywa nowych, bliskich przyjaciół i odkrywa nieoczekiwane powołanie do pracy z dziećmi - bo to właśnie ten z pozoru najgorszy obowiązek jakim jest zabawianie zrozpaczonych małolatów (na dodatek w niebotycznie grubym  kostiumie psa!) sprawia mu najwięcej rajdy.

W trakcie pracy Devin a zaczyna fascynować również historia tajemniczej zjawy w Strasznym dworze - ducha zamordowanej przed laty dziewczyny, który ukazuje się jednak tylko nielicznym. Razem z przyjaciółką, lunaparkowym medium oraz pe2wnym małym chłopcem Devin będzie starał się rozwikłać ową tajemnicę... Rok 1973 zrewiduje jego poglądy na temat ;przyjaźni, życia i śmierci, dając mu najprawdopodobniej najważniejszą lekcję.

Z nieskrywaną dumą i bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że miałam nosa! Miałam nosa, bo ten King, który daje nam się poznać w trakcie lektury "Joylandu"  jest zupełnie inny od tego, którego miałam już okazję spotkać. King który nie tylko przeraża i bawi, ale który chwyta za serce i momentami po prostu wzrusza. Bo "Joyland" to nie kolejna powieść grozy, ale doskonale skrojona, realistyczna powieść obyczjowo-psychologiczna z  wplecionym wątkiem kryminalnym i elementami grozy.

Fabuła wydaje się banalna, a wydarzenia rozgrywające się w trakcie lektury mało istotne. No bo, dajcie spokój!,  przecież to po prostu historia chłopaka, który pracą stara się wyleczyć złamane serce i który, gdzieś po drodze odkrywa w sobie pasję do sprawiania radości innym. Tyle, że ta prosta z pozoru opowieść staje się punktem wyjścia dla snucia refleksji o dorastaniu i przemianie. Przedstawiając dodatkowo ową historię z perspektywy czasu, przez całkowicie subiektywnego narratora, King zaciera granice między wspomnieniami a fikcją. Kiedy mowa jest o przeszłości, każdy pisze fikcje. Nie daje nam pewności czy słowa Devina są prawdą czy wynikiem fantazji starszego już człowieka. Do końca pozostawia czytelnikom możliwość podjęcia decyzji co w "Joylandzie" jest faktem, a co zmyśleniem.

W "Joylandzie" jest refleksja na temat dojrzewania jest też i ta tycząca się śmierci. Stephen King gra na uczuciach. Wplatając w swoją historię poruszający wątek chorego na dystrofię mięśni chłopca, autor "oswaja" śmierć.  Ten trudny temat ukazuje jak ważne jest by nawet w ciężkich chwilach nie tracić radości życia i się nie poddawać.

"Joyland" to jednak pozycja dobra,a nawet bardzo dobra, nie tylko ze względu na podjętą tematykę. i stronę emocjonalną. Stephen King w swej najnowszej powieści po raz kolejny ukazuje swój mistrzowski warsztat pisarski. Bo King to nie tylko gawędziarski styl, ale także plastyczne, niezwykle realistyczne opisy i doskonale wykreowani bohaterowie. Nie zdziwię Was chyba stwierdzeniem, że "Joyland" to Stephen King w szczytowej formie. Który wciąż zachwyca, a może nawet i budzi grozę, tym razem jednak inną niż zwykle - grozą doświadczeń życiowych.

Nie spodziewałam się, że lektura "Joylandu" przyniesie mi tyle emocji i że panu Kingowi uda się zdobyć moje serce. A jednak mu się udało. Do tego stopnia, że jestem w stanie wybaczyć mu nawet tego wciśniętego trochę jakby na siłę ducha Lindy (w końcu, czym byłby mistrz grozy bez choćby delikatnego muśnięcia fantastyki?). I chcę więcej, znacznie więcej, tylko sama nie wiem co wybrać, żeby nie zaliczyć  "wpadki" - jakieś sugestie?

Czy polecam? Jeśli wciąż macie jeszcze jakieś wątpliwości - tak, tak, tak.

5,5/6

niedziela, 14 lipca 2013

Dom na Sycylii - Rosanna Ley

TYTUŁ: Dom na Sycylii
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Villa
AUTOR: Rosanna Ley
WYDAWNICTWO: Literackie
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Kraków 2013

Wakacje to idealny moment na poznawanie nowych, egzotycznych miejsc - takich spokojnych i pełnych ciepła, które pozwolą na oderwanie się od trosk dnia codziennego. A jeśli, z różnych przyczyn, jest to niemożliwe, cóż stoi na przeszkodzie by wybrać się w literacką podróż? Zwłaszcza, gdy ktoś, tak jak i Rosanna Ley, troszczy się o to by czytelnik miał okazję posmakować nowe miejsce wieloma zmysłami...

Tess jest dojrzałą, dobiegającą czterdziestki kobietą. Mieszka w Anglii, gdzie- z niewielką pomocą rodziców - wychowuje samotnie córkę Ginny. Ojciec dziewczynki okazał się nieodpowiedzialnym lekkoduchem, który nad rodzinę przedłożył możliwość życia włóczęgi w słonecznej Australii. Mimo drobnych nieporozumień, Tess radzi sobie doskonale. Rola matki nie przynosi jednak kobiecie pełni szczęścia, tak samo zresztą jak i praca w biurze obsługi klienta zakładu wodociągowego. To dlatego Tess uwikłana jest w związek bez przyszłości z żonatym mężczyzną - by w pełni smakować życie.

Monotonne życie kobiety nabiera jednak rumieńców, a wszystko za sprawą listu z kancelarii prawniczej, z którego jasno wynika, że Tess stała się właścicielką sycylijskiej rezydencji. I może nie byłoby w tym nic dawnego, w końcu Sycylia jest rodzinnym krajem jej matki, gdyby nie fakt, że Villa Sirena wcale nie należy do jej familii. Poprzednim właścicielem rezydencji był dawny pracodawca Flavii - matki Tess. Aura tajemnicy, która otacza  sprawę spadku sprawia, że Tess nie waha się długo. Zostawia swoje dotychczasowe życie by obejrzeć rezydencję i w Sycylii zdecydować o jej dalszym losie.

Lecąc na Sycylię, Tess nie zdaje sobie sprawy z tego w co się wplątuje. Sycylia  była tematem tabu w jej domu, a Flavia nie postawiła nogi na rodzinnej wyspie odkąd opuściła ją kilkadziesiąt lat temu, teraz też jest zresztą przeciwna decyzji kobiety. Piękna Villa Sirena robi na Tess ogromne wrażenie, tak samo jak i mieszkańcy Sycylii, a już zwłaszcza dwójka przystojnych mężczyzn. Ich pochodzenie i zakorzeniony w przeszłości spór sprawiają że Tess zostaje mimowolnie wplątana w rodową waśń. Chcąc nie chcąc będzie musiała stawić czoło dawnym sekretom. I poznać owiane tajemnicą dzieje swojej matki...

"Dom na Sycylii" to taka lekka, kobieca powieś, idealnie wpasowująca się w model tzw. lektury wakacyjnej. Rosanna Ley postarała się  by w pełni zadowolić swoje czytelniczki (bo, spójrzmy prawdzie w oczy, nie jest to raczej tytuł, który przypadnie do gustu męskiemu gronu odbiorców). Mamy więc odrobinę powieści obyczajowej, potężną dawkę romansu, ociupinkę intryg i tajemnic, a wszystko obficie przyprawione Sycylią.

A mówiąc o Sycylii wcale nie mam na myśli tylko i wyłącznie pięknych krajobrazów wyspy (choć i to jest oczywiście niezmiernie ważne). Rosanna Ley idzie o krok a  nawet dwa do przodu. Gdzieś między wersami zaznajamia nas z tamtejszymi legendami i kulturą, a także, choć może należałoby powiedzieć raczej, że przede wszystkim, smakami sycylijskiej kuchni. Zestawienie pełnego ciepła i uroku krajobrazu z zimną, deszczową Anglią tylko potęguje wrażenie jakie Sycylia wywiera na czytelnikach - że to taka namiastka nieba na ziemi.

Rosanna Ley uczyniła głównymi bohaterkami swojej powieści przedstawicielki trzech pokoleń kobiet. Flavia jest dojrzałą kobietą, która przez wiele lat musiała  zmagać się z bolesnymi wspomnieniami; Tess mimo szczęścia jakie daje jej rola matki potrzebuje męskiego wsparcia; z kolei Ginny toczy nieustanną walkę z własnymi lękami, zwłaszcza teraz gdy musi zdecydować o swojej przyszłości. W "domu na Sycylii" autorka podejmuje temat relacji rodzinnych - ciepłych i pełnych miłości, ale jednak skomplikowanych. Autentyczność, którą dostrzegamy świadczy nie tylko o dobrym piórze autorki, ale i jej niebywałej empatii.

Sama fabułą jest może nieco banalna i przewidywalna OT! nieoczekiwany spadek, samotna kobieta i rywalizujący o jej względy  mężczyźni - wszystko to co już znamy. Rosanna Ley włożyła jednak w swoją historię mnóstwo serca To historia, którą nie tylko się czyta, ale i przeżywa - z uśmiechem na ustach, łzami wzruszenia, a niekiedy zgrzytaniem zębów. Niewątpliwą zaletą  powieści jest skonstruowanie fabuły na dwóch płaszczyznach czasowych. Nie ukrywam bowiem, że historia Flavii - ukazana w retrospekcjach - dla mnie stanowi jedną z mocniejszych stron powieści.

Za sukcesem powieści stoi jednak nie tylko fabuła, ale i pióro autorki.  Rosanna Ley za pomocą słów działa na wszystkie zmysły czytelnika. Plastyczne, barwne opisy dają możliwość obejrzeć piękne sycylijskie widoki, wsłuchać się w odgłosy wyspy  i posmakować tradycyjnych potraw. A uzyskanie takiego efektu wcale proste nie jest.

Czy polecam? Jak najbardziej. Zwłaszcza teraz, zwłaszcza gdy Sycylia znajduje się poza Waszym realnym zasięgiem. "Dom na Sycylii" to po prostu dobra lektura, do której chce się wracać. I ja na pewno to zrobię. Choćby po to by zaczerpnąć nieco  pozytywnej energii.

5/6

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Literackie

wtorek, 9 lipca 2013

[geim] - Anders de la Motte

TYTUŁ : [geim]
TYTUŁ ORYGINAŁU: Geim
AUTOR: Anders de la Motte
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2012

Blogosfera przekonuje mnie do coraz to nowszych gatunków literackich jak i autorów. Powoli, krok po kroku, ale sukcesywnie wyzbywam się wszelkich uprzedzeń i przecieram kolejne szlaki. [geim] stanowi milowy krok zarówno w kierunku kryminałów jak i literatury szwedzkiej. I wiecie co? Po raz kolejny zostałam pozytywnie zaskoczona. Może nie jest to co dokładnie wpasowuje się w mój gust, ale spędziłam przy lekturze naprawdę miły, pełeń wrażeń czas.

Henrik PP Petterson to trzydziestoletni kombinator i próżniak. Jego wygórowane ambicje - bycie numerem jeden we wszystkich dziedzinach życia - nijak mają się do stylu życia jakie prowadzi. Jest leniwy i preferuje obieranie drogi na skróty. Co gorsze jednak, Henrik cechuje się niebywałą impulsywnością - najpierw robi a dopiero potem myśli o konsekwencjach.

Pewnego dnia Henrik znajduje nietypowy telefon komórkowy z zaproszeniem do wirtualnej gry. Po wykonaniu wstępnego zadania, Henrik otrzymuje kolejne, coraz niebezpieczniejsze misje. Ich wykonanie przynosi mężczyźnie nie tylko spore pieniądze, ale i sławę o której zawsze marzył. HP staje się gwiazdą i gotowy jest na wiele  byle utrzymać taki stan rzeczy.

Jego losy coraz ściślej łączą się z losem Rebecci Normen. Kobieta jest zupełnym przeciwieństwem Henrika. Dąży do tego by stale kontrolować swoje życie, co sprawia, że sukcesywnie wspina się po szczeblach kariery. I tylko anonimowe liściki dotyczące jej przeszłości nie dają jej spokoju. Henrik zaczyna powoli  zdawać sobie sprawę ze śmiertelnego niebezpieczeństwa jakie mu grozi i z tego, że tylko Rebecca jest w stanie mu pomóc. Kto stoi za tajemniczą rozgrywką?

[geim] to przede wszystkim ciekawa, niebanalna fabuła i umiejętnie budowane napięcie. Nie ma bowiem co ukrywać, że język jakim posługuje się autor nie znajduje się na najwyższym poziomie. Mnóstwo tu prostych, potocznych zwrotów, niejednokrotnie powtarzanych niemal do znudzenia. Owszem, biorąc pod uwagę charakter i pochodzenie bohaterów jest to zabieg  uzasadniony, ale przyzwyczajenie się do tego faktu zajmuje nieco czasu. Zresztą, nawet pod koniec lektury namnożenie wulgaryzmów podnosiło moje ciśnienie.

Pewną kontrowersję może budzić również decyzja tłumacza o pozostawieniu pewnych angielskich zwrotów w oryginale. Nie są to co prawda wyrażenia trudne - nie uważam się za poliglotkę i mojemu angielskiemu jeszcze sporo brakuje do perfekcji a nie miałam problemu ze zrozumieniem sensu - ale spójrzmy prawdzie w oczy, wciąż jest dużo osób, które nie mają na co dzień do czynienia z językiem. Dla nich możliwość zrozumienia pewnych sformułowań równa jest konieczności skorzystania ze słownika. 

Niewątpliwym plusem są za to wyraźni,  naturalistyczni bohaterowie. Liczyliście na ciepłe, budzące sympatię i współczucie postacie? Nie tędy droga. Bohaterowie de la Motte'a, a już HP w szczególności, to postacie egocentryczne i pozbawione empatii. A zestawienie ich z opiekuńczą i zmagającą się z demonami przeszłości Rebeccą tylko podkreśla wszelkie ich wady. Anders de la Motte postawił wszystko na jedną kartę, tworząc postać antybohatera, ale wyszło mu to na dobre.

Przedstawienie świata z naprzemiennego punktu widzenia, nie jest może zabiegiem nowym i oryginalnym, ale udanym. Nie tylko urozmaica fabułę, ale i buduje napięcie. W trakcie lektury nie sposób pozbyć  się wrażenia nieprzewidywalności. HP nie zna zasad obowiązujących w grze a więc i nie zna ich czytelnik. Akcja poprowadzona początkowo miarowym rytmem, zaczyna pędzić (niemal zbyt szybko) nie dając czasu do zastanowienia i przemyślenia.

Sporo jeszcze w tej historii niejasności i niedopowiedzeń. Mnóstwo luk, które mogą posłużyć autorowi jako punkt wyjścia do kontynuacji. Ale nie da się ukryć, że [geim] czyta się po prostu dobrze. Nieprzewidywalność, ciekawa fabuła i intrygujący bohaterowie sprawiają, że od lektury trudno się oderwać, a po skończeniu - ma się ochotę na więcej.

Czy polecam? Tak Choć nie ukrywam, że w drugiej części liczę na odrobinę więcej.

4/6

Za lekturę dziękuję wyd. Czarna Owca

wtorek, 2 lipca 2013

Zapowiedzi lipcowe

Lipiec to miesiąc w którym premiery ma wiele długo oczekiwanych prze mnie tytułów. Na czele tej długiej listy znajduje się wspominany już przeze mnie przy okazji zapowiedzi majowych (Albatros ZNOWU przesunął premierę!) "Dom w Riverton". Chyba po raz pierwszy wszystkie z zamieszczonych tutaj tytułów z przyjemnością widziałabym na swojej półce.

*

ZŁODZIEJ DUSZ - ANETA JADOWSKA !
12 LIPIEC

"“Break on through (To the other side)”. Nie ma czasu na pierdoły. Oto Dora Wilk – policjantka i wiedźma w jednym. Do obu stron osobowości podchodzi śmiertelnie poważnie, przez co ma ręce pełne roboty i podwójną porcję kłopotów.
W Toruniu w dziwnych okolicznościach ginie staruszka. W alternatywnych miastach giną magiczni i to Dorę wybrano, by rozwikłała zagadkę.
Razem z ekipą do zadań specjalnych: aniołem i diabłem wkracza do akcji. Jedno jest pewne – nie będzie grać zgodnie z regułami. Stado nadprzyrodzonych, morderstwa i śledztwo – to zdecydowanie nie jest kolejne love story.

Na cykl o Dorze Wilk czaiłam się już od dawna, a fakt, że Fabryka Słów wznawia pierwszy tom w nowej szacie graficznej traktuję niemal jako znak, że to właśnie teraz jest odpowiednia pora na lekturę. Mam nadzieję, że Dora podbije moje serce.

  
 CÓRKA KAPITANA - LEAH FLEMING !
23 LIPIEC 

Tragicznej kwietniowej nocy splatają się losy dwóch kobiet. Zaskakujące odkrycie i podjęta w ułamku sekundy decyzja raz na zawsze odmienią życie ich rodzin.
Dla May Smith, podróżującej z mężem i córeczką Ellen, wejście na pokład Titanica oznacza początek nowego lepszego życia. Zderzenie "niezatapialnego" statku z górą lodową przekreśla ich plany. Ratując własne życie, May traci z oczu Joe i Ellen. Ktoś wpycha ją do łodzi ratunkowej. Kilka minut później do szalupy podpływa sam kapitan Smith i wręcza May owinięte w kocyki niemowlę. Całą tę sytuację obserwuje Celeste Parkes, żona zamożnego amerykańskiego przedsiębiorcy. Obie przyglądają się katastrofie statku targane zgoła odmiennymi emocjami: May wie, że Joe nie uszedł z życiem, Celeste żałuje, że nie wybrała się w podróż ze znienawidzonym mężem. W oczekiwaniu na ratunek między kobietami nawiązuje się nić przyjaźni, lecz wtedy May odkrywa szokującą prawdę... 

Odkąd naście lat temu zasiadłam do obejrzenia "Titanica" a potem  również i "Miłości silniejszej niż śmierć" (że nie wspomnę już o pierwowzorze książkowym Danielle Steel), ślepo mogłabym sięgać po literaturę powiązaną w jakiś sposób z tym tematem. A że dodatkowo pozycje Prószyńskiego rzadko kiedy mnie zawodzą, doprawdy nie wyobrażam sobie bym mogła nie sięgnąć po ten tytuł.  


 CIEŃ PAMIĘCI - C. J. CLARK
11 LIPIEC

Annabelle, której choroba po kolei zabiera wszystkie wspomnienia, przekonuje się, że ich siła może ją wyzwolić... lub zniszczyć.

Niedawno owdowiała Annabelle Storm odnajduje list zmarłego męża, Stanleya, do ich córki, Lily. Mężczyzna pisze w nim o druzgocącej lekarskiej diagnozie: początkach choroby Alzheimera wykrytej u żony. Annabelle drze list na drobne kawałki. W jej głowie rodzi się niedająca spokoju myśl, że powinna jak najszybciej zniszczyć zawartość czerwonego pudełka, w którym umieściła swoje najmroczniejsze wspomnienia z dzieciństwa, zanim dotrze do nich Lily. Chociaż nie pamięta, co dokładnie znajduje się w pudełku, wie, że nie powinno się ono dostać w ręce córki. Poszukiwania skrytki stają się coraz bardziej chaotyczne i rozpaczliwe, choroba pochłania bowiem kolejne warstwy wspomnień Annabelle. 

Tematyka mimowolnie przywodzi mi na myśl fenomenalnego "Motyla". Mam wrażenie że i powieść C. J. Clark będzie trudną, ale  ciekawą i wartościową pozycją, która zapisze się w mojej pamięci.


 ŚCIEŻKA SŁOŃCA - LISA KLEYPAS
18 LIPIEC

Pierwsza część trylogii znad Zatoki Friday - opowieść o miłości, rozstaniu oraz sile, z jaką magia może wywierać wpływ na rzeczywistość - zabierze cię w najbardziej romantyczną podróż twojego życia.
Lucy Marinn zajmuje się szkłem artystycznym i mieszka nad przepiękną, malowniczą Zatoką Friday wraz z chłopakiem, Kevinem, którego uważa za swoją pokrewną duszę. Już od dziecka Lucy posiada szczególny dar - magiczne zdolności, dzięki którym tworzy niezwykłe formy ze szkła - i bardzo zależy jej na tym, by go nie utracić. Gdy jednak spotyka ją przykra niespodzianka, czyli najbardziej bolesna zdrada, jaką można sobie wyobrazić, zaczyna kwestionować swoje życiowe decyzje. Chłopak zostawia ją dla jej własnej siostry. Rozpacz Lucy dodatkowo potęguje fakt, że nad całym jej dotychczasowym życiem uczuciowym ciąży piętno niewłaściwych wyborów.
Ponieważ rodzina Lucy nie kryje swej dezaprobaty wobec zaistniałej sytuacji, Kevin prosi swojego przyjaciela, Sama Nolana, właściciela lokalnej winnicy na wyspie San Juan, by "zawrócił Lucy w głowie" i w ten sposób pomógł jej szybciej dojść do siebie. Między Samem a Lucy zaczyna rodzić się prawdziwe uczucie. Dziewczyna musi jednak zadać sobie pytanie, czy warto po raz kolejny podejmować ryzyko i angażować się w nowy związek.
Lucy podaje w wątpliwość swoje dotychczasowe wyobrażenia o miłości i lojalności, zaczyna inaczej postrzegać życiowe błędy, stare przyzwyczajenia i nowe początki, a jednocześnie przekonuje się, że z pewnych rzeczy - nawet gdy ulegną zniszczeniu - można po raz kolejny stworzyć coś pięknego. Pojmuje również, że jedynie poprzez odkrycie naszego prawdziwego "ja" możemy odnaleźć osobę, która rzeczywiście na nas zasługuje.

Miałam tą przyjemność poznać pióro pani Kleypas w trakcie lektury powieści historycznych i jestem ciekawa jak autorka wypadła na nieco innym polu. 


 ZBIEG OKOLICZNOŚCI - KATARZYNA PISARZEWSKA
8 LIPIEC

Każde małe miasteczko kryje swoje mroczne tajemnice.
W małym Gosztowie życie toczy się wolno i przewidywalnie. Policja nie ma zbyt wiele pracy. Ale pewnego dnia jedno - z pozoru błahe - wydarzenie pociągnie za sobą dużo bardziej poważne wypadki. Na zawsze zmienią one losy kilku rodzin, a sielska osada utraci swoje niewinne oblicze.

Maria, policjantka z lokalnego posterunku, oraz szkolna pedagog Anita znajdą się w samym centrum niepokojących zdarzeń. Kobiety będą musiały zmierzyć się także ze swoją przeszłością i poznać losy rodziny, w której wiele starano się ukryć. Bo w tej historii nic nie jest tym, czym się z początku wydaje.
Starannie skonstruowana powieść psychologiczno-obyczajowa, od której nie można się oderwać.

Po tym jak przekonałam się do naszych rodzimych autorów wciąż szukam nowych, nieodkrytych talentów. A Katarzyna Pisarzewska ze swoim "Zbiegiem okoliczności" zapowiada się naprawdę intrygująco.


  ZEGAREK Z RÓŻOWEGO SŁOŃCA - RICHARD PAUL EVANS
3 LIPIEC

 Czy zaznajemy szczęścia jedynie po to, by lękać się, że nas opuści?

Gdy David poznał MaryAnne, zrozumiał, że wreszcie spotkał kobietę swojego życia. Ten wieczny kawaler zaczął marzyć o małżeństwie i rodzinie - nawet jego ukochane zegary, które od dawna kolekcjonował, straciły dla niego znaczenie. Wreszcie obiecał MaryAnne, że nigdy jej nie opuści i będzie z nią na dobre i na złe. Nie spodziewał się, że już niedługo oboje będą musieli sprawdzić prawdziwość i moc swojej przysięgi.

"Zegarek z różowego złota" Richarda Paula Evansa to piękna opowieść o miłości i przyjaźni silniejszych od lęku o własne życie. Jest to historia, która przenosi nas do Stanów Zjednoczonych z początku XX wieku, w czasy narodzin wielkich fortun i szanowanych amerykańskich rodów, ale i ogromnej niesprawiedliwości społecznej.

"Zegarek z różowego złota" zauroczył mnie najpierw swą oprawą a dopiero potem treścią. A że twórczość pana Evansa znam i lubię - dlaczego nie?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Podsumowanie czerwca

Czerwiec zawsze jest dla mnie trudnym miesiącem. Trudnym dlatego, że mimo iż trudno już znaleźć w sobie energię należy wziąć się w garść i mocnym akcentem zakończyć kolejny rok nauki. W tym roku było to zresztą tym trudniejsze, że (jak nie zapomniał wspomnieć mój kochany dyrektor jakieś tysiąc razy w trakcie swego przemówienia) był to najdłuższy rok szkolny w historii. Na całe szczęście nawet on dobiegł jednak końca.

Nie ukrywam, że był to miesiąc w którym większość czasu poświęciłam na naukę. Trzeba było nadrobić to co było do nadrobienia, postarać się nie zrobić kroku w tył... Wszystko to rzutowało na liczbę książek jakie przeczytałam. Ale i tak jestem zadowolona. Średnia 5,14 prezentuje się znakomicie na moim świadectwie kończącym drugą klasę liceum, a i liczba 6 przeczytanych książek nie razi w oczy. Było dobrze moi drodzy, naprawdę.

Mimo że teoretycznie  czerwiec nie jest jeszcze miesiącem wakacyjnym rozpoczęłam już podróżowanie po świecie. Jego celem okazały się trzy kontynenty i cztery wspaniałe kraje. 2 razy sięgałam po twórczość naszych rodzimych, polskich autorów (co z tego, że raz nieco z przymusu), również 2 razy wybrałam za swój cel literaturę amerykańską, ale poszerzyłam nieco tą wędrówkę w porównaniu z ubiegłym miesiącem o literaturę turecką i francuską. W przeciwieństwie do maja, dałam również szansę męskiemu pióru.

Czerwiec okazał się miesiącem znanych i cenionych przez Was - a teraz także i przeze mnie - autorów. Wreszcie udało mi się zasmakować w prozie pani Elif Shafak i pana Davida Foenkinosa a także powrócić do   twórczości Stephana Kinga. Biorąc pod uwagę tak zacne grono autorskie, nikogo nie zdziwi chyba fakt, że poziom czerwcowych lektur jest naprawdę wysoki. Trudno wyróżnić mi najlepszy tytuł, zwłaszcza, że w tym miesiącu wybierałam bardzo różnorodne pozycje. Cała piątka zasługuje na uznanie i uwagę.

Dlaczego piątka a nie szóstka? Cóż, szanowne ministerstwo nauki niestety niekoniecznie trafiło w mój gust. Owszem, ""Ludzie bezdomni" to zdecydowanie pozycja wartościowa, ale nie dla kogoś kogo przymusza się do lektury podczas gdy posiada w zanadrzu wiele innych, wartych uwagi tytułów.

Jakie plany na lipiec? Praca wciąż pozostaje pod dużym - choć mniejszym niż ostatnio - znakiem zapytania. Poza tym słodkie lenistwo - książki, filmy i książki.... Czego chcieć więcej?