Przegląd filmowy - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Przegląd filmowy

Co Kala obejrzała w lipcu? Czyli obiecana notka z krótkimi opiniami na temat obejrzanych filmów.

  

Rust and bones (pl. Z krwi i kości, 2012) -Ali (Matthias Schoenaerts) zostaje sam, ze swoim synem Samem (Armand Verdure), którego, mimo więzów krwi, ledwo zna. Bez dachu nad głową, grosza przy duszy, pracy i pozbawiony przyjaciół, zatrzymuje się u swojej siostry (Corinne Masiero) w Antibes, na południu Francji. Tam wszystko ulega zmianie na lepsze. Ali dostaje pracę ochroniarza w nocnym klubie. To właśnie tam, podczas jednej z awantur poznaje Stéphanie (Marion Cotillard).  Dziewczyna trenuje orki w Marineland, niestety, jeden z jej występów kończy się tragedią. Kiedy spotykają się ponownie, Stéphanie przykuta jest do wózka inwalidzkiego: straciła nogi i złudzenia. O dziwo, to właśnie pozbawiona współczucia obecność Aliego staje się dla Stéphanie zbawienna. Kobieta wraca do życia. A pod jej wpływem zmianie ulega także zachowanie Aliego.

Wiele słów padło już na temat tego filmu choć odnoszę dziwne wrażenie, że jest on popularny jedynie wśród prawdziwych fascynatów kina. W Polsce jego premiera przeszła jakoś niezauważalnie - nie wiem, może za sprawą kiepskiego tytułu ("Z krwi i kości" - no proszę Was...), a może dlatego, że zbiegła się w czasie z całą, tą oscarową gorączką. Bez względu na to co było powodem, szkoda, że tak się stało. Bo "Rust and bone" to jeden z najlepszych filmów jakie miałam okazje oglądać. Film, który ujmuje wizualnie i który przekazuje ważne prawdy życiowe. To jeden z tych obrazów o którym pamięta się jeszcze na długo po skończeniu seansu, głównie dzięki emocjonalnej stronie i fenomenalnej wręcz grze aktorskiej. Marion Cotillard przeszła samą siebie i trudno będzie jej teraz stworzyć równie przekonującą, żywą postać (scena w której tańczy na wózku, albo "trenuje" orkę przez szkło akwaryjne? Mistrzostwo!) , ja jednak trzymam za nią mocno kciuki. Kto jeszcze nie widział, natychmiast powinien nadrobić straty!
10/10

Intorelable cruelty (pl. Okrucieństwo nie do przyjęcia, 2003)Miles Massey (George Clooney) to jeden z najlepszych prawników, specjalizujących się w sprawach rozwodowych. Ma wszystko - imponującą klientelę, niespotykanie wysoki procent wygranych przez siebie spraw, szacunek środowiska prawniczego oraz sygnowany swoim nazwiskiem żelazny kontrakt przedślubny. A jednak brakuje mu prawdziwej życiowej satysfakcji..Marylin Rexroth (Catherine Zeta-Jones) wkrótce ma się stać ... byłą żoną klienta Masseya. Z pomocą prywatnego detektywa udaje się jej nakryć męża in flagranti. A to może jej zapewnić niezależność finansową, pod warunkiem, że sprawnie zostanie poprowadzony rozwód. Plany te krzyżuje Miles Massey, jak zwykle błyszczący na sali sądowej i niezwykle skuteczny. W efekcie Marylin nie dostaje ani grosza z majątku byłego męża. Marylin nie daje za wygraną - chce wyrównać rachunki, a częścią jej planu jest małżeństwo z potentatem naftowym Howardem Doylem. Miles i jego twardo stąpający po ziemi partner w interesach, nieświadomie brną ku bezpośredniej konfrontacji z Marylin.

Lubię grę aktorską Catherine Zety-Jones i pana Clooney'a, ale w tej konkretnej "komedii romantycznej" raczej mnie do siebie nie przekonali. Fabuła, która wnosi pewien powiew świeżości w ten gatunek filmowy, może i nie jest schematyczna, ale za to do bólu przewidywalna(zwłaszcza gdy pewne opisy filmu zdradzają kluczowe fakty). Aktorzy może i grają poprawnie, ale nie zachwycają. Jak ktoś to trafnie ujął; film może i ogląda się przyjemnie, ale co z tego skoro obywa się bez fajerwerk, a końcówka przynosi z sobą rozczarowanie?Na nudny, piątkowy wieczór - tak. Ale nic poza tym.
5/10


A cinderella story. Once upon a song (pl. Kopciuszek w rytmie miłości, 2011) - 17-letnia Katie (Lucy Hale) jest zabiegana, przepracowana i na dodatek żyje w strachu, że znowu będzie musiała zmienić rodzinę zastępczą. Żeby tego uniknąć, bez mrugnięcia okiem wykonuje polecenia macochy i przyrodniego rodzeństwa. Utalentowaną wokalnie Katie szczególnie smuci fakt, że musi śpiewać w chórku swojej mało uzdolnionej siostry przyrodniej, Bev Van Ravensway, która stara się o kontrakt płytowy. Prezes Massive Records, Harvey Morgan, szuka właśnie nowego, spektakularnego talentu, który ma zostać złowiony na przedstawieniu w Departamencie Sztuki prestiżowej, prywatnej szkoły
Kojarzycie taki film, będący luźną adaptacją Kopciuszka z Seleną Gomez w roli głównej? A taki, w którym główną rolę odgrywa Hilary Duff? Tak? To po tym filmie nie spodziewajcie się niczego nowego. Obejrzałyśmy go razem z siostrą z nudów żeby razem trochę się pośmiać.. I swojej roli sprawdził się bardzo dobrze. Tylko, że oprócz nowych twarzy i piosenek, ten tytuł nie reprezentuje sobą NIC nowego. "Kopciuszek w rytmie miłości" to taki miks wyżej wspomnianych dwóch filmów. Lucy Hale może i pokazała, że śpiewa równie, jeśli nie lepiej, niż panna Gomez, no i miło patrzyło się na nią bez Ezry u boku, ale to nie wystarczy by stworzyć niezły ilm.
5/10


Dzień kobiet (2012)- Życie Haliny (Katarzyna Kwiatkowska), pracownicy sieci handlowej "Motylek", samotnie wychowującej córkę, zmienia się wraz z awansem na kierowniczkę sklepu. Wyższe stanowisko oznacza przywileje i większe wynagrodzenie, ale kobieta szybko przekona się, że cena, jaką przyjdzie jej zapłacić, jest bardzo wysoka. Kiedy korporacja przekroczy wszystkie granice, Halina rzuci jej wyzwanie, narażając się na brutalne konsekwencje. Właściciele sieci handlowej nie cofną się przed niczym, aby ukryć swoje brzydkie sekrety. 

Mówcie co chcecie; że nudny, że naciągany, ale mnie w jakimś tam stopniu ujął. Bo ukazuje polską rzeczywistość w prawdziwym świetle. Bez sentymentów i jakichkolwiek zahamowań. Owszem, na tą biedną Halinkę zdecydowanie zwalono zbyt wiele problemów, ale ktoś trafnie powiedział, że być może to taka postać-symbol i takie właśnie było zamierzenie. No i można było znacznie bardziej nakreślić relację mata- córka, ale... Ale ważne jest to, że ten film, w przeciwieństwie do wielu innych, mówi o CZYMŚ.  No i, że pani Kwiatkowska w moich oczach wreszcie wyszła z ramy kobiety Dody/Kazimiery Szczuki etc.
7/10


Nieulotne (2012)- Michał (Jakub Gierszał) i Karina (Magdalena Berus) poznają się podczas wakacyjnych prac sezonowych w Hiszpanii. Ich uczucie kwitnie w tle winobrań i słońca. Michał lubi nurkować i realizuje pasję w pobliskich wodach. Pewnego dnia, zostaje jednak przyłapany przez właściciela terenów prywatnych, na których nurkuje. Agresja i impulsywne zachowania prowadzą do tragedii, ze skutkami której chłopak nie może się pogodzić. Wraca do kraju, gdzie kiepsko radzi sobie z codziennością... 

To jeden z tych filmów, który mnie zawiódł i to nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że, najzwyczajniej w świecie, mógł być on dużo lepszy.  Ta część, która rozgrywa się w słonecznej Hiszpanii przedstawią sobą dużo wyższy poziom. Młodość, namiętność, impulsywność... Wszystko to sprawia, ze obraz ogląda się z zaciekawieniem. Powrót  do Polski okrada jednak film z tego co najlepsze. Pomocna nie jest też, może już nie tak zła, ale wciąż niewystarczająco dobra, gra Berus. Ostatecznie mojej oceny nie uratował, ani Kraków w tle, ani przekonująca gra Gierszała i Kulig. "Nieulotne" to po prostu przeciętne kino ze sporym, acz zmarnowanym potencjałem.
6/10


Side effects (pl. Panaceum, 2013) Emily (Rooney Mara) i Martin (Channing Tatum) są młodzi, piękni i bogaci. Mają wielką posiadłość, własną łódź i cieszą się wszelkim luksusem, który można kupić za pieniądze. Kiedy Martin trafia do więzienia za przekręty finansowe, świat Emily rozpada się na kawałki. Kobieta trafia pod opiekę psychiatry. Czeka w małym mieszkanku na Manhattanie cztery długie lata na powrót ukochanego, lecz pojawienie się Martina z powrotem w jej życiu niewiele pomaga. Chwytając się rozpaczliwie ostatniej deski ratunku przed hospitalizacją, Emily zgadza się zacząć zażywać nowe na rynku środki antydepresyjne, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób zmieni na zawsze życie wszystkich dookoła.

Obok "Rust and bone" to zdecydowanie mój lipcowy faworyt. Początek nie wskazuje na to z czym będziemy mieć do czynienia. Akcja rozwijana jest stopniowo, podobnie rzecz ma się z budowaniem napięcia; po to by pod koniec osiągnąć apogeum. Trudno powiedzieć mi coś więcej by nie zdradzić Wam fabuły, powiem więc tylko tyle; "Panaceum" to ciekawa, porywająca fabuła, zaskakujące zakończenie i gra aktorska na wysokim poziomie. O ile Channing Tatum prezentuje się po prostu poprawnie, o tyle Jude Law, że nie wspomnę już oCatherine Zetie-Jones (w przeciwieństwie do wyżej wspomnianego filmu) grają  już bardzo dobrze. Wszystkich ich rozkłada ich jednak na łopatki Rooney Mara. Warte uwagi, naprawdę dobre kino.
8/10
*Opisy i plakaty pochodzą ze strony filmweb.pl

Wciąż czekam na Wasze pomysły i sugestie ;)