wtorek, 31 lipca 2012

Wyspa namiętności - Lorie O'Clare

TYTUŁ: Wyspa namiętności
TYTUŁ ORYGINAŁU: Island of desire
AUTOR: Lorie O'Clare
WYDAWNICTWO: Otwarte


Wygląd zawsze odgrywał znaczącą rolę w życiu człowieka, współcześnie zupełnie wyparł już jednak niektóre wartości. Stał się podstawowym kryterium selekcji ludności; wizytówką człowieka; źródłem utrzymania;  niekiedy jednak także powodem zmartwień czy kłopotów. Tak, zdecydowanie  zdarzają się sytuacje, w których uroda może stać się naszym sprzymierzeńcem, może okazać się jednak również największym wrogiem...

Dla Marka Trippa Seniora ma to być szczególna edycja "Najbardziej Pożądanego Mężczyzny" czyli jednego z najbardziej popularnych reality show, w którym pięćdziesięciu najseksowniejszych  mężczyzn walczy o zwycięski tytuł. Szczególny ze względu na miejsce w jakim się odbędzie i dlatego nic, absolutnie nic nie można pozostawić w rękach przypadku. A jeżeli jest ktoś kto może zapanować nad taką ilością testosteronu zebranym w jednym miejscu to jest to nie kto inny jak Andrea Denton.

Nie wszystko idzie jednak zgodnie z myślą kobiety. Wbrew rozsądkowi i zasadom jakimi zazwyczaj się kieruje Andrea nie potrafi bowiem oprzeć się urokowi przystojnego i zaradnego architekta, a zarazem swojego szefa - Marka Trippa Junior. Kiedy oboje docierają na wyspę zawierają między sobą układ opierający się na seksie. Żadnych głębszych uczuć czy więzi, po prostu czysta przyjemność. Tyle, że kiedy sprawy się komplikują - na wyspie dochodzi do nieoczekiwanej zbrodni, a grupa ekspertów zaczyna poszukiwać zaginionej szkatułki z kosztownościami matki Marka - zawarty między dwojgiem młodych i przystojnych ludzi układ wymyka się spod kontroli...

Po przeczytaniu innej pozycji z serii "Otwarte dla Ciebie" podeszłam do tego tytułu niezwykle entuzjastycznie. Powieść o uczuciach, napisana przez kobietę z myślą o innych kobietach, pełna pasji i namiętności - była dokładnie tym czego poszukuje człowiek, gdy nadmierne upały wyciskają z niego resztki energii i potrafi myśleć tylko i wyłącznie o tym jak wiele zalet wbrew pozorom posiada zima. Mój entuzjazm słabł jednak wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną, budząc się na chwilę gdzieś pod koniec lektury.Ale po kolei...

"Wyspa namiętności" zdecydowanie zalicza się do grona romansów,  Lorie O'Clare nie pozostawia nam co do tego złudzeń. I nic, nawet nieśmiało wprowadzony wątek poszukiwania zaginionej biżuterii czy zabójstwa, nie może tego zmienić. Jest to również niestety ten rodzaj romansu, w którym miłość pojmowana jest jako uczucie czysto fizyczne, opierające się na wzajemnym pociągu seksualnym bohaterów.  "Wyspa namiętności" rzeczywiście do bólu przepełniona jest namiętnością - namiętnością, która przejawiona zostaje poprzez występowanie licznych scen erotycznych. Rozumiem, że literatura kobieca rządzi się swoimi prawami i rozumiem, że wśród takich praw znajduje się również występowanie sporej dozy erotyzmu. Wydaje mi się jednak, że jest pewna granica, której nie należy przekraczać, a pani O'Clare znalazła się zdecydowanie zbyt blisko niej.

Ubolewam, że autorka nie zdecydowała się na  pewne rozwinięcie wątków. Przeszłość Andrei, podobno znacząca!, została ujęta w jednym, krótkim zdaniu, które dodatkowe nie niesie ze sobą żadnej treści. W moim odczuciu autorka nie zdecydowała się również na szersze omówienie ciekawie zapowiadających się wątków jakim jest życie matki Marka i tajemnica jej szkatułki, a także zabójstwo mające miejsce na wyspie. Gdyby nieco ograniczyć te nieszczęsne sceny erotyczne, a otrzymane miejsce poświęcić na rozwinięcie innych kwestii, powieść tylko zyskała by na wartości.

Bohaterowie, których wykreowała pani O'Clare wręcz przesiąkają swoją idealnością. Zarówno Andrea jak i Mark są niewyobrażalnie piękni, a równocześnie niezwykle oddani swej pracy i zdolni. Epitety, którymi opisuje ich narrator, są epitetami wartościującymi - zupełnie jakby żadne z nich nie miały skazy. I o ile postać Marka  mogę jeszcze zaakceptować - w końcu jestem tylko kobietą, Andrea budziła we mnie jedynie wewnętrzny sprzeciw i niezrozumienie.

"Wyspa namiętności" to niezobowiązująca historia udowadniająca, że nawet w świecie, w którym liczy się jedynie wygląd i pozycja, znajduje się miejsce na miłość. Powieść pani O'Clare nie zachwyca fabułą. Zdecydowanie autorka mogła rozwinąć pewne wątki i znacznie ograniczyć ilość scen erotycznych.  Również bohaterowie przez zbytnie wyidealizowanie tracą na autentyczności.Oczywiście skłamałabym mówiąc, że powieść pani O'Clare nie posiada żadnych zalet. Styl jakim posługuje się autorka jest bowiem lekki i przyjemny dla odbiorcy.    Żeby oddać sprawiedliwość należy również dodać, że książka sprawdza się jako lekkie, niezobowiązujące czytadło na gorszy dzień. I jeśli tego właśnie teraz potrzebujecie to jest to lektura w sam raz dla Was.

Ocena: 5/10

Za lekturę dziękuje wydawnictwu Otwarte

Już tradycyjnie, zapraszam Was do udziału w konkursie.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Czarna bezgwiezdna noc - Stephen King

TYTUŁ: Czarna bezgwiezdna noc
TYTUŁ ORYGINAŁU: Full dark, no stars
AUTOR: Stephen King
WYDAWNICTWO: Albatros


W każdym człowieku ukrywa się morderca, pierwotny pierwiastek, który wywołuje w ludziach potrzebę zabijania. Z odrobiną dobrej woli i samozaparcia może nigdy nie ujrzeć światła dziennego i na zawsze pozostać w ukryciu.  Może, ale nie musi. Wystarczy jedno nieodpowiednie słowo, wydarzenie, a nawet drobny, niepozorny gest, który obudzi  skrywanego dotąd skrupulatnie mordercę...

Wilfred  Lealnd James nigdy nie rozumiał do końca swojej małżonki. W przeciwieństwie do niej, wcale nie potrzebował do szczęścia pieniędzy czy zbędnych dostatków, wystarczyło mu bowiem to co ma czyli niewielka farma z przylegającymi do niej terenami uprawnymi.  I właśnie owy niewielki majątek staje się przyczyną jego sporu z Arlette, wprawiając tym samym w ruch makabryczną spiralę morderstwa i szaleństwa.

Tess Jean jest znaną choć nie do końca usatysfakcjonowaną swoją pracą autorką serii kryminałów. Jej życie  obraca się wokół procesu tworzenia kolejnych powieści i spotkań z czytelnikami, coś brutalnie zakłóca jednak codzienność kobiety. Podczas drogi powrotnej z jednego ze spotkań Tess spotyka nieznajomego, tajemniczego mężczyznę, ofiarującego jej pomoc, której w rzeczywistości nigdy nie zamierzał jednak udzielić. Zgwałcona i porzucona cudem uchodzi z życiem. Mimo szczerych chęci, nie potrafi jednak powrócić już do swojej dawnej rzeczywistości. Tess obmyśla plan zemsty, stając tym samym twarzą w twarz z osobą, której nigdy nie znała choć przez całe życie znajdowała się wewnątrz niej same.

Harry Streeter zawsze miał w życiu pod górkę, teraz czara goryczy została już jednak przelana. Rak doszczętnie niszczy organizm mężczyzny  i wkrótce ostatecznie zakończy jego żywot. W trakcie jednej z przejażdżek, Harry otrzymuje jednak od życia szansę. Tajemniczy mężczyzna w zamian za drobną opłatę i wyjawienie osoby, której szczerze nienawidzi obiecuje się zwrócić Harryemu zdrowie.  Zawarty z diabłem pakt przynosi nawet więcej korzyści, cena również wydaje się być jednak wyższa od zaproponowanej.

Darcy wiedzie szczęśliwe, ustabilizowane i bezpieczne życie u boku męża i dorastających dzieci. Podczas nieobecności mężczyzny odkrywa jednak, że jego wizerunek nie jest tak nieskazitelny jak podejrzewała. Ukochany mąż i troskliwy ojciec okazuje się być sadystą i seryjnym mordercą. Darcy nie potrafi żyć z ową prawdą, wie jednak, że nie może zgłosić sprawy na policję - skrzywdziłoby to nie tylko mężczyznę, ale również ją samą i dwójkę ich dzieci. A na to Darcy nie może pozwolić.

Czy jest ktoś kto nie zna jeszcze nazwiska mistrza grozy jakim niewątpliwie jest pan Stephan King? Cóż, do niedawna sama zaliczałam się do owej grupy "wybrańców". Nazwisko pana Kingo przewijało mi się co prawda wielokrotnie przed oczami, ale ja pozostawałam obojętna na wszelkie znaki na niebie i ziemi, które zachęcały mnie do lektury. W końcu jednak uległam. I choć "Czarna, bezgwiezdna noc" może wydawać się raczej nietrafioną pozycją na pierwsze spotkanie z amerykańskim autorem - ludzie! toż to zbiór opowiadań jest! - Pan King skutecznie mnie zauroczył, o ile to odpowiednie słowo, swoją prozą.

Tak jak już wspomniałam, "Czarna bezgwiezdna noc"  to zbiór czterech opowiadań, a właściwie minipowieści, których wspólnym motywem jest szeroko rozumowane pojęcie morderstwa. Historie przedstawione przez Kinga nie są długie i dlatego wątek popełnianych zbrodni stanowi kluczową rolę każdej z nich. Za ich pomocą autor przedstawia znaną już zapewne większości teorię jakoby w każdym człowieku krył się obcy zdolny do popełniania zbrodni. I robi to niezwykle umiejętnie! W trakcie lektury King daje nam możliwość wniknięcia do umysłu człowieka, w którym "czarna strona charakteru" bierze górę nad jego poczynaniami. Ukazuje powolne zmiany w jego zachowaniu i toku myślenia. Portrety psychologiczne, które tworzy są dzięki temu przejmujące i aż nazbyt rzeczywiste.

Autor troszczy się przy tym o zachowanie odpowiedniej atmosfery. Od pierwszej do ostatniej strony towarzyszy nam aura tajemniczości, grozy i szaleństwa. Nie małą zasługę przy tworzeniu owej atmosfery odgrywa styl autora. King zdecydowanie stawia na dialogi i dramatyczne, przeprawiające o szybsze bicie serca opisy, które w rzeczywistym świecie nie jednego człowieka człowieka doprowadziłyby do utraty przytomności. 

Jak to zwykle bywa w zbiorach opowiadań, nie wszystkie historie napisane są na równym poziomie. Jedne chwytają czytelnika za serce, inne - niekoniecznie. Stephanowi Kingowi się to jednak udało. Na szczególną uwagę zasługuje jednak opowieść"Dobry interes". Jest to zdecydowanie najoryginalniejsze opowiadanie, w którą autor umiejętnie wplata wątek fantastyczny. Przedstawia również zaskakującą, ale jakże prawdziwą teorię - nie tylko czyny, ale i słowa mogą z nas uczynić morderców.

"Czarna bezgwiezdna noc" to zbiór czterech minipowieści przedstawiających wszystkich ludzi jako osoby zdolne do popełnienia nawet najokropniejszych zbrodni. Stephen King zaskakuje i przeraża, a to za sprawą doskonale stworzonej atmosfery, a to ciekawie skonstruowanych portretów psychologicznych bohaterów. Autor umiejętnie buduje napięcie, rozkłada również akcję w ten sposób, że mimo krótkiej formy wypowiedzi, czytelnik po skończeniu lektury nie doświadcza niedosytu. Czy Stephen King przekonała mnie do siebie swoją twórczością? Absolutnie. I dlatego nie wyobrażam sobie bym w przyszłości nie sięgnęła po inne jego dzieła.

„Życie jest fair. Wszyscy trzęsiemy się w brzuchu przez dziewięć miesięcy, a potem kości zostają rzucone. Niektórym wypadają dwie szóstki, innym, niestety dwie jedynki. Tak właśnie dzieje się na świecie.” 

Ocena: 8/10

Za lekturę dziękuję portalowi Woblink

Tradycyjnie przypominam Wam również o trwającym do końca sierpnia konkursie. 

sobota, 28 lipca 2012

Poczekajka - Katarzyna Michalak

TYTUŁ: Poczekajka
AUTOR: Katarzyna Michalak
WYDAWNICTWO: Albatros

Słowo magia przywodzi na myśl wiele skojarzeń. Czarownice latające na miotłach, ze swymi nieodłącznymi towarzyszami jakimi są czarne koty; zaklęcia posiadające moc zmieniania ludzi; mikstury, który potrafią nienawiść przemienić w miłość... Żadne z nich nie nawiązują jednak do świata, który znamy na co dzień. Wiara, że magia ingeruje w nasz los i przeznaczenie odchodzi wraz z wejściem w dorosłe życie. Co jednak jeśli nie mamy racji? Co jeśli magia naprawdę istnieje ukryta gdzieś między codziennością? Co jeśli wszyscy się mylimy, a ludzie powszechnie uważani za nieco obłąkanych mają rację? Magia istnieje. Choć niekoniecznie pod taką formą jak to sobie wyobrażamy.

Patryca Marynowska to dwudziestosiedmioletnia absolwentka weterynarii, przekładająca miłość i marzenia ponad wszelkie inne wartości. Nic więc dziwnego, że kiedy podczas jednego ze zjazdów czarownic, doświadcza wizji własnej przyszłości u boku przystojnego księcia z bajki, postanawia porzucić wszystko i pomóc nieco przeznaczeniu. Patrycja zamierza odnaleźć tajemnicze miejsce i tam zaczekać na Amrego. I nic nie może ją do tego zniechęcić - ani sceptyczne nastawienie przyjaciółki, ani nawet początkowe niepowodzenia. 

W końcu jednak poszukiwania odnoszą oczekiwany rezultat. Patrycja zamieszkuje w Poczekajce - starym, rozpadającym się domku, należącym niegdyś do miejscowej czarownicy i zamierza tam pozostać do czasu, aż na horyzoncie nie pojawi się tajemniczy Amre. Wyjazd z Warszawy pozytywnie wpływa na samopoczucie kobiety. Uwolnienie się spod skrzydeł matki, która nieustannie kontrolowała jej życie, a także znalezienie wymarzonej pracy, sprawia, że Patrycja nareszcie jest w pełni szczęśliwa. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawia się długo wyczekiwany książę z bajki - a nawet dwóch. Żaden z nich nie jest jednak w zupełności szczery. Skrywane przez mężczyzn sekrety mogą zniszczyć rodzące się właśnie uczucia. Czasami nawet magia bywa bezsilna...

Wspomniałam już kiedyś, że w mojej głowie niejednokrotnie rodziła się chęć zapoznania z twórczością pani Katarzyny Michalak. Na pierwszy ogień poszła lektura  "Gry o Ferrin" i choć przypadła mi ona do gustu nie mogłam wciąż jednoznacznie określić mojego stosunku do polskiej autorki, zwłaszcza, że pozycja ta znacznie odbiega od pozostałych powieści autorki. "Poczekajka" wydawała się jednak idealnym lekarstwem na to by dać koniec mej niepewności, równocześnie doskonale wpasowywała się w kanon lekkich, letnich i odprężających czytadeł. Jak więc mogłam nie skorzystać z okazji i nie zasiąść do lektury? 

"Poczekajka" rzeczywiście znacznie różni się od "Gry o Ferrin" choć obie pozycje posiadają jednocześnie pewne wspólne elementy.  Mimo iż skłamałabym nazywając "Poczekajkę" literaturą fantastyczną, magia odgrywa w niej spore znaczenie. To ona jest siłą napędzającą główną bohaterkę. To ona sprawia, że nagle, Patrycja zmienia całe swe dotychczasowe życie i wreszcie to ona decyduje o tym, że niektóre zdarzenia przybierają taki a nie inny obrót.  Owa magia nie pozbawia jednak całej historii autentyczności. Co to, to nie. Po prostu dodaje nieco tajemniczości  i bajkowości.

Oprócz magii w "Poczekajce" stykamy się z różnorodną paletą uczuć. Przede wszystkim miłość.O, tego zdecydowanie w powieści pani Michalak nie brakuje!  Miłość, która nie zawsze słucha się rozumu i która pozostaje ślepa i głucha na znaki wokół , a co za tym idzie niejednokrotnie dokonuje błędnych wyborów. Co jeszcze? Nienawiść, dla niej też znalazło się miejsce. A należy dodać, że jest to tego rodzaju nienawiść, która popycha do okropnych czynów, których później, z czasem, niezmiernie żałujemy. No i gdzieś po drodze zgubiła się też przyjaźń. Może nie do końca taka piękna jak nie którzy ją przedstawiają, bo mimo wszystko i na niej nie brakuje skaz zdrady czy niedomówień, ale za to szczera i trwała, a to chyba najważniejsze, czyż nie?

Główną bohaterką można opisać wieloma epitetami, ale wśród nich  trudno znaleźć ten, który pierwszy nasuwa się nam do głowy. Patrycja z pewnością nie jest bowiem zwyczajna.  Mimo raczej dojrzałego wieku, pozwala by decyzję podejmowały za nią emocje, co wiąże się z tym, że jest raczej osobą impulsywną, która najpierw coś robi, a dopiero potem analizuje swoje czyny. Jak chyba każdy wielbiciel zwierząt, jest niezwykle wrażliwa na ludzką (i nie tylko ludzką!, a może zwłaszcza nie na nią) krzywdę. Kiedy obierze sobie jakiś cel, nie spocznie póki nie osiągnie. Tak - upór to zdecydowanie ta cecha, której nie można tutaj pominąć! Wszystko to składa się na skomplikowany, a dzięki temu autentyczny charakter głównej bohaterki, która "da się polubić".

Sam styl pani Michalak jest lekki, plastyczny i wolny od górnolotnych słów.  Jak poprzednio, nie sposób doszukać się tutaj rozbudowanych opisów. Jeżeli te się w ogóle pojawiają,to albo tyczą się  relacji rozgrywających się zdarzeń, albo emocji bohaterów. Narracja poprowadzona została z punktu widzenia narratora trzecioosobowego, najczęściej poznajemy jednak historię z perspektywy Patrycji, choć nie powiem - książątka również zostają dopuszczeni do głosu.  Ciekawym zabiegiem było również zamieszczenie w powieści fragmentów listów, które Analea kieruje do Amrego.

"Poczekajka"  to lekka, nieco baśniowa historia o poszukiwaniu własnego księcia z bajki, w której palce maczają nie tylko nienawiść i chęć zemsty, ale również magia. Pani Michalak ujęła mnie swoim lekkim, barwnym i niezwykle plastycznym stylem, który sprawił, że nawet nie spostrzegłam, kiedy lektura dobieg la końca. Bohaterowie wykreowani przez polską pisarkę są autentyczni i budzą w czytelnikach sympatię co również należy uznać za istotna zaletę. Ponad to pani Michalak umiejętnie przeplata ze sobą emocje, sprawiając, że mimo braku nagłych zwrotów akcji czy mrożących krew w żyłach tajemnic, trudno oderwać się od lektury. "Poczekajka" zdecydowanie jest pozycją, którą można polecić każdemu - temu młodszemu i nieco starszemu także - kto  pragnie zażyć nieco wytchnienia nad lekką, ale zajmującą historią 

„Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczuć. I nie bądź cyniczna wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań, ona jest wieczna jak trawa."

Ocena: 8/10




Poczekajka:
Poczekajka | Zachcianek |Zmyślona

Za lekturę serdecznie dziękuję portalowi Woblink

Po raz kolejny zapraszam Was również na konkurs, którego szczegóły znajdziecie tutaj.

czwartek, 26 lipca 2012

Zaufaj mi - Lisa Kleypas

TYTUŁ: Zaufaj mi
TYTUŁ ORYGINAŁU: Married by Morning
AUTOR: Lisa Kleypas
WYDAWNICTWO:. Prószyński i S-ka

Lisa Kleypas to bestsellerowa amerykańska pisarka i laureatka znaczących nagród literacki. Zasłynęła jako autorka licznych współczesnych oraz historycznych romansów, które mają swoje wierne czytelniczki na całym świecie. „Zaufaj mi” to czwarta z kolei część cyklu romansów o rodzinie Hathawayów.

Wbrew pozorom, za kurtyną małżeństwa, nie zawsze znajdowała się miłość. Owe uczucie nie rzadko przegrywało walkę z potrzebą poszerzenia majątku czy też nierównym pochodzeniu społecznym, statusie materialnym lub wykształceniu  Miłość stanowiła swego rodzaju fanaberie, na którą ludzie nie mogli sobie pozwolić. Czy jednak zawsze? Świat potrzebuje równowagi. Żaden, nawet najmocniejszy przeciwnik, nie może wiecznie wygrywać, nikt też wiecznie nie odnosi porażki. I miłość też wygrywała - czasami...

Catherine Marks już od jakiegoś czasu pełni rolę damy do towarzystwa sióstr Hathaway. Mimo raczej  niekonwencjonalnego spojrzenia na świat kobiet, a co się z tym wiążę niewielkich trudności, praca ta staje się dla Cat źródłem nieustannej satysfakcji i szczęścia. Wbrew samej sobie, pośród Hathaway'ów kobieta zaczyna się czuć jak członek rodziny, nieodłączny element całości. Jedynym cieniem na idealnym obrazie takiego życia jest Leo. Starszy brat podopiecznych Cat budzi w kobiecie złość i irytacje co staje się nieustannym źródłem ich kłótni. Wszystko ulega zmianie kiedy kolejna ze sprzeczek kończy się namiętnym pocałunkiem Cat i Leo.

Leo musi się ożenić, i to szybko, i spłodzić dziedzica - w przeciwnym bądź razie utraci rodzinną posiadłość. Ale choć tajemnicza i niedostępna Catherine niezmiernie go intryguje i kusi, nie jest odpowiednią pretendentką na miejsce u jego boku. To wbrew logice i wszelkim zasadom. Leo przyrzekł sobie, że już nigdy się nie zakocha, a obecność kobiety i uczucia jakie Leo żywi względem niej świadczą o tym, że wkrótce może złamać owe przyrzeczenie. Cat nie dorównuje mu pochodzeniem, a na domiar złego skrywa sekret, który może ją bezpowrotnie zniszczyć. Miłość nie poddaje się jednak tak łatwo i dzielnie staje do walki - z cieniami przeszłości, konwenansami, a nawet niezwykle opornymi Leo i Cat

Nie zawsze byłam zwolenniczką romansów historycznych. Kiedyś trzymałam się od nich na dystans, kręcąc nosem za każdym razem gdy mój mamutek znosił do domu tonę tytułów tego gatunku z biblioteki.  Potem jednak przypadkowo jeden z nich trafił w moje ręce. O! moje zdanie nie uległo wcale diametralnej zmianie i nie zapałam do owego gatunku nagłą, gorącą miłością. Po prostu zrozumiałam jak bardzo się myliłam nie odnajdując w nim żadnych zalet. Od tego czasu sięgam po romans historyczny w miarę regularnie - dla relaksu i po by pooddychać trochę powietrzem dawnych czasów.

Fabuła "Zaufaj mi" nie odbiega dalece od znanych już schematów. Nie ma co ukrywać, z łatwością przyjdzie nam z góry przewidzieć zakończenie, nie zmienia to jednak fakt, iż czytelnik z zainteresowaniem śledzi rozwój fabuły i podąża tropem na który naprowadza nas autorka. W typowym romansie historycznym zakończenie wątku miłosnego nie odgrywa bowiem kluczowej roli. Nie, najważniejszy jest sposób w jaki dana historia zostanie opowiedziana i w jaki autorka rozwiążę pozostałe wątki. A to, i mogę powiedzieć to z czystym sumieniem, wychodzi  Lisie Kleypas naprawdę bardzo dobrze.

Co warte jest uwagi? Sposób w jaki amerykańska autorka kreuje obraz rodziny i małżeństwa.  Hathaway'owie różnią się od mojego osobistego wyobrażenia ówczesnych rodzin. Lisie Kleypas udało się oddać silne więzy jakie wiążą jej członków - ich wzajemne przywiązanie, zrozumienie i łączącą ich miłość. W świecie, w którym istotną rolę odgrywały pieniądze i status społeczny, Lisa Kleypas ukazuje rodzinę jako najważniejszą, priorytetową wartość. Podobnie ma się rzecz zresztą z małżeństwem. Wbrew konwenansom, filarem małżeństwa według Kleypas nie jest status czy majątek, ale łączące dwójkę ludzi uczuci.

Skoro bohaterowie nobilitują wartości inne niż nakazują to zwyczaje zasady, nie trudno się domyślić, że i ich osobowość stanowi swego rodzaju ewenement wśród ówczesnego społeczeństwa. Wśród Hathaway'ów zdecydowanie można wyróżnić pewne wspólne cechy. Wszyscy są niezwykle emocjonalnymi ludźmi o ponad przeciętnej inteligencji, posiadającymi pasję, która wyróżnia ich spośród tłumu - dla Leo jest to architektura, dla Beatrix zwierzęta. Nie uciekają od problemów lecz stają z nimi do walki twarzą w twarz, a w obliczu tragedii znajdują pocieszenie w ramionach bliskich osób. Jeżeli zaś chodzi o Cat, zdecydowanie brak jej pewności siebie i odwagi - mając do wyboru ucieczkę bądź rozwiązanie danego problemu skłania się raczej ku pierwszej opcji. Trudno jej jednak odmówić inteligencji czy uporu, tak zdecydowanie Cat nie należy do grona naiwny, uległych młodych panien!

Narrator wszystkowiedzący przedstawia historię z punktu widzenia kilku postaci, szczególną uwagę skupiając jednak na Cat i Leo. Lisa Kleypas zręcznie operuje słowem tworząc na zmianę nastrój tajemniczości i namiętności. Autorka posługuje się plastycznym, barwnym językiem opisując wiejskie, angielskie posiadłości, ale także wystawne spotkania towarzyskie. Owszem, w powieści pani Kleypas nie brakuje scen erotycznych, ale zostają one przedstawione w odpowiednich proporcjach. Co zaś się tyczy dialogów, wypadają niezwykle autentycznie, a potyczki słowne między parą głównych bohaterów nie raz wywołują uśmiech na ustach.

"Zaufaj mi"  to pełna pasji i namiętności historia o miłości ponad konwenanse i przeciwności losu. Lisa Kleypas stworzyła romans historyczny na naprawdę wysokim poziomie - zachwyca nie tylko swoim kunsztem pisarskim, kreacją bohaterów, ale i obrazem XIX-wiecznej Anglii, który wychodzi spod jej pióra.  Jest to tego rodzaju lektura, którą smakujemy powoli i z niekłamaną przyjemnością. Dlatego też "Zaufaj mi" polecam wszystkim tym, którzy szukają lekkiej pozycji pełnej pasji, namiętności i miłości.

"Cnota w kobiecie jest jak pieprz w zupie. W małych ilościach  to doskonała przyprawa. Jeśli przesadzisz, nikt nie będzie cię chciał."

Ocena:  7,5/10



Rodzina Hathawayów:
Wyjdź za mnie | Uwiedź mnie | Pokochaj mnie | Zaufaj mi | Znajdź mnie

Za lekturę dziękuję księgarni Matras

Korzystając z okazji pragnę Was wszystkich zachęcić do wzięcia udziału aż w dwóch konkursach.  Pierwszym zorganizowanym przez księgarnie Matras, o którym więcej możecie poczytać tutaj. I drugim,, o którym wspominałam w poprzednim poście. Termin nadsyłania prac został bowiem przedłużony do końca sierpnia. Macie więc jeszcze mnóstwo czasu na zastanowienie, a powieść pani Joanny jest tego warto!
 

wtorek, 24 lipca 2012

Konkurs - Czym jest dla Ciebie blog?

Uwaga, uwaga! Zrządzeniem losu, przez przypadek lub jakąś inną, nienazwaną siłę do trafiły do mnie dwa egzemplarze "Blogostanu". Pani Karolina z Repliki zgodziła się abym jeden komuś podarowała i tak też zamierzam zrobić. Egzemplarz trafi do jednej lub jednego z Was! (Egzemplarz jest nowy, na pierwszej stronie znajduje się jedynie pieczątka Bezpłatny egzemplarz recenzencki)

Żeby nie narażać Was, ani siebie na wydatki z sześcioma zerami przedstawiam krótki regulamin.

Regulamin:

1. Organizatorem konkursu jestem ja autorka bloga zlodziejkaksiazek.blogspot.com oraz w sposób pośredni wydawnictwo Replika
2. Konkurs obowiązuje od dnia dzisiejszego czyli 24 lipca do końca miesiąca czyli 31 sierpnia godziny 23:59 ;D
3. Zasady konkursu:
a) W wyznaczonym terminie (podanym w punkcie drugim) należy przesłać na mojego maila (kala.suder@gmail.com) odpowiedź na  pytanie Czym jest dla Ciebie blog? 
b) Technika wykonanej pracy jest dowolna. Może to być jedno zdanie, krótkie opowiadanie, wiersz, rysunek etc.
c) Najlepiej aby praca była załączona do wiadomości jako załącznik. Temat wiadomości; KONKURS. Jako treść maila  bardzo proszę umieścić maila kontaktowego, adres swojego bloga oraz własny nick.
d) Bardzo prosiłabym o umieszczenie na własnym blogu banerka informującego o konkursie podlinkowanego do tego postu.
e) Na końcu należy pod tą notką w komentarzu poinformować o wykonaniu wszystkich powyższych podpunktów wraz z mailem z którego wysłaliście wiadomość z pracą w celu sprawdzenia czy wiadomość nie zniknęła gdzieś po drodze ;P  
f) W konkursie mogą brać udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski!
4. Zwycięzcę wybierze jednoosobowa komisja czyli ja wraz z drobną pomocą mojej kochanej siostrzyczki Mony autorki bloga monacosmetics.blogspot.com. Oceniana jest przede wszystkim kreatywność i sposób wykonania. Zwycięzca zostanie ogłoszony prawdopodobnie 2 września
5. Tak jak już wspomniałam "walczymy" o jeden egzemplarz "Blogostanu", którego wartośc wynosi 29, 90 zł. Nagrodę w sposób pośredni ufundowało wydawnictwo Replika.
6. Zwycięzca będzie miał dwa dni na przysłanie swojego adresu. Jeżeli wszystko przebignie zgodnie z planem, paczka zostanie wysłana tuż po weekendzie czyli 6 września.
7. Prawo do składania reklamacji, w zakresie niezgodności przeprowadzenia Konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu 7 dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie maila na adres kala.suder@gmail.com

Banerek konkursowy:




Bardzo zależy mi na tym aby do konkursu zgłosiło się jak najwięcej osób dlatego bardzo proszę, aby banerek wkleiły nawet te osoby, które nie są zainteresowane braniem udziału w konkursie. 

Życzę Wam wszystkim powodzenia!

niedziela, 22 lipca 2012

Pocałunek anioła - Elizabeth Chandler

TYTUŁ: Pocałunek anioła
TYTUŁ ORYGINAŁU: Kissed by an angel
AUTOR:  Elizabeth Chandler
WYDAWNICTWO: Dolnośląskie

Elizabeth Chandler to pseudonim literacki amerykańskiej autorki - Mary Claire Helldorfer. Psiarka zajmowała się wieloma gatunkami literackimi, jednak największą sławą przyniosła jej bestsellerowa romantyczna seria dla młodzieży zapoczątkowana powieścią "Pocałunek anioła". Elizabeth Chandler na co dzień mieszka w Baltimore w USA, kocha niesamowite opowieści, koty oraz baseball.

Wbrew pozorom każda, nawet krótka chwila odgrywa istotną rolę w naszym życiu. Wystarczy moment, ułamek sekundy by przewrócić nasz świat do góry nogami. Jedno spojrzenie, które staje się źródłem nieśmiertelnej miłości, jedno słowo, które wybuduje między dwójką, kiedyś bliskich sobie ludzi mur nienawiści, jedna decyzja, która zakończy życie nasze lub drogiej nam osoby. Moment, krótka chwila, której konsekwencje odczuwalne mogą nam towarzyszyć już do końca naszych dni...

Los nie oszczędza Ivy, nieustannie rzucając jej kłody pod nogi. Po śmierci ojca i zamieszkaniu w niewielkim miasteczku wszystko wygląda jednak na to, że jej życie zmierza ku lepszemu. Ivy ma przyjaciół na których zawsze może polegać, a także cudownego, młodszego brata. Również matka dziewczyny odzyskuje szczęście u boku jednego z bogatszych mieszkańców miasteczka i ojca nastoletniej gwiazdy sportu. Ivy wierzy, że szczęście, którego właśnie doświadcza jest zasługą aniołów, które sprawują opiekę nad nią i jej bliskimi.

Stan absolutnego szczęścia nie mija. I wszystko wygląda na to, że los wreszcie uśmiechnął się do Ivy - zwłaszcza, że właśnie zwróciła na siebie uwagę jednego z najprzystojniejszych zawodników drużyny pływackiej. Tristan kocha Ivy i zrobi wszystko by zasłużyć na uczucie dziewczyny. Tyle, że nad jej światem - spokojnym i przepełnionym poczuciem bezpieczeństwa - znowu pojawiają się  ciemne chmury. Nastolatkom nie długo dane jest cieszyć się sobą nawzajem. Kolejne kłody wydają się być trudniejsze do pokonania.  Tym razem nawet anioły mogą okazać się bezsilne...

Lubię sięgnąć od czasu do czasu po powieści, które Wydawnictwo Dolnośląskie kieruje ku młodzieży. Owszem, zaliczają się one w większości do gatunku paranormal romance, z którego autorzy wycisnęli już chyba wszystkie soki, ale posiadają pewną otoczkę, których innym pozycjom brakuje - tajemniczość, smak pierwszej, prawdziwej miłości, nadzieja, magia. Z chwilą w której "Pocałunek anioła" trafił w moje ręce przeżyłam jednak szok. Powieść ta swoim gabarytami zdecydowanie odbiega  od innych pozycji wydanych do tej pory w serii "Po zmierzchu". Nie dość, że, mówiąc wprost, jest ona krótka, to jeszcze zastosowana w książce czcionka jest stosunkowo duża. Pełna złych przeczuć zasiadłam do lektury. I przepadłam.

"Pocałunek anioła" zaczyna się w momencie, w którym większość powieści zbliża się już ku końcowi. Poznajemy Ivy i Tristana - parę młodych, ale szaleńczo w sobie zakochanych nastolatków. Nastolatków którzy są szczęśliwi i radośni i którzy mają przed sobą jeszcze perspektywę długiego życia. To właśnie w tym momencie standardowo następuje koniec, prawda? Kiedy przyszłość wciąż stanowi pasmo niespodzianek, a czytelnik sam może ułożyć dalszy ciąg szczęśliwego zakończenie.  Tyle, że pani Chandler nie daje nam ku temu okazji. Światło, nie działające hamulce, huk i wreszcie kaskada szkła.  I nagle wracamy ku początkowi. Kiedy nie ma jeszcze Ivy i Tristana, a przynajmniej nie żyjących wspólnie u swego boku. Podoba mi się ten zastosowany przez amerykańską autorkę pomysł, w którym praktycznie trzy czwarte powieści stanowi wgląd do przeszłości bohaterów.

Fabuła obraca się głównie wokół wątku rodzącego się między Ivy i Tristanem uczucia. Wątek paranormalny zostaje wprowadzony dopiero wraz z rozwojem fabuły - powoli i subtelnie. Anioły, które kreuje pani Chandler nie różnią się wiele od tych, które poznaliśmy już na kartach innych powieści - to duchy całkiem zwyczajnych ludzi, którzy przed odejściem muszą wykonać jeszcze jakieś zadanie. To co jednak spodobało mi się w dziele amerykańskiej autorki to delikatnie, niemal niezauważalnie wpleciony wątek rodzinny, realizowany jednak w kilku aspektach. Przede wszystkim mam tutaj na myśli ukazanie trudnych relacji, które łączyły przybranego brata Ivy z jego matką, ale także niezwykłe przywiązanie dziewczyny do zmarłego ojca i wzajemne relacje, które łączyły ją z młodszym bratem.

Charaktery postaci ukazane są w ładny, ale niestety nie zbyt dokładny sposób, ograniczając się raczej do paru ogólników. Gdyby więc przedstawić charakterystykę zbiorową, postacie które kreuje pani Chandler to zagubieni, szukający własnego miejsca na ziemi i rozpaczliwie starający się osiągnąć wyznaczony sobie cel ludzie, których los niestety nie oszczędza. Po raz kolejny to męski bohater zyskał sobie moją większą przychylność i sympatię. Tristan jest po prostu uroczy - już w tym jednym słowie można oddać jego charakter. To prostolinijny, odpowiedzialny i niezwykle uczuciowy chłopak, który dobro innych wynosi ponad własne. O dziwo!, nie przeszkadzała mi nawet jego pozorna idealność.

"Pocałunek anioła" to historia pierwszej, najpiękniejszej, ale i bolesnej miłości, gwałtownie przerwanej przez widmo śmierci. Elizabeth Chandler umiejętnie buduje fabułę bawiąc się różnorodnością wątków, w którym prym wiedzie jednak ten miłosny. Język jakim posługuje się autorka jest lekki i zrozumiały dla każdego, wprowadza również odpowiedni nastrój, a jej bohaterowie to zwyczajni, nieco zagubieni nastolatkowie, z którymi łatwo przychodzi się utożsamić. Samą historię należy traktować raczej jako prolog całej serii i dlatego żałuję, że wydawnictwo nie zdecydowało się na połączenie trzech pierwszych części w jedną całość, ale mówi się trudno... Ja osobiście czuję się zachęcona i na pewno sięgnę po dalsze części serii, Was tymczasem zachęcam do lektury.

„Kiedy się kogoś kocha, to nigdy nie jest skończone (...) Żyje się dalej, bo tak trzeba, ale nosi się...”

Ocena: 7/10

Pocałunek anioła:
Pocałunek anioła | Potęga miłości | Bratnie dusze | Wieczna tęsknota


Za lekturę dziękuję grupie wydawniczej Publicat

piątek, 20 lipca 2012

Stosik #2

Tak jak już wspomniałam w którejś notce, nie po drodze był nam coś ze stosikami. Albo nie miałam czasu, albo aparatu pod ręką, albo kabla USB. Czas leciał, a książki przygotowane do stosiku jak stały tak stały, W końcu nadszedł jednak TEN czas. Chwyciłam z grubsza wszystkie najważniejsze książki, komórkę (bo aparat gdzieś zaginął w akcji) i kabel, i wreszcie zabrałam się do pracy. A co!

Stosik recenzencki #1 czyli coś lekkiego dla każdej z pań

1. Zaufaj mi - Lisa Kleypas; egzemplarz recenzencki od księgarni Matras
2. Adam i Ewy - Monika Orłowska; również egzemplarz od niezastąpionego Matrasa. Czyta się obecnie ;), nawet koniec zakładki wystaje.
3. Miłosne kołysanki - Jane Graves; egzemplarz od wyd. Otwarte. Recenzje możecie znaleźć tutaj.
4. Wyspa namiętności - Lore O'Clare; po raz kolejny wyd Otwarte. po raz kolejny seria Otwarte dla Ciebie.
5. Ulotne chwile szczęścia - Robyn Carr; od Miry
6. Śmiertelne napięcie - Alex Kava; jw (Recenzja tu)
7. Osaczona - Tess Gerritsen; jw
8. A między nami ocean... - Susan Wiggs; jw
9. Dama w purpurze - Rosemary Rogers

Stosik recenzencki #2 czyli tym razem nieco z fantastyki i jej pogranicza

1. Pocałunek anioła - Elizabeth Chandler; egzemplarz od Publicatu. 
2. Wrzawa śmiertelnych - Eric Nylund; egzemplarz od Prószyńskiego
3. W otchłani - Beth Revis; egzemplarz od Publicatu. Recenzja tu
4. Zaginione wrota - Orson Scott Card; kolejny egzemplarz od Prószyńskiego
5. Cień doskonały - Brent Weeks; egzemplarz niespodzianka od wyd. MAG
6. Mechaniczny anioł - Cassandra Clare; zakup własny. zaplątał sie tu przez przypadek ;P
7. Mechaniczny książę - Cassandra Clare; egzemplarz od wyd. MAG
8. Smutna historia braci Grossbart - Jesse Bullington; również egzemplarz niespodzianka od wyd. MAG

Stosik własny

1. Nadzieja - Katarzyna Michalak; perełka całego stosu. wybłagane u mamutka ;*
2. Nieziemska - Cynthia Hand; dałam się skusić 60% rabatowi w Matrasie. Zobaczymy czy było warto ;)
3. Kosogłos - Suzanne Collins; prezent urodzinowy od mamutka ;) Cała seria przeczytana. Ze względu na natłok recenzji tych powieści nie zostanie jednak zrecenzowana.
4. W pierścieniu ognia - Suzanne Collins
5. Igrzyska śmierci - Suzanne Collins
6. Wróżby z koronek - Brunonia Barry; leżała sobie w stosie po 9 zł w Realu więc nie mogłam powiedzieć nie.
7. Delirium - Lauren Oliver; zakupiona razem z pozycją poniżej jeszcze w trakcie Światowego Dnia Książki. 
8. Dziewczyna na Times Square - Paullina Simons; znam tą Panią z trylogii "Jeźdźca miedzianego"  byłam ZACHWYCONA. Zobaczymy czy i tym razem utrzyma poziom ;)
9. Amore 14 - Federico Moccia; leżał sobie z 20% rabatem w empiku więc dałam się skusić ;)

wtorek, 17 lipca 2012

Stażystka - Mimi Alford

TYTUŁ: Stażystka. Mój romans z prezydentem Kennedym i jego skutki
TYTUŁ ORYGINAŁU: Once Upon a Secret: My Affair with President John F. Kennedy and Its Aftermath
AUTOR: Mimi Alford 
WYDAWNICTWO: Znak

Mimi, a właściwie Marion Alford to amerykańska kobieta -żona, matka i babcia, a także czynna działaczka na rzecz kościoła. W 2011 roku zadebiutowała jako pisarka, wydając powieść "Once Upon a Secret: My Affair with President John F. Kennedy and Its Aftermath". Jest to autobiograficzna historia, w której Mimi ujawnia skrywany przez 50 lat sekret o swoim romansie z byłym prezydentem Johnem F. Kennedym.

Każdy z nas skrywa przed światem jakąś tajemnicę. Potrzeba posiadania jakiegoś osobistego sekretu wydaje się niemal leżeć w ludzkiej naturze. Czasami jest to jakaś pozornie nieistotna informacja, niekiedy zatarte przez czas wspomnienie... Wbrew pozorom stosunkowo rzadko wyjawienie owej tajemnicy wiążę z nagłą zmianą naszego życia. Zdarzają się jednak i takie przypadki, w których wydostanie się na światło dzienne prawdy wywraca świat do góry nogami i wyznacza nowy, całkiem odmienny okres naszego życia...

Patrząc na życie Mimi z boku, doprawdy trudno dopatrzyć się w nim czegoś niezwykłego. Mimi jest bowiem całkiem zwyczajną, bogatą w wiek i doświadczenie kobietą, która spełniła się już jako matka i teraz aktywnie działa na rzecz kościoła. A przynajmniej tak jest do chwili, w której na światło dzienne wychodzi skrywany dotąd starannie sekret. Nagle życiem Mimi zaczynają się interesować gazety, telewizja i "przyjaciele", którzy dotąd nie utrzymywali z nią kontaktu. Jedni potępiają jej zachowanie, inni wydają się być zafascynowani wydarzeniami jakie rozegrały się w życiu kobiety. Nikt nie wydaje się być jednak  zainteresowany prawdziwą relacją zdarzeń. 

Jako młoda dziewczyna, Mimi doświadczyła niewątpliwego zaszczytu.  Za sprawę nie do końca zrozumiałych nawet dla samej zainteresowanej koneksji, panna Beardsley zostaje stażystką w Białym domu. Wymarzona wakacyjna praca to jednak dopiero początek zaskakujących wydarzeń. Mimi zwraca na siebie uwagę prezydenta. Zaaranżowane przez osoby trzecie spotkania stają się początkiem kilkunastomiesięcznego romansu, który zakończy dopiero tragiczna śmierć Kennedyego.

Raczej unikam lektury powieści autobiograficznych czy też biograficznych. Być może błędnie, kojarzą mi się ze zbyt długimi, bogatymi w zupełnie nieinteresujące fragmenty książkami, w których w miarę interesujący fragment zajmuje mniej niż jedną trzecią całej zawartości. Skłamałabym również twierdząc, iż do sięgnięcia po "Stażystkę" zachęciła mnie postać Johna F. Kennedyego. Pan ten jest dla mnie osobą prawie zupełnie nieznaną. Moje wiedza kończy się na tym jakie stanowisko zajmował i jak zginął. Przepraszam, o uszy obiła mi się również kiedyś informacje o serialu tyczącym się owej postaci, w której jedna z głównych ról przypadła w udziale Katie Holmes. Na tym jednak moja wiedza już naprawdę się kończy i prawdę mówiąc nigdy nie czułam potrzeby by ją poszerzać. "Stażystka" wpadła w moje ręce przez absolutny przypadek i właściwie niewiele  brakowało, a w ogóle nie zorientowałabym się, iż posiadam ową pozycję w mojej skromnej "kolekcji" ebooków.

Skoro jednak już odnalazłam owy tytuł postanowiłam zmierzyć się z ową pozycją.  Dobra, przyznaję początkowo dałam się wciągnąć w akcję. Mimo wszystko jestem tylko człowiekiem, a nakreślona na wstępie sytuacja sprawiła, że z zapartym tchem oczekiwałam momentu spotkania Mimi i prezydenta. Dobra, przyznaję,  może nie tylko na początku. Może później też pozwoliłam się uwieść gawędziarskiemu tonowi Mimi i może nawet żałowałam, kiedy dobrnęłam do ostatniej strony. Wydaje mi się jednak, że moje zainteresowanie i zaangażowanie lekturą nie wypływało z zainteresowania samą fabułą, ale godnym pochwały stylem autorki. Akcja powieści nie pędzi bowiem z zawrotną szybkością do czego jestem przyzwyczajona. Brakło mi jakieś kulminacyjnych, zapierających dech w piersi momentów. Akcja posuwa się wolno, autorka skupia bowiem więcej uwagi na motywach własnego postępowania i emocjach które jej towarzyszyły niż na opisie realnych wydarzeń.

Styl autorki zrekompensował mi jednak w zupełności owe niedociągnięcia. Jest lekki, ale niezwykle barwny i plastyczny. Mimi Alford w moim odczuciu idealnie sprawdziła się jako narratorka. Autorka posiada bowiem ową rzadką umiejętność mówienia o sprawach trywialnych, mało istotnych i najzwyczajniej w świecie nudnych w taki sposób by zaciekawić i zauroczyć czytelnika. Mimi cały czas utrzymywała kontakt z potencjalnym odbiorcą tak, że w pewnym momencie lektura mogła zacząć nabierać prywatnej rozmowy między pisarką a czytelnikiem.

Chociaż Mimi przekonała mnie do siebie jako narratorka, mam mieszane odczucia względem jej osoby w charakterze potajemnej kochanki prezydenta. Jej nieustanne tłumaczenia, wykręty, a także pewna niepewność własnych uczuć względem Johna F. Kennedyego niestety nie wzbudziły mojej sympatii. Cóż, być może jestem osobą zbyt konserwatywną  i zbyt staromodną, ale jej zachowanie budziło mój sprzeciw i oburzenie. I nie przekonuje mnie nawet trafne spostrzeżenie, że w tamtych czasach kobieta nie miała wiele do powiedzenia. Owszem, współczuję Mimi - młodej, niedoświadczonej, niewinnej dziewczynie będącej pod silnym wpływem prezydenta, ale nie zmienia to faktu, że jej nie rozumiem.

Autorka niezwykle sugestywnie opisuje ówczesną rzeczywistość i panujące w niej zasady.  Przede wszystkim jednak rolę mężczyzn i kobiet (zwłaszcza, gdy jest się jednostką posiadającą wielką władzę). W owym świecie nie istnieje pojęcie poprawności politycznej, ani molestowania. Kobieta, nawet ta z wykształceniem, a może zwłaszcza ona, znajduje się pod wpływem mężczyzny. Jest zupełnie  zmanipulowaną marionetką w jego rękach.

"Stażystka" to historia o romansie, który wzbudził zainteresowanie całego społeczeństwa. Romansie bez miłości, a może nawet i bez zauroczenia, który opierał się jedynie na zaspokojeniu fizycznych potrzeb jednej ze stron. Jej atutem o dziwo nie jest jednak z pewnością ani fabuła, ani kreacja postaci, ale przedstawienie panujących w owych czasach realiów oraz niezwykle umiejętnie poprowadzona narracja. I choćby po to by się o tym przekonać, warto sięgnąć po ową lekturę

Ocena: 7/10

Za lekturę niezmiernie dziękuję portalowi Woblink

czwartek, 12 lipca 2012

Dla ratowania życia - Anna Reszela

TYTUŁ :Dla ratowania życia
AUTOR:Anna Reszela
WYDAWNICTWO: Warszawska Firma Wydawnicza

Anna Bartoszewicz na co dzień pracuje jak analityk finansowy w jednym z polkowickich banków. Lubi swoją pracę i nie wyobraża sobie bez niej życia, a pisanie traktuje jedynie jako hobby. Swoją debiutancką powieść wydała pod panieńskim nazwiskiem by w ten sposób podziękować rodzicom, którzy zawsze ją wspierali.
.
Problem kidnapingu niestety z dnia na dzień zdaje się coraz bardziej powszechny we współczesnym świecie. Dzieci porywane są z różnych powodów i przez różne osoby. Jednymi kieruje chora żądza pieniędzy, innymi niezrozumiałe pobudki seksualne jeszcze inni z kolei traktują dzieci jako źródło organów. Policja wydaje się być bez silna w obliczu owego zjawiska efektem czego liczba odnalezionych malców z roku na rok maleje. Owe zaginione dzieci pozostawiają po sobie pustkę, ból i zacierające się wspomnienia, które rodziny na siłę starają się zachować i które powodują silną potrzebę zrekompensowania otrzymanych krzywd...

Diana jest szczęśliwą kobietą, która spełnia się zarówno na polu zawodowym jak i rodzinnym. Ma  dobrze płatną i satysfakcjonującą pracę w której doskonale dogaduje się z surowym, ale wyrozumiałym szefem; mimo upływu lat ją i męża wciąż łączy gorące uczucia, a dzięki pięcioletniemu Damianowi poznaje uroki macierzyństwa. Jej szczęście umiera jednak w chwili, w której Damien pada ofiarą porwania.. Powierzchowne śledztwo policji nie przynosi rezultatów. Diana popada w coraz głębszą depresję - zaniedbuje swoje obowiązki, nie pojawia się w pracy, co gorsze jednak odtrąca pomocną dłoń swego męża.

Z letargu rozpaczy wyrywa Dianę dopiero obecność Marka - jej szefa. Mężczyzna przyprowadza wraz ze sobą swego syna - Roberta - zdegradowanego policjanta, który wszczyna nieoficjalne śledztwo w sprawie Damiana. To właśnie wówczas wychodzi na jaw fakt, że podobne porwania miały już wcześniej miejsce, a matką jednej z ofiar jest sąsiadka Diany - Kasia. W tej trudnej sytuacji, kobieta staje się sojuszniczką Diany. Razem zdobywają kolejne dowody, które ukazują sprawę w całkiem nowym świetle. Nieoczekiwanie sprawca porwań znowu daje o sobie znać.

Z natury jestem raczej osobą wrażliwą, niepotrafiącą przejść obojętnie obok ludzkiej krzywdy.  Z niesłabnącym przerażeniem i niedowierzaniem przyglądam się wydarzeniom, które rozgrywają się we współczesnym świecie i, mimo iż stają się one coraz powszedniejże, mam wrażenie że mój stosunek do pewnych spraw nie ulegnie już zmianie. Wśród nich znajduje się choćby kidnaping. Wraz z upływem lat ukształtowałam sobie pewne zdanie na temat ludzi zdolnych do czynienia krzywdy bezbronnym i niewinnym dzieciom i od tamtej pory twardo przy nim obstawałam. Aż do momentu, w którym chwyciłam w dłonie debiutancką powieść  polskiej autorki.

Pani Reszela porusza w swojej debiutanckiej książce wiele wątków, wszystkie z nich obracają się jednak wokół tematyki kidnapingu. Po pierwsze, najważniejsze, stykamy się z relacją przeżyć pogrążonych w rozpaczy rodziców. Autorka zestawiła dwa, pozornie różne obrazy, które jednak z czasem zlewają się w jedną całość. Diana i Andrzej początkowo poddają się swojemu bólowi, pozwalają by cierpienie i strata zawładnęły nad całym ich dotychczasowym życiem i zniweczyły szanse na odnalezienie ukochanego dziecka. Natomiast w poczynaniach Kasi już od pierwszej chwili dostrzegamy determinacje i upór. Kobieta nie tylko wierzy, że jej dziecko żyje i prędzej czy później je odnajdzie, ale wręcz nie dopuszcza do siebie myśli, że może być inaczej. Po drugie, autorka "częstuje" nas niezwykle smakowitym wątkiem kryminalnym. Stopniowane napięcie oraz podrzucane nam co kawałek kolejne elementy układanki, pozwalają czytelnikowi na to by wraz z bohaterami brał czynny udział w rozwiązywaniu tajemnicy.

Anna Reszela na kartach "Dla ratowania życia" kreśli niezwykle przejmujące, niejednokrotnie odbiegające od stereotypów portrety bohaterów z których chyba żaden nie jest w zupełności czarny ani biały. Niesłusznie zdegradowany policjant, który utracił kontakt z ukochanym ojcem i który dopiero teraz zyskuje szanse na naprawienie wzajemnych relacji. Młoda, nieszczęśliwa kobieta, która całe swoje życie podporządkowuje osiągnięciu jednemu celu. Szczęśliwe małżeństwo, które w obliczu tragedii nie potrafi jednak odnaleźć wspólnej drogi. I wreszcie porywacz, który, o ironio!, wcale nie wydaje się być bezlitosnym, pozbawionym skrupułów człowiekiem.Wszyscy Ci bohaterowie gdzieś po drodze się pogubili, a odnalezienie zaginionych dzieci staje się dla nich również  możliwością na odnalezienie samego siebie.

Oh wcale nie uważam, że debiutancka powieść pozbawiona jest wad. Owszem, dopatrzyłam się ich kilka. O dziwo! w moim mniemaniu bohaterowie stykali się z za małą ilością przeszkód na swojej drodze. Ich śledztwo było nieoficjalne, mimo to nie mieli żadnych problemów z otrzymaniem nagrania monitoringu. Sprzedawczyni przez przypadek miała przy sobie sporządzony przez siebie "portret pamięciowy" porywacza. Tym co jednak najbardziej rzuciło mi się w oczy to karygodny wręcz błąd wydawnictwa. W opisie powieści umieścili istotny fakt, który wychodzi na światło dzienne dopiero mniej więcej w połowie książki! Znajomość owego faktu może nieco popsuć radość jaką czytelnik czerpie z lektury.

"Dla ratowania życia"  to przejmująca historia o walce o odnalezienie własnego dziecka. Mimo iż jest to dopiero debiutancka powieść pani Reszeli, język jakim się posługuje jest lekki i niezwykle plastyczny. Autorka niezwykle umiejętnie skonstruowała fabułę, każdy znajdzie tu bowiem coś dla siebie - wielbiciele wątków kryminalnych, obyczajowych, a nawet romantycznych. W trakcie lektury na szczególną uwagę zasługują doskonale nakreślone portrety bohaterów, które rekompensują nawet drobne niedociągnięcia fabularne. Doskonała lektura, która otwiera oczy na problemy współczesnego świata.

„Wiedziała, że są pytania, na które nigdy nie uzyska odpowiedzi. Co by było, gdyby na ścieżce jej życia, w tamtym właśnie momencie, nie pojawili się jej obecni przyjaciele? Jak potoczyłyby się jej losy, gdyby nie ich dobroć, współczucie, lojalność, upór i niesamowita zdolność dedukcji?”

Ocena: 7/10

Za lekturę dziękuję autorce

poniedziałek, 9 lipca 2012

11 pytań

Tak jak wcześniej obiecałam, dzisiaj zamiast kolejnej recenzji pojawi się notka z odpowiedziami na zadane mi przez Lawendę 11 pytań. Zainteresowanych zapraszam do lektury

TAG : 11 PYTAŃ

  Każdy już pewnie zdążył się zorientować jakie są reguły zabawy, ale dla zasady je przytoczę.
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Następnie wybiera 11 nowych osób do tagu i podaje je w swoim poście.
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w tagu i napisz je w tagowym poście.
4. Wymień w swoim poście osoby, które otagowałaś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane.

PYTANIA:

1. Aparat czy kamera?
Właściwie nie ma tutaj dla mnie jednoznacznej odpowiedzi. Cenię sobie i tą i tą formę "zatrzymywania czasu". Gdybym jednak musiała wybrać, byłby to aparat z tej prostej przyczyny, iż częściej go używam ;) 
2. Włosy proste czy loki?
I tutaj odpowiedź jest już znacznie prostsza. Jako dumna właścicielka kręconych włosów nie mogę wybrać inaczej - loki.
3. Kryminał czy sensacja?
Żaden z tych gatunków na stałe nie znajduje się w kręgu mojego zainteresowania, ale częściej sięgam jednak po kryminał.
4. Z lakierem na paznokciach czy bez?
Nienawidzę malować sobie paznokci! Jestem osobą pozbawioną cierpliwości, a do tego niestety pedantką. Po prostu żal mi czasu na to by nakładać na paznokcie trzy warstwy lakieru po to by później zmyć go tylko i wyłącznie dlatego, że nie był równo nałożony.  O ironio uwielbiam jednak kolorowe paznokcie u innych ;) dlatego z lakierem na paznokciach. 
5. Saga/trylogia czy kilka różnych książek tego samego autora?
Do niedawna odpowiedź ta wyglądałaby jeszcze inaczej, ale biorąc pod uwagę prawdziwy nasyp serii, których w żaden sposób nie mogę skompletować wolę jednak kilka różnych książek tego samego autora. 
6. Chiny czy Japonia?
Japonia bez dwóch zdań. Chiny kojarzą mi się niestety tylko i wyłącznie z wszędobylskimi metkami "made in China"
7. Kosmetyki czy moda?
Również bez problemowo - moda. Kosmetyki pozostawiam w rękach mojej starszej kochanej siostrzyczki. 
8. Notatki w zeszycie czy w komórce/na komputerze?
Co prawda znacznie wygodniej jet mi robić notatki na komputerze lub komórce, ale niestety, z niewiadomych dla mnie przyczyn wówczas o nich zapominam.  Dlatego też stawiam na notatki w zeszycie, a właściwie wszędobylskich karteczkach samoprzylepnych
9. Pianino czy gitara?
Uwielbiam oba te instrumenty, ale bliższa, mimo wszystko, wydaje mi się gitara
10. Blog czy vlog?
Nie miałam pojęcia czym jest vlog. Musiałam podeprzeć się wiedzą wujka Google ;) Bezkonkurencyjnie blog. 
11. Wampir czy wilkołak?
Chociaż obecnie panuje ich przesyt, mimo wszystko wolę wampira, głównie ze względu na moją niesłabnącą miłość do jednego z nich ;). Któż może oprzeć się urokowi Damona? 

Tym razem nie mianuję nikogo do zabawy. Większość osób ale już wzięła w niej udział, ale przynajmniej otrzymała zaproszenie. Jeżeli ktoś byłby mimo to chętny zapraszam do odpowiedzi na pytania zadane mi przez Lawendę. ;)

piątek, 6 lipca 2012

Miłosne kołysanki - Jane Graves

TYTUŁ: Miłosne kołysanki
TYTUŁ ORYGINAŁU: Black Ties and Lullabies
AUTOR:  Jane Graves
WYDAWNICTWO: Otwarte

Jane Graves jest popularną, amerykańską autorką współczesnych mieszkańców, a także wielokrotną laureatka nagród literackich. Jej książki przetłumaczono na kilkanaście języków, a dwa tytuły znalazły się na liście bestsellerów Barnes&Noble. Na co dzień Jane mieszka w okolicach Dallas wraz z mężem i chytrym kotem, który rządzi całym domem.

Nie każda miłość rodzi się "od pierwszego wejrzenia". Czasami potrzeba długich dni, miesięcy a nie kiedy nawet i lat na to by uczucie między dwojgiem ludzi przerodziło się w coś dojrzałego i trwałego. Zdarzają się wypadki, w których owa droga wydaje się być trudniejsza i niemal niemożliwa przypadki.  W których miłość zostaje poprzedzona przyjaźnią, tolerancja, a nawet nienawiścią...

Bernie nigdy nie była taka jak inne kobiety. Zdecydowanie lepiej odnajduje się w męskim gronie znajomych, pozostaje obojętna na wszelkie zasady obowiązującej właśnie mody i samodzielnie staje do walki ze swoimi problemami. Zarobione pieniądze nie trwoni na własne przyjemności, ale skrupulatnie zbiera dla dla schorowanej matki. Jak na miarę najlepszego specjalisty od ochrony osobistej przystało jest zdyscyplinowana i sumienna, przede wszystkim jednak nie dopuszcza do tego by uczucia wzięły górę nad rozsądkiem.

Jeremy Bridges różni się jednak od typowego mężczyzny czy pracodawcy. Bogaty, przystojny i świadomy wrażenie jakie sprawia na kobietach drażni Bernie swoim stylem życia. Mimo niezaprzeczalnego profesjonalizmu kobiety, coraz częściej dochodzi mierzy nimi do słownych potyczek i zgrzytów. Jedna z kolejnych takich sprzeczek przybiera jednak nieoczekiwany finał. Kumulowane do tej pory emocje wybuchają z zaskakującą mocą. Wbrew rozsądkowi Bernie rzuca dobrze płatną pracę i stara się na nowo ułożyć życie. Niestety, nie jest to wcale takie proste.

Przyznaję się bez bicia, że kiedy wydawnictwo Otwarte wypuściło na rynek powieści z serii "Otwarte dla Ciebie" pierwszym skojarzeniem jakie przychodziło mi wówczas do głowy było porównanie owych tytułów do niezbyt pochlebnie ocenianych, typowych harlequinów. Spodziewałam się mało ambitnej historii "o niczym", która w najlepszym wypadku wprowadzi mnie w kilku godzinny stan otępienia. Podchodziłam więc do lektury bez większych emocji czy oczekiwań. Nie do końca słusznie.

Owszem, "Miłosne kołysanki" bez wątpienia są przedstawicielami romansu w pełnym znaczeniu tego słowa. Ich lektura przypomina jednak w znacznej mierze oglądanie naprawdę dobrej komedii romantycznej. Całość historii tyczy się miłości - nie koniecznie pierwszej, nie do końca idealnej, bez wątpienia jednak nie takiej "od pierwszego wejrzenia". To jednak nie temat przyczynił się do tego, iż nasunęło mi się owo skojarzenie, ale nastrój w jakim utrzymana jest powieść oraz jej specyficzna budowa. Już na wstępie następuje wydarzenie będące swego rodzaju punktem kulminacyjnym, którego skutki następnie śledzimy w dalszym ciągu lektury.

Bohaterowie zostali skonstruowani na podstawie pewnego znanego schematu, nie zmienia to jednak faktu, iż w oczach czytelnika wypadają bardzo autentycznie. Bernie to silna, niezależna kobieta, której nie straszne wydają się wszelkie  przeciwności losu. Jeremy jest z kolei typowym kobieciarzem, który, pozornie przypadkowo, osiągnął sukces i dorobił się sporej sumy pieniędzy.   Do gustu przypadł mi zarówno silny kontrast między charakterami głównych postaci, jak i środowisk w jakich żyją, który autorka dodatkowo uwypukliła - bogactwo i ubóstwo, dyscyplina i rozpustność, a także życie w gronie bliskich i samotność.

Autorka posługuje się językiem typowym dla literatury typowo kobiecej. Jej styl jest lekki i plastyczny, wolny od bogatych opisów czy skomplikowanych przenośni. Objętość dialogów i opisów jest mniej więcej zrównoważona, z niewielkim wskazaniem na pierwszy z wymienionych elementów.  Jak to zwykle bywa w takim wypadku, ważną rolę odgrywają emocje i uczucia. Pojawi się miłość, nienawiść, pożądanie, a także oczywiście zazdrość. Nieuniknione  są w sceny erotyczne, ale w tym wypadku autorka zdecydowanie troszczy się o to by nie występowały one w nadmiernej ilości.

"Miłosne kołysanki" to historia powoli rodzącego się uczucia między dwójką skrajnie różnych osobowości. Jest to opowieść należąca do grona literatury kobiecej i już samo to stwierdzenie oddaje większość aspektów powieści - lekki, niezobowiązujący styl; delikatnie, bez zbędnych napięć rozwijająca się akcja, a także nieco schematyczni choć autentyczni i plastyczni bohaterowie. Co z tego, że jest to historia przewidywalna i mało ambitna. Idealnie nadaje się bowiem na chwilę relaksu z kieliszkiem wina (lub czegoś bez procentów)  w dłoni, w trakcie długich, upalnych, letnich dni. I choćby dlatego zachęcam Was do lektury.

Ocena: 7/10


Za lekturę dziękuję wydawnictwu Otwarte

W najbliższym czasie czeka nas prawdziwy "nasyp" notek. W kolejce czeka post z popularną blogową zabawą 11 pytań, bardzo zaległy stosik (poprzedni, o zgrozo! pojawił się bowiem w marcu!), a także recenzja "Stażystki" i polskiej powieści "Dla ratowania życia". Posty będą więc pojawiać się znacznie częściej, zwłaszcza że mam sporo zaległych recenzji, a planowałam również powrót do cyklu Zapowiedzi. 
Tymczasem jednak mój wolny czas podporządkowany został przygotowaniom na wesele kuzynki. Może i zabawa na takich uroczystościach przeważnie jest cudowna, ale przygotowania w moim odczuciu są zbyt męczące ;)

wtorek, 3 lipca 2012

Podsumowanie czerwca 2012

Czerwiec minął pod znakiem szkoły. Gonitwa za ocenami, niesłabnący zapał nauczycieli do robienia kartkówek i sprawdzianów podsumowujących naszą wiedzę a także niezliczone ilości prób do przedstawienia na zakończenie roku szkolnego sprawiały, że nie raz wracałam do domu i padałam na twarz ze zmęczenia czego efektem jest mała liczba recenzji. Jest to również zdecydowany spadek otrzymywanych przez wydawnictwa lektur. Trzeba było na chwilę powiedzieć sobie stop i teraz jestem zadowolona z tak podjętej decyzji. Średnia 5,29 w pierwszej klasie liceum jest dla mnie bowiem powodem do dumy. Nie przedłużając jednak.

Ilość przeczytanych książek: 13 Jak na razie rekordowa ilość ;)
Ilość zrecenzowanych książek: 4 Tak jak już wspomniałam, gonitwa za ocenami nie pozostawiała mi zbyt dużo wolnego czasu, ale teraz to nadrobimy!
Najlepsza książka: I tutaj pojawia się problem. Większość przeczytanych przeze mnie lektur była tymi, które sama kupiłam, a że starannie wybieram kupowane pozycje sporo jest tytułów, które mnie zauroczyło. Postanowiłam jednak wyróżnić niezastąpioną panią Clare za Mechanicznego aniołaMechanicznego księcia a także znaną zapewne wielu osobą Atrofię
Największe rozczarowanie: Niestety tym razem się bez nich nie obyło.  "Smutna historia braci Grossbart" nie trafiła w mój gust
Wyzwanie "z półki": 4
Wyzwanie "czytam Kingiem": -
Wyzwanie "wyciągnięte z półki życie"; Wreszcie!