Syrena - Tricia Rayburn - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Syrena - Tricia Rayburn

TYTUŁ: Syrena
TYTUŁ ORYGINAŁU: Siren
AUTOR: Tricia Rayburn
WYDAWNICTWO: Dolnośląskie

Tricia Rayburn napisała swoją pierwszą powieść jeszcze jako nastolatka, dziś jest natomiast uznaną autorką literatury młodzieżowej. "Syrena" stanowi pierwszą część romantycznej serii z wątkiem kryminalnym w tle. Mimo lęku przed stworzeniami z głębin, Tricia wciąż kocha woda i dlatego też zamieszkuje w nadmorskiej miejscowości na wschodnim wybrzeżu Long Island.

Vanessa Sands jest zwyczajną nastolatką, zmagającą się na co dzień z licznymi fobiami. Mając siedemnaście lat, wciąż drży na samą myśl o zgaszonym świetle czy samotności. Jak sama przyznaje, nie są to zresztą jej jedyne obawy. W trakcie wakacji w Winter Harbor po raz kolejny odnosi porażkę, przegrywając walkę ze swoim strachem. Jak co rok pozostaje biernym obserwatorem, w trakcie gdy jej przyjaciele i siostra skaczą z klifu wprost w głębiny oceanu. Trudny do wytłumaczenia lęk przed wodą towarzyszy Vanessie od czasu wypadku, w którym dziewczyna spędziła na dnie ponad pół godziny, cudem umykając śmierci.

Justine stanowi dokładne przeciwieństwo swojej siostry. Nieustraszona, pewna siebie i na dodatek potrafiąca owinąć sobie wokół palca każdego chłopaka, którego zapragnie. Mimo dzielącej obie siostry przepaści, Justine zawsze była oparciem dla Vanessy. Któregoś dnia, po burzliwej kłótni rodzinnej, rozżalona Justine opuszcza dom i udaje się na klif. Oddając skok nie podejrzewa nawet, że już nigdy nie opuści wody żywa. Następnego dnia fale wyrzucają na brzeg martwe ciało dziewczyny. Policja nie pozostawia złudzeń, twierdząc, że Justine popełniła samobójstwo. Rodzina Sandsów pogrążona w bólu udaje się do Bostonu. Przerażona Vanessa z każdym kolejnym dniem odkrywa kolejne zaskakujące informacje z życia siostry, uświadamiając sobie równocześnie, że wcale nie znała jej tak dobrze jak myślała. Decyduje się więc na powrót do Winter Harbor, by tam dowiedzieć się czegoś o jej życiu i zrozumieć dlaczego odebrała sobie życie.

Wkrótce w nadmorskim miasteczku dochodzi jednak do kolejnych tragicznych wydarzeń, Fale wyrzucają na brzeg następne ciała - mężczyzn z twarzami zastygłymi w szerokim uśmiechu, równocześnie jednak znika wakacyjna miłość Justine - Caleb. Vanessa zaczyna podejrzewać, że śmierć jej siostry wcale nie była jedynie nieszczęśliwym wypadkiem czy zaplanowanym samobójstwem. Tajemnica, którą skrywa głębia oceanu może oznaczać nie tylko koniec jej wakacyjnej miłości, ale również życia, które znała do tej pory.

Słowo "syrena" przywodzi mi na myśl postać z Disney'owskiej bajki - czerwonowłosą dziewczynę, która dla uczucia gotowa jest porzucić swoje dotychczasowe życie w odmętach wody.Tymczasem portret syreny, który "serwuje" nam Tricia Rayburn, zdecydowanie odbiega od owego przedstawienia. Syreny, które poznajemy na kartach jej powieści są piękne, ale równocześnie okrutne i pozbawione jakikolwiek skrupółów. Traktują ludzi niczym zabawki, które bezużyteczne nie są już warte uwagi lub, co gorsza, przeszkodę, którą bezzwłocznie należy usunąć z drogi. 

"Syrena" to książka z gatunku thriller paranormalny i autorka nie pozwala nam o tym zapomnieć w trakcie lektury, spychając na dalszy plan wszystkie poboczne wątki. Zdecydowanie na pierwszy plan zostaje wysunięta sprawa morderstw w Winter Harbor i wydarzenia z tym związane. Pojawia się wiele pytań, zagadek i niedomówień, a mało odpowiedzi. Wraz z bohaterami podążamy ślepymi ścieżkami, a jedynym co naprowadza nas mniej więcej na rozwiązanie, jest tytuł powieści.

Jednym z ważniejszych wątków "Syreny" jest również miłość i to nie tylko ta między głównymi bohaterami. Tricia Rayburn częstuje nas misz-maszem uczuciowym, przedstawiając w swojej powieści różne portrety miłości. Stykamy się więc nie tylko z pierwszą miłością - tą najważniejszą i nie rzadko najdoskonalszą, ale również i tą która łączy rodzeństwo, często stanowiąc podwalinę przyjaźni oraz miłością rodzicielską. Pani Rayburn dodatkowo decyduje się pokazać różne oblicza owego uczucia, nie zawsze w kolorowych barwach. 

Narracja "Syreny", jak to często bywa, jest pierwszoosobowa. Całą historię poznajemy z punktu widzenia Vanessy co dodatkowo pozwala nam się silniej zżyć z jej postacią. Muszę przyznać, że czytając liczne recenzje, obawiałam się, że nie będę w stanie zapałać sympatią do głównej bohaterki. Przerażały mnie jej liczne wady i kompleksy i bałam się, że cała historia straci przez to w moich oczach. Tymczasem jednak owe "skazy na osobowości głównej bohaterki"  przyczyniły się do tego, że w moim odczuciu stała się ona bardziej rzeczywista. 

Przysłowiową wisienką na torcie bez wątpienia jest zakończenie powieści. Przemyślane pod każdym względem, stawiające przed czytelnikiem niezliczoną ilość pytań a przede wszystkim otwierające nowe wątki. Doprawdy panią Rayburn powinno się zganić za to, że po lekturze "Syreny"od razu ma się ochotę na więcej i równocześnie jej tego pogratulować. Żeby jednak nie było zbyt idealnie, należy kogoś zganić za tytuł. Gdyby nie on, podejrzewam, że przynajmniej do połowy książki nie miałabym zielonego pojęcia o tym, że w historię "zamieszane" są syreny. I choć nie zepsuł on radości płynącej z lektury, nie przyczynił się również do tego by ją wywołać.

"Syrena" zasłużyła w moim mniemaniu na miano jednej z najlepszych książek młodzieżowych, która ukazała się na rynku wydawniczym w ubiegłym roku. Po lekturze "Bogini oceanu"  wyszłam z założenia, że żadna książka o podobnej tematyce nie powtórzy sukcesu pani Cast, tymczasem jednak dzieło Trici Rayburn, przynajmniej dla mnie, pobiło ją na głowę. Z zapartym tchem wyczekuję premiery kontynuacji serii, która ukaże się już pod koniec stycznia, a tych którzy wciąż nie mieli okazji zapoznać się z ową pozycją zachęcam do lektury.



Za lekturę szalenie dziękuję grupie wydawniczej Publicat SA

Zapraszam Was tutaj