środa, 27 lipca 2011

Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant

TYTUŁ: Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Gone
AUTOR: Michael Grant
WYDAWNICTWO: Jaguar


Wyobrażaliście sobie kiedyś świat w którym nie ma dorosłych? Bez rodziców, którzy kazaliby wam wcześnie kłaść się spać. Bez wścibskich sąsiadek, które komentują każdy wasz ruch i wydają się dostrzegać wszelkie potknięcia. I wreszcie bez nauczycieli, a tym samym również i bez przymusu nauki. Życie przypominające jedną, wielką, niekończącą się imprezę? Tyle, że w kreacji tego idealnego świata z pewnością nikt nie wziął pod uwagę faktu, że wraz z nimi zniknęliby też i inni dorośli. Lekarze, strażacy, policjanci, rolnicy... Świat bez dorosłych wcale nie jest tak idealny jak mogłoby się wydawać...

Sam Temple, czternastoletni pasjonata surfowania, zakochany w Genialnej Astrid, znajdował się na lekcji historii w momencie, gdy rozpoczął się ETAP. W jednej chwili patrzył się na swojego nauczyciela, a już w następnej ten zniknął. Co gorsza wkrótce okazuje się, że nie jest on jedyny. W obrębie całego ETAP-u zniknął każdy kto ukończył piętnaście lat. Nie ma lekarzy, nauczycieli, policjantów, przedszkolanek, ani rodziców. Gdyby tego było mało dochodzi do pożaru. Pozbawionym pomocy dzieci mimo usilnych starań nie udaje się uratować dziewczynki. Tragedia jest niczym kubeł zimnej wody.  

Przerażone dzieci szukając chociaż pozornego poczucia bezpieczeństwa, starają się stworzyć iluzję poprzedniego świata, obsadzając na dawne stanowiska starszych. Władza jednak deprawuje, w szczególności, gdy znajduje się ona w rękach nieodpowiednich osób. Całą sytuację pogarsza dodatkowo fakt, że nie które dzieci wydają się różnić od reszty. Sam, Astrid i Edilio muszą wyjaśnić co tak naprawdę spowodowało ETAP i zapobiec dalszym zniknięciom. Czasu jest jednak coraz mniej. Wkrótce piętnaste urodziny Sama, wtedy również i on zniknie. Co z całą sytuacją ma wspólnego elektrownia? Gdzie znaleźli się wszyscy dorośli z Perdido Beach? I jak dostać się z powrotem do normalnego świata?

„Świat jest taki, jakim go uczynimy. Ale myślę też, że czasami możemy prosić Boga o pomoc, a On pomoże. Czasami mi się wydaje, że siada i mówi: "Jejku, co te głupki teraz wyprawiają. Chyba lepiej trochę im pomóc.” 

Michael Grant kreśli przed nami świat, który z pewnością każdy z nas wyobrażał już sobie jako dziecko. Jest on jednak bardziej nieprzewidywalny i przerażający. Bohaterowie, dzieci, które nie ukończyły jeszcze piętnastu lat, pozostawione same sobie nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Brakuje mi tu początkowej euforii, stanu w którym wszystko wydaje się być spełnieniem marzeń, urzeczywistnieniem najpiękniejszych snów. Czytając "Gone" miałam dziwne wrażenie, że bohaterowie dojrzali zbyt szybko. Zupełnie jakby w kreacji świata, autor pominął kilka istotnych etapów. O ile nie mogę się doczepić do dalszej części powieści, o tyle samym początkiem nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana.

Jeżeli zaś chodzi o samych bohaterów, jest ich pełno, ale tylko kilku zostaje wysuniętych na pierwszy plan. I właśnie te postaci można by podzielić na dwie oddzielne grupy, z kilkoma małymi wyjątkami. Dobrzy i źli, przy czym ci drudzy wydają się lustrzanym odbiciem pierwszych. Sam i Caine. Astrid i Diana. Edilio i Drake. Momentami miałam wrażenie, że postacie były kreowane na zasadzie kontrastów. O dziwo jednak wcale nie wpływało to negatywnie na książkę. Wręcz przeciwnie, był to zabieg, który raczej działał na jej korzyść.

To co urzekło mnie w powieści Michael Granta to fakt, że tak jak i w "Małym bracie" Cory'emu Doctorowi tak i jemu udało się wpleść do akcji właściwej wątki, który nierozerwanie wiążą się z nastolatkami. Czytamy więc o pierwszej młodzieńczej miłości, o przyjaźni, która swoją drogą zostaje wystawiona na ciężką próbą, ale także odpowiedzialności i gotowości do poświęcenia. "Gone" to więc książka z przesłaniem, która nie tylko bawi, ale i w pewnym stopniu uczy.

Czytałam wiele opinii na temat serii "Gone". Jedni ją wychwalali, inni podchodzili do lektury bardziej sceptycznie. Nie zaliczyłabym się do żadnej z tych grup bo choć byłam zachwycona twórczością pana Granta, dostrzegłam również i kilka "minusów". Mimo wszystko jednak zachęcam wszystkich, którzy wciąż nie sięgnęli po serię "Gone" do lektury. Jest to bez wątpienia powieść warta uwagi, wyróżniająca się pośród innych oryginalnością.

8,5/10

Jak pewnie zdążyliście zauważyć zrezygnowałam z pomysłu Filmowych śród. Nie oznacza to, że nigdy go wykorzystam, ale jeszcze nie w tej chwili.  Cóż, mówiłam, że mam słomiany zapał, aż dziw, że ten blog trwa tak długo. Moi drodzy chyba pobiłam swój osobisty rekord!
Poza tym jestem w stanie euforii. Na empiku pojawiła się zapowiedź piątej części Akademii Wampirów i wprost nie mogę się doczekać, aż złapię ja w swoje rączki.  I co z tego, że nie sięgnęłam jeszcze po czwartą? To było celowe zagranie bo wiedziałam, że kiedy sięgnę po czwórkę nie uda mi się wytrzymać do premiery piątki. A teraz mam podwójną radość! 

sobota, 23 lipca 2011

Bogini oceanu - P.C. Cast

TYTUŁ: Bogini oceanu 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Goddess of the Sea
AUTOR: P.C. Cast
WYDAWNICTWO: Książnica


Christine Canady, zwana przez wszystkich CC, Sierżant Sił Powietrznych w  Stanach Zjednoczonych, w dniu swoich dwudziestych piątych urodzin wypowiada życzenie do bogini Gai. Pragnie w swoim życiu więcej magii. Już następnego dnia CC dostrzega pierwsze oznaki  świadczące o tym, że jej prośba została wysłuchana - tajemnicza kobieta cudem ratuje ją przed upadkiem do pustego szybu windy, a później nieznajoma wręcza jej naszyjnik, który ma ją ochronić przed czającym się złem. To jednak dopiero początek. 

Christine wyrusza na trzy miesięczną służbę do Arabii Saudyjskiej. W trakcie lotu dochodzi jednak do usterki i samolot musi awaryjnie lądować na wodzie. Przerażona CC zostaje wciągnięta do oceanu, wbrew swoim obawom wcale nie zaczyna jednak tonąć. Uratowana przez syrenę Christine musi dokonać wyboru - może przeżyć, ale cena za jej życie będzie wysoka.  Nie zważając jednak na wszystko CC podejmuje decyzję. Kiedy ponownie otwiera oczy, patrzy na swoje ciało wolno unoszące się ku górze. Od tej chwili wszystko ulega zmianie.

CC jest zdezorientowana. Uwięziona w ciele swojej wybawczyni, związana z wodą, staje się celem zdeterminowanego by ją posiąść trytona.  CC wie, że nie może czuć się bezpieczna, mimo iż  naszyjnik, który nosi na szyi daje jej pozorne poczucie ochrony. Dzięki pomocy bogini Gai, CC z powrotem otrzymuje ludzkie ciało. Zostaje jednak uwięziona pod postacią syreny Undine i przeniesiona do 1014 roku. Dopiero prawdziwa miłość może ponownie związać ją z lądem.   Czy sir Andras, rycerz, który wydostał CC z wody, okaże się odpowiednim kandydatem? Czy stąpając po ziemi Christine może czuć się w pełni bezpieczna? I dlaczego akurat teraz, kiedy otrzymała kolejną szansę na normalną przyszłość, życie w wodzie u boku przystojnego trytona Dylana wydaje jej się tak kuszące? 

Miałam spore obiekcje do tego by sięgnąć po "Boginię oceanu". Do tej pory miałam jedynie okazje zapoznać się z twórczością  P.C. Cast podczas czytania cyklu Dom nocy, który spowodował jednak spore rozczarowanie. Po licznych pozytywnych opiniach, dałam się jednak skusić. I nie żałuję. W przeciwieństwie do cyklu "Dom nocy", tym razem pani Cast zastosowała narrację trzecioosobową. Jest to o tyle irytujące, że na początku książki główna bohaterka przejawia niezwykle denerwującą skłonność do rozmawiania sama ze sobą.  Wraz z rozwojem fabuły jednak, podobne rozmowy nie mają już miejsca. 

W "Bogini oceanu" mamy do czynienia ze sporą ilością bohaterów, kumulacją chyba wszelkich możliwych charakterów. I choć nie wszyscy przypadli mi do gustu, muszę przyznać, że P.C. Cast wykonała kawał dobrej roboty przy kreacji postaci. Każdy z nich jest inny i na swój oryginalny sposób wyjątkowy. Główna bohaterka nie jest kolejną naiwną nastolatką. Christine potrafi sama zawalczyć o swoje szczęście, w razie konieczności wykorzystując do tego celu wszelkie możliwe sposoby.

"Bogini oceanu" jest książką przepełnioną magią i miłością. Jest to pierwsza powieść, w której spotkałam się z postacią syreny i choć początkowo miałam pewne obiekcje co do tego tematu, znikały one wraz z każdą przeczytaną stroną. P.C. Cast stworzyła powieść, w której nie sposób się nie zakochać.  Postacie są oryginalne, ciekawe i barwne, a akcja pędzi z zawrotną szybkością, tak, że przy lekturze nie da się nudzić. 

Warto również wspomnieć o cudownej, wręcz magicznej okładce, która zdecydowanie rzuca się w oczy pośród innych książek. Okładki cyklu "Dom nocy" przypadły mi do gustu, ale to "Bogini oceanu" ostatecznie podbiła moje serce. Ciemne, wspaniale ze sobą współgrające kolory, ujęta z profilu twarz kobiety spoglądająca tęsknię ku wodzie no i pojawiające się wypukłe punkty, przypominające kształtem krople... Polskiemu grafikowi, który wykonał okładkę należą się ogromne brawa.

Podsumowując, jestem ogromnie mile zaskoczona. Spodziewałam się lekkiej, niezobowiązującej lektury, a tymczasem zostałam pochłonięta w odmęty wody do mitycznego świata syren. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów cyklu "Wezwanie bogini" (do tej pory w Stanach ukazało się już 8 części) tym bardziej, że według zapowiedzi czwarta poświęcona będzie interpretacji mojej ukochanej baśni - "Piękna i bestia". Jeżeli ktoś wciąż się waha, zdecydowanie polecam.

10/10 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości grupy wydawniczej Publicat S.A.
 

czwartek, 21 lipca 2011

Mały brat - Cory Doctorow

TYTUŁ: Mały brat 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Little Brother
AUTOR; Cory Doctorow
WYDAWNICTWO:  Otwarte


Chyba nikt z nas nie lubi być kontrolowany. Sama myśl, że ktoś mógłby śledzić każdy twój ruch, przeglądać skrzynkę pocztową czy choćby czytać sms-y, u większości z nas wywołuje przerażenie. W szkole Marcusa taka kontrola jest na porządku dziennym. Korytarze pełne są kamer przed którymi nie sposób się ukryć, zasłaniając twarz kapturem, gdyż rejestrują one chód - indywidualny dla każdej osoby, a książki z biblioteki wyposażone zostały w specjalne czytniki, które pozwalają zlokalizować miejsce ich pobytu. Wbrew pozorom jednak, ucieczka z takiego miejsca nie jest niemożliwa. 

Gdyby tego dnia nie udostępniono nowych wskazówek do gry Harajuku Fun Madness; gdyby ten jeden raz Marcus posłuchał Darryla; gdyby Charles przyłapał ich wówczas na korytarzu w trakcie ucieczki, albo gdyby chociaż zdecydowali się wraz z innymi ludźmi pozostać na stacji metra. Być może wówczas wszystko potoczyłoby się inaczej. Faktem pozostaje jednak, że w chwili, w której terroryści doprowadzili do największego zamachu bombowego w San Francisco, Marcus znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nie właściwym czasie.

Marcus i jego przyjaciele zostają zatrzymani przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego  jako jedni z głównych podejrzanych o dokonanie zamachu. Traktowani niczym najgorsi przestępcy; przetrzymywani w celi, bici i poniżani, bez możliwości kontaktu z drugą osobą, przeżywają kilka dni, po upływie których zostają wypuszczeni na wolność. Okazuje się jednak, że jeden z przyjaciół Marcusa zniknął, a świat, który do tej pory znali przestał istnieć. DBW kontroluje każdy twój ruch, śledzi przebieg twoich rozmów i zatrzymuje za każdym razem, gdy twoje zachowanie choćby minimalnie odbiega od normy. Marcus przysięga zemstę. Zaczyna żmudną, ciężką walkę z DBW po to by w pełni odzyskać wolność.  Czy wojna z władzami państwa ma sens? Czy Marcusowi uda się odnaleźć Darryla? I czy w świecie, gdzie nic nie jest pewne, wciąż istnieje przyjaźń i... miłość?

Cory Doctorow przedstawia nam historię obok, której niewątpliwie trudno przejść obojętnie. Historię przepełnionej bólem, cierpieniem, niepewnością, ale także wbrew wszystkiemu przyjaźnią i miłością. Marcus Yellow to bohater, który przede wszystkim budzi w czytelniku współczucie, ale także sympatię. Cory Doctorow wykreował swoją postać z niewiarygodną starannością, dbając o najmniejsze detale, przez co Marcus przede wszystkim jest prawdziwy. Zaimponowała mi jego postawa, fakt, że wbrew przeciwnością losu zawsze potrafił się podnieść i stanąć z problemem  twarzą w twarz. 

Książka Doctorowa jest niewątpliwie naprawdę bardzo dobra. Autor porusza trudny temat, ubierając to jednak w słowa przystępne dla osób w młodszym wieku, przez co "Mały brat" jest mimo wszystko książką lekką i przyjemną w czytaniu. Nie wątpliwie dużą zasługę ma w tym zadziwiająca umiejętność Doctorowa do przeplatania z akcją właściwą wątków pobocznych. Wśród walki z systemem autor mimo wszystko znalazł miejsce na nieodłączne elementy młodości. Jest więc miłość - pierwsza, młodzieńcza miłość, wybuchająca  w najmniej odpowiednim momencie, z zadziwiającą siłą. Są przyjaźnie. Te stare, wystawione na ciężką próbę i te nowe, które w obliczu nadchodzącego zagrożenia wydają się jednak równie silne. Ale jest również bunt. Myśl, że nawet w pojedynkę można naprawić cały świat, że wystarczy jedynie chcieć. 

Oczywiście książka nie jest pozbawiona wad. Jako osoba, która absolutnie nie zna się na nowinkach technicznych i woli trzymać się od tego wszystkiego z daleka, a obsługę komputera ogranicza do kilkunastu portali internetowych, miałam sporo trudności by zrozumieć terminologię używaną w opisach powstawania Xnetu. Było dla mnie czystą abstrakcją, mimo iż autor wyraźnie starał się wszystko cierpliwie wyjaśnić.  To jednak co dla mnie stanowiło skazę na utworze Cory'ego Doctorowa, w odczuciach kogoś innego może stanowić największy atut powieści. Nie mogę zaprzeczyć, że to właśnie głównie wzmianki o komputerach zindywidualizowały język bohatera. 

Podsumowując, uważam iż "Mały brat" to lektura obowiązkowa. Cory Doctorow w ciekawy, intrygujący sposób przedstawił naszą przyszłość, zmuszając przy tym do refleksji. Obok "Małego brata" nie sposób przejść obojętnie. Jest to lektura, która na długo pozostanie w mojej pamięci i do której z pewnością jeszcze kiedyś powrócę. 

 8/10

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wyd. Otwarte
  

środa, 20 lipca 2011

Stosik 06/2011

Wiem, że stosik był stosunkowo niedawno. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was liczyła pewnie na jakąś recenzje. Ale tak się szczęśliwie złożyło, że dzisiaj doszły do mnie paczki z książkami i wprost nie mogłam się doczekać żeby się z Wami z nimi nie podzielić. Tak więc dzisiaj nie ma recenzji, ale właśnie stosik. 

 Od góry:

1. Bogini oceanu - P.C. Cast (Otrzymana od grupy wydawniczej Publicat  S.A. Dziękuję)
2. Mały brat - Cory Doctorow (Książka "niespodzianka" od wyd. Otwarte. Zostało mi  już tylko kilka rozdziałów tak więc recenzja pojaiw się na najbliższych dniach)
3. Gone. Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant (Promocja w Empiku. Nie mogłam się oprzeć) 
4. Gone. Faza druga: Głód - Michale Grant (jak wyżej)
5. Gone. Faza trzecia: Kłamstwa - Michael Grant (jak wyżej)

Nie mogę się doczekać momentu, w którym książki wpadną w moje ręce. Mam dobre przeczucia co do tych pozycji.

Poza tym planuję również umieszczanie recenzji filmów od przyszłego tygodnia. Co powiecie na Filmowe środy? Liczę na wasze pomysły i opinie. 

wtorek, 19 lipca 2011

One Lovely Blog Award

Tym razem nie pojawi się kolejna recenzja czy stosik. Z przyjemnością jednak oświadczam, że zostałam nominowana do One Lovely Blog Award przez Paulę, Keirę oraz tristezzę. Prawdę mówiąc zupełnie się tego nie spodziewałam ale bardzo, bardzo dziękuję.

 Zasady:

- napisz u siebie podziękowania i wklej link blogera, który cię nominował,
- napisz o sobie siedem rzeczy,
- nominuj szesnaście innych, cudownych blogerów (nie można nominować osoby, która cię nominowała),
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji. 

 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie:

Z góry uprzedzam, że nie potrafię pisać o sobie, mój życiorys nie jest bogaty w jakieś ciekawe historie i w ogóle nie mam kompletnie pojęcia co z tego wyjdzie tak więc czytacie to na własną odpowiedzialność.  

1) Zaczynając od początku, mam szesnaście lat i urodziłam się 4 maja. Na co dzień mieszkam w Krakowie i jestem absolutnie, nieodwołalnie zakochana w tym miejscu. Nie wyobrażam sobie swojej przyszłości w jakiejś innej miejscowości i raczej nie ulegnie już to zmianie. Od bieżącego roku zaczynam naukę w VIII LO w klasie o profilu dziennikarsko - obywatelskim z rozszerzonymi przedmiotami polski, historia i WOS. Wcześniej natomiast uczyłam się w szkole katolickiej - tak naprawdę - w klasie niemieckiej co jest o tyle dziwne, że wprost nienawidzę tego języka.

2) W dzieciństwie, a także nieco później, miałam totalnego bzika na punkcie psów. Przez przeszło około pięciu lat zbierałam absolutnie wszystko związanego z tymi zwierzętami co zaowocowało ponad osiemdziesięcioma figurkami, stosami kartek pocztowych, pluszakami, notesikami i innymi szpargałami. W związku z tym raczej nie trudno się domyślić, że posiadam również żywego czworonożnego przyjaciela. Skrapi - imię zostało wybrane w trakcie mojej dziecięcej fascynacji Scooby-Doo - ma osiem lat i jest mieszańcem collie miniaturki i kundelka. Uwielbia spać na moim łóżku, efektem czego już nie raz przesypiałam noc skurczona a nie kiedy zepchnięta do nóg, i reaguje również na  zawołanie Ciapek.

3) Jestem książkoholikiem. Kiedy wejdę do jakiejkolwiek księgarni nie mogę się powstrzymać żeby jakiejś nie kupić. Mam wrażenie, że książki wołają do mnie z półek. Kiedy od czasu do czasu wychodzę z jakiejś księgarni bez zakupu, mam zły humor i łatwiej się wówczas denerwuję. Mogę się obyć bez nowej pary spodni, spódnicy czy bluzki - tym bardziej, że pod tym względem króluje moja siostra, a tak się korzystnie złożyło, że nosimy taki sam rozmiar - ale nie potrafię przetrwać miesiąca bez choćby jednej zakupionej powieści. 

4) Mam najlepszą na świecie rodzinę. Moi rodzice są może nieco zbyt nadopiekuńczy, ale za to w każdej chwili mogę liczyć na ich pomoc. Oprócz tego moja siostra jest również moją najlepszą przyjaciółką. Dzieli nas szesnaście miesięcy różnicy, z tym, że ona jest starsza, i choć zdarza nam się kłócić tak naprawdę nie potrafimy przeżyć bez siebie choćby jednego dnia. Jest to tym dziwniejsze, że jesteśmy absolutnie różne - nie tylko pod względem wyglądu. 

5) Kocham Iana Somerhaldera. Mogłabym godzinami oglądać "Pamiętniki wampirów" choćby tylko i wyłącznie po to żeby sobie na niego popatrzeć. I chociaż szczerze trzymam kciuki za Delenę, w głębi duszy cieszę się, że przynajmniej w serialu wciąż jest wolny. I tak, wiem, wiem, że jestem dziwna, ale czy patrzyłyście kiedyś wprost w jego błękitne oczy? 
Jestem także fanką serialu "Lost" - na co nie mały wpływ miał zresztą udział Iana. Podczas odcinka, kiedy Boone umierał płakałam jak małe dziecko i przyrzekałam, że już nie oglądnę ani jednego. Obietnicy co prawda nie dotrzymałam, ale wciąż z utęsknieniem wypatruję jego postaci na ekranie.

6) Jestem alergikiem. Mam alergię na kurz, roztocza, niektóre kosmetyki, sztuczne srebro, a nawet na nieliczne pasty do zębów. Tak więc jeżeli któraś z was chciałaby zobaczyć czy wasza biżuteria jest aby na pewno prawdziwa, zapraszam. Gwarantuję stuprocentową skuteczność. Oczywiście ma to również pewne wady. Kiedy byłam młodsza strasznie cierpiałam bo nie mogłam nosić łańcuszków czy kolczyków dołączonych jako dodatki do gazet.  Teraz udało mi się z tym jednak pogodzić.

7)  Jestem nieznośną bałaganiarą. Mam bałagan w całym pokoju, ale książki zawsze muszę mieć ułożone na półce w odpowiedniej kolejności. Oprócz tego jestem niepunktualna, leniwa, mam słomiany zapał i, co najgorsze, jestem strasznie pamiętliwa. Gdyby ktoś spytałby się mnie o trzy rzeczy, które w sobie najbardziej nienawidzę odpowiedź byłaby prosta: wygląd, naiwność i nadmierna uczuciowość. Mam skłonność do płaczu. Kiedy po raz enty oglądałam Titanica, płakałam na napisach początkowych - bo wiedziałam jak to się skończy. Moja siostra do dziś ma z tego ze mnie ubaw. 

16 nominacji:

 Wybaczcie jeżeli wybiorę kogoś kto już został wybrany. Starałam się poszukać kogoś kto jeszcze nie uczestniczył w zabawie, ale uwierzcie mi - nie jest to proste.

7) Matt 
10) Amie 
13) Ice_Fire 
16) Yossa 

poniedziałek, 18 lipca 2011

Córki łamią zasady - Joanna Philbin

TYTUŁ: Córki łamią zasady 
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Daughters Break The Rules
AUTOR: Joanna Philbin
WYDAWNICTWO: Bukowy Las


Carina ma szczęście. Jako córka jednego z najbogatszych potentatów medialnych może pozwolić sobie na wszystko co najlepsze, począwszy na ubraniach od najlepszych projektantów, a kończąc  na obiadach w najdroższych i najbardziej ekskluzywnych lokalach. Kiedy ojciec zmusza ją do stażu w firmie, nic nie zapowiada nadchodzących zmian. Rozgoryczona faktem, że ojciec nie docenia jej pracy, Carina wysyła do mediów informacje na temat jego firmy przedstawiając go tym samym w niekorzystnym świetle. I choć Carinie udaje się uniknąć pobytu w szkole z internatem w Kalifornii, zostaje odcięta od nieprzebranych zasobów pieniędzy. 

Początkowo dziewczyna nie widzi problemu  w zaistniałej sytuacji. Kiedy jednak chłopak, którego Carina darzy uczuciem zaprasza ją na kosztowny wyjazd w Alpy, dziewczyna bierze sprawy w swoje ręce. Przekonuje zarząd dorocznego Balu Zimowego do tego by zatrudnili ją jako organizatorkę. Nikt jednak nie wie o sytuacji Cariny, oczekuje się więc od niej, że przy organizacji przyjęcia skorzysta ze znajomości swojego ojca. To co początkowo wydawało się świetną zabawą, wkrótce okazuje się ciężką pracą.  Carina może jednak liczyć na swoje oddane przyjaciółki a także młodego DJ Alexxa, który nieoczekiwanie staje się jej największym sojusznikiem. Alex nie wie jednak wszystkiego. Czy kiedy prawda wyjdzie na jaw, zainteresowanie chłopaka okaże się szczere? Czy Carinie mimo trudności uda się zorganizować  przyjęcia godne okładki Timesa? I, co najważniejsze, jak przetrwać w Nowym Jorku z dwudziestoma dolarami w kieszeni?

„Czasem to, jak postrzegają cię ludzie, wpływa na to, jak sam siebie widzisz.” 

Sięgając po "Córki łamią zasady" spodziewałam się lekkiej, niezobowiązującej lektury, w sam raz na wakacyjne popołudnia. Nie miałam styczności z pierwszą częścią "Córek", ale okazało się, że w niczym nie przeszkadzało mi to w lekturze. "Córki łamią zasady" nie są kolejną historią o bogatych dziewczynach, w których w co drugim zdaniu pojawia się marka ubrań. Przede wszystkim jest to opowieść o tym, że mimo milionów na koncie i znajomości, każdy z nas ma kłopoty. Konflikt z rodzicami, rozterki miłosne i brak zrozumienia ze strony przyjaciół - są to problemy, z którymi spotykamy się na co dzień, w codziennym życiu.

Powieść Joanny Philbin porwała mnie od pierwszej strony.  Choć książka nie jest bogata w zwroty akcji, od samego początku autorka zachwyca swoim stylem pisania, porywając czytelników w zachwycający świat drogich ubrań i luksusów. Joanna Philbin porusza temat życiowych wartości, w zabawny, interesujący, ale przede wszystkim interesujący sposób. Zmusza czytelnika do postawienia przed sobą pytań. Co jest dla nas najważniejsze? Jaką rolę w naszym życiu pełnią pieniądze?

Atutem powieści zdecydowanie są również bohaterowie.  Moją sympatię zdobyły wszystkie postacie, ale to Carina zasłużyła sobie na szczególne względy. Ujęła mnie zmiana jej zachowania, fakt jak bardzo dojrzała wraz z rozwojem fabuły. Oczywiście nie mogę stwierdzić, że nie była pozbawiona wad. Bez wątpienia Carina, szczególnie ta z początku książki, cechowała się niedojrzałością i lekkomyślnością. Sprawiło to jednak tylko, że jej postać stała się bardziej autentyczna. 

"Córki łamią zasady" to niebanalna opowieść o dojrzewaniu, przyjaźni i potrzebie bliskości. Jestem oczarowana stylem Joanny Philbin. Jest to niewątpliwie najlepsza powieść tego gatunku jaką  miałam okazje przeczytać. Z niecierpliwością wyczekuję premiery trzeciej, ostatniej  już części serii. Tymczasem jednak polecam "Córki" wszystkim, zarówno nastolatkom jak i osobą nieco starszym. Bez wątpienia jest to książka, która niesie ze sobą pewne przesłanie, warta uwagi.


9/10

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wyd. Bukowy Las.
  

piątek, 15 lipca 2011

Jeden fałszywy ruch - Harlan Coben

TYTUŁ: Jeden fałszywy ruch 
TYTUŁ ORYGINAŁU: One False Move
AUTOR:  Harlan Coben
WYDAWNICTWO: Albatros


Myron Bolitar to człowiek o bogatym życiorysie. W przeszłości był jednym z najbardziej obiecujących koszykarzy, później pracował dla FBI. Obecnie jednak w jego życiu nie dzieje się nic niezwykłego. Związany z ukochaną kobietą, będący sam dla siebie szefem w firmie menadżerskiej, pragnie wreszcie założyć rodzinę. I właśnie wtedy w jego życiu pojawia się Brenda. 

Brenda Slaughter, czarnoskóra gwiazda żeńskiej drużyny koszykówki i jedyna córka starego przyjaciela Myrona, zwraca się do niego o pomoc. Horace  Slaughter zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a dziewczyna jest nękana i szantażowana. Myron musi jednak  znaleźć nie tylko starego przyjaciela, ale także matkę Brendy, która porzuciła rodzinę przed laty. Sprawa komplikuje się, gdy policja odnajduje ciało Horace'a, a o morderstwo podejrzewa Brendę. Myron ma coraz mniej czasu i coraz więcej pytań. Czy śmierć sprzed lat Elizabeth  Bradford -żony kandydata na gubernatora, ma coś wspólnego z zabójstwem Horace'a? I co naprawdę stoi za tajemniczym zniknięciem Anity Slaughter? 

Myron  Bolitar to niewątpliwie bohater ciekawy. Człowiek po przejściach, z bagażem doświadczeń, może nieco wyidealizowany. Taki facet, który rano usmaży dla ciebie jajecznicę na śniadanie, kupi bukiet ulubionych kwiatów na rocznicę, a czasami nawet i bez okazji, ale oprócz tego zachowa zimną krew w trudnej sytuacji i zrobi wszystko żeby zatroszczyć się o twoje bezpieczeństwo. Dosłownie wszystko.  

Myron Bolitar wzbudzał moją irytację. Nie dlatego, że był ideałem. Nie dlatego, że żądał czegoś od Wina, a później miał do niego pretensje. Ale dlatego że go nie rozumiałam. Mimo szczerych chęci, nie potrafiłam zapałać do niego sympatią. Irytowała mnie jego postawa, zachowanie. Wszystko. Mocną stroną książki Cobena nie stanowili również niestety inny bohaterowie. Miałam wrażenie, że ich nie znam, nawet wówczas, gdy przeczytałam już ostatnią stronę książki. 

„Gdyby Bóg obdarzył go drugim rozumem, to ten rozum umarłby z samotności.” 

Czytając "Jeden fałszywy ruch" miałam wrażenie, że poznaję tę historię od środka. Zupełnie jakby ktoś wyrwał kilka pierwszych kartek, a później jeszcze kolejne.  Ogólnie rzecz biorąc rozumiałam o co chodzi, ale wydawało mi się, że pewne kwestie nie zostały do końca wytłumaczone. Czułam pewien niedosyt. Tak jak choćby przy "ataku" Horace'a na Brendę. Wiedziałam co i jak, ale nie rozumiałam dlaczego.

Na obronę pana Cobena muszę przyznać, że w natłoku niezliczonej ilości tajemnic i pędzącej z zawrotną szybkością akcji, naprawdę przez myśl mi nie przeszło kto jest zabójcą.  Jak zawsze przy czytaniu kryminału miałam swój typ, ale okazał się on niecelny. Oprócz tego do gustu przypadł mi prolog i epilog historii, stanowiące swoją drogą całość. 

Po tylu pozytywnych opiniach na temat twórczości pana Cobena, spodziewałam się zdecydowanie czegoś innego i lepszego. Ale choć ja się zawiodłam, nie oznacza to, że komuś innemu "Jeden fałszywy ruch" nie przypadnie do gustu. Dlatego nie polecam, ale i nie mówię nie.

5/10 

czwartek, 14 lipca 2011

Stosik 05/2011

Tak się jakoś złożyło, że cały czas zapominałam zamieścić zdjęcia nowych pozycji. 24 godziny to stanowczo za krótko by ze wszystkim się wyrobić, uwierzcie mi. Żeby nie przedłużać, nieco spóźniony, w większości już przeczytany stosik.  

Od góry:

1. Córki łamią zasady - Joanna Philbin (Otrzymana od wyd. Bukowy Las)
2. Jeden fałszywy ruch - Harlan Coben (Wyszperane przez Mamę w bibliotece. Przeczytane. Recenzja powinna pojawić się wkrótce)
 3. Spętani przez bogów - Josephine Angelini (Otrzymane od wyd. Amber. Recenzja tutaj)
4. Strąceni - Gwen Hayes (Również otrzymane od wyd. Amber. Recenzja tutaj
5. Sekretny język kwiatów - Vanessa Diffenbaugh (Zakup własny. Recenzja tutaj

Kolejne książki są już w drodze tak więc kolejny stosik powinien pojawić się już wkrótce. Co do recenzji, powinna pojawić się jutro, ale niczego nie obiecuję. Moja kochana siostrzyczka planuje jutro masakrę z lokówką w roli głównej na moich włosach w związku z sobotnim weselem. Jeżeli nie uda mi się na chwilę uciec, recenzja pojawi się prawdopodobnie dopiero w poniedziałek. 

sobota, 9 lipca 2011

Strąceni - Gwen Hayes

TYTUŁ: Strąceni 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Falling Under
AUTOR: Gwen Hayes
WYDAWNICTWO: Amber


Życie Thei znacznie różniło się od tego, które wiodły jej rówieśniczki. Wychowywana jedynie przez ojca, żyła niczym w złotej klatce, ograniczana przez niezliczoną ilość zakazów. Theia nie mogła spotykać się z przyjaciółmi, umawiać się z chłopcami, ani robić czegokolwiek co mogłoby zaszkodzić jej zdrowiu. O wystroju jej pokoju decydował wynajęty dekorator, uzupełnianiem garderoby zajmował się asystent ojca, a każdy, nawet najmniejszy przejaw buntu od razu był tłumiony. 

Wszystko zmienia się w chwili, gdy w nocy dostrzega płonącego chłopaka, spadającego z nieba. Theia nie rozumie kim jest, ani tym bardziej dlaczego od tamtej pory nękają ją niepokojące, realistyczne sny z jego udziałem, w których wraz z nim błądzi w labiryncie cierni i spaceruje brzegiem rzeki łez. Każdy kończy się tak samo - Theia budzi się we własnym łóżku, a w zasięgu jej wzroku znajduje się czarna róża.  A później tajemniczy mężczyzna ze snów pojawia się w jej prawdziwym życiu - tak podobny i różny równocześnie. Kim naprawdę jest Haden? Prawda okazuje się gorsza od  najbardziej przerażających koszmarów. Ale miłość Thei jest silniejsza niż strach...

Gdybym miała wybrać jedno słowo do opisania postaci Thei wybrałabym nieprzewidywalność.  O ile spotkałam się już z bohaterkami, które wraz z rozwojem fabuły dojrzewają, o tyle w przypadku "Strąconych" słowo to nie oddaje przemiany Thei. Gdyby przeczytać tylko pierwszy i ostatni rozdział trudno byłoby uwierzyć, że jest to jedna i ta sama postać.  Theia popada z jednej skrajności w drugą - z córeczki tatusia, ślepo wypełniającej każdą jego prośbę, zmienia się w buntowniczkę, z nieśmiałej siedemnastolatki, w dojrzałą kobietę wamp. Z pewnością nie jest to postać bezosobowa. Choć brzmi to nieco absurdalnie, nawet ta Theia z początku książki stanowi barwną, niezwykle ciekawą postać z charakterem. 

Ostateczna przemiana Thei nieco mnie zawiodła. Rozumiem co autorka chciała osiągnąć, ale wydaje mi się, że było to niepotrzebne. Owszem, przyznaję, że tej "początkowej" Thei przydałoby się więcej temperamentu, ale mimo wszystko do końca powinna pozostać sobą. Postać Hadena usatysfakcjonowała mnie natomiast w pełni. Był niczym bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć, nie tylko w przenośnym znaczeniu tego stwierdzenia. 

Historia miłości Thei i Hadena przedstawiona jest przede wszystkim z punktu widzenia głównej bohaterki,pomijając  krótkie fragmenty w narracji trzecioosobowej oraz kilka rozdziałów, które poznajemy oczami Hadena. Niewątpliwie to właśnie te ostatnie stanowią największy atut książki. Akcja powieści rozpoczyna się wraz z pierwszą stroną tylko i wyłącznie po to żeby leniwie dobrnąć do połowy książki, pomijając kilka sztormów po drodze, a potem wybuchnąć ze zdwojoną siłą. 

Można dostrzec niewielkie podobieństwo "Strąconych" do "Splątanych przez bogów". W obu powieściach mamy do czynienia ze snami, które są swego rodzaju granicą dwóch światów. Na tym jednak podobieństwo kończy się. Są to historie skrajnie różne, choć na równi dobre. "Splątanych" poleciłabym ludziom znudzonym wątkiem wampirów i wilkołaków, a mimo to wciąż zainteresowanych wątkiem paranormalnym. Jest to niewątpliwie intrygująca, emanująca tajemniczością historia warta uwagi.

8,5/10

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wyd. Amber za co serdecznie dziękuję.

czwartek, 7 lipca 2011

Sekretny język kwiatów - Vanessa Diffenbaugh

TYTUŁ: Sekretny język kwiatów 
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Language of Flowers  
AUTOR: Vanessa Diffenbaugh
WYDAWNICTWO: Świat Książki


Victoria nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Porzucona przez matkę, spędziła młodość w trzydziestu  dwóch rodzinach zastępczych. Zawsze jednak w końcu z powrotem wracała do domu dziecka. Tylko raz Victoria zasmakowała miłości i bliskości drugiego człowieka. W domu Elizabeth, czuła się szczęśliwa. Ucząc się języka kwiatów, Victoria pozbywała się maski osoby porywczej, aspołecznej, małomównej i bezczelnej.   Ale nawet wówczas uczucie to okazało się nietrwałe, zbyt słabe na to by przetrwać. 

Osiemnastoletnia Victoria opuszcza dom dziecka i stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. Są to kroki niepewne i ostrożne, ale nawet wówczas  nie udaje jej się ominąć licznych przeszkód, które szykuje dla niej los. W końcu wydaje się jednak, że Victoria dostaje szanse  od życia. Znajduje pracę jako florystka w niewielkiej kwiaciarni i wkrótce staje się specjalistką od kompozycji o specjalnym znaczeniu. Gdy spotyka Granta, jedynego mężczyznę, który tak jak i ona posługuje się językiem kwiatów by wyrazić swoje prawdziwe uczucia, jej życie ulega diametralnej zmianie. Victoria czuje się rozdarta. Grant budzi w niej uczucia, których dotąd nie znała, ale równocześnie przywołuje nieprzyjemne wspomnienia z przeszłości.  Czy można kochać, nie będąc nigdy wcześniej kochanym?   Czy miłość budowana na kłamstwie i niedomówieniach może przetrwać? I jak wielki wpływ na naszą przyszłość, mają wydarzenia z przeszłości?

Historia napisana przez Vanessę Diffenbaugh rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych. Poznajemy Victorię jako małą dziewczynkę, a później jako dorastającą kobietę przy czym ich losy nie następują w kolejności chronologicznej, ale wzajemnie się przeplatają. Ten zabieg sprawia, że lepiej poznajemy bohaterkę i motywy jej postępowania, tak że staje nam się bliższa. Victoria nie należy do osób, które wzbudzają w czytelniku sympatię. Jej postępowanie jest niezrozumiałe i nielogiczne.  Choć nie chce nikogo krzywdzić, robi to, popełniając na dodatek cały czas te same błędy. Wbrew wszelkim prawom logiki, udało jej się jednak wzbudzić we mnie cieplejsze uczucia. 

Postać Granta  w przeciwieństwie do Victorii została wyidealizowana.  Jego reakcje, charakter... Wszystko to było idealne, momentami przekraczając nawet cienką granicę i przechodząc do sztuczności. To właśnie Grant, a nie Victoria zaczął mnie irytować. Kreując jego postać Vanessa Diffenbaugh powinna wziąć pod uwagę fakt, że żaden człowiek nie jest idealny, a wybuchy złości, gniew i zazdrość w niewielkich ilościach są nieodłącznym elementem osobowości każdego z nas.

 "Sekretny język kwiatów" to opowieść o  samotności, potrzebie bliskości drugiego człowieka, ale także o macierzyństwie. Styl Vanessy Diffenbaugh, którym wykazała się w tej książce był tak fascynujący, że nie sposób przeczytać historii Victorii i tak po prostu o niej zapomnieć. Wielkim atutem było użycie przez autorkę narracji pierwszoosobowej. Vanessa Diffenbaugh doskonale oddała emocje bohaterki, ubierając je dodatkowo w piękne słowa. 

"Sekretny język kwiatów" polecam wszystkim. Jest to niewątpliwie książka, z której każdy z nas powinien wynieść pewną lekcją. Idealna na letnią porą, kiedy cały nasz czas nie pochłaniają jedynie codzienne obowiązki. 

8,5/10 

poniedziałek, 4 lipca 2011

Spętani przez bogów - Josephine Angelini

TYTUŁ: Spętani przez bogów 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Stracrossed
AUTOR: Josephine Angelini
WYDAWNICTWO: Amber


Helena zawsze różniła się od swoich rówieśników. Wyróżniająca się nie tylko wzrostem i urodą, ale również zadziwiającą szybkością i siłą, starała się mimo wszystko żyć normalnie, w miarę możliwości ukrywając swoje zdolności. Na co dzień skryta i nieśmiała, odżywała w gronie nielicznych, ale szczerych przyjaciół. Teraz jednak pozornie uporządkowane życie Heleny, ulega diametralnej zmianie. Dręczy ją powracający co noc sen, w którym wędruje bez końca po jałowej pustyni. Kiedy się budzi, jej stopy są brudne od pyłu i stężałej krwi. Na dodatek w dzień prześladują ją postacie trzech płaczących kobiet w bieli.

Helena nie rozumie nienawiści, która ogarnia ją na sam widok nowo przybyłego na wyspę Lucasa, ani faktu, że już pierwszego dnia szkoły próbuje go zabić.  Wkrótce jednak Lucas wyjawia jej prawdę. Oboje są półbogami, z wrogich sobie domów, którzy mają odegrać kluczową rolę w tragedii spisanej setki tysięcy lat temu przez Mojry. Jak to możliwe, że wbrew wszelkim przeciwnością losu i początkowej nienawiści, połączyła ich miłość? Kim naprawdę jest matka Heleny? I jak wysoko można poszybować w niebo, zostawiając świat daleko w dole?

Josephine Angelini kreśli przed nami całkiem inną, a równocześnie tak podobną historię wojny trojańskiej. która, wbrew pozorom, nigdy nie dobiegła końca - jest niczym wyrok w zawieszeniu. Helena Hamilton to z pozoru normalna nastolatka, trudno temu zaprzeczyć. Jej prawdziwą postać poznajemy dopiero wraz z rozwojem wydarzeń i właśnie dlatego łatwiej nam się zidentyfikować z jej osobą. Wystarczy jedynie odrobina wyobraźni. W każdym zdaniu widać ciężką pracę autorki nad kreacją głównej bohaterki. Bez wątpienia Helena nie jest postacią idealną, ale za to intrygującą i oryginalną. Bliżej jej jednak do człowieka niż boga.

Lucas z kolei bardziej przypomina boga. Jego postać mimo iż nie pozbawiona wad, jest wyraźnie idealizowana - poczynając od wyglądu, a kończąc na charakterze niemal bez skazy. O dziwo jednak wcale mnie to nie irytowało.  To co wzbudziło mój największy zachwyt, to fakt że każdy bohater "Spętanych przez bogów" jest tak różny jak to tylko możliwe od pozostałych. Nie ma dwóch takich samych charakterów. Każdy jest inny i na swój własny, oryginalny sposób wyjątkowy. 

Spotkamy również bohaterów, których naprawdę trudno jednoznacznie ocenić. Nie można przykleić im etykietki "Tego Złego", ani tym bardziej "Tego Dobrego". Są impulsywni, nieprzewidywalni i przez to niezmiernie intrygujący. Po raz pierwszy, ku mojemu zdziwieniu, moje serce nie zdobył główny bohater, ale postać poboczna.

Fabuła powieści Josephine Angelini pędzi z zawrotną szybkością, nie pozwalając odłożyć książki na bok. Akcja nie skupia się jedynie wokół miłości głównych bohaterów czego się obawiałam. Jest ona raczej tłem całej historii, pełnej tajemnic i niedomówień.  Doprawdy trudno dziwić się, że odniosła ona tak duży sukces w innych krajach. Jest to bez wątpienia jeden z najlepszych debiutów w ostatnim czasie, do którego powracać będę z przyjemnością, czekając równocześnie na kolejne części trylogii. "Spętanych przez bogów" polecam wszystkim, nie tylko wielbicielom mitologii greckiej. Jest to z pewnością idealna lektura, na to by mile spędzić czas.


10/10

Książkę otrzymałam od wyd. Amber za co serdecznie dziękuję. Premiera już jutro!

sobota, 2 lipca 2011

Blask - Alexandra Adornetto

TYTUŁ: Blask 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Halo
AUTOR: Alexandra Adornetto
WYDAWNICTWO:  Bukowy Las


Bethany jest "niemowlakiem" wśród aniołów, pełniącym w niebie funkcję pocieszycieli dusz małych dzieci. Zesłanie do sennego miasteczka Venus Cove, jest jej pierwszą podróżą na ziemię, w której towarzyszą jej wojownik Gabriel i uzdrowicielka Ivy. Bethany, w porównaniu do swych towarzyszy, najbardziej przypomina człowieka. Jest podatna na zimno, zranienia i wszelakiego rodzaju uczucia. Nic więc dziwnego, że wbrew przestrogom by nie przywiązywać się do pojedynczych osób, Bethany znajduje w Venus Cove przyjaciół. Nie to jednak stanowi największe zagrożenie dla powodzenia misji, ale fakt, że serce Beth zaczyna bić mocniej na widok Xaviera - przystojnego przewodniczącego, który, mimo młodego wieku, ciągnie za sobą bagaż ciężkich doświadczeń.

Wbrew wszelkim przeciwnościom, uczucie Bethany i Xaviera rozkwita. Oboje zdają sobie jednak sprawę, że ich szczęście nie będzie trwało wiecznie i wkrótce przyjdzie im zapłacić za każdą wspólnie spędzoną chwilę. Zaślepieni miłością nie dostrzegają jednak innych zagrożeń. Czy ta, która miała uratować innych, zdoła uratować siebie?

„Niektórzy mówią, że i tak nie mamy wpływu na to w kim się zakochujemy - to miłość wybiera nas. Zdarza się i tak, że oddajemy serce komuś, kto jest zupełnym zaprzeczeniem tego, czego - jak nam się wydawało - szukaliśmy w drugim człowieku.”  

Alexandra Adornetto przedstawia nam historię miłości dwójki  bohaterów, których dzieli absolutnie wszystko, a łączy jedynie rodzące się na kartach książki uczucie. Bethany z początku książki przypomina mi momentami małe dziecko. Jej zachwyt, nieporadność i dezorientacja w najprostszych nawet sytuacjach, spowodowały, że mimowolnie zapałałam do niej sympatią. Owszem, jej postać zostało nieco idealizowana, ale w zaistniałych okoliczności jest to raczej normalny zabieg. Czy anioł o ludzkich wadach w naszym odczuciu byłby bohaterem autentycznym? Szczerze wątpię.

Z kolei Xavier jest postacią bardziej tajemniczą. Jego sylwetkę poznajemy wraz z każdym kolejnym rozdziałem, a kiedy poszczególne puzzle  jego złożonej osobowości wreszcie układają się w logiczną całość, doprawdy trudno powstrzymać   nić  sympatii ku jego osobie. Jedyną postacią, która nie szczególnie zdobyła moje uznanie, była Molly. Przyjaciółka głównej bohaterki według mojego odczucia, została wykreowana na stereotypie typowej amerykańskiej nastolatki, których rozmowy kręcą się na zmianę wokół ciuchów i chłopców. W porównaniu do pozostałych postaci, które znacznie różnią się od tych, które znamy już z powieści innych autorów, wypada zdecydowanie blado.

Fabuła powieści rozgrywa się głównie wokół dwóch wątków, przy czym można wyznaczyć granice, gdzie kończy się pierwszy, a zaczyna drugi.  Wynika z tego, że "Blask" można by z łatwością podzielić na dwie osobne książki, przy czym ten zabieg nie wyszedłby raczej na dobre ogólnej ocenie. 

W niektórych momentach można dostrzec pewne niedociągnięcia. Wystarczy choćby wziąć  pod uwagę reakcję Xaviera na fakt, że Beth jest aniołem, która, spójrzmy prawdzie w oczy, wygląda trochę nierealistycznie, wręcz sztucznie. Wszystko jest jednak ubrana w tak piękne słowa, że naprawdę przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie.

Byłam zachwycona lekturą "Blasku", tym bardziej, kiedy dowiedziałam się jak młoda jest jego autorka. Jest to idealna pozycja, szczególnie dla osób, które fascynuje tematyka aniołów. Z przyjemnością sięgnę również po kolejną część  trylogii pióra Alexandry Adornetto.




10/10

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wyd. Bukowy Las za co serdecznie dziękuję 
 

piątek, 1 lipca 2011

Książka maja

Z dniem wczorajszym tj. 30 czerwca ankieta na książkę maja została zamknięta. Oddaliście 17 głosów. A wygrana książka wygrała aż dwoma. Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w ankiecie. 
Książką maja zostaje:

1 miejsce:  Zawsze przy mnie stój. Carolyn Jess-Cooke (29%)
2 miejsce: Trzy metry nad niebem. Federico Moccia (17%)
3 miejsce: Odcień fioletu. Jeri Smith-Ready (11%)
3 miejsce: Bezduszna. Gail Carriger (11%)
3 miejsce: Karuzela uczuć. Jodi Picoult (11%) 4 miejsce: Wrócę po Ciebie. Guillaume Musso (5%)
4 miejsce: Cienie. Amy Meredith (5%)
4 miejsce: Umarli czasu nie liczą. Kim Harrison (5%) 5 miejsce: Aż śmierć nas rozłączy. Harlan Coben i inni  
5 miejsce: Czas zamknięty. Hanna Cygler  
5 miejsce: Krucha jak lód. Jodi Picoult 

Zapraszam do udziału w ankiecie na książkę czerwca.