sobota, 26 listopada 2011

Kwiaty od Artiego - Bridget Asher

TYTUŁ: Kwiaty od Artiego 
TYTUŁ ORYGINAŁU: My Husband's Sweethearts
AUTOR: Bridget Asher
WYDAWNICTWO: Otwarte

Bridget Asher to literacki pseudonim amerykańskiej pisarki i poetki Julianny Baggott, autorki wielu książek dla dzieci i powieści obyczajowych. Prywatnie Asher mieszka na Florydzie wraz z mężem i czwórką dzieci. Jest również założycielką fundacji "Kids in Need - Books in Deed". W Polsce ukazały się dwie jej powieści - obie nakładem wydawnictwa Otwarte - "Pożyczona miłość" oraz "Kwiaty od Artiego".


Związek Lucy i Artiego wcale nie jest bajką. Cudowna idylla kończy się w chwili, w której kobieta dowiaduje się o licznych zdradach męża. Lucy chciałaby nienawidzić Artiego. Pragnie tego tak rozpaczliwie, że decyduje się nawet na porzucenie swoich pozostałych marzeń. Opuszcza męża, a plany o wspólnej przyszłości i posiadaniu wspaniałej rodziny, ukrywa w najdalszych zakamarkach pamięci. Tyle, że mimo wszystko - bólu jaki odczuwa na samą myśl o licznych zdradach Artiego, czasu, który przecież miał uleczyć wszelkie rany, ale jak na razie nie przynosi widocznych rezultatów i tysięcy, dzielących ich kilometrów - Lucy wciąż kocha swojego męża i kiedy więc dowiaduje się, że mężczyzna umiera, wraca do domu.


Rozgoryczona i pobudzona do działania przez alkohol decyduje się na radykalne rozwiązanie sytuacji - korzystając z notesu Artiego kontaktuje się z wszystkimi kochankami męża i zaprasza je do domu. Chyba nikt nie jest zaskoczony bardziej niż ona sama, kiedy wkrótce kobiety zjawiają się na miejscu. Młoda, zbuntowana Elspa, której przeszłość nie rysuje się w jasnych barwach i Eleanor -  pałająca do Artiego nienawiścią równie silną jak miłość. Ich pojawienie się wywraca świat Lucy do góry nogami. Wbrew samej sobie zaczyna jednak pałać do kobiet cienką nicią sympatii. 


Lucy wraz z byłymi kochankami Artiego układa plan, który ma pomóc mężczyźnie pogodzić się z przeszłością. Spotkanie z dawnymi partnerkami i synem Artiego odbija się jednak na życiu większego grona osób. Lucy, Eleanor i Elspa również stają na pewnego rodzaju zakręcie. Od decyzji jaką podejmą może zależeć cała ich przyszłość...

„Zakochiwałam się w czarujących łajdakach. Adorowałam niewłaściwych mężczyzn z niewłaściwych powodów. Sama jestem sobie winna. Cierpię na niesforność serca i nieznośne napady lekkomyślności. Jeśli idzie o samokontrolę, mam luki u podstaw.”


Gdyby sugerować się tytułem, logiczne byłoby uznanie, że głównym bohaterem powieści pani Bridget Asher jest mężczyzna, którego życie obfitowało w liczne romanse - Artie. Muszę przyznać, że amerykańska autorka zmyliła również mnie. Ze słabo skrywanym zaskoczeniem, kartka po kartce przekonywałam się jak błędne było moje rozumowanie. Artie nie jest głównym bohaterem. Co więcej, nasz bogaty w lata lowelas, zdobywca niewieścich serc i jedyny mężczyzna, który potrafi omamić kobietę do tego stopnia, że niemal z wdzięcznością przyjmuje ona rolę "tej trzeciej", został przez panią Asher zrzucony na boczny tor. Bohater, który pierwotnie wydawał się odgrywać główną rolę w przedstawieniu, musi się zadowolić jedynie "drugimi skrzypcami". Artie się zmienia. Artie uczy się na swoich błędach. Artie pragnie zadośćuczynienia. Ale w gruncie rzeczy Artie pojawia się w książce zaledwie kilka razy, a jego postać jest jedynie wspominana w rozmowach innych bohaterów. Zupełnie jakby już nie żył i był jedynie wspomnieniem, które pragną zatrzymać. 

„To chyba nie jest logiczne, że jedna miłość może przywrócić drugą miłość. Za to jest prawdziwe.”

Kto odebrał główną rolę naszemu bohaterowi? Lucy. Kochana, droga Lucy, która cierpi po zdradzie męża. Która kocha i nienawidzi w równym stopniu. I która czynami wydaje się przeczyć swoim słowom.  Ale nie skreślam tej postaci na wstępie. Naprawdę. Czuję rozczarowanie, ale zabijam je w zarodku i dzielnie prę do przodu. Tyle, że pierwsze rozdziały nie zapowiadają się najlepiej. Chociaż wydawać by się mogło, że czas uleczył najcięższe rany, rzeczywistość wygląda inaczej. Lucy cierpi i swoimi cierpieniami dzieli się z czytelnikiem. Bo to właśnie z jej punktu widzenia poznajemy całą historię. Zaciskam usta i czytam jednak dalej. I wówczas zostaję zaskoczona. Bo nagle akcja rusza z miejsca. Lucy wyciera oczy chusteczką, odkłada kieliszek na bok i wraca do życia. 

Zdecydowanie moment, w którym wkraczają pierwsze "kochanice" Artiego jest tym zbawiennym. Kiedy powoli zaczynałam skreślać powieść pani Asher otrzymałam to na co czekałam. Słodko - gorzką komedię o przyjaźni, zakrętach losu i potędze miłości. Skłamałabym nazywając "Kwiaty od Artiego" powieścią wybitną, ale to taka "miła lektura". Przy której można sobie troszkę popłakać, pośmiać się i oderwać od zasnutego mgłą szarego świata. 

„Winy nie można przerzucić.Jeden człowiek nie może odpowiadać za występki całej zbiorowości”

Mimo raczej poważnego tematu, który często niesie ze sobą również i smutek, pani Asher unika niepotrzebnego patosu. Jej styl jest lekki i żartobliwy, słowem - dokładnie taki jaki potrzebuje przeciętny człowiek. Przy "Kwiatach od Artiego" skupienie nie jest potrzebne. Spokojnie można usiąść z głową zaprzątniętą innym myślami, mając jednak gwarancje, że wszelkie problemy wkrótce odejdą jednak w niepamięć.  Tym bardziej, że chwytliwe, żartobliwe tytuły mają w sobie pewien magnetyzm. "Kwiaty od Artiego" nie są powieścią, która trafi w każdy gust czytelniczy. Idealnie jednak nada się dla tych, którzy zabiegani w swojej codzienności potrzebują pewnego wytchnienia. I właśnie takim osobom, powieść pani Asher gorąco polecam.

Za egzemplarz gorąco dziękuję wydawnictwu Otwarte

5 komentarzy:

  1. Przyznam, że nie przepadam za fabułami, w których bohaterowie, czy bohaterki połączeni tym samym kochankiem nagle zaczynają się lubić.
    Dlatego raczej nie przeczytam.
    Pozdrawiam i dobrej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam i mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Miło się czytało, ale jest to średnia lektura. Jednak nada się na chłodne, zimowe wieczory, jeśli ktoś lubi tego typu powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba nie jest książka dla mnie, choć okładka ma coś w sobie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam "Pożyczoną Miłość" od pani Asher i nie było najgorzej, choć mogło być lepiej. Myślę, że kiedyś, jak będę miała czas przeczytam "Kwiaty od Artiego".

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba dostałabym szału czytając o takiej bohaterce. Na jej miejscu wróciłabym do męża tylko po to, by go dobić. Lucy i ja mamy zdecydowanie inne podejścia do życia.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala