Sto dni po ślubie - Emily Giffin - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 4 września 2011

Sto dni po ślubie - Emily Giffin

TYTUŁ: Sto dni po ślubie
 TYTUŁ ORYGINAŁU: Love the One You're with
AUTOR: Emily Giffin
WYDAWNICTWO: Otwarte


Emily Giffin to amerykańska autorka, która dla pisarstwa porzuciła swoją karierę prawniczą. Po wyprowadzce z Nowego Jorku do Londynu udało jej się podpisać kontrakt z wydawcą na dwie książki ("Something Borrowed" oraz "Something Blue"), które odniosły zaskakujący sukces i wkrótce znalazły się na szczycie listy bestsellerów „The New York Times”. W Polsce wszystkie powieści autorki ukazały się pod nakładem wydawnictwa Otwartego. "Sto dni po ślubie" to już czwarty z kolei bestseller autorstwa Emily Giffin.

Ellen powinna być szczęśliwa. Jej życie jest dokładnym odzwierciedleniem dziecięcych marzeń; ma pracę, którą kocha, męża, który z powodzeniem może konkurować z Księciem z Bajki i rodzinę, której w czasach młodości tak bardzo jej brakowało. Jedyną skazą na jej idealnej codzienności stanowi przeszłość. Wbrew upływającemu czasu, myśli Ellen wciąż od czasu do czasu płyną w kierunku Leo - pierwszej prawdziwej miłości, która tak naprawdę nigdy się nie skończyła. Kiedy więc sto dni po ślubie, Leo znowu pojawia się w jej życiu, świat Ellen wywraca się do góry nogami. 

Wbrew silnemu uczuciu jakim darzy męża, odżywają wspomnienia. Pojawiają się również pierwsze wątpliwości - czy aby na pewno podjęła dobrą decyzję?  Czy Andy jest tą osobą przy której pragnie spędzić resztę życia? I czy tak różne światy na pewno mogą ze sobą współgrać? Ellen wie, że robi źle, mimo to pragnienie i rodzące się na nowo uczucie sprawiają, że nie myśli racjonalnie. Wystawiając na próbę miłość bliskich osób, Ellen podejmuje ryzykowną grę.  Grę, która zaważy na jej przyszłym życiu i której skutków nie będzie już w stanie zmienić.  Czy miłość - nawet ta prawdziwa - ma prawo istnieć wówczas, gdy sprawia ból bliskim Ci osobą?
„Miłość to rzeczownik oznaczający zobowiązanie.”
Muszę przyznać, że poruszenie w powieściach problemu zdrady to dosyć powszechny temat. Bez dłuższego zastanowienia byłabym w stanie ułożyć w myślach listę  powieści, których fabuła obraca się wokół tego jednego konkretnego zagadnienia, z różnym skutkiem zresztą. Dlatego też wbrew mojej entuzjastycznej opinii na temat poprzedniej pozycji pani Giffin, nękały mną pewne wątpliwości czy sięgać po "Sto dni po ślubie", które nie opuściły mnie nawet wówczas, gdy byłam już po lekturze pierwszych rozdziałów.  Nie jest wcale tajemnicą, że najlepsza książka może szybko stać się tą, którą jak najszybciej chcemy wyrzucić z głowy choćby ze względu na schematyczne, przewidywalne zakończenie.

Mimo wszystko jednak zagłębiałam się w lekturę z coraz większym zainteresowaniem. Pochłaniałam historię Ellen, Andy'ego i Leo, nie raz przeklinając w myślach poczynania głównej bohaterki. Dzieliłam z Ellen rosnące z każdą upływającą minutą wyrzuty sumienia, cierpiałam z powodu niespełnionej miłości i, wreszcie, pałałam nienawiścią do  Andy'ego za jego idealność. Co dziwniejsze choć byłam w stanie utożsamić się z bohaterką, raczej nie wzbudziła ona mojej sympatii. Denerwowało mnie jej niezdecydowanie, fakt, że  nie potrafiła docenić tego co ma. Abstrakcyjnie jednak trzymałam za nią kciuki. To zadziwiające jak sprzeczne emocje potrafiła wzbudzić autorka. Jeżeli zaś chodzi o innych bohaterów; zdecydowanie najcieplejsze uczucia wzbudził we mnie Andy. Choć początkowo jego idealność wydawała mi się nieco za mało autentyczna, z czasem to właśnie ona zaważyła na mojej pozytywnej opinii.  
„Trzymam tamten dzień głęboko w sercu, by przypominał mi, że miłość to suma wyborów, siła zaangażowania, więzi, które trzymają nas razem.”
Zdecydowanie największym plusem historii napisanej przez Emily Giffin jest jej autentyczność. Autorka w niezwykle plastyczny sposób kreśli przed nami losy trójki pozornie szczęśliwych osób, których prawdziwe życie tak naprawdę różni się od tego pozornego. Długo zastanawiałam się dlaczego spotkanie z Leo odegrało tak znaczącą rolę w życiu Ellen. Jedno spojrzenie, przypadkiem skradziony uśmiechem - z pewnością nie jest to na tyle istotny szczegół by diametralnie zmienić życie trójki ludzi. I doszłam do wniosku, że spotkanie Leo wcale nie było powodem dla którego Ellen zboczyła ze ścieżki, którą  dotąd kroczyła. W gruncie rzeczy był nim fakt, że, obawiając się odrzucenia, Ellen nie potrafiła znaleźć złotego środka między pozostaniem sobą, a przemianą w osobę, której towarzystwo byłoby odpowiednie dla jej nowej rodziny. Gdyby nie Leo, pojawiłby się ktoś inny - Nick, John, Sam... Ktokolwiek przy kim znowu mogłaby być sobą
„Ale może właśnie do tego wszystko się sprowadza. Do miłości, która nie jest falą namiętności, lecz decyzją, by poświęcić się czemuś, komuś, niezależnie od tego, jakie przeszkody stoją nam na drodze. I może podejmowanie tej decyzji wciąż, dzień po dniu, rok po roku, mówi więcej o miłości, niż gdyby w ogóle nie było trzeba stawać przed takim wyborem.”
"Sto dni po ślubie" to historia, która nauczyła mnie przede wszystkim tego, że udany związek nie może być budowany na pozorach. Trzeba najpierw pokochać siebie by później móc pokochać drugiego człowieka. Jest to prawda prosta i oczywista, ale to właśnie ten fakt sprawia, że tak wiele osób o niej zapomina i to właśnie dlatego warto sięgnąć po historię autorstwa pani Giffin. Po raz kolejny jestem oczarowana niebanalnym i wyszukanym stylem autorki. Z wytęsknieniem oczekuję również momentu, w którym będę miała znowu możliwość zetknąć się z twórczością Emily Giffin. 


10/10