2011 - Zlodziejka Ksiazek

sobota, 31 grudnia 2011

Podsumowanie 2011 cz. 3 - czyli podsumowanie roczne
grudnia 31, 2011 8 Comments
Rok 2011 był rokiem niezwykłym - od początku do samego końca. To właśnie wtedy w mojej głowie zrodził się pomysł na założenie bloga i to właśnie wówczas działając pod wpływem chwili powstała Zlodziejkaksiazek. 7 maja 2011 roku na blogu pojawiła się pierwsza notka, a już dzień później - pierwsza opublikowana recenzja (Krucha jak lód - Jodi Picoult). Początki były ciężkie - nie przeczę. Moje "wypociny" nie od razu spotkały się z Waszym zainteresowaniem, czemu zresztą trudno się dziwić, a kolejne recenzje ukazywały się wedle mojego kaprysu. 

Muszę przyznać, że nigdy nie spodziewałam się, że Zlodziejkaksiazek przetrwa tak długo. Jak pewnie nie którzy doskonale wiedzą - od zawsze miałam słomiany zapał. Nie pamiętam już ile razy zaczynałam jakiegoś bloga by po kilku dniach usunąć go z internetu, albo pozostawić bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia. Z czasem jednak zrozumiałam, że blog o tematyce książkowej jest tym co kocham. Czytanie Waszych recenzji, próby pisania własnych... Wszystko to niezmiennie sprawia mi nie tylko frajdę, ale i przynosi dziwną satysfakcję. 

W roku 2011 udało mi się przeczytać około 106 książek (przy czym te w okresie do powstania bloga są raczej liczbą sporo uproszczoną). Na blogu ukazało się aż 79 recenzji - z czego zresztą jestem ogromnie dumna. Na dzień dzisiejszy Zlodziejkaksiazek doczekała się 11 fanów na facebook, 40 stałych obserwatorów, 17203 wyświetleń i 491 komentarzy - za co bardzo, bardzo Wam dziękuję.

2011 rok jest również wyjątkowy pod względem nawiązanych z wydawnictwami i portalami współprac. Z tego miejsca niezmiernie chciałabym podziękować ekipom z wydawnictwa Bukowy Las, Harlequin/Mira, Otwarte, Videograf II, Albatros, Amber i Jaguar, grupy wydawniczej Publicat, księgarni Matras, a także portali Woblink, nakanapie oraz - przede wszystkim! - Sztukater. Dziękuję za zaufanie i wszelkie otrzymane egzemplarze.

W części pierwszej podsumowania wyjawiłam Wam dziesięć powieści, które najdłużej zapadły mi w pamięci. Teraz jednak dodatkowo wybrałam najlepsze powieści w odpowiednich kategoriach i tak:
Książka, która najdłużej zapadła mi w pamięci: Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke
Książka, która najbardziej trzymała mnie w napięciu: Dotknąć prawdy - Antoinette van Heugten
Najlepsza książka historyczna: Dwie królowe - Philippa Gregory
Najlepszy romans: Wybór - Nicholas Sparks
Najlepsza książka dla młodzieży (non-fiction): Trzy metry nad niebem - Federico Moccia
Najlepsza powieść z mitologią w tle: Splątani przez bogów - Josephine Angelini
Najlepszy thriller paranormalny: Syrena - Tricia Rayburn
Najlepsza antyutopia: Dobrani - Allie Condie
Największe zaskoczenie: Czerwień rubinu - Kerstin Gier

Życzę Wam w tym nadchodzącym nowym roku jak najwięcej czasu na czytanie, aby ominęły Was wszelakiego rodzaju rozczarowania - zwłaszcza te czytelnicze! Bawcie się dobrze na Sylwestrze - tańczcie, śpiewajcie i nie myślcie o żadnych troskach! I pamiętajcie - jaki Sylwester, taki cały rok.
Read more

piątek, 30 grudnia 2011

Podsumowanie 2011 cz. 2 - czyli 10 planów na przyszłość
grudnia 30, 2011 10 Comments
Po poście wspominkowym przyszedł czas na stworzenie planów na bliżej nieokreśloną przyszłość. Zainspirowana obowiązującym tematem TOP 10 stworzyłam własną "wielką dziesiątkę". Znajdują się na niej pozycję, które w najbliższym czasie pragnęłabym "nadrobić". Z przyjemnością jednak zapoznałabym się również z Waszymi typami. Do dzieła.

1. Cukiernia pod Amorem - Małgorzata Gutowska-Adamczyk

"Cukiernia pod Amorem" od samego początku cieszy się ogromnym entuzjazmem wśród czytelników. Mimo szczerych chęci, nie udało mi się odnaleźć żadnej nieprzychylnej opinii na jej temat. O serii wspominałam tak długo, aż kochana mamusia złożyła obietnicę szybkiego zakupu - "pod choinkę". Prezent się nie pojawił, ale plany pozostały. Mam nadzieję, że rok 2012 będzie bardziej przychylny dla tej sprawy. 

2. Igrzyska śmierci - Suzanne Collins

O "Igrzyskach" zrobiło się ostatnio niezwykle głośno, aczkolwiek moja chęć na zapoznanie się z ową trylogią miała miejsce już jakiś rok temu. Wówczas bowiem usłyszałam pierwszą, niezwykle pochlebną zresztą recenzję o twórczości Suzanne Collins. Koleżanka wychwalała trylogię, nie szczędząc przy tym słów. Jak to się stało, że mimo to nadal nie sięgnęłam po owe pozycje? Nie mam pojęcia, ale w najbliższym czasie zamierzam to zmienić.


3. Twórczość Nicholasa Sparksa

Pana Sparksa z czystym sumieniem mogę zaliczyć do wąskiego, elitarnego grona moich ulubionych pisarzy. I choć systematycznie staram się zapoznawać z wszystkimi jego dziełami, wciąż mam pewne zaległości. W 2012 roku stawiam sobie za punkt honoru je nadrobić. A że jak dotąd wszystkie pozycje tego autora niezmiernie przypadły mi do gustu, owa próba powinna być owocna i, przede wszystkim, przyjemna.


4. Twóczość Jodi Picoult

Tutaj rzecz ma się podobnie jak w przypadku pozycji powyżej. Panią Picoult darzę ogromnym szacunkiem. Jej powieści niezmiennie wzbudzają we mnie kumulację setek sprzecznych uczuć i sprawiają, że z zupełnie innej perspektywy spoglądam na swoje życie. Nie wyobrażam sobie roku 2012 bez choćby jednej pozycji tej pani.

5. Jeden dzień - David Nicholls

W najbliższym czasie mam zamiar zapoznać się z ekranizacją owej pozycji, w takim wypadku nie biorę więc pod uwagę możliwości by wbierw nie przeczytać książki. Tak jak i w przypadku "Cukierni pod Amorem", tak i "Jeden dzień" miał stanowić jeden z gwiazdkowych prezentów, ale Mikołaj w szale zakupowym wdocznie zmienił plany. Mam jednak nadzieję, że uda mi się samej ją zdobyć i podzielić zachwyt innych czytelników.

6. Wampiry z Morganville - Rachel Caine

Pierwotnie wcale nie zamierzałam się zapoznawać się z ową serią. Odstraszył mnie jej podział (który mimowolnie przywodzi mi na myśl serię "Pamiętniki wampirów") i, aż wstyd wspominać o tym na głos!, okładki. Wraz z pojawieniem się na rynku szóśtej księgi udało mi sie zapoznać z niezwykle obiecującą recenzją całej serii. Swoje trzy grosze wtrącili oczywiście również znajomi ze szkoły. Cóż, nie mogę pozwolić żeby ich wysiłki poszły na marne, dlatego w 2012 roku planuję przynajmniej wstępnie przymierzyć się do całej serii.

7. Twórczość Carlosa Ruiza Zafóna

Z panem Zafónem miałam jak na razie niestety do czynieniatylko raz. "Marina" wywarła jednak na mnie tak silne wrażenie, że postanowiłam zapoznać się z pozostałymi dziełami pisarza. Na pierwszy ogień planuję trylogię skierowaną głównie do młodzieży czyli debiut autora. Mam nadzieję, że podzielę opinię większości i będę usatysfakcjonowana lekturą.

8. Drżenie - Maggie Stiefvater

Zdanie na temat "Drżenia" było podzielone. Jedni się nim zachwycili, inni - niekoniecznie.Mimo to mam ogromną ochotę na to by zaznajomić się z owymi pozycjami i wyrobić sobie własną opinię na ich temat. 

9. Las zębów i rąk - Carrie Ryan

Powyższy tytuł znajdował się kiedyś na mojej liście priorytetów. Jakoś tak się jednak złożyło, że później gdzieś mi on umknął. W czym nie małą zasługę ma zresztą fakt, że wkrótce po premierze świat zamilknął o powieści Carrie Ryan. Ponownie o tytule przypomniałam sobie kilka tygodni temu dostrzegając w zapowiedziach kontynuację "Lasu zębów i rąk" - czyli "Śmiercionośne fale". Miłość powróciła tak samo jak i chęć lektury, tym razem jednak - mam nadzieję - na dłużej.


10. Serie nieskończone
Jutro - J. Marsden, Pretty little liars - S. Shepard, Akademia wampirów - R. Mead, Protektorat parasola - G.Carriger, Błękitnokrwiści - M. de la Cruz, Gone - M.Grant,  Szeptem - B.Fitzpatrick, Bractwo Czarnego Sztyletu - J.R. Ward

Przy natłoku nowych pozycji uzbierało się wiele serii, których nie udało mi się ukończyć. Odkładało się je w czasie, odkładało, aż w końcu odeszły w zapomnienie. Rok 2012 będzie jednak doskonałą okazją na to by odświeżyć stare przyjaźnie. 
Read more

czwartek, 29 grudnia 2011

Podsumowanie 2011 cz. 1 - czyli 10 najlepszych książek
grudnia 29, 2011 12 Comments
Jako, że rok 2011 nieubłagalnie zbliża się ku końcowi, nadszedł czas na krótkie podsumowanie tego co wydarzyło się w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Biorąc jednak pod uwagę fakt jak wiele chciałabym Wam przekazać postanowiłam podzielić podsumowanie na trzy części. Na początku 10 stosunkowo najlepszych książek jakie miałam okazje przeczytać. Wybór był trudny i nie koniecznie odzwierciedla on prawdę jednakże są to te pozycje, które najdłużej zapadły mi w pamięci i do których jeszcze z pewnością nie raz powrócę.

1. Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke

Odbierając od mojej kochanej M. prezent nigdy nie sądziłam jak wielki wpływ wywrze na mnie owa powieść. Nie wiem czego się po niej spodziewałam, ale z pewnością nie tego, że zmieni ona moje spojrzenie na wiele istotnych, życiowych spraw. Debiut Carolyn Jess-Cooke ujął mnie do głębi i poruszył najskrytsze zakamarki.

2. Dobrani - Ally Condie

Czym ujęli mnie „Dobrani”? Prawdę mówiąc nie mam zielonego pojęcia. Nie dość, że fabuła raczej nie grzeszy zbyt wielką oryginalnością , momentami staje się wręcz nużąca, nie potrafiłam oprzeć się urokowi owej pozycji. Losy Cassi i Ky'a oderwały mnie od rzeczywistości na dobre kilka godzin i sprawiły, że obecnie z zapartym tchem wyczekuję kolejnej części trylogii.

3. Czerwień rubinu – Kerstin Gier

Tej pozycji nie muszę chyba nikomu przedstawiać. „Czerwień rubinu” wdarł się na czytelniczy rynek i szturmem podbił większość serc moli książkowych. Mimo iż pozycja ta nie niesie ze sobą porywających zwrotów akcji czy mrożących krew w żyłach wydarzeń, stanowi idealną zapowiedź kolejnych części Trylogii Czasu, dlatego tym bardziej się cieszę, że drugi tom z niecierpliwością czeka już na mojej półce.

4. Spadek – J.D. Bujak

Tym razem doskonale wiem dlaczego akurat ta pozycja znalazła się na owym zestawieniu. To właśnie dzięki lekturze tego tytułu ostatecznie pozbyłam się wszelkich wątpliwości odnośnie twórczości naszych rodzimych pisarzy (do których – wstyd się przyznać! - żywiłam wcześniej sporą awersję). Nie pozostaje mi nic innego jak w 2012 roku postarać się zapoznać z pozostałą twórczością pani Bujak.

5. Milczący zamek – Kate Morton

Z twórczością pani Morton miałam przyjemność zetknąć się już wcześniej, sięgając po ową pozycję miałam więc już w głowie zarys tego czego mogę się spodziewać. Pani Morton chyba niezmiennie będzie mnie już zachwycać lekkością z jaką łączy wydarzenia z przeszłości z teraźniejszością. Nie wyobrażam sobie bym w nadchodzącym Nowym Roku mogła pominąć pozostałe pozycje owej autorki.

6. Jutro – John Marsden

Ileż to ja się nasłuchałam pozytywnych opinii na temat owej serii zanim zdecydowałam się ostatecznie po nią sięgnąć! Wykręcałam się jak mogłam znajdując najróżniejsze bezsensowne wymówki – a to było coś innego pozornie ciekawszego, a to z kolei akurat nie miałam funduszy... W końcu do lektury namówiła mnie moja kochana siostrzyczka. Widząc jak po raz enty stoję przed empikowską półką wpatrując się w okładkę włożyła mi książkę do rąk i zaciągnęła do kasy. Zdecydowanie było wart. Aż wstyd że tyle czekałam i że wciąż mam takie tyły w lekturze tej serii.

7. Dotknąć prawdy – Antoinette van Heugten

Skonstruowana przez pisarkę fabuła wstrząsnęła mną do głębi. Dawno, dawno nie czytałam równie dobrego thrillera psychologicznego. Akcja od początku do samiutkiego końca w równym stopniu nie pozwalała mi na zaczerpnięcie głębszego oddechu, a zakończenie – zwaliło z nóg.

8. Trzy metry nad niebem – Federico Moccia

Dlaczego zachwyciła mnie historia Baby i Stepa? Po raz kolejny nie wiem. Bo przecież fabuła i styl autora nie niosą ze sobą niczego nadzwyczajnego. Ot, zwykła historia miłosna, dwójki niczym nie wyróżniającym się spośród tłumu ludzi. Może po prostu uznajmy, że jestem dziwna, bo takie historie wprost uwielbiam.
9. Wrócę po Ciebie – Guillaume Musso

Przyznam się bez bicia, że po raz kolejny zupełnie nie mam pojęcia czym zachwyciła mnie owa pozycja. Właściwie bowiem autor działał mi na nerwy swoją wiedzą, z którą jak na złość nie chciał się podzielić z czytelnikiem. 

10. Syrena – Tricia Rayburn

Dziesiąte miejsce, o dziwo, było najtrudniejsze. Nagle okazało się bowiem, że jest jeszcze wiele, wiele pozycji, które pragnęłabym wyróżnić w ten czy inny sposób. „Syrena” ujęła mnie jednak swoją innością, tym, że mimo iż jest kolejnym paranormalem na rynku wydawniczym potrafiła mnie zaskoczyć i przyszpilić do łóżka, a tym samym dalszej lektury.

Read more

środa, 28 grudnia 2011

Pamiętniki Jane Austen - Syrie James
grudnia 28, 2011 9 Comments
TYTUŁ: Pamiętniki Jane Austen 
TYTUŁ ORYGINAŁU: The lost memoirs of Jane Austen
AUTOR: Syrie James
WYDAWNICTWO: Otwarte

Syrie James to wielka miłośniczka twórczości Jane Austen i badaczka jej twórczości. Będąc członkiem stowarzyszenia amerykańskich scenarzystów Writer's Guild of America,  autorka otrzymała wiele nagród za scenariusze teatralne i telewizyjne. "Pamiętniki Jane Austen": to jej pierwsza powieść z gatunku historical fiction. Wraz z dziećmi i mężem mieszka w Los Angeles.

Jane Austen zna chyba każdy, choćby i ze słyszenia. Jej nazwisko niezmiennie kojarzone jest z takimi utworami jak "Rozważna i Romantyczna", "Perswazje" czy "Duma i uprzedzenie". Wykreowane przez pisarkę postacie ożywały i niepostrzeżenie wkradały się do rzeczywistości, stając się uosobieniem męskiego ideału czy kobiecym wzorem do naśladowania.. Dzięki swoim dziełom, angielska autorka zdobyła coś więcej niż sławę i rozgłos - zyskała nieśmiertelność. Jednak czy kiedykolwiek zastanawiliście się jak naprawdę wyglądało życie Jane Austen? Czy wasze myśli zaprzątał fakt jak upływała jej codzienność i z czego czerpała inspirację do swych powieści? 

Jest rok 1800, kiedy to George Austen postanawia przejść na emeryturę i wraz z bliskimi opuścić rodzinne miasteczko. Miejscem, które mężczyzna obiera na cel swojej podróży jest Bath, achoć pomysł ten nie cieszy się zbytnim entuzjazmem wśród córek mężczyzny, wkrótce zostaje wprowadzony w życie. Jak się okazuje obawy żywione przez Cassandrę i Jane wcale nie były bezpodstawne. Kiedy pięć lat później mężczyzna umiera, życie pań Austen zostaje wywrócone do góry nogami. Pozbawione dachu nad głową i stałego dochodu kobiety zostają zmuszone do niekończącej się tułaczki między domami swych krewnych i przyjaciół. 

Nieoczekiwanie jednak to właśnie owa tragedia staje się źródłem radości dla Jane. Dzięki podróżom poznaje bowiem pana Ashforda. Czarujący, przystojny i bogaty mężczyzna z miejsca zyskuje sobie jej sympatię. A wspólnie spędzone ze sobą chwilę tylko potengują uczucie Jane, która wkrótce staje się zupełnie bezsilna wobec miłości. Tyle, że los pozostaje okrutny względem pragnień owej dwójki, szykując na ich wspólnej drodze zdecydowanie zbyt wiele przeszkód.

Skłamałabym twierdząc, że twórczość Jane Austen jest mi obca. Choć daleko mi do fanatyków, zaczytujących się w powieściach autorki, lubię od czasu do czasu poczuć charakterystyczny dla twórczości pisarki klimat. Lubię zamknąć oczy i przenieść się do XVIII wiecznej Anglii, w której miłość wbrew pozorom wydaje się być czymś prawdziwszym niż teraz. I lubię spotkać się z bohaterami, których słowa brzmią dla mnie obco, a których mimo to rozumiem. Powieści Jane Austen mają w sobie bowiem coś niepowtarzalnego.To właśnie owy pozornie niedostrzegalny element sprawia, że z taką chęcią czytamy o codziennym życiu całkiem zwyczajnych ludzi i który niezmiennie zaskrabia sobie sympatię coraz to nowych czytelników.

To właśnie dlatego z taką chęcią sięgnęłam po powieść Syrie James, mimo iż opiniom krążącym po internecie daleko było do ideału.  "Pamiętniki Jane Austen" swoim stylem przypominają nieco dzieła autorki. Odnajdujemy w nich bowiem to co było najlepsze w twórczości Austen - kilmat epoki, tło obyczajowe i niezwykle zajmujące wątki. Choć oczywiście najważniejszą rolę odgrywa fabuła, autorka skupia się również na detalach. Syrie James z zaskakującą skrupulatnością maluje przed nami obraz ówczesnej Anglii.  Daje nam możliwość odetchnąć tamtejszym powietrzem poprzez drobiazgowe opisy krajobrazu czy choćby spoglądnięcia z boku na wydarzenie towarzyskie jakim niewątpliwie jest zabawa taneczna połączona z pokazem talentów. 
Przede wszystkim jednak zachwyca kreacja postaci. Syrie James kreśli przed nami niezwykle wyraźny i jednoznaczny portret Jane Austen -  połączenie wszystkich cech jakimi obdarzyła bohaterki własnych powieści. Dostrzegamy więc w jej postaci dumę Elizabeth, romantyczną duszę Marianny czy rozwagę, która charakteryzuje również Eleonorę. Z niekłamaną przyjemnością przygląda się takiej kumulacji przeróżnych cech charakterów. Owa drobiazgowość autorki ujawnia się zresztą również pod tym względem. Syrie James kreuje swoich bohaterów z zadziwiającą skrupulatnością, nawet biorąc pod uwagę postacie epizodyczne.
Książkę poleciłabym przede wszystkim fanom twórczości pani Austen.  Nagromadzone w powieści informacje o jej twórczości, zwłaszcza o trudnościach z którymi musiała się zmierzyć, czynią bowiem z "Pamiętników..." powieść niemal biograficzną, a tym samym doskonałe kompetendium wiedzy o autorce. 


Egzemplarz otrzymałam od wydawnictwa Otwarte za co niezmiernie dziękuję.

Read more

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt!
grudnia 23, 2011 8 Comments
Moi Drodzy! Biorąc pod uwagę fakt, że każda kolejna minuta przybliża nas do Bożego Narodzenia, chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia. Aby te święta były najlepszymi jakie do tej pory przeżyliście. Ciepłej, rodzinnej atmosfery, smacznego barszczu i mnóstwa prezentów pod choinką - zwłaszcza tych, które wszyscy kochamy najbardziej czyli książek. Oprócz tego w nadchodzącym nowym roku jak najmniej trosk i mnóstwa miłości. Aby los obszedł się z Wami łaskawie obdarowując samymi szczęśliwymi chwilami. i abyście podczas całej tej bieganiny nie zapomnieli o tym co w życiu najważniejsze. 
Wszstkiego Najlepszego Kochani!

Read more
Chichot losu - Hanka Lemańska
grudnia 23, 2011 7 Comments
TYTUŁ: Chichot losu 
AUTOR: Hanka Lemańska
WYDAWNICTWO: Zysk i S-ka


Hanka Lemańska, a właściwie Hanna Lemańska-Węgrzecka to polska pisarka i publicystka. Autorka ukończyła Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, była również socjoterapeutką i miała za sobą szkolenie w zakresie systemowej terapii rodzin. Prywatnie pisarka była mężatką i matką dwójki dzieci Zmarła 31 sierpnia 2008 roku w Warszawie, mając niespełna pięćdziesiąt lat. W 2011 roku na ekrany weszła ekranizacja jej debiutanckiej powieści "Chichot losu" o tym samym tytule, z Martą Żmudą-Trzebiatowską w roli głównej.


Joanna jest typową przedstawicielką kobiet XXI wieku. Młoda, niezależna, może odrobinę samotna, ale za to spełniająca się w życiu zawodowym. Te odrobinę wolnego czasu, która jej pozostaje, dzieli między niezbyt licznym, ale za to wiernym gronem znajomych, a Markiem - partnerem "od czasu do czasu", bez zbędnych zobowiązań. Dotychczasowe życie Joanny ulega jednak zmianie w chwili, w której kobieta odbiera pewnej nocy telefon.


Elżbieta nigdy nie była przyjaciółką Joanny, mimo to przyparta do ściany i wciąż nieco zaspana kobieta zgadza się podjąć kilkudniową opiekę nad dziećmi koleżanki. Los jednak ma całkiem inne plany względem owej trójki. Kiedy na skutek nieszczęśliwego wypadku, Elżbieta umiera, Joanna czuję się w obowiązku przedłużyć nieco swoją opiekę. Aśka, Łukasz i rudy kot całkowicie odmieniają jej życie. Pogodzenie kariery zawodowej z opieką nad dwójką dzieci może okazać się trudne, jeśli nie niemożliwe. Czasami jednak niespodzianki przynoszone przez los okazują się tymi najlepszymi...


Z historią Joanny po raz pierwszy zetknęłam się w trakcie emitowanego przez telewizję polską serialu. Zachęcona licznymi reklamami jak i interesującą obsadą rozsiadłam się przed telewizorem pozwalając sobie na chwilę wytchnienia. Wówczas nie wiedziałam, że pierwsza była książka, w przeciwnym bądź razie raczej wstrzymałabym się z oglądaniem zanim nie zabiorę się do lektury. Nie mogę powiedzieć, że fabuła mnie oczarowała. Połączenie wątku kryminalnego z romansem i powieścią obyczajową raczej wydawało się być wprowadzone na siłę by zadowolić bardziej wymagającego telewidza. Ogólnie jednak rzecz biorąc nie czułam się również rozczarowana. Ot, serial w sam raz by odetchnąć po całym tygodniu.


Jak serial ma się do książki? Niby historia ta sama, niby bohaterowie niezmienieni, a jednak dostrzegam sporo różnic. Bo choćby i wspomniany powyżej wątek kryminalny, w powieści ograniczony jest do absolutnego minimum. Hanka Lemańska jedynie delikatnie nakreśla zarys sytuacji pozostawiając go bez żadnej oprawy. "Chichot losu" w wersji pisanej to tylko i wyłącznie powieść obyczajowa. Wszelkie poboczne kwestie zepchnięte są na drugi plan by skupić uwagę na tym co najważniejsze.


Hanka Lemańska w sposób ciekawy opisuje nam konsekwencje, które mogą wyniknąć z podjętej pod wpływem chwili decyzji. Nie starając się niczego upiększać przedstawia komplikacje, które mogą z niej wyniknąć nie tylko na tle prywatnym, ale i zawodowym. Przede wszystkim ukazuje jednak najważniejszą prawdę - czasami los lepiej od nas samych wie czego potrzebujemy od życia.


Joanna nie wzbudziła mojej sympatii. Stykanie się z jej postacią na pierwszych kartach powieści było istną katorgą. Joanna oschła, zapracowana, wiecznie pragnąca od życia wszystkiego co najlepsze, ale nie szczególnie chętna by dać coś w zamian. Kiedy jej przyjaciółka nie wracała, a opieka nad dziećmi wydłużała się, potrafiła myśleć tylko i wyłącznie o sobie. "Ja, ja, ja". Mimo niepokojących objawów nie zastanawiała się nad tym czy coś się nie stało. Jej myśli zaprzątnięte były jedynie faktem, kiedy może pozbyć się "zbytecznego balastu" i powrócić do swojego codzienne życia. Na całe szczęście z czasem postać Joanny zyskuje w oczach.


Największym rozczarowaniem była dla mnie kreacja "głównego bohatera". Ubolewam nad faktem, że postać Marcina została potraktowana iście po macoszemu. Jego imię przewija się na kartach powieści w nielicznych, mało znaczących momentach i dopiero pod sam koniec awansuje na miano jednej z głównych postaci. Powieść obrania jednak pozostała plejada bohaterów. Hanka Lemańska wykreowała postacie ciekawe i niezwykle intrygujące. I choć może nie wyróżniają się oni na tle innych, zdecydowanie umilają czas spędzony przy lekturze.


Z niekłamaną przyjemnością czyta się taką słodko-gorzką opowieść, która z łatwością mogłaby znaleźć swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym. To właśnie głównie ze względu na jej autentyczność warto poświęcić owej pozycji chwilę wolnego czasu, mimo iż z pewnością nie jest to lektura z górnej półki. Styl, którym posługuje się pani Hanka Lemańska jest mało skomplikowany i trafia do czytelnika, przez co "Chichot losu" pochłania się niezwykle szybko. To taka lektura na jeden wieczór, lekka i niezobowiązująca mimo pozornie trudnego tematu jaki porusza. Śmierć, którą poznajemy na kartach powieści jest tragiczna, mimo to zostaje przedstawiona jako coś nieuniknionego, a przez to i łatwiejszego do zniesienia - po prostu kolejny, końcowy etap naszego życia.


Szkoda, że przygody Joanny nie doczekały się swojej kontynuacji, gdyż zakończenie pozostawia nam nadzieję na ciąg dalszy. Pozostaje nam jedynie samym dopisać ciąg dalszy historii.

Za mozliwość lektury serdecznie dziękuję portalowi Woblink

Read more

niedziela, 18 grudnia 2011

Ofiara krwi - J. R. Ward
grudnia 18, 2011 5 Comments
TYTUŁ: Ofiara krwi 
TYTUŁ ORYGINAŁU: Love Eternal
AUTOR: J.R. Ward
WYDAWNICTWO: Videograf II

J.R. Ward to pseudonim literacki znanej i cenionej amerykańskiej autorki Jessiki Bird. Swoją pierwszą powieść napisała jeszcze jako dziecko, później pisała regularnie, ale tylko i wyłącznie i dla własnej przyjemności. Ukończyła studia prawnicze w Albany Law School po czym rozpoczęła pracę służby zdrowia w Bostonie. Przez wiele lat była szefem personelu w jednym z najważniejszych naukowych centrów medycznych w kraju. J.R. Ward jest laureatką licznych prestiżowych nagród literackich m.in. RT Reviewers' Choice Award for Best Vampire Romance i RITA Award for Best Paranormal Romance. Na co dzień mieszka wraz z mężem i ukochanym golden retriverem na południu USA, a pełnię szczęścia daje jej dzień spędzony przy pisaniu z psem i dzbankiem kawy u boku.

Rankohr uchodzi między swoimi Braćmi za najsilniejszego i najpotężniejszego wojownika. Posiadający reputację wiecznego playboya "Hollywood", pod maską namiętnego kochanka skrywa jednak swoje cierpienie. Od dawien dawna Rankohr zmaga się z nałożoną na niego przez Panią Kronik klątwą. Wampir nosi w sobie demona, który w najbardziej niespodziewanym momencie, przejmuje kontrolę nad jego ciałem i zamienia mężczyznę w bestię. Owa przemiana zachodzi w sposób niekontrolowany i stanowi zagrożenie dla wszystkich osób znajdujących się wówczas w pobliżu. Aby uniknąć niebezpieczeństwa, bohater jest zmuszony do szukania innego ujścia złej energii. Jedyną metodą stanowi jednak jedynie przemoc i seks. Nic więc dziwnego, że Rankohr spędza większość swojego życia w siłowniu tudzież nocnych klubach, gdzie "zalicza" kolejne samice. Wszystko jednak ulega zmianie w chwili, w której w życiu wampira pojawia sie Mary Luce.

Mary jest człowiekiem - słabą, doświadczoną przez los i poważnie chorą kobietą, która trafia do posiadłości Bractwa na skutek zaskakującego zbiegu okoliczności - jako tłumacz młodego wampira przed przemianą. Osłabiony po kolejnym pojawieniu się bestii, Rankohr natyka się na kobietę i zostaje przez nią zupełnie oczarowany. Mężczyzna nie widzi Mary, mimo to sam jej zapach i głos sprawiają, że Rankohr postanawia zdobyć ją za wszelką cenę. Sprawa jednak znacznie się komplikuje, kiedy wojownik zaczyna darzyć kobietę głębszym uczuciem. Wbrew pierwotnemu planowi, Mary zaczyna bowiem znaczyć dla Rankohra coś więcej.

Tymczasem Korporacja wciąż stara się dotrzeć do siedziby Bractwa. Porywanie cywilów, tortury i wprowadzenie jeszcze większego rygoru wśród reduktorów są tylko jednymi z nielicznych kroków, które podejmują. I mimo iż wciąż są daleko od znalezienia rozwiązania, udaje im się zrobić pokaźnych rozmiarów krok do przodu...

Z serią pani J.R. Ward miałam już wcześniej styczność podczas lektury pierwszego tomu - "Mroczny kochanek". Powieść urzekła mnie przede wszystkim drobiazgową skrupulatnością autorki przy tworzeniu świata wampirów, ale także samą fabułą, która porywa czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Mimo to długo zwlekałam z zapoznaniem sie z kolejną częścią, sama do końca nie wiem dlaczego. Czułam chwilowe znużenie powracającym wątkiem wampirów i potrzebowałam chwili wytchnienia. Na dzień obecny, żałuję jednak swojej decyzji.

Narracja, tak jak w pierwszym tomie zresztą, została poprowadzona przez obserwatora wszystkowiedzącego co daje nam możliwość poznania całej sytuacji nie tylko z punktu widzenia jednego bohatera. By nie czuć się przytłoczonym historią miłości głównych postaci, równolegle autorka otwiera przed nami możliwość zapoznania się z kilkoma innymi wątkami. Przede wszystkim jej uwaga skupia się na Johnie - zupełnie nowym bohaterze, który stanowi zagadkę nie tylko dla czytelnika, ale i dla pozostałych postaci serii. Oprócz tego w trakcie lektury poznajemy również zarys kolejnej części "Bractwa Czarnego Sztyletu". Poprzez wprowadzenie do powieści postaci Belli autorka subtelnie zaznajamia nas z sytuacją, która zostanie wypchnięta na pierwszy plan i daje nam możliwość wstępnej oceny.

Skupiając się jednak na "Ofiarze krwi" trudno nie wspomnieć o głównym bohaterze tomu. Rankohr to postać, która wzbudziła moje zainteresowanie już przy lekturze pierwszej części serii. Lubię ten typ bohatera - silnego i zdającego sobie sprawę z własnej wartości, który jednak niesie ze sobą pewien bagaż doświadczeń. J.R. Ward na szczęście mnie nie zawiodła. Rankohr jest dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam. Pewny siebie, męski, a równocześnie czuły i opiekuńczy. I choć jego niemal obsesyjna obawa by Mary nie poznała prawdy o jego "drugim wcieleniu" nie raz działała mi na nerwy, czuję się usatysfakcjonowana ogólnym obrazem postaci.

Sprawa Mary wygląda nieco inaczej. Autorka chciała chyba skontrastować postać kobiecą z głównym, męskim bohaterem i niestety odrobinę się w tym pogubiła. Niska samoocena Mary, jej brak pewności siebie i zaskakująca wręcz nieśmiałość, mnie przytłoczyła. Owszem, postacie obdarzone "ludzkimi słabościami" wydają się być bardziej wiarygodne, ale w tym wypadku J.R. Ward trochę jednak przesadziła. Brakło mi przemiany, która powinna się dokonać w Mary, gdy zdobyła pewność o uczuciu Rankohra. Owy drobny mankament nie zaważył co prawda na mojej ogólnej ocenie postaci - która wbrew pozorom jest dość wysoka - mimo to zdecydowanie stanowi największą rysę na ogólnym obrazie powieści.

Zdecydowanie jednak cieszę się, że autorka ograniczyła nieco sceny erotyczne. Owszem również stykamy się z nimi niezwykle często, mimo to nie występują one już przynajmniej na samym początku powieści. Po raz kolejny mocną stroną powieści pozostaje fabuła. "Ofiara krwi" nie jest tylko i wyłącznie historią miłości kobiety - człowieka i wampira, ta wydaje się być jedynie ciekawym dopełnieniem całości. To opowieść o swojego rodzaju walce o własne przekonania, a przede wszystkim - o zadziwiająco silnej, męskiej przyjaźni.

"Ofiara krwi" to lektura idealna do tego by się zrelaksować i odetchnąć nieco od codziennych obowiązków. Zadowolić powinna zwłaszcza wielbicieli serii pani Sparks czy choćby pani Adrian bo wszystkie te cykle utrzymane są raczej w podobnym klimacie. Tych którzy wciąż nie czują się znudzeni tematyką wampirów i nie czują się zniesmaczeni występującymi scenami erotycznymi, serdecznie zachęcam do lektury.

Za możliwość lektury niezmiernie dziękuję wydawnictwu Videograf II



Read more

sobota, 17 grudnia 2011

Milczące słowa - Jagoda Wochlik
grudnia 17, 2011 5 Comments
TYTUŁ: Milczące słowa 
AUTOR: Jagoda Wochlik
WYDAWNICTWO: Novae Res

Jagoda Wochlik to młoda polska autorka, stawiająca dopiero swoje pierwsze kroki w pisarstwie. Przez swoje zamiłowanie do dobrych opowieści, studiuje filologię polską. Lubi piękne, średniowieczne suknie, literaturę - zwłaszcza tą dla dzieci i młodzieży, poezję Wisławy Szymborskiej, malarstwo Vermeera i Muchy, długie spacery, a także muzykę klasyczną. Jej największym marzeniem jest zamieszkanie w małym domku umiejscowionego w pobliżu lasu oraz posiadanie konia fryzyjskiego o imieniu Pielgrzym.

Zuzanna właściwie niczym nie wyróżnia się spośród innych ludzi. To po prostu całkiem zwyczajna blondynka, spoglądająca na świat przez grube szkła korekcyjne, lubująca się w powieściach fantastycznych i odnajdująca przyjemność w okazajonalnych imprezach karaoke. Życie Zuzanny jest więc wręcz do bólu normalne. Tyle, że w chwili gdy dziewczyna wkracza w świat Henry'ego Gota, wszystko ulega zmianie. 

Henry Got byłby doprawdy okrutnym człowiekiem o ile w ogóle byłby postacią ludzką. Zabijający dla samego uczucia zabijania, pałający nienawiścią do wszystkich dookoła Got jest jednym z najstarszych wampirów, które pamięta świat. Być może zresztą właśnie dlatego wydaje się być niezniszczalny. Do czasu jednak, kiedy w jego życiu pojawia się Zuzanna - uosobienie pradawnej przepowiedni o dziewczynie ze światłem pod skórę.  Henry Got nie kocha Zuzanny, a Zuzanna, wbrew temu co z pewnością również nasuwa się na myśl, nie kocha Gota. Mimo to związek między ową dwójką z pewnością nie jest zwyczajny. Ale czy można spodziewać się czegoś innego po wampirze i nadzwyczaj upartej kobiecie?

"Milczące słowa" to z pewnością powieść niezwykła, pod wieloma względami zresztą. W przeciwieństwie do innych pozycji, nie została ona do tej pory wydana przez żadne znane wydawnictwo (choć owy fakt zostanie już wkrótce zmieniony), na dzień dzisiejszy raczej trudno byłoby ją również znaleźć na półce księgarni. "Miczące słowa" są bowiem historią od początku do końca stworzoną przez jedną osobę. Osobę, która podzieliła się swoją twórczością ze światem, wysyłając Henry'ego Gota w niekończącą się podróż - od drzwi do drzwi. Jako człowiek z reguły ciekawski i pod pewnymi względami uwielbiający być o kroczek do przodu od innych, nie mogłam przegapić okazji zapoznania się z ową pozycją i postanowiłam przygarnąć w swe skromne progi Gota, doskonale zdając sobie jednak sprawę z tego, że wkrótce mnie  opuści bez słowa pożegnania. 

Właściwie nie wiedziałam czego powinnam się spodziewać po powieści Jagody Wochlik, fakt, że - tak jak już wspomniałam wcześniej - książka nie pojawiła się jeszcze na księgarskich półkach, spowodował, że niezwykle rzadko miałam styczność z jakąkolwiek opinią na temat owej pozycji. Po raz pierwszy od bardzo dawna zanurzyłam się w lekturze nie oczekując absolutnie niczego, a równocześnie pragnąc tak wiele. "Milczące słowa" zainteresowały mnie od pierwszego akapitu. Lubię takie miniaturowej wersji prologi, które w gruncie rzeczy można by przecież było usunąć, czasami zresztą to właśnie one decydują o tym czy decyduję się na dalszą lekturę. Spodobał mi się język którym posługuje się autorka - prosty, zwykły, bez zbędnych ozdobników; "wstawki" w postaci tekstów piosenek, które znam i które nie raz w kółko nucę pod nosem; a także fragmenty powieści Mefistofelesa wplątane gdzieś między wersami. 

Wreszcie, do gustu przypadł mi sam główny bohater. Henry'ego Gota trudno dopasować do jednego typu mężczyzny. Doszukać się w nim można bowiem wielu rozmaitych cech, pozornie się wykluczających. Z pewnością Got ma w sobie coś z "niegrzecznego chłopca" - rezerwa z jaką spogląda na świat czy choćby ignorancja do wszystkiego dookoła, łatwo jednak doszukać się w nim również czegoś z sentymentalnego, romantycznego poety zanurzonego w swoim bólu. Henry Got jest więc postacią zaskakującą i trudną do rozgryzienia, a przez to właśnie tak ciekawą.

Zuzanna to postać, z którą z zaskakującą łatwością przychodzi mi się zidentyfikować - chociażby i dlatego, że również przyciągam kłopoty jak magnez i nieraz przekładam towarzystwo papierowych bohaterów nad inne. Chyba właśnie dlatego mimo pewnych drobnych niedociągnięć darzę Zuzannę ogromnym sentymentem. To nic, że jej zachowanie było często nierozważne i zupełnie pozbawione sensu, to nic, że momentami miałam ochotę chwycić ją za ramiona i mocno nią potrząsnąć... W wadach Zuzanny można się bowiem dopatrzeć jej największych zalet i na tym polega cała wyjątkowość.   


Skłamałabym twierdząc jednak, że wszystko było cudowne i pozbawione choćby najmniejszej skazy. Nie, "Milczące słowa" posiadają również i słabsze strony. Pewne fragmenty stanowiły dla mnie niedokończoną całość. Zupełnie jakby ktoś zapomniał dopisać ich zakończenia.   Gdyby ktoś spytał się mnie wprost o czym jest tak naprawdę historia Henry'ego Gota i Zuzanny miałabym problem ze znalezieniem odpowiedzi. Nie dlatego, że tego nie wiem, ale ze względu na to, że znajduję za dużo prawidłowych słów. Za dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że "Milczące słowa" to powieść fantastyczna, niedopowiedzeniem byłoby również nazwanie ich romansem bo choć miłość także ma tu swoje miejsce, jest raczej zepchnięta na drugi plan. Nie znajduję zatem żadnego prawidłowego określenia, które w pełni oddałoby ich zawartość.  

"Milczące słowa" to lektura, na którą warto poświęcić swój wolny czas, mimo iż przeznaczona jest ona raczej dla węższego grona czytelników. Wielbiciele historii paranormal nie powinni czuć  się rozczarowani. Wraz z Henry'm Gotem spędziłam cudownych kilka godzin i  z żalem przyjdzie mi się z nim teraz pożegnać.    


Za egzemplarz dziękuję autorce
Read more

piątek, 16 grudnia 2011

Książka na święta i premiera powieści Anny Pliszki
grudnia 16, 2011 2 Comments
Często jest tak, że myśląc o własnych problemach popadamy w swojego rodzaju paranoję i zapominamy spojrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Tymczasem w okół nas żyją ludzie o zmartwieniach o stokroć większych. Ludzie, których nie stać nawet na zaspokojenie podstawowych potrzeb, nie wspominając już o "Bożo Narodzeniowych" szaleństwach. Sztukater wpadł na pomysł by choć w święta sprawić im radość:

„Pamiętacie Bajkę O Dziewczynce Z Zapałkami? Te Święta Dla Wielu Nie Muszą się tak Skończyć!”

Pomimo, iż Unia Europejska jest jednym z najbogatszych rejonów na świecie, to 17% Europejczyków ma tak ograniczone dochody, że nie może zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych.
„„Wykluczenie społeczne”, podobnie jak „społeczeństwo obywatelskie”, jest obecnie najpopularniejszym i najczęściej używanym terminem w sferze działalności organizacji pozarządowych, socjologii, polityki społecznej. Wykluczenie jest odmieniane przez wszystkie przypadki, na walkę z nim wydawane są miliony złotych (w skali świata miliardy dolarów)
tymczasem nic się nie zmienia, wręcz przeciwnie, osób wykluczonych jest coraz więcej i to nie tylko w Polsce, ale na całym globie.” * (Marcin Janasiak)

Podzielmy się tym co mamy, wiedzą zapisaną w książkach, mamy ich tak wiele… I z wielu już dawno wyrośliśmy… Podzielmy się wiedzą i szczęściem, które nam te twory przyniosły, nie bądźmy obojętni… Podarujmy w te święta książkę ukochanym, bliskim, podzielmy się Naszym szczęściem z obcymi, którzy go jeszcze nie zaznali…

W przedświątecznych okolicznościach mikołajowych i gwiazdkowych Stowarzyszenie Sztukater ogłasza ogólnopolską zbiórkę książek oraz darowizn, które zostaną przekazane domom dziecka, placówkom oświatowym, hospicjom oraz organizacjom zajmującym się walką z wykluczeniem społecznym . Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych a w tym szczególnym okresie zdziałamy cuda…

Dzięki Waszej pomocy i przy Waszym wsparciu postanowiliśmy w te święta obdarować wiele placówek, których do tej pory nie stać było na stworzenie obszernych miejsc kulturalnych zwanych księgozbiorem podręcznym. Miejsc w których dawne historie literackich bohaterów ożywają na nowo, miejsc w których rzeczywistość roztacza nowe horyzonty, miejsc, w których w te święta na wielu twarzach chociaż na chwile zagości uśmiech… Nie bądźmy obojętni wobec naszych bliźnich, podzielmy się również z nimi chwilami naszych literackich uniesień, kulturą i historią zapisaną w skarbnicach wiedzy, zwanych książkami…

Pamiętajcie o życzeniach świątecznych, do każdej paczki prosimy o dołączenie kartki świątecznej z odręcznie wypisanymi życzeniami (bez danych osobowych adresata, z dedykacją), która w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia zostanie przekazana osobom bezdomnym w schroniskach. Ten szczególny gest pozwoli im również poczuć magię świąt i chodź na chwilę stać się częścią Waszych rodzin… Wspomóżmy bliźnich słowem pisanym, życzmy Im spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia…

Co zbieramy?
*Książki ( wszelkiego typu, każdej ilości i tematyki… nie muszą być nowe!)
*Pieniądze (Dzięki dobrowolnym wpłatom ufundujemy wyposażenie wnętrza, w którym będzie znajdywał się księgozbiór, każda kwota się liczy!)
*wszelkiego typu artykuły biurowe (kredki, mazaki i co wam tylko przyjdzie do głowy!)
*oraz wszelkiego typu produkty (materiały), które wspomogą przeprowadzenie akcji

Ważne terminy:
 Zbiórka darów trwa do końca grudnia!


Jak przekazać dary?
Wystarczy nadać paczkę z zawartością w środku na adres korespondencyjny poniżej.
Na stronie http://sztukater.pl/inne.html na bieżąco będziemy informować o darach oraz ich ofiarodawcach!
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Z dopiskiem: „Święta z Książką”
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68

Jak przekazać wpłaty pieniężne?
Wystarczy przelew, każda kwota się liczy…
Stowarzyszenie Sztukater
ul. Legnicka 65
54-206 Wrocław
NIP 8943034347
Regon 021739447
KRS 0000398352
konto bankowe: Bank Zachodni WBK S.A.
59 1090 2398 0000 0001 1729 7807
tytułem: „Święta z Książką”

Instytucje, firmy oraz wszelkiego typu organizacje, chcące przyłączyć się do Naszej proszone są o kontakt:

swieta@sztukater.pl
Koordynator Projektu:
Tomasz Szmich
Tel. 791566675
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Tomasz Szmich
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68

Dawanie prezentów sprawia więcej radości niż ich otrzymywanie. 


Patronat Sztukatera:


Anna Pliszka Warszawska Firma Wydawnicza 2011
Myślę, więc nie jestem to debiutancka książka 29-letniej Anny Pliszki. Autorka urodziła się i wychowała w małym miasteczku niedaleko Bydgoszczy. Przyjechawszy do Warszawy, zajęła się tematem suicydologii i to zagadnienie podejmuje w Myślę, więc nie jestem. Rozpoczęła edukację na kierunku medycznym, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do człowieka i pojąć istotę życia. W przygotowaniu kolejna zaskakująca, przesycona realistycznym światem powieść Transformacja.
Myślę, więc nie jestem to swoista pętla czasowa. Główna bohaterka musi zmierzyć się oko w oko ze swoimi demonami, a także odkryć sens życia.
Myślę, więc nie jestem to realistyczna opowieść o osobie, która walczy z własnymi myślami, z samą sobą. To pewnego rodzaju kanibalizm ego. Co myśli osoba, która nie odnajduje sensu życia? Czego pragnie? Jak ją postrzegają inni? Czy w ogóle zauważają, że problem samobójstwa coraz bardziej się nasila?
Główną bohaterką książki jest młoda dziewczyna z małego miasteczka, która pewnego razu zawiera internetową znajomość. Od tego momentu rozpoczyna się jej spowiedź życia, a w międzyczasie… próby unicestwienia się. Dziewczyna porusza istotne zagadnienia, takie jak np. postrzeganie niedoszłych samobójców i zbyt mała ilość stowarzyszeń pomagających w uporaniu się z czarnymi myślami.
Zwrot akcji następuje w momencie, gdy dziewczyna postanawia spotkać się osobiście z wirtualnym „przyjacielem”. Czemu osoba zza monitora nie chce jej poznać? A co, jeśli tak naprawdę nie istnieje i bohaterka wszystkie te maile pisze… sama do siebie? Wpadamy w pewnego rodzaju malignę, aby na końcu dowiedzieć się, jaka jest prawda i gdzie w tym wszystkim była rzeczywistość.
Read more

niedziela, 11 grudnia 2011

Madame Hemingway  - Paula McLain
grudnia 11, 2011 5 Comments
TYTUŁ: Madame Hemingway 
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Paris Wife
AUTOR: Paula McLain
WYDAWNICTWO: Bukowy Las

Paula McLain studiowała poezję na Uniwersytecie. Michigan i  otrzymała stypendia naukowe m.in. z Yaddo i MacDowell Colony . Jest autorką dwóch tomików poezji, pamiętnika "Like Family : Growing Up in Other People", a także powieści "A ticket to Ride". Na co dzień, wraz z rodziną mieszka w Cleveland.

Hadley Richardson, mając zaledwie dwadzieścia osiem lat, dawno zrezygnowała już z marzeń o wielkiej, szczęśliwej miłości i założeniu rodziny, spychając je gdzieś w zakamarki pamięci. Los wydaje się jednak posiadać w stosunku do niej zupełnie odmienne plany. Bo przecież pojawienie się w życiu Hadley Ernesta nie może być przypadkiem. Przypadkiem nie może być również śmierć matki dziewczyny, ani tym bardziej jej podjęta pod wpływem bolesnych doświadczeń decyzja o wyjeździe do Chicago. Tamtej jesieni miały zetknąć się losy dwójki zupełnie odmiennych osób - Hadley Richardson i Ernesta Hemingway'a i połączyć je ze sobą na pewien odcinek wieczności, a zaprzeczenie temu faktowi byłoby kłamstwem.  

Hadley i Ernest nie walczą z przeznaczeniem i biernie poddają się losowi. Po szybkim ślubie oboje opuszczają Chicago i dołączają do grona Straconego Pokolenia literatów w Paryżu. Tyle, że świeżo poślubieni małżonkowie nie pasują do hulaszczego trybu życia swoich nowych przyjaciół. Nie wiedząc kiedy, oboje powoli oddalają sie od siebie. Ernest w otoczeniu młodych kobiet stara się odnaleźć swą literacką drogę, z kolei Hadley usilnie próbuje wspierać męża, równocześnie pozostając sobą. Determinacja kobiety jest jednak niczym w porównaniu do siły oszustwa, które ukradkiem wkrada się do ich związku, burząc wszystko co wspólnie usiłowali zbudować.


"Choć nieraz szukałam leku, w końcu musiałam się pogodzić z faktem, że Paryż to choroba na którą nie ma lekarstwa"


To zadziwiające, doprawdy zadziwiające, że dopiero fikcja literacka w pełni ukształtowała w moich oczach sylwetkę znanego na całym świecie pisarza. W tych rzadkich chwilach, w których moja pamięć podążała torem w jego kierunku, Ernest Hemingway przybierał dla mnie bowiem postać sędziwego staruszka z za długim zarostem, słowem - uosobienie bohatera jego opowieści "Stary człowiek i morze". Przez myśl mi nawet nie przyszło, że owy mężczyzna kiedykolwiek mógł być zwykłą, młodą i pełną życia osobą, nie wspominając juz w ogóle o tym że mógł on kochać a nawet być kochanym.

Popełniłam karygodny błąd, przyznaję. Z postaci z  krwi i kości, uczyniłam bohatera żyjącego jedynie na kartach książki. Paula McLain skutecznie otworzyła mi oczy, wylewając na moją głowę kubeł zimnej wody. Po raz pierwszy zobaczyłam pana Hemingway'a naprawdę, choć niekoniecznie w pozytywnym świetle. Jestem tylko i wyłącznie kobietą, postać mężczyzny, który rani ukochaną osobę - choćby nieświadomie, stanowi dla mnie osobę do szpiku kości przesiąkniętą złem. Dlatego znienawidziłam Ernesta. Znienawidziłam go za jego wątpliwości, za słabe - o Boże jakże słabe! - próby usprawiedliwienia się przed samym sobą i wreszcie za jego uczucie do Hadley. Przyznam szczerze, nawet nie próbowałam zrozumieć jego zachowania. Początkowo owszem, podjęłam pewne niepewne próby, ale z czasem dałam za wygraną - nie było warto.


"Świat już raz się skończył i w każdym momencie mógł się skończyć ponownie"


Za wszystkie te powody przez, które znienawidziłam postać "Hema", pokochałam Hadley. To dziwne bo zwykle postacie równie słabe i bezbronne wzbudzają u mnie irytację. Bohaterka wykreowana przez Paulę Lain czymś jednak mnie ujęła. Czym konkretnie? Nie mam zielonego pojęcia. Być może swą desperacką, z góry skazaną na porażkę walką o własne szczęście. Być może nieśmiałymi znakami świadczącymi o jej cierpieniu, a wreszcie być może dlatego, że w pewnym momencie się poddała. To raczej dyskusyjna sprawa, faktem pozostaje jednak, że bez względu na powód postać Hadley ujęła mnie do głębi. Łakomym wzrokiem pochłaniałam każde kolejne napisane zdanie, nie mogąc się doczekać momentu, w którym nastąpi koniec by wreszcie mogły się ukazać słowa "i żyli długo i szczęśliwie".

Dużą rolę w mojej ostatecznej ocenie odegrał język, którym posługuje się autorka. Łatwo doszukać się w nim śladów świadczących o jej wykształceniu odnośnie poezji. Paula McLain posługuje się prostym aczkolwiek niezwykle plastycznym językiem, w który nie raz wplątują się metafory. Och, oczywiście tekst nic nie ma wspólnego ze stylem, z którym stykamy się w poezji. To takie subtelne połączenie powieści ze środkami stylistycznymi rodem z liryki. Słowem, coś zupełnie nowego i wyjątkowego.

Jeżeli zaś chodzi o samą fabułę - obejmuje ona większą część dorosłego życia Ernesta Hemingway'a. Muszę przyznać, że miałam pewne obawy czy historia życia niezbyt przeze mnie lubianego pisarza przypadnie mi do gustu. Przeczuwałam, że powieść szybko mnie znuży tymczasem jednak zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nawet nie dostrzegłam, kiedy moja lektura dobiegła końca, co więcej, po jej skończeniu wręcz żałowałam, że to już koniec. Paula McLain udowodniła, że nawet codzienność ubrana w odpowiednie słowa może okazać się idealnym materiałem na powieść. 

"Madame Heminway" to doskonała powieść o miłości, wyrzeczeniach, a wreszcie także i o zdradzie, osadzona na tle powojennego Paryża. Lekki, przyjemny styl autorki, możliwość zagłębienia się w życie znanego i cenionego przez krytyków pisarza, a także i niebanalna szata graficzna, przyczyniły się do sukcesu powieści Pauli MCLain. To właśnie historia taka jak te pozwalają nam inaczej spojrzeć na artystów i ich twórczość. Tych, którzy wciąż się wahają, gorąco zachęcam do lektury - "Madame Hemingway" to pozycja obowiązkowa.

Za możliwość lektury niezmiernie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las



Read more

czwartek, 8 grudnia 2011

Niebieski ptak - Piotr Wojasz
grudnia 08, 2011 6 Comments
TYTUŁ: Niebieski ptak
AUTOR: Piotr Wojasz
WYDAWNICTWO:. Videograf II


Wiele słów padło już na temat peerelowskiej rzeczywistości. Polscy autorzy z zaskakującą skrupulatnością kreślili przed nami rzeczywistość, w której sklepowe półki świeciły pustakami, kolejki ciągnęły się w nie skończoność, a za każdym rogiem czyhali współpracownicy SB. "Niebieski ptak" przedstawia nam nieco inne spojrzenie na owy świat. Po raz pierwszy bowiem jest nam dane poznać go z punktu widzenia cinkciarza - "niebieskiego ptaka", osoby nierozerwialnie powiązanej z ludźmi z "mrocznego półświatka".

"Niebieski ptak" to autobiograficzna powieść  katowiczanina, którego okres młodości przypadł na lata 70-te i 80-te XX wieku, czyli okres absurdu peerelowskiej rzeczywistości. Piotr Wojasz po krótce opowiada nam o swoim dzieciństwie i wydarzeniach w efekcie, których znalazł się na drugim krańcu Polski, w Marynarce Wojennej. To właśnie tam zdobywa doświadczenie, które wkrótce przyda mu się w przyszłym życiu; spotyka ludzi, którzy odtąd nie przerwanie będą kroczyć u jego boku, a także poznaje specyficzne reguły mrocznego środowiska.


Młodość Wojasza obfituje we wszelakiego rodzaju przyjemności. Tuż po opuszczeniu wojska, kariera głównego bohatera jako cinkiciarza nabiera tempa. Piotr, zdobywszy potrzebne kontakty , dostaje się do środowiskowej elity. Na przekór krajowemu kryzysowi, jego interesy kwitną. Bohater zyskuje sławę żigolaka na uzdrowiskowych molach, równocześnie jednak  po raz pierwszy w życiu jego serce zaczyna bić szybciej dla jednej kobiety. Drogie hotele, nocne przygody, przekręty i konszachty - wszystko to stanowi codzienność Piotra.


Trudno skreślić w paru słowach życie człowieka, który sam o sobie zdążył się już wypowiedzieć. W swojej debiutanckiej powieści Piotr Wojasz nakreślił nam bowiem historię całego swojego życia. Z zaskakującą szczerością oprowadza nas po swej przeszłości,wywlekając na światło dzienne wszelkie brudy.  "Niebieskie ptaki" to sentymentalna podróż do przeszłości głównego bohatera. W czasach, kiedy każda osoba była karana za swą indywidualność, młody Wojasz znacznie wyróżnia się pośród innych ludzi.


Piotr to postać pełna speczności. Brak moralności jaka go cechuje, buntowniczość, a także szczerość, granicząca niemal z arogancją w innych okolicznościach z pewnością stanowiłyby ogromną skazę na jego osobie, jednakże w odniesieniu do tamtejszych realiów budzą  respekt i podziw. Niezaprzeczalnie ciekawa i oryginalna osobowość bohatera stanowią ogromną zaletę, zwłaszcza, że autor zdecydował się na zastosowanie w swej powieści narracji pierwszoosobowej. To właśnie kreacja  głównego bohatera w połączeniu z barwnymi opisami czynią z "Niebieskiego ptaka" lekturę wartą uwagi. Barwne opisy nocnego życia i szczegółowe informacje tyczące się "półświatkowej" rzeczywistości niewątpliwie umilają lekturę.


"Niebieski ptak" to przede wszystkim doskonałe kompetendium wiedzy o peerelowskiej rzeczywistości. Są to jednak raczej szczegóły tyczące  się zżycia codziennego niż fakty historyczne, o których dowiedzieliśmy się na lekcjach historii. Pomijając najistotniejsze z nich, jak choćby wprowadzenie stanu wojennego,Piotr Wojasz pomija wszelkie wydarzenia związane z owymi czasami. 


Świat, który poznajemy w powieści Piotra Wojasza zadziwia. Znana z opowieści rzeczywistość przede wszystkim kojarzy się nam bowiem ze strachem, cierpieniem i rozpaczliwą chęcią odzyskania wolności. Tymczasem jednak dowiadujemy się, że wówczas żyli również ludzie o zdecydowanie odmiennym spojrzeniu. Ludzi, którzy nie tylko przystosowali się do codzienności, ale także uczynili z niej niekończącą się zabawę.


Poza samą historią, zachwyciła mnie jednak również i oprawa graficzna powieści. Brawa należą się grafikowi odpowiedzialnemu za wydanie owej pozycji. Kolorystyka i wzór przywołujące w pamięci przeszłe czasy doskonale odzwierciedlają treść powieści i nastrajają do zapoznania się z nią. Elementem, który najbardziej przeszkadzał mi w lekturze z pewnością była ciągła narracja. Na próżno szukać w "Niebieskim ptaku" dialogów. Powieść tworzą niestety wyłącznie opisy.


"Niebieski ptak" to pozycja na którą warto poświęcić swój czas. To właśnie takie lektury nie pozwalają nam zapomnieć o przeszłości i dają nam możliwość w pełni poznać niewyraźnie nakreślony przez historyków obraz. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf II

Read more

niedziela, 4 grudnia 2011

Carol. Opowieść wigilijna - Bob Hartman
grudnia 04, 2011 6 Comments
TYTUŁ: Carol. Opowieść wigilijna
TYTUŁ ORYGINAŁU: Carol
AUTOR: Bob Hartman
WYDAWNICTWO: Promic

Bob Hartman to znany i ceniony autor wielu książek w tym również bestsellerowego "Lion Storyteller Bible". Bob dzieli swój czas pracy między duszpasterstwo młodzieży oraz pisanie i opowiadanie historii w szkołach i bibliotekach. Na co dzień mieszka wraz z rodziną w Pittsburghu.

Jack O'Malley to typowy biznesmen. Po kilku nie udanych małżeństwach, zdecydował się na samotne życie, efektem czego cała jego rzeczywistość obraca się wokół pracy. Jack ma portfel wypchany kartami kredytowymi, mimo to nie znosi zakupów, śniegu, a nawet Świąt Bożego Narodzenia. Nic więc dziwnego, że dzień, w którym wszystko to zbiega się w czasie, nie budzi w nim entuzjazmu. 

Pragnąc odpocząć nieco od świątecznego harmideru, Jack zaszywa się w księgarnianej kafejce. Nikt, a już w szczególności nie on sam, nie mógł przewidzieć wiążących się z pozornie banalną decyzją konsekwencji. Próbując kupić kawę, Jack natyka się na na młodą, piękną i niezwykle tajemniczą kobietę. Carol zauracza mężczyznę od pierwszej chwili. Niezobowiązująca rozmowa staje się wstępem niezwykłej historii. Całe życie Jacka - to kim był, jest i będzie - ukazuje mu się przed oczami niczym czarno - biały film, w którym została mu powierzona główna rola. Po raz kolejny zostaje zadane pytanie: Wolałbyś przez resztę życia gonić za szczęściem czy raczej zmienić świat na lepsze? Wbrew pozorom jednak, odpowiedź przychodzi trudniej niż za pierwszym razem...

Święta to czas magiczny. Nagle okazuje się bowiem wówczas, że na powrót stajemy się dziećmi. Znikają wszelkie bariery. Emocje zalewają nas z każdej możliwej strony, zaskakując swoją siłą i wyrazem. Niemożliwym wydaje się fakt by ktoś - ktokolwiek nie kochał świąt. A jednak tacy ludzie się zdarzają. Być może ocieramy się z nimi w tramwaju, być może mijamy ich na przejściu dla pierwszych, być może także siedzą w kawiarni przy stoliku obok. Jakkolwiek by na to nie patrzeć - Jack O'Malley zalicza się do owego wąskiego grona. W swojej nienawiści przypomina nieco znanego chyba każdemu Scrooge'a - bohatera "Opowieści wigilijnej". Jak się okazuje, nie jest to zresztą podobieństwo przypadkowe.

Bob Hartman wiele zapożyczył z bestsellerowej i ukochanej przez miliony czytelników na świecie opowieści. Mam więc do czynienia ze swojego rodzaju podróżą po życiu głównego bohatera tym razem jednak w nieco mniej konwencjonalnej otoczce. Oczekujecie duchów i złowrogo bijącego zegara zwiastującego zbliżający się koniec? Nic bardziej mylnego. "Carol" to historia po wskroś ociekająca współczesnością, nie sposób się w niej doszukać znanych nam już motywów. Główny bohater nosi najmodniejsze ubrania, daleko mu do wieku, w którym człowiek jest już pogodzony ze śmiercią, a przyczyną jego spotkania z przeszłością wbrew pozorom wcale nie są jego błędy - a przynajmniej nie tylko one. 

Tak jak w przypadku głównej postaci stworzonej przez Dickensa, tak i tutaj u Hartmana, Jack nie jest osobą do której czytelnik zapała sympatią. Niemożliwa do przeoczenia różnica niestety zaważy na naszej ocenie bohatera. Podkreślone przez zaistniałą sytuację wady Jacka, sprawią, że już na wstępie zostanie on przez nas skreślony. Na nic zdało się przedstawienie jego sylwetki w bardziej korzystnym świetle z przeszłości, na nic znikome próby obrony słownej - pan Jack O'Melley znalazł się u mnie na straconej pozycji i pozostał na niej aż do końca powieści, która jednak - jak to zwykle bywa - odmieniła moje spojrzenie.

Postacią, która stanowi nieustanne źródło zaskoczenia, bez wątpienia jest Carol. Wykreowana przez Hartmana sylwetka, stanowiąca swojego rodzaju zastępstwo dla "świątecznych duchów", sprawiła, że zagłębiałam się w lekturę z niesłabnącym zainteresowaniem.   Kto powiedział, że "dobra postać" musi zostać zupełnie pozbawiona wad? Kto uznał, że musi się ona wykazywać niemal anielską cierpliwością i wyrozumiałością? Bob Hartman z powodzeniem udowadnia, że bohaterowie wcale nie muszą zostać całkiem wyidealizowani by odegrać rolę "posłańca" Co więcej jednak, to właśnie za sprawą owych mankamentów zyskują największą sympatię.

Jeżeli chodzi o fabułę historii, nie stanowi ona szczególnego zaskoczenia. Jako współczesna "Opowieść wigilijna" - z drobnymi odstępstwami - podąża wyznaczonym przez Dickensa torem, od początku do końca. Tyle, że trudno mieć o to pretensje.  Taki był po prostu zamysł autora. "Carol" to historia świąteczna i należy o tym pamiętać. Czytana choćby w czasie wakacji znacznie traci na wartości. To właśnie zima, święta i ich magia nadają fabule odpowiedniego nastroju, bez którego niestety powieść Hartmana stałaby się jedynie nudną, banalną historyjką. 

Warto poświęcić choć kilka słów na wydanie "Carol". Nastrojowa okładka, schludne i stylowe wnętrze stanowią bowiem intrygujące uzupełnienie historii. I choć pozostaję wierna pozycjom bogatszym objętościowo, doceniam rozwiązanie wybrane przez Hartmana. "Carol" nada się bowiem idealnie jako wspólna, rodzinna lektura w czasie świąt. Historii Dickensa nie dorównuje, mimo to zapoznać się z nią warto, choćby po to by poczuć ową magię.

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Promic oraz portalowi Sztukater

Read more