23 października 2014

Targi Książek - Subiektywny przewodnik po Krakowie


Targi Książek to teraz temat rzeka. Wszyscy są tak podekscytowani i szczęśliwi, że wreszcie nadszedł 23 października, że chcą się tym entuzjazmem podzielić z całym światem, czemu zresztą się nie dziwię bo sama cieszę się jak głupia. Ale nie samymi targami człowiek żyje. Kraków to duże miasto (czasami wręcz przytłaczająco ogromne), na dodatek bogate w ciekawe miejsca. A jako, że ja mam to niewątpliwe szczęście by mieszkać w nim na co dzień, postanowiłam przy okazji zdradzić Wam kilka moich ulubionych miejsc, które być może okażą się dla Was pomocne przed, po czy choćby w trakcie samych targów. 

Kawa, kawusia, kaweńka

Każdy kto zna mnie choć odrobinę (alby przynajmniej śledzi mój profil na instagramie) wie, że jestem nieuleczalnym kawoholikiem. Potrafię wypić kilka kubków dziennie - mała czarna, z mlekiem, smakowa... Mało która kawa nie  spełnia moich oczekiwań. Oczywiście w Krakowie swoje filie posiadają znane marki takie jak coffee heaven czy starbucks (zresztą, obie z powodzeniem znajdziecie w Galerii Krakowskiej), nieco mniej popularne cinnabon, tchibo i mccafe ale będąc w Krakowie warto spróbować czegoś innego. Jeśli jesteście łasuchami i nie wyobrażacie sobie kawy bez czegoś słodkiego koniecznie wstąpcie do Cupcake corner. Ceny są porównywalne w stosunku do innych lokali, cappuccino i latte serwują pyszne a dodatkowo będziecie mogli posmakować PRZEPYSZNYCH babeczek w przeróżnych smakach - na słono i na słodko. Filie znajdują się na ulicy Michałowskiego 14, Grodzkiej 60 i Brackiej 4, a ze względu na przeuroczy baner raczej trudno je pominąć. Smaczną kawę w przepięknej atmosferze znajdziecie też w kawiarni Nowa Prowincja (Bracka 3-5). Nie jest to duży lokal i nie specjalizuje się tylko w kawach, ale warto tam zajrzeć Tylko jeżeli się zdecydujecie, koniecznie zajmijcie miejsce na piętrze.   Tam jest bardziej klimatycznie.

Ale jeżeli chcecie spróbować najpyszniejszej kawy/czekolady i to za niewielkie pieniądze, postawcie na Karmello. Czekolada z chilli, z wiśnią i hibiskusem, miętowa; kawy na zimn z lodami waniliowymi, moja ukochana mocca, albo po prostu  mały dzbanuszek aromatycznej herbaty... Na samą myśl cieknie mi ślinka. Lokale są dwa, jeden na Placu Wszystkich Świętych 11, drugi (ten mój) na Floriańskiej 40, ale i tak czasami brak wolnych miejsc więc musicie się spieszyć ;)

A! Jeżeli chcecie się napić kawy a za nią nie płacić, to zawsze można postawić na McDonalda.   W tygodniu do 10 a w weekendy nawet o godzinę dłużej serwują kawy za darmo. Prawdziwe wybawienie dla zaspanych studentów.

Napoje bąbelkowe

O ile kawę uwielbiam, o tyle po napoje alkoholowe, mimo wieku, sięgam rzadko, a już za piwem nie przepadam wcale. Jeżeli jednak wychodzę gdzieś ze znajomymi na miasto to przeważnie do Black Gallery (Mikołajska 24). Dobra muzyka, napoje w rozsądnych cenach, no i najlepsza miejscówka w podziemiach na antresoli ;) Panna M. z kolei poleca Dziekanat (Pędzichów 23). A że ja pannie M. ufam czasami bardziej niż sobie to...

A nieco inne "bąbelki", które tak naprawdę z bąbelkami nie mają nic wspólnego, możecie spróbować pijąc słynne ostatnio Bubble tea. Co prawda nie jest to nic nadzwyczajnego, ale warto choć raz spróbować napoju z żelkami zwłaszcza gdy jest się żelkowym amatorem.  No i akurat stoisko buble tea znajduje się (oprócz Galerii Krakowskiej) w pasażu Centrum Handlowego M1, a wiecie - od Targów Książki to praktycznie rzut beretem.

Coś na ząb

Nie wierzę, że w trakcie całego dnia nie będziecie potrzebowali takiego doładowania akumulatorów. Załóżmy, że w takim dniu nie będziecie jednak liczyć kalorii ;) Jeżeli tak jak i ja przepadacie za kuchnią włoską możecie spróbować zawitać do knajpy Mamma mia (Karmelicka 14). Plotka głosi, że to najlepsza taka restauracje w Krakowie, i chyba coś w tym jest. To co nie budzi jednak wątpliwości to fakt, że jest to knajpa bardzo zatłoczona i trudno znaleźć w niej jakieś wolne miejsce ;) Bezpieczniejszą alternatywną może się więc okazać Cyklop (Mikołajska 16). Mogę osobiście poświadczyć za ich   pizzę z kurczakiem i pastę ze szpinakiem. Coś pysznego.

Jeżeli zaś chodzi o nieco mniejsze przekąski, wypróbowałam z panną M. jedzenie z budki przy Rondzie Mogilskim - Papa's burger. Wbrew obawom, jedzenie jest świeże, smaczne i podawane z zachowaniem wszelkiej higieny. To właśnie tam zjadłam najlepsze jak do tej pory wegetariańskie panini, a i panna M. chwaliła swojego burgera (Cheese). Poza tym - obowiązkowo - jeżeli będziecie w Nowej Hucie w okolicy Placu Bieńczyckiego, wypróbujcie ich zapiekanki.  Lokal nie ma jakiejś konkretnej nazwy - zapiekanki z pieca (?) - i raczej nie zachęca do wejścia, ale same zapiekanki są po prostu przepyszne! Zwłaszcza w połączeniu z sosem majonezowym.

*

Moje oczekiwanie sięga zenitu. Nie mogę się doczekać aż jutro (a także w sobotę i niedzielę) będę się przechadzać między  stoiskami i mam nadzieję, że ktoś z Was okaże się nieco bardziej śmiały niż ja i podejdzie się przywitać. Obiecuję że nie ugryzę.  
Zostawiam Was z tymi wszystkimi miejscówkami i moim przeuroczym zdjęciem gdyby ktoś nie pamiętał jak się prezentuje.
Bawcie się dobrze!

21 października 2014

Lśnienie - Stephen King


Jestem tchórzem, i to takim pisanym wielkimi literami. Jestem TCHÓRZEM  i nie lubię się bać, dlatego jak ognia unikam wszelakiego rodzaju horrorów.  W swoim dziewiętnastoletnim życiu widziałam może trzy (z czego dwa zaliczane były do chlubnej kategorii horrorów komediowych) i nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie te statystyki miały ulec zmianie. Mówię Wam to dlatego żeby wyjaśnić dlaczego tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z prawdziwym obliczem mistrza horroru i stawiałam  na stosunkowo bezpieczne kryminały czy opowiadania. Oraz po to żeby podkreślić, że prawdopodobnie nie wszyscy z Was zgodzą się z moimi odczuciami. 

Jack Torrence nie znajduje się właśnie w najlepszym okresie swego życia. Mimo młodego wieku i ciekawych perspektyw na przyszłość, mężczyzna powoli stacza się na dno. Postępujący alkoholizm, napady agresji a w końcu trudności w dogadywaniu się z małżonką i utrata pracy - nic nie  układa się zgodnie z oczekiwaniami. Praca na okres zimowy w hotelu Panorama jest ostatnią szansą na odbicie się od dna. Jack będzie mógł spędzić czas z żoną i synem - Danielem, popracować nad własną sztuką i przeczekać trudny okres. Tyle, że odcięty od reszty świata hotel jest nawiedzony i posiada zgubny wpływ na Jacka - wolno doprowadzając go do obłędu. Czy historia rodziny poprzedniego dozorcy znowu się powtórzy?

"Lśnienie" zastało okrzyknięte  jedną z najlepszych i najbardziej przerażających powieści pana Kinga i nie sposób się z tym nie zgodzić. Trudno bowiem nie dostrzec tego, że zawiera ono kwintesencje wszystkich walorów jakie posiada twórczość autora. Stephen King nie wrzuca nas wprost do rwącej rzeki. Pierwsza część powieści stanowi jedynie wprowadzenie do całej historii. King daje nam chwilę na przyswojenie się z bohaterami i fabułą. Nie oznacza to jednak, że zupełnie pomija elementy grozy. Wręcz przeciwnie. Przez wizje Daniela, od samego początku czujemy dreszcz niepokoju na plecach i świadomość zbliżającej się tragedii.

Owo napięcie i niepokój sukcesywnie budowane od samego początku, w kolejnych częściach nabiera rozpędu. Nie będę Was oszukiwać, w trakcie lektury niemal nieustannie towarzyszył mi strach a po zmroku rzucałam książkę w najdalszy kąt żeby przypadkiem nie natknąć się na nią wzrokiem. Nie wszystkie momenty były w równym stopniu przerażające, ale jeśli nie macie doświadczenia z gatunkiem polecam Wam czytać "Lśnienie" za dnia i to najlepiej przy ładnej pogodzie.

"Lśnienie" to jednak nie tylko dobry horror, ale także ciekawie, dobrze zarysowane portrety psychologiczne bohaterów.Stephen King nie skupia się w swojej powieści tylko i wyłącznie na chwili obecnej. Ukazując nam przeszłość bohaterów, wypełnia kontury ich osobowości rozmaitymi barwami. Przybliża obraz niezdrowej relacji między matką a córką i jej wpływ na dalsze życie bohaterki; efekty dorastania w patologicznej rodzinie; przede wszystkim jednak - pełne stadium alkoholizmu.

Stephen King posługuje się swoim charakterystycznym, nieco gawędziarskim stylem. Właścwa akcja przeplata się ze wspomnianymi powyżej wydarzeniami z przeszłości czy historią hotelu a nad partią dialogów w znacznym stopniu dominują opisy. Mimo to "Lśnienie" czyta się szybko - z wypiekami na twarzy, przewracając kolejne strony. A jedyne co kuło mnie w oczy w trakcie lektury to liczne wulgaryzmy - tego typu literatura rządzi się jednak swoimi prawami.

"Lśnienie" nie jest powieścią dla każdego i jestem tego świadoma. Nie wszystkim przypadnie do gustu gawędziarski styl autora jak i sama fabuła, trudno jednak nie docenić jego kunsztu. Stephen King  umiejętnie buduje napięcie i atmosferę grozy (którą porzuca dopiero w epilogu - zresztą, może niepotrzebnie); poprzez bogate, barwne portrety bohaterów nadaje całości również  charakter psychologiczny.. Fanów Kinga nie muszę chyba przekonywać a tych, którzy wciąż zwlekają z lekturą - gorąco zachęcam. Czasem warto ugryźć coś, co wydaje się nie być w naszym guście. A nóż nabierze sie apetytu na więcej.



15 października 2014

Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain


Czuję na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Czuję ją dlatego, że naprawdę, naprawdę zależy mi na tym żebyście dali Diane Chamberlain szansę, a boję się, że nie znajdę odpowiednich słów by was ku temu zachęcić. Znacie to uczucie? Kiedy nie wiecie czy macie z góry zarzucić innych falą słów zachwytu czy też lepiej się pohamować i pozwolić by zaintrygowała ich nutka tajemnicy? Cóż,od zawsze było wiadomo, że najciężej jest pisać o tym co nas zachwyca, prawda? Pozwólcie jednak, że podejmę próbę spisania tych emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Przynajmniej nie przegram walkowerem.

Tarę, Emerson i Noelle łączy wyjątkowa nić przyjaźni, która jakimś cudem przetrwała trudną próbę czasu. Teraz jednak zostaje ona zmącona przez zaskakujący i absolutnie niedopuszczalny czyn tej ostatniej - pewnej spokojnej, niepozornej nocy Noelle postanawia popełnić samobójstwo. Czterdziestokilkuletnia kobieta - oddana przyjaciółka i doświadczona w fachu położna - która dotąd czerpała z życia pełnymi garściami, niespodziewanie odchodzi, pozostawiając swe przyjaciółki bez odpowiedzi co skłoniło ją ku śmierci. Odnalezione w mieszkaniu Noelle dzienniki, odsłaniają przed Tarą i Emerson przykrą prawdę - tak naprawdę nigdy nie znały swojej przyjaciółki. Noelle skrywała mnóstwo tajemnic, niejednokrotnie mrożących krew w żyłach. Tajemnic, które rzucają cień także na życie Tary i Emerson

Diane Chamberlain snuje swoją historię powoli - mnogością wątków celowo odwlekając w czasie finał. Daje czytelnikowi czas na to by spokojnie przywykł on do bohaterów, zbudował od podstaw własną opinię i z grubsza poprowadził w  myślach własną historię. A potem to burzy. Jej wyrafinowanie nie zna przy tym granic, bo to wcale nie jest tak, że finał jest nielogiczny i nie da się go przewidzieć. Po prostu autorka rzuca swoje wskazówki przy pomocy niepozornych aluzji, niewinnych napomknięć czy też pozornie wyrwanych z kontekstu zdań. Słowem, zachowuje się niczym wprawiony, niezwykle doświadczony twórca kryminału.

Choć fabuła "Tajemnicy Noelle" obraca się głównie wokół (nie do końca) tytułowych sekretów bohaterki, Diane Chamberlain nie ogranicza się do jednego wątku, Wręcz przeciwnie, porusza mnóstwo tematów bliskich duszy swych czytelników. I zmusza ich do myślenia. Chamberlain mówi o stracie, o popełnianiu błędów i rozpaczliwej próbie ich odkupienia, a także o chorobie i związanej z nią dylematami. Przede wszystkim jednak, nakreśla niezwykle wyraźny i prawdziwy zarys trudnych relacji między matką a córką.
Chamberlain oddaje głos swoim bohaterkom i nie ocenia ich postępowania, pozostawiając to w gestii czytelników. Co, uwierzcie mi, nie zawsze jest łatwe. W powieści przeplatają się głosy wielu kobiet - mniej lub bardziej zagubionych w zaistniałej sytuacji. I tylko losy Noelle poznajemy niejako przez pryzmat narratora trzecioosobowego, co jeszcze bardziej podkreśla przepaść dzielącą ją od przyjaciółek i sam fakt,że odeszła. Owa różnorodność narracyjna ułatwia zbliżenie się do bohaterek i identyfikacje z ich losami.

Autorka, znakomicie, z niespotykaną wrażliwością i delikatnością, wczuwa się w emocje bohaterów i nadaje przy tym całości niepowtarzalny klimat. Chamberlain nie stara się jednak przy tym o nadmierną wyniosłość, patos. Lekkie pióro i prostota (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) języka, pozwalają zapanować czytelnikowi  nad nadmiarem emocji oraz oswoić trudną, niejednokrotnie bolesną tematykę. Trochę boli to, że nazwisku Chamberlain często towarzyszy porównanie do Jodi Picoult. "Tajemnica Noelle" wyraźnie pokazuje czytelnikom, że ono [nazwisko] broni się same i powinno stanowić markę samą w sobie.

Powieść Diane Chamberlain nie aspiruje do rangi arcydzieła literackiego, ale też nie każdy tytuł musi nim być by zachwycić czytelnika. Chamberlain snuje swoją opowieść powoli, z charakterystyczną dla siebie wrażliwością. Mówi o rzeczach trudnych i nie nadaje całości lukrowej otoczki. Ale robi to ze smakiem i wyczuciem. "Tajemnica Noelle" posiada to COŚ. Coś co sprawi, że ten tytuł pozostanie w waszej pamięci na dłużej (o czym świadczyć może fakt, że sama czytałam go jakiś rok temu) i zaostrzy apetyt na więcej. Dajcie Diane Chamberlain szansę. Istnieje możliwość, że i Was zdoła oczarować równie mocno jak mnie.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...