Zlodziejka Ksiazek

wtorek, 16 stycznia 2018

Piękne złamane serca, Sara Barnard
stycznia 16, 2018 Comments

Gdzieś na początku wakacji naszła mnie niezrozumiała i zaskakująca (bo zupełnie do mnie niepodobna) ochota na lekturę powieści określanych przez zagranicznych czytelników jako contemporary YA. Inspiracji szukałam głównie wśród polskich i zagranicznych booktuberów, ale choć z przyczyn oczywistych (czyt, nie jest to gatunek dobrze mi znany) mam pewne zaległości wśród tego typu tytułów i tak zdecydowałam się na lekturę powieści wydanej stosunkowo niedawno. Uległam pięknej oprawie i licznym pozytywnym opiniom i sięgnęłam po „Piękne złamane serca".

Caddy i Rosie są najlepszymi przyjaciółkami, pomimo dzielących je różnic. Wraz ze zbliżającymi się szesnastymi urodzinami, Caddy czuje się coraz bardziej rozczarowana swoim zwyczajnym życiem - chciałaby doświadczyć jakiegoś Epokowego Wydarzenia i bardziej przypominać swoją przyjaciółkę. Pojawienie się w miasteczku Suzanne - ślicznej dziewczyny, skrywającej jakiś sekret - komplikuje relacje między nastolatkami. Caddy czuje, że jej pozycja u boku Rosie staje się coraz bardziej zagrożona. 

Będąc w zupełności szczerą, rozpoznaję, że „Piękne złamane serca" są powieścią pod pewnymi względami problematyczną i że prawdopodobnie moja końcowa ocena jest nieco zawyżona. Mam pewien problem ze sposobem w jaki Sara Barnard kreuje główne bohaterki. Nastolatki w jej wydaniu wydają się osobami skupionymi jedynie na imprezowaniu, spożywaniu alkoholu i utracie dziewictwa. Owszem, piętnaście/szesnaście lat skończyłam kilka lat temu, ale zdecydowanie nie jest to problematyka, która wówczas zaplątała głowę moją czy moich znajomych. Czy czasy aż tak się zmieniły? Nie wiem. Ale na całe szczęście Sara Barnard zaproponowała mi coś w zamian.

Największym atutem „Pięknych złamanych serc" jest fakt, że wątkiem przewodnim całej powieści pozostaje przyjaźń w najróżniejszych jej odcieniach. W historiach YA jakie miałam okazję do tej pory czytać nacisk kładziony był na romans pomiędzy bohaterami, a tymczasem Sara Barnard niemal zupełnie się na nim nie skupia. Przyjaźń w powieści Barnard przybiera ponad to różne odcienie, poczynając od niesamowicie silnej więzi łączącej Caddy i Rosie, a kończąc na, w pewnym sensie, toksycznej relacji jaka zaczyna funkcjonować między Caddy a Suzanne.

Nie zdradzę zbyt dużo ujawniając inną tematykę poruszaną przez Sarę Barnard mianowicie problem przemocy domowej. Chociaż nie podoba mi się stanowisko niemal wszystkich dorosłych bohaterów odnośnie sytuacji Suzanne. Doceniam natomiast perspektywę jaką obiera Sara Barnard. Podczas gdy większość historii kończy się w momencie, gdy ofiara opuszcza toksyczne miejsce, autorka „Pięknych złamanych serc" w tym punkcie rozpoczyna opowieść. Nie zdradzę Wam wątków związanych z tym zagadnieniem, ale poruszona w powieści problematyka sprawiła, ze spojrzałam na całość znacznie przychylniejszym okiem.

Mam wrażenie, że „Piękne złamane serca"mogłyby być jeszcze lepszą powieścią gdyby wprowadzono w nich kilka drobnych poprawek. Ale nawet mimo pewnych mankamentów jest to historia warta poznania, zwłaszcza w przypadku nastoletnich czytelników. Brakuje nam tego typu powieści, w których to przyjaźń została wypchnięta na pierwszy plan. 

Piękne złamane serca” Sara Barnard; tłum. Joanna Grabarek; wydawnictwo Insignis; Kraków 2017 ★★★★☆

Read more

niedziela, 14 stycznia 2018

Pokochałam wroga, Mirosława Kareta
stycznia 14, 2018 Comments

Nie jest tajemnicą, przynajmniej dla osób, które śledzą Złodziejkę Książek, albo moje profile na portalach poświęconych książkom (czyt. Lubimy czytać.pl lub Goodreads.com) nieco dłużej, że powieści osadzone na tle II wojny światowej budzą zazwyczaj moje zainteresowanie. Sporo historii, które nieoficjalnie figurują na mojej liście ulubionych lektur, takich jak „Złodziejka książek", „Jeździec miedziany" czy „Szare śniegi Syberii" rozgrywają się właśnie podczas tego okresu historycznego i dlatego pomimo pewnych rozczarowań (czyt. „Esesman i Żydówka") wciąż staram się poszukiwać podobnych pozycji. Powieść Mirosławy Karety wydawała się doskonale wpasowywać w moje oczekiwania, zwłaszcza z obietnicą wojennego Krakowa w tle, ale nie do końca okazały się one zrealizowane.

Jadwiga przez lata skrywała w tajemnicy prawdę na temat losów swojej rodziny. Historię, która nawet pomimo upływu czasu może wstrząsnąć posadami świata rodu Petryckich, kobieta spisała jedynie w starym zeszycie. Po śmierci Jadwigi, trafia on w ręce jej syna - krakowskiego lekarza. Mężczyzna jest zdeterminowany by poznać prawdę o relacji jaka łączyła matkę z niemieckim oficerem w czasie II wojny światowej - Maxem Bayerem.

Powieść Mirosławy Karety już na okładce reklamowana jest jako historia „zakazanej miłości Polki i Niemca w okupowanym Krakowie", tyle że niezupełnie jest to prawda. Owszem, wątek uczucia między Jadwigą i Maxem odgrywa dużą rolę w fabule, ale nie jest on głównym punktem. Lata II wojny światowej, czyli okres w którym rozgrywał się ów wątek, poznajemy wyłącznie za pośrednictwem odnalezionego pamiętnika Jadwigi. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie oczekiwania czytelnika, który zasugerował się hasłem z okładki. Forma przedstawienia historii Jadwigi i Maxa wręcz narzuca pewną fragmentaryczność, a przez to łączące ich uczucie wydaje się nieco niewiarygodne i jakby mniej intensywne.

Co otrzymujemy niejako w zamian? Mirosława Kareta przywołuje wątek krakowskiego lekarza - Maksymiliana w latach 90 XX wieku, kiedy to mężczyzna podążając śladami historii swojej matki, udaje się do Monachium. Dwutorowe poprowadzenie narracji zdecydowanie ma pewne plusy. Mirosława Kareta przybliża nam rzeczywistość lat 90 i pozwala dostrzec zmiany jakie zachodziły w Polsce (zarówno w kontraście do lat wojny, jak i czasów nam współczesnych). A jedynym elementem zakłócającym przyjemność z lektury jest tendencja autorki do notorycznego porównywania Polski do krajów Zachodu (zwłaszcza Niemiec i Monachium).

Jestem niemal przekonana, ze gdybym nie zasiadała do lektury „Pokochałam wroga" z bardzo sprecyzowanymi oczekiwaniami, powieść Mirosławy Karety bardziej przypadłaby mi do gustu. Autorka ma bardzo przyjemny w odbiorze styl pisania a wplecione w historię fragmenty pamiętnika w pewien sposób wyróżniają  ją na tle innych powieści o podobnej problematyce. Częściowe osadzenie akcji w Krakowie stanowi z kolei dodatkowy atut dla Krakusa - kiedy znacznie łatwiej wyobrazić sobie scenerię dla rozgrywających się wydarzeń.

Jeżeli do lektury „Pokochałam wroga" przyciąga Was wyłącznie hasło z okładki, możecie czuć się odrobinę rozczarowani, Natomiast jeśli należycie do wielbicieli sag rodzinnych, w których przewija się wątek wojenny, powieść Mirosławy Karety powinna Wam się spodobać. Osobiście doceniam fakt, że autorka osadziła akcję w Krakowie i zamknęła wątek Maxa i Jadwigi w jednym tomie, ale jednak nie mogę pozbyć się lekkiego poczucia rozczarowania.

Pokochałam wroga” Mirosława Kareta; wydawnictwo WAM; Kraków 2016 ★★★☆☆
Read more

piątek, 12 stycznia 2018

Co będę czytać w styczniu?: TBR + zapowiedzi
stycznia 12, 2018 Comments

Większość czytelników czyta w styczniu najwięcej pozycji w skali roku - prawdopodobnie dlatego że, jak wiadomo, człowiek na początku roku zawsze ma w sobie najwięcej motywacji. Od kilku lat całkowicie przeczę jednak takim praktykom. Prawdopodobnie odkąd zaczęłam studia, styczeń jest miesiącem, w którym czytam najmniej - chociaż wciąż nie mało. Nie wiem czym jest to spowodowane - jasne, mogłabym zrzucić winę na sesję i konieczność nauki do egzaminu, ale sesja ma to do siebie że zdarza się dwa razy do roku, a jakoś ta letnia absolutnie nie przeszkadza mi w nałogowym czytelnictwie. Bez względu jednak na powody: tak kształtuje się moja rzeczywistość i zdążyłam już to zaakceptować. 

W 2018 roku chciałam jednak, ponownie spróbować publikacji na blogu moich comiesięcznych TBR-ów. Od kilku miesięcy przygotowywałam je jedynie do własnych potrzeb i, z drobnymi wyjątkami, udało mi się z nich wywiązywać, a co więcej - mobilizowało mnie to do tego aby sięgać po tytuły, które nieco dłużej zalegały już na moich półkach i, z jakiś powodów, nieco mnie onieśmielały. Zdecydowałam się jednak nadać mu tym razem nieco odmienną formę - łącząc go z kilkoma najciekawszymi zapowiedziami miesiąca, które chętnie widziałabym na swojej półce. 

TBR

Podobno warto rozpocząć rok od dobrych pozycji, dlatego wśród moich czytelniczych planów znajduje się sporo tytułów, które potencjalnie mogą skraść moje serce. Po pierwsze, Wszystko czego Wam nie powiedziałam debiut Celeste Ng, który znalazł się na mojej liście przypuszczeń 5-gwiazdkowych lektur (nie wiem czy już czytaliście ten post, bo nie jestem pewna na jaką kolejność publikacji się zdecyduję). Po drugie, Mam na imię Lucy, czyli kolejna pozycja autorki, która zachwyciła mnie Okruchami codzienności - jako że to zdobycz biblioteczna, muszę po nią sięgnąć w styczniu. Następnie kryminał, który wydaje się być mi przeznaczony - Niepamięć. Nie dość, że premiera miała miejsce w moje imieniny, to jeszcze główny bohater dzieli ze mną nazwisko. Kolejno Pasażerka, czyli kolejny tytuł w dorobku Alexandry Bracken, która zachwyciła mnie trylogią Mrocznych umysłów. 

Zadeklarowałam także lekturę najnowszego kryminału Wojciecha Chmielarza - Cieni - który zachwycił mnie w grudniu (i tak, wiem że będę poznawać serie niechronologicznie, ale ponoć można).  Korzystając z wciąż zimowej atmosfery, zaplanowałam sobie przeczytanie Królowej śniegu. Coś wyjątkowo kryminalny będzie ten mój styczeń - i polski! Przedostatnim tytułem z listy jest reportaż Mariusza Szczygła - Niedziela, która zdarzyła się w środę. Uwielbiam pana Szczygła, choć nie czytałam żadnego reportażu jego autorstwa, a na dodatek zaplanowałam sobie na 2018 rok więcej pozycji non fiction. No i Dwór mgieł i furii, bo czuję, że coś mnie omija - chociaż jeśli mam być szczera, nie mam zbyt wysokich oczekiwań. 

ZAPOWIEDZI


BRITT-MARIE TU BYŁA, FREDRIK BACKMAN
To niemal zaskakujące jak bardzo czekam na powieść Fredrika Backmana, biorąc pod uwagę, że ani nie czytałam żadnej jego poprzedniej powieści wydanej w Polsce, ani tym bardziej nie oglądałam filmu na podstawie jednej z nich. Słyszałam jednak tyle pozytywnych opinii odnośnie jego twórczości i to od osób, których zdanie bardzo sobie cenię, że trudno pozbyć mi się przeświadczenia, że sama podzielę ów zachwyt. Całkowicie poboczna kwestia, cieszy mnie ogromnie to, że zdecydowano się tym razem nieco bardziej zainspirować zagraniczną okładkę (?). Jakoś przemawia do mnie o wiele bardziej niż ta, która zdobiła ostatnią powieść autora wydaną przez Sonię Draga. 

DOM W RIVERTON, KATE MORTON
Chyba nie jest tajemnicą, że uwielbiam twórczość Kate Morton - z wszystkimi jej mankamentami i przerysowaniami. A Dom w Riverton jest tytułem, które właśnie ów uczucie zapoczątkował. Trochę dziwi mnie, że nigdy nie wzbogaciłam swojej biblioteczki o ten tytuł (czytałam egzemplarz biblioteczny, jeszcze na długo przed założeniem Złodziejki książek), natomiast nadarza się okazja by to zmienić. I może z jednej strony obawiam się, że w swoich myślach idealizują tę pozycję i że nie wywoła na mnie równie pozytywnego wrażenia. Ale z drugiej - wydaje mi się to absolutnie niemożliwe. 

SPRZEDAWCZYK, PAUL BEATTY
Nie śledziłam nigdy ze szczególną starannością laureatów nagród literacki, ale ostatnio rzeczywiście zaczęłam im się przyglądać uważniej. Wiecie, że najbardziej intryguje mnie The Women's Prize for Fiction (wspominałam Wam zresztą o tej nagrodzie w jednym z ostatnich postów), ale skłamałabym twierdząc, że pozostaje absolutnie obojętna na fenomen Man Booker Prize. Tymczasem Sprzedawczyk Paula Beatty’ego jest właśnie laureatem powyższej nagrody z 2016 roku. Co więcej, póki co zbiera bardzo przychylne przedpremierowe recenzje. Nawet jeśli pierwotnie Sprzedawczyk nie znajdował się w moim kręgu zainteresowań, coraz bardziej się to zmienia. 

PANIE NA ZAMKU, JESSICA SHATTUCK
Gatunek historical fiction (spolszczony przeze mnie do fikcji historycznej), przez długi czas był moim ulubionym gatunkiem literackim, a już na pewno jednym z absolutnym ulubieńców. Tymczasem w 2017 roku przeczytałam absolutnie haniebną liczbę tego rodzaju tytułów. I chciałabym to oczywiście zmienić w tym roku. Powieść Jessiki Shattuck - Panie na zamku nie tylko przynależy do znanej i cenionej przeze mnie Szmaragdowej serii, ale także nominowana była do nagrody najlepszej powieści swojego gatunku przez portal Goodreads.

SIOSTRA CIENIA, LUCINDA RILEY
Nie uważam cyklu autorstwa Lucindy Riley za bezbłędny i w swoich opiniach na temat dwór poprzednich tomów, wypunktowałam kilka moich największych zarzutów. Nie ukrywam jednak, że sama historia ma ogromny potencjał i po prostu dobrze się ją czyta. Poza tym, Siostra cienia skupia się na postaci, która praktycznie od samego początku budziła moje największe zainteresowanie. Z kwestii pobocznych, jestem mile zaskoczona tym jak szybko wydawnictwo Albatros wydaje kolejne tomy cyklu. I obym nie chwaliła tutaj dnia przed zachodem słońca!

PANI WYROCZNIA, MARGARET ATWOOD
Wydawnictwo Wielka Litera stosunkowo późno upubliczniło swoje plany wydawnicze i to, że Pani Wyrocznia trafiła do niniejszego zestawienia jest możliwe tylko i wyłącznie dlatego, że publikuję je z opóźnieniem (toż to zbliżamy się do połowy stycznia). Ale jako że aż dwie powieści Margaret Atwood trafiły do zestawienia najlepszych książek jakie czytałam w 2017 roku, nie mogłam nie wspomnieć o tym tytule (mimo że nawet nie do końca skupiłam się na tym o czym opowiada). 

OLIVE KITTREDGE, ELIZABETH STROUT
Informacja o wznowieniu Olive Kittredge została upubliczniona zaledwie kilka dni wcześniej niż ta o Pani Wyroczni. Może mijam się nieco z prawdą twierdząc, że z niecierpliwością czekam na ten tytuł - bo czytałam już niniejszą pozycję w grudniu 2017 roku (egzemplarz biblioteczny Okruchy codzienności) - ale wspominam o nim z dwóch powodów. Po pierwsze, chciałabym kiedyś wzbogacić moją prywatną biblioteczkę o ów tytuł, bo wywarł na mnie naprawdę duże wrażenie. I tym samym płynnie przechodzę do drugiego z powodów, chciałabym żebyście to Wy zwrócili na niego uwagę.

KŁOPOTY MNIE KOCHAJĄ, JOANNA SZARAŃSKA
Sama jestem zaskoczona tym, że tak bardzo czekam na jakąś powieść typowo obyczajową, ale Joanna Szarańska wywarła na mnie AŻ TAK pozytywne wrażenia swoją świąteczną historią - Cztery płatki śniegu. Zanotowałam gdzieś sobie żeby sięgnąć po wcześniejszą serię autorki - tą, w której Kalina stanowi główną bohaterkę, ale potem zobaczyłam zapowiedź całkiem nowego tytułu i czuję się rozdarta. Jeśli będę się bawiła chociaż tak dobrze jak w trakcie lektury wspominanej już powieści, będę bardziej niż zadowolona. 

OKRUTNA PIEŚŃ, VICTORIA SCHWAB
Jak zapewne zauważyliście w zestawieniu najbardziej interesujących mnie zapowiedzi niewiele jest powieści młodzieżowych, czy też fantastycznych. Natomiast jeśli chodzi o historie YA planowane w tym roku przez Czwartą Stronę, jestem tak naprawdę zainteresowana wszystkim, zwłaszcza jeśli mowa o zagranicznych autorach. A już na Okrutną pieśń czekam tym bardziej niecierpliwie, bo wiem, że Victoria Schwab jest po prostu dobrą pisarką. (No i słyszałam na jej temat mnóstwo dobrego, ale to poboczna kwestia).

MILCZĄCE DZIECKO, SARAH A. DANZIL
Mało wspominałam póki co o thrillerach/kryminałach, ale to nie dlatego że na nie nie czekam. Czekam i to bardzo, choćby na powieść Sarah A. Danzil. Jak być może wiecie, thrillery zahaczające o tematykę macierzyństwa budzą moje szczególne zainteresowanie (chociaż nie potrafię sprecyzować dlaczego), a Milczące dziecko ponadto było nominowane do nagrody Goodreads w swoim gatunku Mystery&Thriller. No i seria Filia Mroczna Strona to już swego rodzaju rekomendacja.

NIEODNALEZIONA, REMIGIUSZ MRÓZ
Wiem, że krytykowanie twórczości Remigiusza Mroza jest obecnie modne i nie twierdzę, że jest ono bezpodstawne - akurat nie miałam okazji zapoznać się z tymi tytułami, które wzbudzają najbardziej negatywne emocje. Ale nie zmienia to faktu, że Nieodnaleziona budzi moje zaciekawienie, tym bardziej, że po opisie fabuły nasunęło mi się skojarzenie z opowiadaniem autora ze zbioru Rewers (chociaż nie wiem czy słusznie). Ciekawa jestem jak tym razem zareagują czytelnicy i chętnie sama wyrażę własną opinię.

13 MINUT, SARAH PINBOROUGH 
Czy jesteście zaskoczeni? Prawdopodobnie pamiętacie, że dosyć mocno skrytykowałam poprzednią powieść Sarah Pinborough (i to nie tylko raz, ale także przy okazji innych tekstów). Chciałabym jednak dać autorce jeszcze chociaż jedną szansę, zanim ostatecznie zdecyduję czy sięgać w przyszłości po inne, potencjalne tytuły spod jej pióra. A i sam koncept na fabułę 13 minut  nie brzmi najgorzej.

Czytanie większej ilości pozycji zaliczającej się do szeroko rozumianej literatury faktu, od dawna znajdowało się wśród moich postanowień. Ale jakoś do tej pory jego realizacja nie doszła jeszcze do skutku. Nie ukrywam jednak, że Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim zaintrygowały mnie poruszaną problematykę, a i wiele dobrego słyszałam o samym autorze - Jonie Krakauerze.  

POZOSTAŁE PREMIERY


Cienie, Wojciech Chmielarz / Podpalacz, Wojciech Chmielarz / W domu, Harlan Coben / Manipulantka, Isabel Ashdown / Burza, Steve Sem-Sandberg / Czym jest człowiek, David Szalay / Człowiek tygrys, Eka Kurniawan / Co się stało?, Hillary Rodham Clinton / Tylko dobre wiadomości, Agnieszka Krawczyk / Anti Step-brother. Antybrat, Tijan / Kłamczucha, E. Lockhart

A Wy na jakie premiery czekacie w styczniu?
Read more

niedziela, 7 stycznia 2018

Najlepsze książki 2017 roku
stycznia 07, 2018 Comments

O ile pamięć mnie nie myli, bo wiecie, jestem nieco zbyt leniwa żeby rzeczywiście to sprawdzić, przez ostatnie dwa lata zestawienie najlepszych pozycji jakie czytałam w danym roku poprzedzało to o książkowych rozczarowaniach. Zależało mi jednak na tym by rozpocząć rok na blogu nieco bardziej pozytywnym akcentem, stąd pewne roszady w zwyczajowej kolejności. Niewykluczone zresztą, że tym razem w ogóle pominiemy post z rozczarowaniami - o swoich negatywnych odczuciach już i tak mniej lub bardziej szczegółowo Wam opowiadałam, a nie czuję potrzeby żeby powtarzać słowa krytyki. Ale przecież nie o tym mieliśmy dzisiaj porozmawiać. 

Rok 2017 był dla mnie ważnym czytelniczym okresem. Zaczęłam celowo ograniczać powieści, które jeszcze nie tak dawno były dla mnie podstawowym wyborem jeśli chodzi o lektury; nieco krytyczniej zaczęłam postrzegać powieści po które sięgałam, stąd zresztą większa liczba 2-gwiazdkowych ocen na portalu Goodreads; no i moją uwagę zwróciły pozycje, które do tej pory prawdopodobnie bym zignorowała. Z pewnością nie udało mi się sięgnąć po wiele cudownych i wartościowych lektur - swoją listę wstydu już zresztą tworzę, sugerując się wszelakiego rodzaju zestawieniami z topowymi pozycjami - ale i tak wśród tych około 130 tytułów jakie przeczytałam znajduje się kilka, które szczególnie chciałabym Wam polecić.

Ostrzegam tylko, że w dużej mierze nie są to pozycje wydane w 2017 roku 


Fikcja literacka

Zaczynając od początku: jedną z pierwszych powieści, która wywarła na mnie ogromne wrażenie w 2017, była pozycja autorstwa debiutantki Yaa Gyasi - Droga do domu. Historia, która za granicą zebrała niesamowicie pozytywne opinie czytelników, przeszła u nas nieco bez echa (i to pomimo tego, że nie tak dawno ukazało się nowe wydanie, w miękkiej oprawie). Tymczasem Yaa Gyasi za pomocą krótkich opowiadań, które składają się na sagę rodzinną opowiada nam spory kawałek historii niewolnictwa i kreuje wzruszające portrety bohaterów i łączących ich relacji. Może nie jest to powieść z gatunku lekkich i przyjemnych, ale nie zmienia to tego, że warta jest Waszej uwagi. 

Wielkie kłamstewka Liane Moriarty, kolejna pozycja na liście najlepszych tytułów jakie przeczytałam w 2017 roku, jest z kolei powieścią, którą bardzo trudno jednoznacznie scharakteryzować. Nie do końca jest to thriller, chociaż pojawia się wątek zabójstwa; nie jest to z pewnością romans, chociaż przewija się tam wątek miłosny; a nawet jeśli najbliżej jej do powieści obyczajowej ów określenie nie do końca oddaje jej złożoność. Dla atmosfery tajemnicy; doskonale wykreowanej społeczności i trafnych komentarzy na temat problemów społecznych - nawet jeśli zazwyczaj stronicie od tego rodzaju literatury, warto zrobić dla Wielkich kłamstewek wyjątek. 

Niesłusznie pomijana powieść Brit Bennett - Matki była tytułem, który wstrząsnął mną jakoś na przełomie maja i czerwca. Jak być może już zauważyliście, mam dziwną słabość do niepozornych, spokojnych historii, który duży nacisk kładą na przedstawienie kreacji bohaterów. Brit Bennett doskonale radzi sobie z tym by oddać małomiasteczkowy klimat a także poruszyć temat tego jak pojedyncze wydarzenia i decyzje mogą odcisnąć piętno na życiu wielu osób.  No i chór złożony z “dewotek”, który dopełnia całą opowieść. Mam wrażenie, że w swoich zachwytach jestem osamotniona, ale uważam że powieść Brit Bennett zasługuje na znacznie więcej uwagi. 

Kolejna pozycja odbiega nieco klimatem od pozostałych. Nie trzyma się tak kurczowo naszej rzeczywistości i balansuje na granicy realizmu magicznego. Zaczarowani Rene Denfeld to niebanalna historia, w której autorka kreuje niemal państwo w państwie - przybliżając nam społeczność więźniów.  Zaskakująco brutalna i otwierająca oczy, zwłaszcza przez kontrast z pięknym, lirycznym językiem. Trochę dziwi mnie jej brak popularności, biorąc pod uwagę jej popularność za granicą, liczę jednak na to, że dacie jej szansę. 

Moja powieść totalna 2017 roku, która zabrała mi zdecydowanie najwięcej czasu i która uczyniła ze mnie emocjonalnego wraka - a nie jestem typem czytelnika, który często płacze w trakcie lektury - czyli po prostu Małe życie Hanyi Yanagihary. Wiem, że autorka ma tyleż zwolenników, co i przeciwników, ale ja nie mogę wciąż wyjść z wrażenia nad tym jak umiejętnie operuje ona słowem i jakie spustoszenie jest ona w stanie zasiać w czytelniku. Rozdzierający serce portret młodego człowieka; niełatwy obraz przyjaźni i przewijający się w tle Nowy Jork - warto, chociażby po to by wyrobić sobie własną opinię. 

Złodziejka autorstwa Sarah Waters była z kolei moim wakacyjnym wyborem. A gdybym miała nadawać każdej z wymienionych pozycji jakiś tytuł, ta powieść zyskałaby miano najbardziej zaskakującego plot twistu - i to nie tylko wśród literatury pięknej! Sarah Waters nie raz i nie dwa wprawiła mnie w stan całkowitego zdumienia, ale nie tylko dlatego trafiła na listę najlepszych przeczytanych przeze mnie lektur.  Autorka kreuje bardzo nieoczywiste bohaterki i doskonale nakreśla realia epoki, zwłaszcza jeśli mowa o sytuacji kobiet w ówczesnych czasach. 

No i na koniec dwie powieści jednej autorki - Margaret Atwood. Najpierw przeczytałam jej Opowieść podręcznej i byłam zachwycona tym jak przerażająco realistyczną wizję świata proponuje nam na kartach swojej historii Atwood. To tego rodzaju tytuł, który zdecydowanie zmusza do pewnej refleksji. Ostatnie zdanie doskonale pasuje zresztą także do drugiej pozycji - Penelopiady. Chociaż nie jest to powieść, o której wspomina się zbyt często wywarła na mnie jeszcze silniejsze wrażenie niż Opowieść podręcznej. Opowiedziana z odmiennej perspektywy historia Odyseusza i Penelopy nabiera całkowicie innego znaczenia i rzuca nowe światło także na pozostałe wydarzenia znane z mitów czy historii. Margaret Atwood jest dodatkowo niezwykle świadomą pisarką, co widać w sposobie jaki bawi się słowem i formą. 

Kryminał i thriller

Pierwszym tytułem wśród najlepszych kryminałów/thrillerów jest kolejny debiut literacki, mianowicie Za zamkniętymi drzwiami autorstwa B. A. Paris. To nie jest powieść, która zaskakuje rozwiązaniami fabularnymi i jeśli to element zaskoczenia jest tym czego poszukujecie w powieściach tego gatunku, raczej nie będzie usatysfakcjonowani lekturą. B. A. Paris radzi sobie jednak doskonale z kreowaniem odpowiedniej atmosfery niepokoju. Choć jestem raczej w mniejszości, uważam też, że sam finał idealnie dopełnia ów historię. 

Z podobnych przyczyn zachwycił mnie zresztą także Najmroczniejszy sekret Alex Marwood. Wiem, że czytelnicy uważają ów tytuł za najsłabszy w dorobku autorki, ale absolutnie się z tym nie zgadzam (chociaż, żeby oddać sprawiedliwość, nie czytałam jeszcze jednej pozycji jej autorstwa). Podobnie jak B. A. Paris, Alex Marwood przekonała mnie zwłaszcza tym jak bardzo realistyczna wydała mi się wykreowana przez nią historią i jej świat gry pozorów, w którym rządzi pieniądz i znajomości. 

Nie powinna Was także zaskoczyć obecność Dobrej córki autorstwa Karin Slaughter w niniejszym zestawieniu, bo o swoich wrażeniach po lekturze tego konkretnego tytułu opowiadałam Wam raczej niedawno. Z wszystkich wymienionych tytułów ten pozostaje chyba najbardziej graficzny i brutalny, ale o dziwo nie przeszkodziło mi to w tym by docenić całą historię. Karin Slaughter kreuje niezwykle przekonujący portret psychologiczny osób, które doświadczyły pewnej traumy i wywołuje pewne uczucie dyskomfortu w trakcie lektury (choć nie w negatywnym tego słowa znaczeniu).

Jedyna powieść polskiego autora (wstyd!) i równocześnie jedyna pozycja, która przedstawia zbrodnię niejako z perspektywy śledczego czyli Podpalacz Wojciecha Chmielarza. Ostatnimi czasy słyszałam wiele dobrego na temat twórczości tego autora, ale nie są to słowa bezpodstawne. Podpalacz ma ciekawą i dobrze wyważoną intrygę kryminalną; intrygującego i nienadmiernie wyidealizowanego głównego bohatera; i jest to pozycja po prostu dobrze napisana. Zdecydowanie planuję sięgnąć po inne pozycje w dorobku autora. 

Young Adult i fantastyka

Obok Margaret Atwood, Marissa Meyer jest jedyną autorkę, w przypadku której w 2017 zachwyciły mnie aż dwa tytuły. Obie powieści uwiodły mnie przede wszystkim niesamowicie oddanym klimatem baśni, umiejętnie połączonym z oryginalnymi pomysłami samej autorki. Najpierw było Bez serca - wzruszająca historia uzupełniająca opowieść Królowej Kier, która złamała moje serce. Potem Cinder - pozycja przepełniona akcją, która stanowi niejako futurystyczną wersję bajki o Kopciuszku. Jasne, nie są to powieści, których walorem jest chociażby dopracowany język, ale dla miłośników Disneyowskich animacji jest to świetny wybór. 

W końcu sięgnęłam też po historię autorstwa Brandona Sandersona i zrozumiałam skąd biorą się te wszystkie peany zachwytu wśród polskich i zagranicznych czytelników. Z mgły zrodzony to powieść z niezwykle dopracowanym i bogatym światem przedstawionym, ale także z dobrze wykreowanymi bohaterami, co nie zawsze idzie ze sobą w parze. Nie spodziewałam się po sobie, że tak bardzo zaangażuję się w fabułę i że w pewnym momencie złamie mi ona serce. Trochę dziwne, że nie sięgnęłam po drugi tom, choć z drugiej strony otrzymujemy już swego rodzaju zakończenie. 

Na samym końcu zostawiłam tak naprawdę nie jedną powieść, a (niemal, bo pierwszy tom czytałam w 2016 roku) całą serię. Wiedźma z lustra pod pewnymi względami stanowi jednak mój ulubiony tom i dlatego to ona reprezentuje Kruczy cykl. Maggie Stiefvater jak żadna inna autorka potrafi kreować osobliwy, magiczny klimat. Ale i tak największa siła jej historii leży w bohaterach i łączących ich relacjach. To zdecydowanie nie jest opowieść, która uwiedzie każdego, ale osobiście wciąż pozostaję pod jej urokiem. 

Strasznie jestem ciekawa Waszych ulubieńców. Dlatego że to właśnie w tego rodzaju zestawieniach szukam inspiracji na nowe lektury. Koniecznie zdradźcie mi więc tytuły w komentarzach, albo zostawcie linki do stosownych tekstów/wideo. 
Read more

piątek, 5 stycznia 2018

5-gwiazdkowe lektury, przewidywania
stycznia 05, 2018 Comments

Spójrzmy prawdzie w oczy: każda pozycja jaka widnieje na Waszej niekończącej się liście książek do przeczytania, znajduje się tam nie bez powodu i z pewnością oczekujecie, że w chwili gdy zdecydujecie się w końcu na jej lekturę, usatysfakcjonuje Was ona w mniejszym bądź większym stopniu. Ale musicie też zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy z przeczytanych tytułów idealnie pokryje się z Waszymi oczekiwaniami, a szanse na to, że wszystkie zostaną przez Was ocenione na Goodreadsowe 5 gwiazdek - czyli, w moim odczuciu, jako historię absolutnie zachwycającą - są raczej niewielkie. 2017 rok był rokiem, w którym zaczęłam nieco bardziej krytycznie rozporządzać wspomnianymi gwiazdkami. I chociaż nie uważam by był on pod jakimś względem gorszy od lat uprzednich, tylko nieco ponad dziesięć razy wystawiłam maksymalną ocenę. 

Tym bardziej fascynujący wydał mi się tag krążący na zagranicznym booktubie, w którym czytelnicy bawią się trochę w jasnowidzów (albo graczy lotka) i typują te pozycje spośród swoich biblioteczek, które w ich mniemaniu mogą zostać ocenione na 5-gwiazdkowe lektury, słowem - które z jakiś bardzo subiektywnych względów zasłużą na miano najlepszych. I doszłam do wniosku, że jest to doskonały pomysł na wpis, zwłaszcza dla kogoś kto tak jak ja znajduje niesamowitą przyjemność w tym by sporządzać wszelakiego rodzaju listy. Wbrew pozorom wybór potencjalnie złotej piątki nie był wcale prosty. Jak już wspominałam, lektura musi mieć to nieuchwytne i trudne do sprecyzowania coś żebym zdecydowała się na ocenienie jej na piąteczkę - znacznie łatwiej byłoby mi wytypować pozycje ocenione o oczko niżej. Ale jednak się udało. 

Wszystko czego Wam nie powiedziałam, Celeste Ng
Powieść Celeste Ng była pierwszą jaka przyszła mi na myśl przygotowując sobie w myślach stosowne zestawienie i to pomimo tego, że wśród naszych rodzimych blogerów i booktuberów nie mówi się o niej zbyt dużo, żeby nie powiedzieć - nie wspomina się wcale. Zagraniczna premiera drugiej pozycji w dorobku autorki przypomniała mi jednak o Wszystko czego Wam nie powiedziałam i wszystkich pozytywnych opiniach jakie przeczytałam, albo usłyszałam. W moim odczuciu fabuła powieści nie musi być naładowana akcją - subtelność w opisywaniu emocji, ciekawie nakreśleni bohaterowie, czy piękny język mogą przynieść o wiele lepsze rezultaty, o czym przekonałam się już nie raz i nie dwa. Ponad to uwielbiam historie skupiające się na relacjach rodzinnych. A powieść Celeste Ng ponoć charakteryzują wszystkie te elementy. Niebezpiecznie stawiać jakiemukolwiek tytułowi tak wysoką poprzeczkę, ale naprawdę byłabym zaskoczona gdyby proza autorki nie przypadła mi do gustu. 

Tajemna historia, Donna Tartt
Tym razem moje przypuszczenia mogę oprzeć na nieco solidniejszych fundamentach niż opinia innych czytelników, bo miałam już styczność z prozą Donny Tartt. Jej Szczygieł nie zachwycił mnie może tak jak niektórych czytelników, ale odnoszę wrażenie, że nie doceniłam wówczas w pełni talentu autorki i chciałabym jeszcze kiedyś wrócić do tego tytułu. Zresztą, nawet po pierwszej lekturze wiem już, że Donna Tartt ma mnóstwo do przekazania swoim czytelnikom - i nie chodzi mi tylko o jej wyjątkowy styl pisania. Nie ukrywam też, że niezwykle pozytywne opinie na temat Tajemnej historii, nawet od osób, które nie czytują na co dzień literatury pięknej, są dla mnie dodatkowym argumentem świadczącym o tym, że mogę się zakochać w tej lekturze. Obok powieści Celeste Ng, jest to pierwszy tytuł jaki przyszedł mi na myśl co też o czymś świadczy. 

Szóstka wron, Leigh Bardugo
Twórczość Leigh Bardugo również nie jest mi zupełnie obca, mimo że bardzo długo z tym zwlekałam, udało mi się w końcu przeczytać trylogię Grisza, ale jeśli mam być zupełnie szczera - zachwytu nie było. Z całej serii najbardziej spodobał mi się chyba tom pierwszy co nigdy nie jest zbyt dobrą rekomendacją (chociaż, muszę oddać autorce sprawiedliwość, cykl ma BARDZO dobre momenty, z postaciami Nikolaja i Darklinga na czele). Szóstka wron zbiera jednak znacznie przychylniejszy opinie, nawet wśród czytelników, których wrażenia z lektury trylogii były znacznie bardziej negatywne niż w moim przypadku. Poza tym fabularnie ten konkretny tytuł Leigh Bardugo wydaje się zbliżony do mojego fantastycznego ulubieńca 2017 roku, a to już chyba dobrze rokuje na przyszłość.  

Dżentelmen w Moskwie, Amor Towles
Z wszystkich pięciu tytułów, powieść Amora Towlesa jest chyba największym strzałem w ciemno. Nie wnikałam zbyt dogłębnie w fabułę Dżentelmena w Moskwie, lubię pewną dozę zaskoczenia jeśli mowa o literaturze, a i nazwisko autora jest mi zupełnie obce. Ale to co wiem, w zupełności mi wystarczy. Jeżeli jest coś o czym jeszcze nie wspominałam, a co może sprawić, że zakocham się w lekturze, to jest to klimat. Tymczasem Dżentelmen w Moskwie wydaje się jedną z tych nielicznych lektur, które czarują czytelnika nieco osobliwym klimatem właśnie. No i Rosja jako miejsce akcji stanowi dodatkowy bonus. Tak samo zresztą jak i absolutnie wyjątkowa oprawa graficzna naszego polskiego wydania. Może i nie ocenia się książki po okładce, ale i nie szkodzi to, że po prostu miło się na nią patrzy. 

Dzień dobry, północy, Lily Brooks-Dalton
Dzień dobry, północy jest jedyną powieścią w tym zestawieniu jaką zaczęłam kiedyś czytać i którą, zaskoczenie!, odłożyłam po zaledwie kilku stronach. Absolutnie nie rzutuje to jednak negatywnie na moje przypuszczenia - wychodzę po prostu z założenia, że nie był to dla niej odpowiedni czas ani miejsce. W trakcie ostatnich lat odkryłam, że często nieoczywiste połączenia w literaturze - np. powieść postapokaliptyczna napisana w niesamowicie liryczny sposób i skupiająca się na emocjach zamiast akcji - wzbudzają mój zachwyt. Nie wiem czy Lily Brooks-Dalton oferuje tego typu kombinacje w swojej historii - coś obiło mi się o uszy, ale biorąc pod uwagę mnogość wydawanych powieści, łatwo mogłam pomylić Dzień dobry, północy z czymś innym. Ale przecież o to chodzi w tym zestawieniu, żeby dać dojść do głosu swojej intuicji i przeczuciom. 

Jeśli czytaliście któryś z tych tytułów, możecie utwierdzić mnie w moich przypuszczeniach (albo wyprowadzić mnie z błędu!) w komentarzach. A kiedy zapoznam się z wszystkimi pozycjami, co mam nadzieję stanie się w niezbyt odległej przyszłości, powrócę do Was z informacją jak sprawdza się moja intuicja. 

*Modelką na dzisiejszym zdjęciu jest moja kochana Panna M. ;*
Read more

wtorek, 2 stycznia 2018

2017 rok w książkach
stycznia 02, 2018 Comments

Wiem, że w styczniu nie powinno się już spoglądać za siebie - obowiązuje zasada czystej karty. Naczytałam się sporo podsumowań na innych blogach, ale sama nie zamierzałam nic publikować (za wyjątkiem zestawienia najlepszych książek jakie przeczytałam w 2017 roku). Zamierzałam. Używam czasu przeszłego nie bez powodu, dlatego że pewien filmik na zagranicznym booktubie zainspirował mnie do zmiany planów. Możecie tego o mnie nie wiedzieć, ale uwielbiam wszelakiego rodzaju listy i tabele: od mniej więcej połowy 2016 roku prowadzę zresztą kilka excelowskich arkuszy, w których skrzętnie notuję przeczytane tytuły (razem ze stosownymi adnotacjami) oraz pozycje, które trafiają do mojej biblioteczki. I postanowiłam, że wykorzystam ów notatki do tego żeby przedstawić Wam w skrócie jak wyglądał mój 2017 rok w książkach. Nie wiem na ile jest to interesujące dla Was, ale podejrzewam, że nie jestem jedyną wielbicielką takiego typu podsumowań. A nawet jeśli: ten post może mi kiedyś posłużyć jako ciekawe przypomnienie czytelniczych wrażeń. 

Przeczytane:

Łącznie przeczytałam w 2017 roku 130 pozycji (dla porównania, w 2016 było tych tytułów dokładnie 129). Ale chociaż na bieżąco zapisywałam swoje “osiągnięcia” dopiero w trakcie przygotowywania tych wykresów uświadomiłam sobie, że z reguły czytam zbliżoną liczbę książek w miesiącu. Jak widzicie najwięcej książek przeczytałam w grudniu - jeśli czytaliście ostatnie podsumowanie z pewnością podejrzewacie też czym jest to spowodowane: sporo pozycji stanowiły lekkie powieści obyczajowe, które zazwyczaj pochłaniam bardzo szybko. Nie dziwi mnie też to, że najmniejsza liczba przeczytanych tytułów przypada na styczeń: to jakiś dziwny zwyczaj w moim przypadku (niewykluczone, że związany bezpośrednio z sesją zimową). 

Źródło:
Jestem miło zaskoczona tym, że wśród 130 przeczytanych pozycji, aż 60 stanowiły te tytuły, które pochodziły z moich własnych zbiorów, bo jednak stosy nieprzeczytanych książek w moim domu mnie nieco przerażają. Dziwi mnie także tak wysoka ilość egzemplarzy od wydawnictw (czy to recenzenckich czy jakiś okolicznościowych prezentów z ich strony). Wydawało mi się, że w 2017 ograniczyłam sporo współprac, a tymczasem i tak przeczytałam 49 tytułów, które trafiły do mnie w ten sposób. W porównaniu z zeszłym rokiem, rzadziej sięgałam po egzemplarze biblioteczne (21 tytułów w 2017; 39 - w 2016). Ostatnio jednak bywam tam znacznie częściej!

Płeć autora:
Zdecydowanie jest to najmniej zaskakujący wykres, przynajmniej dla mnie samej. Były czasy, gdy praktycznie wcale nie sięgałam po historie, które wyszły spod pióra mężczyzn, więc i tak pojawia się pewien progres (bo jednak 33 razy porzuciłam swoje przyzwyczajenia). Za tajemniczą kategorią mix, kryją się wszystkie pozycje, które napisane zostały przez więcej niż jednego autora. O ile się nie mylę wszystkie 4 tytuły były napisane przez męsko-damskie duety, ale potencjalnie mogłyby to być także wszelakiego rodzaju zbiory opowiadań. 

Docelowa grupa odbiorców:
Długo zastanawiałam się czy warto zerknąć na statystyki związane z tym, do jakiej grupy odbiorców teoretycznie skierowana była dana pozycja. Te granice są bardzo umowne i czasami ciężko je odpowiednio przypasować do odpowiedniej “kategorii” (z tego powodu całkowicie zrezygnowałam z przygotowywania wykresu wg gatunków). Zdecydowałam się na to głównie dlatego, że to właśnie ten wykres obrazuje spore zmiany jakie zaszły w moim czytelniczym życiu. Jak widzicie bardzo rzadko czytałam historie New Adult (ostatnią z nich w maju), które jeszcze nie tak dawno dominowały wśród moich lektur. Ograniczyłam też młodzieżówki (do 33 pozycji) i to właśnie literatura skierowana do dorosłego odbiorcy dominuje u mnie w 2017 roku. Jasne, większość z tych 90 tytułów to wciąż literatura rozrywkowa, ale i dostrzegam pewne zmiany w swoim guście.  

* Pod literaturą dziecięcą kryją się tak naprawdę dwa tomy serii Lucy Maud Montgomery. Ciężko było mi samej zdecydować się do jakiego czytelnika skierowana jest historia o Ani i w końcu pozwoliłam zadecydować sugestiom Goodreads. 

Oceny:
Gdzieś już o tym pisałam, ale w 2017 stałam się bardziej krytyczna jeśli mowa o ocenę książek. Z pewnością nigdy wcześniej nie wystawiłam tyle dwójek, a piątek było znacznie więcej i to wcale nie dlatego że czytałam gorsze tytuły w tym roku. Nie dziwi mnie przewaga ocen oscylujących wokół 3 do 4 gwiazdek - jeśli przyjrzelibyście się podsumowaniom z każdego miesiąca, szybko zauważylibyście, że oceniałam tak większość przeczytanych książek - jako po prostu średnie lub dobre. Podejrzewam, że ta tendencja będzie się utrzymywać w kolejnych latach i to nawet jeśli staram się sięgać tylko po takie tytuły, które naprawdę mnie interesują. 

Zakupione:
Przechodząc do całkowicie odmiennej strefy mojego życia Książkoholika, podsumujemy jeszcze szybko książki, które wzbogaciły moją biblioteczkę. Wśród statystyk nie brałam pod uwagę ani ebooków, ani nawet egzemplarzy przed korektą. Mimo to liczba 162 pozycji jest nieco przerażająca. Martwi mnie zwłaszcza to, że ostatnie trzy miesiące roku wykazują niebezpieczną tendencję zwyżkową i że jest to liczba większa od tej określającej książki przeczytane. Część tych wyników mnie absolutnie nie dziwi: maj to moje urodziny; lipiec - imieniny; październik - targi książek a grudzień to święta. Ale skąd tyle pozycji np. w listopadzie? Naprawdę nie wiem. 

Źródło:
Żebyście nie myśleli, że jestem jakimś szalonym zakupoholikiem, sama kupiłam tylko (?) 57 pozycji z tych 162 - czyli jakieś 17%. Jeżeli chodzi o prezenty - brałam pod uwagę zarówno pozycje jakie otrzymałam od bliskich jak i tytuły, które trafiły do mnie od wydawnictw w ramach jakiś okolicznościowych prezentów np. świątecznych. Kategoria “Inne” odnosi się za to do pozycji, które nie należą tak naprawdę do mnie. Albo kupiłam je jako prezent dla Pani Mamy lub Panny M., albo któraś z nich kupiła je dla siebie (jak zauważyliście, mają więcej samokontroli, ale to dlatego że korzystają po prostu z moich zbiorów). 

Jestem ciekawa czy prowadzicie podobne zapiski i czy zaobserwowaliście coś ciekawego w związku z własnym czytelniczym rokiem 2017. 
Read more

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie grudnia
grudnia 31, 2017 Comments

31 grudnia prawdopodobnie nie jest zbyt fortunnym dniem do tego aby publikować jakikolwiek post. Większość osób myśli już wówczas o wieczornym szaleństwie Sylwestrowym - nawet jeśli ów szaleństwo definiowane jest jako wieczór na kanapie w piżamie, najlepiej z pizzą - i mało kogo obchodzi czytelnicze podsumowanie grudnia.  Nie chciałam jednak przesuwać w czasie jego publikacji - zwłaszcza, że na początku stycznia i tak czeka nas jeszcze kilka postów podsumowujących 2017 rok. Chętnie opowiedziałabym Wam za to jak bawiłam się na wczorajszym koncercie Accantusa - bo w tym roku sylwestrowe szaleństwo rozpoczęłam nieco wcześniej - ale z racji na nocny pociąg i praktycznie nieprzespaną noc, post który aktualnie czytacie przygotowywany jest nieco wcześniej i, co logiczne, mogę jedynie się domyślać że zabawa będzie wyśmienita! Postaram się przemycić te informacje jeszcze gdzieś między wierszami w innych postach. A teraz przechodząc do meritum: jak minął chyba najfajniejszy miesiąc w roku?

Przeczytałam zaskakującą liczbę 14 książek. Wiem, że niektórym z Was liczba ta wydaje się być niewyobrażalna w skali jednego miesiąca, ale przyczyniło się do tego kilka czynników. Po pierwsze, część z tych tytułów wpisywała się w nowy podgatunek typowo świątecznych powieści obyczajowych, których lektura zajmowała mi dzień, góra dwa. Po drugie, jakoś tak się złożyło, że pomimo sporej ilości zajęć i konieczności wygospodarowania sporej ilości czasu na projekty zaliczeniowe na uczelnie, wciąż zostawało mi sporo wolnego na lekturę właśnie. Po trzecie wreszcie, spędzałam przerażającą część dnia w komunikacji miejskiej, która od października bieżącego roku jest miejscem, gdzie zapoznaję się z większością przeczytanych przeze mnie lektur.

Wśród tych kilkunastu tytułów znalazło się kilka naprawdę dobrych pozycji, ale też nie ominęło mnie sporo rozczarowań. W grudniu, pod koniec 2017 roku, rzutem na taśmę nauczyłam się jeszcze czegoś nowego na temat samej siebie. Nie jestem typem czytelnika, który znajduje szczególną przyjemność w lekturze typowo świątecznych historii (z drobnymi wyjątkami) i prawdopodobnie w przyszłym roku nie poświęcę im już uwagi. Jako że mamy do omówienia sporo tytułów i ten post i tak pewnie będzie już długi, może przejdźmy do przeczytanych lektur.

PRZECZYTANE:

Obudź się, Kopciuszku, Natalia Sońska ★★★½
Zabierałam się za lekturę powieści Natalii Sońskiej przekonana, że jest to jedna z typowych historii świątecznych, ale okazało się, że nie do końca miałam rację. Owszem, w Obudź się, Kopciuszku pojawia się jakaś scena rozgrywająca się podczas świąt i Sylwestra, ale jest ona zepchnięta na drugi (albo nawet trzeci) plan. Jeśli już, powiedziałabym że jest to opowieść zimowa - wiecie, dużo śniegu; nieustannie powracająca sceneria Zakopanego i górskie szlaki. Przeczytałam ją bardzo szybko i zdecydowanie była to lektura przyjemna - nawet jeśli główna bohaterka podejmowała mnóstwo irracjonalnych decyzji, trudno było mi nie westchnąć raz albo dwa obserwując rodzące się między Alicją i Michałem uczuciem. Ale to raczej taka historia na raz - nic co szczególnie wyróżniało się na tle innych powieści, albo co miałoby mi zapaść w pamięci na dłużej. 

Zostać panią Parrish, Liv Constantine ★★
Wspominałam już o tym, że powieść Liv Constantine przypomina mi inny tegoroczny thriller - Co kryją jej oczy?, i zdanie to podtrzymuję. Niestety, podobnie jak tamten tytuł, tak i Zostać panią Parrish okazało sie dla mnie raczej rozczarowującą lekturą. Chociaż Liv Constantine robi wszystko żeby nie zanudzić swojego czytelnika - wrzuca go w sam środek wydarzeń, kreuje wokół głównej bohaterki jakąś aurę tajemniczości i co pewien czas stara się go czymś zaskoczyć; w pewnym momencie chciałam już tylko skończyć lekturę i odłożyć ją na bok. Sposób w jaki zachowują się wykreowane przez autorkę postacie, sprawia, że cała powieść traci na wiarygodności; zdecydowanie zbyt dużo uwagi zostaje poświęcone na to by opisać ubiór bohaterów; a opis z tyłu okładki zdradza jeden z kluczowych plot twistów. Nie ukrywam, że myśląc o tej powieści, czuję już jedynie rozczarowanie.

Cztery płatki śniegu, Joanna Szarańska ★★★★
Gdybym przygotowywała jakiś ranking powieści świątecznych bądź okołoświątecznych, Cztery płatki śniegu prawdopodobnie znalazłyby się na zaszczytnym pierwszym miejscu. To jedna z nielicznych historii, w których naprawdę czuć magię świąt - i nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie tego, że rozgrywa się na kilka dni poprzedzających Wigilię, ale nawet wartości jakie niesie z sobą ta historia. Pani Joanna Szarańska doskonale dobrała wątki (tak naprawdę nie spodobał mi sią tylko jeden z nich, dotyczący pewnego dusigrosza) - każdy z nich różni się od siebie, a równocześnie pozostają one na tyle uniwersalne, że odnajdziecie w nich fragment swojego życia, albo życia swoich bliskich. Poza tym jest tu mnóstwo takiego niewymuszonego ciepła i humoru, co sprawia, że z pewnością sięgnę jeszcze po inne historie powstałe spod pióra autorki. 

Odnaleziony, Harlan Coben ★★★½
Gdybym miała zamknąć swoją opinię w jednym zdaniu, napisałabym po prostu, że Odnaleziony nie odstaje poziomem od pozostałych części trylogii. Akcja gna do przodu; autor wplata gdzieś między wierszami sporo humoru; i po prostu ciężko odłożyć ów historię na bok. To prawda, że wątek sprawy rozpoczęty w tym konkretnym tomie jest nieco słabszy niż dwa pozostałe (zwłaszcza jeśli chcielibyśmy dokładnie prześledzić jakieś następstwa czasowe), ale za to otrzymujemy satysfakcjonujące wytłumaczenie i zamknięcie wątku związanego z ojcem Mickey’a i Rzeźnikiem z Łodzi. Po przeczytaniu całej trylogii, wydaje mi się, że Harlan Coben lepiej sprawdza się jako “autor dla dorosłych”, ale i ta wersja młodzieżowa nie jest czymś co powinno Was rozczarować, jeśli znacie i lubicie już jego pióro.

Wędrowne ptaki, Karolina Wilczyńska ★★
Po skończonej lekturze, a nawet jeszcze w trakcie, żaliłam się Pani Mamie, że jest mi autentycznie przykro, że nie podoba mi się ta historia. Sama fabuła Wędrownych ptaków nie jest co prawda szczególnie oryginalna, ale to nie ona stanowi przyczynę, dla której koniec końców zamknęłam powieść z poczuciem rozczarowania. Karolina Wilczyńska przyjęła bardzo specyficzny sposób na to by opowiedzieć ów historię - zupełnie jakby bohaterki i równocześnie narratorki przyjaźniły się z czytelniczkami i opowiadały im o swoim życiu przy kubku herbaty - i chociaż sam koncept wydaje się ciekawy, wykonanie pozostawia trochę do czynienia. Pomijam już irytujące i egoistyczne postępowanie jednej z bohaterek, cała historia przez sposób jej przedstawienia nabiera niestety infantylnego charakteru i pewnej wtórności. Po Zamarznięte serca czyli drugi tom pewnie sięgnę, bo już go posiadam, ale niestety jestem, znowu, rozczarowana.

Okruchy codzienności, Elizabeth Strout ★★★★
Powieść Elizabeth Strout, chociaż może powinnam raczej określić ją jako zbiór ściśle ze sobą powiązanych opowiadań, zdecydowanie przypadła mi za to do gustu, chociaż równocześnie rozumiem czytelników stojących po ”przeciwnej stronie barykady”. Nie są to historie, w których “dużo się dzieje” i jeśli brak akcji odrzuca Was od lektury, rzeczywiście nie jest to pozycja dla Was. Elizabeth Strout przedstawia krótkie sceny ze zwykłego, codziennego życia - tytułowe okruchy codzienności; za ich pomocą dotyka nierzadko tematów bolesnych i trudnych jak choćby żałoba, samotność i starość; i stawia niezwykle trafne spostrzeżenia na ich temat. Jestem pod wrażeniem zarówno niebanalnej kreacji Olive Kitteridge (która przewija się przez wszystkie historie); języka jakim posługuje się autorka; jak i niezwykłej subtelności i empatii z jaką przedstawia emocje. I nie mogę się doczekać lektury Mam na imię Lucy. 

Chciwość, Marta Guzowska ★★★
Powieść Marty Guzowskiej z pewnością ma w sobie wiele elementów, które mogą się spodobać. Poczynając już choćby od tego, że jest to rzadki przykład kryminału z mocno zarysowanym wątkiem archeologicznym; a kończąc na bardzo ciekawej i nieoczywistej kreacji głównej bohaterki - archeologa i złodzieja w jednym. Okazuje się jednak, że historie rodem z filmu akcji - gdzie mamy pościgi, spektakularne sceny ucieczki i walki - nie są do końca tym w czym sama dobrze się odnajduję: co za dużo to nie zdrowo.  Prawdopodobnie spróbuję jeszcze z Regułą nr 1, bo to o niej słyszałam mnóstwo dobrego, ale póki co raczej nie jestem przekonana. 

Zakochaj się Julio, Natalia Sońska ★★★
Pod wieloma względami towarzyszą mi podobne wrażenia jak po lekturze Obudź się, Kopciuszku. Natalia Sońska ewidentnie ma talent do tego by kreować lekkie, nieco baśniowe historie o miłości. Znowu niezupełnie jest to opowieść świąteczna - więc spokojnie możecie sięgnąć po nią choćby teraz; a sceneria Krakowa przewija się niemal równie często co Zakopane. Historia Julii i Michała poruszyła mnie jednak w mniejszym stopniu, głównie przez zachowanie głównego bohatera (nie chcę nic spoilować, ale jego układ z inną kobietą zdecydowanie mnie zniechęcił). Jeśli poszukujecie jakiejś typowo zimowej i lekkiej opowieści, możecie ją przeczytać. Ale nie jest to też coś co absolutnie trzeba znać. 

Poczucie kresu, Julian Barnes ★★★★
Historia autorstwa Juliana Barnesa jest bardzo krótka i, cóż, specyficzna. Decydując się na lekturę powinniście być świadomi pewnych jej aspektów - tego że sporo fragmentów ma mocno filozoficzny wydźwięk; że bohaterowie wysławiają się w sposób odbiegający od tego do jakiego przywykliśmy; i że jest to opowieść niejednoznaczna, gdzie nie uzyskacie jasnych i klarownych odpowiedzi. To powiedziawszy, warto jej dać szansę, bo Julian Barnes stawia niezwykle trafne spostrzeżenia na temat upływającego czasu i wspomnień, a dodatkowo jest to po prostu pozycja bardzo dobrze napisana. 

Przebudzenie króla, Maggie Stiefvater ★★★★½
Tak się fortunnie złożyło, że w grudniu, zupełnie tego nie planując, zakończyłam dwie serie książkowe. Podobnie jak w przypadku trylogii Cobena, tak i Kruczy cykl nie odbiega poziomem od poprzednich tomów. Przebudzenie króla jest równie osobliwe i tajemnicze jak poprzednie tomy, a Maggie Stiefvater kładzie na dodatek nacisk na to by popchnąć do przodu relacje między bohaterami (i pojawia się kilka niesamowicie romantycznych i uroczych momentów). Samo rozstrzygnięcie wątku Glendowera rzeczywiście może być dla niektórych rozczarowujące, ale, spójrzmy prawdzie w oczy, większość osób czytała ów serię z zupełnie odmiennych powodów. 

Wieczór taki jak ten, Gabriela Gargaś ★★
W przeciwieństwie do powieści Natalii Sońskiej, ta autorstwa Gabrieli Gargaś ma znacznie bardziej świąteczny charakter. Na przestrzeni całej historii bohaterowie przygotowują się do świąt i wielokrotnie napomyka się o wszelakiego rodzaju ozdobach czy też tradycjach. Trudno jednak pozbyć mi się wrażenia iż powstawała ona na szybko, żeby wyrobić się do grudnia - brakuje to jakiejś wyraźnej fabuły; autorka przedstawia bohaterów, którzy potem długo nie pojawią się na kartach powieści; łatwo wyłapać błędy - czy to ortograficzne czy związane z samym wydaniem; a na końcowe rozwiązanie fabularne po prostu brak mi słów. Raczej nie jest to opowieść, którą bym Wam polecała, nawet jeśli samo przesłanie idealnie wpisuje się w klimat świąt. 

Podpalacz, Wojciech Chmielarz ★★★★
Kryminał autorstwa Wojciecha Chmielarza doskonale za to wpasował się w mój gust. Sam pomysł na fabułę nie jest przekombinowany, jak to niestety bywa w przypadku niektórych tytułów; główny bohater nie jest ani zbyt mocno wyidealizowany, ani nie wpisuje się w trend szowinistycznego alkoholika; a na dodatek autor dobrze oddaje topografię miasta. Ostrzegam, to raczej “męska powieść” - i nie chodzi mi o wulgarność czy graficzne sceny, ale o fakt w jaki traktowane są tam postacie kobiece. Tylko że warto się zastanowić czy tak nie wygląda właśnie rzeczywistość środowiska policji. Zdecydowanie zamierzam jeszcze sięgnąć po jakąś historię autorstwa pana Chmielarza. 

Penelopiada, Margaret Atwood ★★★★★
Chyba największe moje zaskoczenie grudnia i ostatnich miesięcy ogółem. Penelopiada jest niejako historią Penelopy i Odyseusza, przedstawioną jednak z perspektywy “wiernej małżonki” i zwracają uwagę na kwestie, które u Homera były raczej przemilczane. Atwood stawia w tej krótkiej historii kilka niezwykle trafnych pytań; kreuje niezwykle przekonujący obraz Penelopy; a na dodatek przybiera oryginalną i niebanalną formę, która wynosi Penelopiadę na zupełnie nowy poziom. Wiem, że jestem odosobniona w swojej opinii, ale polecam Wam historię autorstwa Margaret Atwood. 

Zamarznięte serca, Karolina Wilczyńska ★★★
Drugi tom serii opowiadający o losach czterech przyjaciółkach z ulicy Kwiatowej prezentuje się już nieco lepiej od poprzedniczki. Owszem, nieco infantylny sposób narracji wciąż kłuł mnie w oczy w trakcie lektury (i podejrzewam, że niestety nie zdołałam się do tego przywyczaić). Ale autorce udało się zminimalizować inne mankamenty. Przede wszystkim, narracja z czterech perspektyw nie wydaje się równie wtórna jak za pierwszym razem, bo nie czytamy w kółko o jednych i tych samych wydarzeniach. Po drugie, postać Liliany jest po prostu ciekawsza niż Malwina. Sama się sobie dziwię, ale czuję się zaintrygowana trzecim tomem.


O CZYM OPRÓCZ TEGO PISAŁAM?

Opinia na temat historii rudowłosej dziewczynki - Ani z Zielonego Wzgórza
Opinia na temat niebanalnej wersji historii Romea i Julii czyli Komy
Opinia na temat futurystycznej wersji baśni o Kopciuszku czyli Cinder
Opinia na temat niebanalnej, ale niekoniecznie przez to dobrej powieści młodzieżowej czyli Mojej siostry Rosy.
Read more