18 grudnia 2014

Prezenty dla książkoholika


Chociaż każdy mól książkowy chyba się ze mną zgodzi, że książka jest najlepszym prezentem jaki można otrzymać, nie zawsze jest to możliwe. Czasami znajomi czy też bliscy wzbraniają się przed kupnem kolejnego książkowego prezentu bo a) boją się, że natrafią na tytuł, który ten ktoś już posiada b)  uważają, że i tak ma ich za dużo i nawet wszystkich jeszcze nie przeczytał (choć to wredny argument, trudno mu odmówić logiki) Przychodzę więc do Was dzisiaj z listą nieksiążkowych pomysłów na prezent, które zadowolić powinny każdego mola książkowego. Zaczynamy!


1. Obraz złożony ze słów (najlepiej ulubionej powieści)

Kiedy po raz pierwszy natrafiłam na stronę spinelessclassics.net, dostałam oczopląsu i ślinotoku. Równocześnie. Trudno mi wytłumaczyć zamysł tego projektu, ale się postaram, a wy pooglądajcie sobie przykłady. Powieść - w większości klasyki - zostaje umieszczona w całości na jednej stronie, zdania zostają jednak ułożone w taki sposób by utworzyć jakiś obraz związany z tematyką owej historii. Marzę o tym by kiedyś powiesić na ścianie taki obraz - chociaż chyba nie wiedziałabym co wybrać - "Dumę i uprzedzenie", "Harry'ego Pottera" czy jeszcze coś innego.

2. Szalik z wydrukowanym tekstem powieści

Zamysł podobny do tego z obrazem, z tym, że tekst powieści zostaje umieszczony na materiale szalika. Coś pięknego - związanego z naszą pasją, ale równocześnie przydatnego. Gdybym ja dostała taki prezent pod choinkę chodziłabym w nim non stop - nie ważne - jesień, zima, wiosna(a i w zimne, letnie wieczory by się przydał!). Wybór chyba trochę mniejszy niż w przypadku obrazów, ale i tak każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

3. Okładka materiałowa

Niestety, książki wrzucone do torby czy też plecaka często ulegają zniszczeniu. Zresztą, nawet w domu nie są bezpieczne (ach! te złote litery, które zamazują się pod wpływem dotyku!). Co prawda można zaopatrzyć się w zwykłą, plastikową okładkę a'la na zeszyt (ja tak zawsze robię!), ale taka materiałowa znacznie lepiej się prezentuje - no, i jest też bardziej wytrzymała!

4. Torba płócienna

Torba płócienna to idealne rozwiązanie na cieplejsze miesiące (bo do grubej, zimowej puchówki prezentuje się raczej średnio) a taka związana z książkowym uzależnieniem to już coś wspaniałego. W internecie jest zaskakujący wybór - białe, czarne i kremowe; z nadrukiem i napisem; gotowe wzory i takie robione na zamówienie. Każdy znajdzie coś dla siebie (no, może mężczyzną będzie nieco trudniej)

5. Bluza/koszulka

Skoro mowa o nadrukach, warto też wspomnieć o wszelakiego rodzaju bluzach czy koszulkach. Często kupuję bliskim tzw. przydatne prezenty, a ten z pewnością się do takich zalicza. Wybór jest naprawdę przeogromny i elastyczny jeśli chodzi o przedział cenowy. Warto jednak najpierw dowiedzieć się z jakiego materiału została wykonana koszulka żeby przy pierwszym praniu nie uległa zniszczeniu.

6. Zakładka

Nie kręćcie nosem! Nie mówię o zwykłej, tekturowej zakładce, ale o czymś ekstra ;D Rynek wychodzi nam teraz naprzeciw i możemy wybierać - do wyboru do koloru. Zakładki materiałowe i metalowe; z frędzelkami i na gumce; a nawet spersonalizowane. Zakładka może stanowić fajny prezent, albo dodatek do niego (np. włożona do książki, tak tylko mówię)

7. Kubek

Jedni lubią kawę, inni herbatę, a jeszcze inni gustują w gorącej czekoladzie, ale naprawdę mało jest osób, które nie lubiłyby usiąść w fotelu z książką w jednej ręce a wielkim kubkiem w drugiej. I dlatego to zawsze będzie dobry pomysł. Ponownie, wybór jest nieograniczony, ale zwracajcie uwagę nie tylko na wygląd, ale i wygodę. Z niektórych - hmm... - jakoś dziwnie się pije.

8. Case na telefon

Zwłaszcza gdy ktoś jest posiadaczem iPhone'a czy innego nowszego, popularnego modelu. Swego czasu zachwyciłam się case'ami z motywem "Gwiazd naszych wina", ale myślę, że gdyby dobrze poszukać, można znaleźć wiele fantastycznych propozycji ( jak choćby te z "Wielkiego Gatsby'ego" czy "Dumy i uprzedzenia").-  wujek Google jest dla Was w stanie znaleźć niemal wszystko.

9. Ekranizacja na DVD

Są osoby, które prócz książek uwielbiają również kolekcjonować ulubione filmy. Płyta DVD z ekranizacją ulubionej powieści (zwłaszcza w wydaniu limitowanym, rozszerzonym)może być dla nich doskonałym prezentem. Zwłaszcza, ze ostatnio coraz więcej powieści doczekuje się ekranizacji, no i zawsze można mieć na uwadze klasyki.

10. Nowy regał

Skoro ktoś na ma już miejsca na nowe książki, to może warto mu je stworzyć? Regał albo kilka półek również mogą okazać się trafionym pomysłem. No, chyba, ze ktoś nie ma już na nie miejsca. Pamiętajcie, że to nie musi być koniecznie ręcznie robiony produkt ze starego drewna. Stara, dobra Ikea też daje radę ;)


A Wy jakie macie nieksiążkowe pomysły na prezent dla mola książkowego?

16 grudnia 2014

Cud chłopak - R. J. Palacio


Książki czytam dla własnej przyjemności i dlatego często przedkładam tytuły czysto rozrywkowe ponad klasyki. Nie zmienia to jednak faktu, że niezwykle cenię sobie takie powieści, które zmieniają coś w moim spojrzeniu na świat i uczą mnie czegoś nowego. Nie spodziewałam się, że do właśnie takich tytułów zaliczać się będzie  "Wonder", czyli "Cud chłopak", ale tak było. Bo ta książka naprawdę otworzyła mi oczy na pewne aspekty.

Augustus Pullman to normalny chłopiec. Jak każdy dzieciak w wieku 10 lat ma swoje "ciężkie dni". Kocha swoich rodziców i siostrę, ale nie przeszkadza mu to w tym by ich zranić. Uwielbia się bawić, ale czasami towarzyszem jego zabaw jest jedynie suczka Daisy. Ma małą obsesję na punkcie gwiezdnych wojen. I naprawdę, ale to naprawdę z wszystkich dni w roku najbardziej zawsze nie może się doczekać Halloween. Auggie to normalny chłopiec. Od rówieśników różni go jedynie wygląd.

Niefortunne połączenie genów sprawiło, że twarz chłopca jest wyraźnie zdeformowana. Dziesiątki operacji nie dały wystarczającego rezultatu. Twarz Auggiego wciąż budzi zdziwienie, szok, obrzydzenie a niekiedy nawet i agresje u innych ludzi. By uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, Auggie pobierał edukację w domu. Wiedza jaką posiada jego matka nie wydaje się jednak dłużej wystarczająca. Rodzice Auggiego podejmują trudną dla chłopca, ale i dla siebie samych decyzję by wysłać go do szkoły. To całkowicie wywraca jego życie do góry nogami.

"Cud chłopak" przedstawia historię jednego roku szkolnego, opowiedzianego z perspektywy kilku bohaterów. Owszem, Auggie bierze na swoje małe barki większość odpowiedzialności za relacjonowanie wydarzeń, ale czasami oddaje głos innemu bohaterowi. Dzięki temu nie tylko naprawdę mamy okazję zobaczyć Auggiego oczami innego człowieka, ale także zrozumieć motywy jego zachowania. Coś czego Auggie, a przez to i czytelnik, nie miał szans poznać w odpowiednim momencie.  

Dzieci, w swej postaci niczym niewinny aniołek, potrafią być okrutne i R. J. Palacio nie boi się tego pokazać. życie Auggiego nie jest proste - ani z początku, ani też na końcu i autorka nawet przez chwilę nie stara się tego ukryć.   Wbrew moim obawom wcale nie jest tak, że najpierw wszystko wydaje się iść źle, a potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko układa się doskonale. Choć to powieść dla dzieci i młodzieży, nie brak w niej pod tym względem realizmu. R. J. Palacio  pokazuje, że życie nie jest idealną bajką, ale że nigdy nie jest tak źle by nie można było wszystkiego naprawić; że czasami musimy zaakceptować, że jest po prostu OK i nie czekać by było lepiej.

"Cud chłopak" porusza jednak nie tylko temat choroby, choć oczywiście to on odgrywa najważniejszą rolę. R. J. pokazuje swoim czytelnikom wszystko - psychiczną udrękę Auggiego; rodziców rozpaczliwie walczących o lepsze jutro dla swego dziecka, świadomych, że może ono nie nadejść; odrzuconą w cień Olivię, która kocha swego brata, ale sama marzy o uwadze innych; a także wspaniałych pedagogów, którzy starają się uczyć swych podopiecznych nie tylko wiedzy, ale i życia.

"Cud chłopak" to historia stworzona z myślą o młodszych czytelnikach, o czym świadczy nie tylko wiek głównego bohatera, ale i prosty, zwięzły język autorki. Nie szufladkowałabym jednak tej historii. R. J. Palacio zamknęła w owej opowieści wiele uniwersalnych mądrości, które powinno się docenić w każdym wieku.  Pokazała, że czasami obojętność potrafi sprawić tyle samo bólu co agresja; że skoro uważamy się za ludzi tolerancyjnych, powinniśmy tą tolerancję jakoś okazywać; i że każdy, ale to każdy, powinien mieć szansę na bycie normalnym.

R. J. nie powiedziała tak naprawdę nic nowego, ale przypomniała swoim czytelnikom coś o czym nigdy nie powinni zapomnieć. "cud chłopak" to lektura obowiązkowa dla dzieciaka, nastolatka, ale też i dorosłego. Auggie daje prawdziwą lekcję tolerancji, na którą nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno. A skoro wydano już ową powieść w Polsce to nie macie żadnej wymówki  by po nią nie sięgnąć.

 ★★★★

13 grudnia 2014

Seriale, które oglądam


Jeśli miałabym powiedzieć jakie jest moje kolejne, po książkach, uzależnienie to wspomniałabym właśnie o serialach. Mając do wyboru obejrzenie film lub serial, zawsze, zdecydowanie zdecyduję się na to drugie. Owszem, mnogość odcinków czasami sprawia, że ich poziom drastycznie spada, no i istnieje zagrożenie zawieszenia, ale nic nie jest w stanie zastąpić przywiązania jakie odczuwamy do bohaterów i emocji w oczekiwaniu na kolejny odcinek (który zawsze jest ZA PÓŹNO).

Jako serialowy maniak uwielbiam się zanurzać w kolejnych opowieściach i poszukiwać kolejnych tytułów. Dzisiaj chciałabym jednak  wspomnieć  o tych, które oglądam w chwili obecnej, z mniejszym czy też większym zainteresowaniem. I sama nie wiem, które z nich darzę największą sympatią.


Kiedy zabierałam się za oglądanie OUAT nie spodziewałam się,  że zostanę przy nim na dłużej. Owszem, sam koncept wydawał się ciekawy, ale miałam wrażenie, że to taka historia na jeden sezon. Bo ileż można opowiadać o tajemniczym miasteczku zamieszkałym przez bajkowe postacie, na które Zła Królowa rzuciła klątwę? No właśnie, wydawać by się mogło, że nie długo, ale produkcja stojąca za tym serialem póki co skutecznie udowadnia mi, że się myliłam.

OUAT  jest jedną z nielicznych seriali, które odcinki oglądam na bieżąco - tydzień w tydzień, z niesłabnącym zainteresowaniem. A obecny sezon 4A - jest jak do tej pory moim ulubionym ("Kraina lodu" i duuużo Captaina Hooka, muszę mówić więcej?)Podoba mi się wszystko - zabawa z konwencją, mnogość postaci i wplatanie do fabuły coraz to nowszych wątków. Jeśli nie przeszkadzają wam seriale z elementami magicznymi i lubicie współczesne nawiązania do baśni, musicie spróbować! U mnie to numer jeden!


Outlander

W przeciwieństwie do OUAT, siadając przed "Outlander" miałam jakieś tam oczekiwania (a mówiąc jakieś mam na myśli dosyć wysokie). Gdzieś na instagramie mignęła mi czołówka tego serialu w otoczeniu nadzwyczaj entuzjastycznych hashtagów. Poza tym - Szkocja, XVIII wiek i kobieta, która cofnęła się w czasie przez krąg kamieni - dajcie spokój, to nawet brzmi jak dokładnie coś w moim guście. I takie też jest.

Bo "Outlander" czaruje. Od wspaniałej czołówki, po napisy końcowe przytrzymuje człowieka w miejscu i sprawia, że jak zahipnotyzowany włącza kolejny odcinek. A tych (póki co!) jest niestety tylko osiem! Dobra wiadomość, macie naprawdę mało do nadrabiania. Złą, na pewno będziecie chcieli więcej i więcej (i ręczę za to nie tylko ja, ale również mój mamutek, a to chyba o czymś świadczy, prawda?)


New Girl

Długo nie mogłam znaleźć dobrego serialu w podobnej konwencji - lekkiej, komediowej historii o krótkich epizodach, która umili mi wieczory. Próbowałam swoich sił z "How I met your mother?", ale nie zaiskrzyło i po niespełna sezonie sobie podziękowaliśmy. Tymczasem to właśnie  historia Jess, która po rozstaniu z facetem przeprowadza się do mieszkania trzech, niecodziennych facetów absolutnie podbiła moje serce.

Jestem na początku drugiego sezonu i wciąż przednio się bawię. Podoba mi się humor produkcji i to, że kolejne epizody w jakiś sposób (chociaż delikatny) do siebie nawiązują. Moje serce skradła Jess i wszyscy chłopcy (z Nickiem na czele) i na chwile obecną nie wyobrażam sobie bym mogła ich wymienić na lepszy model. Na jesienną (i zimową!) chandrę są jak znalazł.


The 100

Nie przepadam za serialami sci-fiction. Zresztą, ja i ten gatunek ogólnie za sobą nie przepadamy, nie ważne na jakiej płaszczyźnie. Historia setki młodocianych przestępców, która po 97 latach jako pierwsza dotarła na ziemię, zupełnie do mnie nie przemawiała. Poza tym, wszyscy wiemy, że stacja CW posiada zadziwiającą i denerwującą skłonność do przerywania emisji produkcji.W końcu jednak, po kilkunastu zachwalających tweetach i zaznajomieniu z faktem, że stacja kontynuuje emisje "The 100" - dałam się skusić. I przepadłam. Znowu.

To nie jest idealny serial. Mam wrażenie że stacja CW korzysta z opracowanego schematu i emituje tylko te tytuły, które się w niego wpasowują. Równocześnie jednak jest coś niezwykle pociągającego w "The 100". Nie ma tam miejsca na chwile nudy. Akcja gnie nieubłagalnie czego dowodem są choćby kolejne nagrobki. A gdy akurat zwalnia "na ziemi" coś dzieje się na Arce. Poza tym nie ukrywam, że oglądam "The 100" głównie dla Bellamy'ego.


Revenge

"Revenge" jest jedynym serialem, któremu poświęciłam osobny post i już samo to o czymś świadczy. Swego czasu opowieść o Amandzie Clarke, która pod przybranym nazwiskiem dokonywała zemsty na ludziach, którzy skrzywdzili jej ojca, była moją ulubioną rozrywką na wieczór. Potem przez pewien czas się na siebie obraziliśmy (WIECIE CO STAŁO SIĘ NA KOŃCU 3 SEZONU?) ale ostatnio wrócił do mych łask.

"Revenge" po prostu dobrze się ogląda. Można sobie obejrzeć życie bogatych ludzi od wewnątrz, ale to nie ono znajduje się w centrum zainteresowania  tylko tytułowa zemsta. Poza tym, przedstawia naprawdę wysoki poziom, gdy chodzi o grę aktorską (Madelaine Stone? Emily van Camp? No i Gabriel Mann!). Gdyby nie wpadka z końcówką 3 sezonu (Aiden!) wciąż byłby prawdopodobnie w czołówce (a tak został zdetronizowany, najpierw przez OUAT, a potem także inne pozycje)


Pretty Little Liars

"Pretty Little Liars" to serial mój i Panny M. Zawsze, ZAWSZE,  oglądamy go wspólnie, leżąc w łóżku i popijając z wielkiego kubka herbatę czy też kawę. I już choćby za to, czysty sentyment, w moich oczach ta produkcja wypada pozytywnie.  Ale jest coś jeszcze. Nie wiem co, ale przyglądanie się czwórce na powrót zjednoczonych przyjaciółek, które zaczyna prześladować tajemnicze A ma w sobie COŚ uzależniającego.

Dużo osób zarzuca ostatnio PLL absurdalność. Mówi się, że najlepsze chwile ma już za sobą i teraz należałoby go po prostu jakoś skończyć.   Nie mogę się z tym jednak całkowicie zgodzić. Owszem, w porównaniu do pierwszych sezonów poziom spadł i sama chciałabym uzyskać pisemne potwierdzenie, że zapowiedziany sezon 7 będzie tym ostatnim, ale równocześnie nie potrafiłabym go tak po prostu porzucić bez otrzymania odpowiedzi na kilka (naście? dziesiąt?) pytań. A to też o czymś świadczy!


A Wy co oglądacie i które z tytułów moglibyście mi polecić? 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...