21 października 2014

Lśnienie - Stephen King


Jestem tchórzem, i to takim pisanym wielkimi literami. Jestem TCHÓRZEM  i nie lubię się bać, dlatego jak ognia unikam wszelakiego rodzaju horrorów.  W swoim dziewiętnastoletnim życiu widziałam może trzy (z czego dwa zaliczane były do chlubnej kategorii horrorów komediowych) i nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie te statystyki miały ulec zmianie. Mówię Wam to dlatego żeby wyjaśnić dlaczego tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z prawdziwym obliczem mistrza horroru i stawiałam  na stosunkowo bezpieczne kryminały czy opowiadania. Oraz po to żeby podkreślić, że prawdopodobnie nie wszyscy z Was zgodzą się z moimi odczuciami. 

Jack Torrence nie znajduje się właśnie w najlepszym okresie swego życia. Mimo młodego wieku i ciekawych perspektyw na przyszłość, mężczyzna powoli stacza się na dno. Postępujący alkoholizm, napady agresji a w końcu trudności w dogadywaniu się z małżonką i utrata pracy - nic nie  układa się zgodnie z oczekiwaniami. Praca na okres zimowy w hotelu Panorama jest ostatnią szansą na odbicie się od dna. Jack będzie mógł spędzić czas z żoną i synem - Danielem, popracować nad własną sztuką i przeczekać trudny okres. Tyle, że odcięty od reszty świata hotel jest nawiedzony i posiada zgubny wpływ na Jacka - wolno doprowadzając go do obłędu. Czy historia rodziny poprzedniego dozorcy znowu się powtórzy?

"Lśnienie" zastało okrzyknięte  jedną z najlepszych i najbardziej przerażających powieści pana Kinga i nie sposób się z tym nie zgodzić. Trudno bowiem nie dostrzec tego, że zawiera ono kwintesencje wszystkich walorów jakie posiada twórczość autora. Stephen King nie wrzuca nas wprost do rwącej rzeki. Pierwsza część powieści stanowi jedynie wprowadzenie do całej historii. King daje nam chwilę na przyswojenie się z bohaterami i fabułą. Nie oznacza to jednak, że zupełnie pomija elementy grozy. Wręcz przeciwnie. Przez wizje Daniela, od samego początku czujemy dreszcz niepokoju na plecach i świadomość zbliżającej się tragedii.

Owo napięcie i niepokój sukcesywnie budowane od samego początku, w kolejnych częściach nabiera rozpędu. Nie będę Was oszukiwać, w trakcie lektury niemal nieustannie towarzyszył mi strach a po zmroku rzucałam książkę w najdalszy kąt żeby przypadkiem nie natknąć się na nią wzrokiem. Nie wszystkie momenty były w równym stopniu przerażające, ale jeśli nie macie doświadczenia z gatunkiem polecam Wam czytać "Lśnienie" za dnia i to najlepiej przy ładnej pogodzie.

"Lśnienie" to jednak nie tylko dobry horror, ale także ciekawie, dobrze zarysowane portrety psychologiczne bohaterów.Stephen King nie skupia się w swojej powieści tylko i wyłącznie na chwili obecnej. Ukazując nam przeszłość bohaterów, wypełnia kontury ich osobowości rozmaitymi barwami. Przybliża obraz niezdrowej relacji między matką a córką i jej wpływ na dalsze życie bohaterki; efekty dorastania w patologicznej rodzinie; przede wszystkim jednak - pełne stadium alkoholizmu.

Stephen King posługuje się swoim charakterystycznym, nieco gawędziarskim stylem. Właścwa akcja przeplata się ze wspomnianymi powyżej wydarzeniami z przeszłości czy historią hotelu a nad partią dialogów w znacznym stopniu dominują opisy. Mimo to "Lśnienie" czyta się szybko - z wypiekami na twarzy, przewracając kolejne strony. A jedyne co kuło mnie w oczy w trakcie lektury to liczne wulgaryzmy - tego typu literatura rządzi się jednak swoimi prawami.

"Lśnienie" nie jest powieścią dla każdego i jestem tego świadoma. Nie wszystkim przypadnie do gustu gawędziarski styl autora jak i sama fabuła, trudno jednak nie docenić jego kunsztu. Stephen King  umiejętnie buduje napięcie i atmosferę grozy (którą porzuca dopiero w epilogu - zresztą, może niepotrzebnie); poprzez bogate, barwne portrety bohaterów nadaje całości również  charakter psychologiczny.. Fanów Kinga nie muszę chyba przekonywać a tych, którzy wciąż zwlekają z lekturą - gorąco zachęcam. Czasem warto ugryźć coś, co wydaje się nie być w naszym guście. A nóż nabierze sie apetytu na więcej.



15 października 2014

Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain


Czuję na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Czuję ją dlatego, że naprawdę, naprawdę zależy mi na tym żebyście dali Diane Chamberlain szansę, a boję się, że nie znajdę odpowiednich słów by was ku temu zachęcić. Znacie to uczucie? Kiedy nie wiecie czy macie z góry zarzucić innych falą słów zachwytu czy też lepiej się pohamować i pozwolić by zaintrygowała ich nutka tajemnicy? Cóż,od zawsze było wiadomo, że najciężej jest pisać o tym co nas zachwyca, prawda? Pozwólcie jednak, że podejmę próbę spisania tych emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Przynajmniej nie przegram walkowerem.

Tarę, Emerson i Noelle łączy wyjątkowa nić przyjaźni, która jakimś cudem przetrwała trudną próbę czasu. Teraz jednak zostaje ona zmącona przez zaskakujący i absolutnie niedopuszczalny czyn tej ostatniej - pewnej spokojnej, niepozornej nocy Noelle postanawia popełnić samobójstwo. Czterdziestokilkuletnia kobieta - oddana przyjaciółka i doświadczona w fachu położna - która dotąd czerpała z życia pełnymi garściami, niespodziewanie odchodzi, pozostawiając swe przyjaciółki bez odpowiedzi co skłoniło ją ku śmierci. Odnalezione w mieszkaniu Noelle dzienniki, odsłaniają przed Tarą i Emerson przykrą prawdę - tak naprawdę nigdy nie znały swojej przyjaciółki. Noelle skrywała mnóstwo tajemnic, niejednokrotnie mrożących krew w żyłach. Tajemnic, które rzucają cień także na życie Tary i Emerson

Diane Chamberlain snuje swoją historię powoli - mnogością wątków celowo odwlekając w czasie finał. Daje czytelnikowi czas na to by spokojnie przywykł on do bohaterów, zbudował od podstaw własną opinię i z grubsza poprowadził w  myślach własną historię. A potem to burzy. Jej wyrafinowanie nie zna przy tym granic, bo to wcale nie jest tak, że finał jest nielogiczny i nie da się go przewidzieć. Po prostu autorka rzuca swoje wskazówki przy pomocy niepozornych aluzji, niewinnych napomknięć czy też pozornie wyrwanych z kontekstu zdań. Słowem, zachowuje się niczym wprawiony, niezwykle doświadczony twórca kryminału.

Choć fabuła "Tajemnicy Noelle" obraca się głównie wokół (nie do końca) tytułowych sekretów bohaterki, Diane Chamberlain nie ogranicza się do jednego wątku, Wręcz przeciwnie, porusza mnóstwo tematów bliskich duszy swych czytelników. I zmusza ich do myślenia. Chamberlain mówi o stracie, o popełnianiu błędów i rozpaczliwej próbie ich odkupienia, a także o chorobie i związanej z nią dylematami. Przede wszystkim jednak, nakreśla niezwykle wyraźny i prawdziwy zarys trudnych relacji między matką a córką.
Chamberlain oddaje głos swoim bohaterkom i nie ocenia ich postępowania, pozostawiając to w gestii czytelników. Co, uwierzcie mi, nie zawsze jest łatwe. W powieści przeplatają się głosy wielu kobiet - mniej lub bardziej zagubionych w zaistniałej sytuacji. I tylko losy Noelle poznajemy niejako przez pryzmat narratora trzecioosobowego, co jeszcze bardziej podkreśla przepaść dzielącą ją od przyjaciółek i sam fakt,że odeszła. Owa różnorodność narracyjna ułatwia zbliżenie się do bohaterek i identyfikacje z ich losami.

Autorka, znakomicie, z niespotykaną wrażliwością i delikatnością, wczuwa się w emocje bohaterów i nadaje przy tym całości niepowtarzalny klimat. Chamberlain nie stara się jednak przy tym o nadmierną wyniosłość, patos. Lekkie pióro i prostota (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) języka, pozwalają zapanować czytelnikowi  nad nadmiarem emocji oraz oswoić trudną, niejednokrotnie bolesną tematykę. Trochę boli to, że nazwisku Chamberlain często towarzyszy porównanie do Jodi Picoult. "Tajemnica Noelle" wyraźnie pokazuje czytelnikom, że ono [nazwisko] broni się same i powinno stanowić markę samą w sobie.

Powieść Diane Chamberlain nie aspiruje do rangi arcydzieła literackiego, ale też nie każdy tytuł musi nim być by zachwycić czytelnika. Chamberlain snuje swoją opowieść powoli, z charakterystyczną dla siebie wrażliwością. Mówi o rzeczach trudnych i nie nadaje całości lukrowej otoczki. Ale robi to ze smakiem i wyczuciem. "Tajemnica Noelle" posiada to COŚ. Coś co sprawi, że ten tytuł pozostanie w waszej pamięci na dłużej (o czym świadczyć może fakt, że sama czytałam go jakiś rok temu) i zaostrzy apetyt na więcej. Dajcie Diane Chamberlain szansę. Istnieje możliwość, że i Was zdoła oczarować równie mocno jak mnie.


9 października 2014

Głosy Pamano - Jaume Cabre


Są książki, które trafiają na księgarniane półki cicho i niepozornie (i często w podobnym stylu z nich znikają) a także takie, o których mówi się dosłownie wszędzie i przez to szybko lądują na szczycie listy najlepiej sprzedających się tytułów. A biorąc pod uwagę, że "Głosy Pamano" zaliczają się do tej drugiej kategorii nie mam wątpliwości co do tego, że tytuł ten obił się Wam już o uszy. I bardzo dobrze zresztą, bo w tym przypadku jest o czym mówić. Co prawda nie wiem jak wypada na tle bestsellerowego "Wyznaję", ale nie wydaje mi się żeby wyraźnie odstawał poziomem. Mnie pan Cabre oczarował. 

Orion Fontelles, niepozorny nauczyciel z Toreny, zapadł w pamięci mieszkańców jako największy zbrodniarz; ten, który przelał krew niewinnych. Nic więc dziwnego, ze jego pomnik stał się celem aktów wandalizmu, a ulica nazwana jego imieniem - omijana jest przez niektórych szerokim łukiem. Kilkadziesiąt lat później ten sam człowiek staje się jednak obiektem zainteresowania innej nauczycielki. W trakcie gromadzenia materiałów do wystawy o szkolnictwie sprzed lat, Tina Bros znajduje pudełko pełne listów Oriola do córki."której imienia nie znam". Tina jest zafascynowana historią, która się w nich zawiera. Do tego stopnia, że postanawia  je oddać nieznanej adresatce. 

Brzmi intrygująco aczkolwiek prosto, prawda? Po nitce do kłębka; ze źródła do ujścia rzeki. Cóż, nic bardziej mylnego. Powieść Jaume Cabre jest jak tytułowa rzeka "tysiąca imion" - niejednoznaczna, skomplikowana, zmieniająca nie tylko tempo, ale i nazwę. Autor łamie wszelkie niezapisane prawa. W jednym akapicie/zdaniu/rozmowie przeskakuje do innego miejsca, czasu i zdarzeń, bez wcześniejszego ostrzeżenia. I choć początkowo może to powodować lekką dezorientację ( zwłaszcza gdy myśli sie wówczas o wszystkim innym tylko nie o lekturze) ale w pewnym momencie można się nie tylko do tego przyzwyczaić, ale również tym zachwycić.

Jaume Cabre zachwyca jednak nie tylko formą, ale i samą historią, której oś fabularną stanowi postać Oriona. Mimo że od samego początku wiemy kim jest i co też uczynił - w różnych momentach życia i z różnych perspektyw - pełny obraz jego życia przyjdzie nam odkryć dużo później. Zwłaszcza, że do samego końca nie mamy pewności, który punkt widzenia jest prawdziwy i jak przedstawiają się fakty. Zresztą, nawet po skończonej lekturze pozostaje niepewność.

"Głosy Pamano" to historia pełna namiętności, miłości, zdrady i nienawiści; rozgrywająca się na tle barwnej Hiszpanii, w czasach rządów generała Franco. Dzięki wspomnianemu zabiegowi wielotorowości, Cabre daje nam również możliwość wniknięcia do umysłów całej galerii żywych, barwnych i niesztampowych postaci - władczej i pięknej Elisandy Vilabre,  okrutnego burmistrza Toreny Valentiego Targa oraz całej masy innych osobowości zebranych w kilkustronicowym Dramatis personae. Na ich tle warto jednak wyróżnić jeszcze jedną sylwetkę - Tiny. Bohaterki ważnej nie tylko ze względu  na dokonanie niezwykłego znaleziska. To właśnie postać Tiny wprowadza do powieści tematykę bliższą naszym czasom - poczucie odrzucenia ze strony męża, konieczność pogodzenia się z trudnymi wyborami dziecka.

Wyjątkowo nie mogę nie wspomnieć o wizualnej stronie powieści. Wydawnictwo Marginesy wykonało kawał dobrej roboty. Dawno nie widziałam bowiem tak pięknie wydanej powieści i nie chodzi mi tylko o zewnętrzna stronę graficzną, ale wszelkie detale - materiałowa "zakładka-sznurek", przepiękne zdobienia wewnętrznej okładki i dobrej jakości papier. Wszystko to sprawia, że "Głosy Pamano" po prostu dobrze i z niekłamaną przyjemnością trzyma się w dłoniach.

Dzieło pana Jaume Cabre to pozycja z tzw. wyższej półki. "Głsoy Pamano" zachwycają kunsztem autora i niezwykle bogatą, barwną historią. Równocześnie zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to pozycja dla każdego. Specyficzny styl i poruszanie tematów z Kościołem katolickim nie dla każdego mogą okazać się wygodne. Twórczość pana Cabre można pokochać, lub znienawidzić i chyba warto zaryzykować by sprawdzić do któej kategorii sie zaliczacie. Ja jestem jego prozą oczarowana i z pewnością sięgnę po poprzednio wydaną powieść - "Wyznaję", oby choć równie dobre jak "Głosy Pamano".

½

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...